Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy

5.04.2016
wtorek

Statki na start

5 kwietnia 2016, wtorek,

Rząd pracuje nad pakietem wsparcia dla przemysłu stoczniowego. Ma on „zapewnić wsparcie dla firm w branży stoczniowej i wspomóc przedsiębiorców chcących wejść do tej branży”. W pakiecie ma być możliwość zamiany podatku dochodowego na obrotowy, zwolnienie z VAT, a na tym zapewne nie koniec. Pozostają jednak pytania: dlaczego akurat przemysł stoczniowy?

Oczywiście wszystkim utkwił w pamięci obraz upadających wielkich stoczni. Był to temat głośny, a Radio Maryja nawet robiło zbiórkę na ratowanie Stoczni Gdańskiej. Jedną z większych zagadek tamtego okresu jest to, gdzie się te pieniądze podziały. Stąd pewnie przeświadczenie o trudnej sytuacji przemysłu stoczniowego. To jednak sytuacja sprzed dekady, kiedy to niezreformowane peerelowskie molochy dogorywały – tak jak dzisiaj kopalnie (to nie stereotyp – znam sytuację z pierwszej ręki w obu przypadkach). W międzyczasie przemysł stoczniowy świetnie się rozwinął. Dziś jest on co do wielkości drugi w Europie i piąty na świecie. Bez żadnej pomocy. A do tego buduje nie pływające wanny, jak dawniej, ale statki specjalistyczne. Konkuruje z Norwegami, a nie z Chińczykami. Dlaczego zatem pomagać branży, która ma się wyśmienicie?

Może chodzi o słynną reindustrializację? To idea zrodzona głównie z ignorancji i błędnego powszechnego odczucia. Od 1990 roku polska produkcja przemysłowa wzrosła ponadtrzykrotnie, a Polska jest jednym z najbardziej uprzemysłowionych krajów Europy. Specjalnej potrzeby wspomagania reindustrializacji nie ma. A nawet jeśli rząd się uprze, żeby pomóc (co często kończy się katastrofalnie), to czemu akurat przemysłowi stoczniowemu, a nie przemysłowi jako takiemu? A jeszcze lepiej – czemu nie wszystkim przedsiębiorcom? Ani słowa uzasadnienia, czemu przemysł stoczniowy jest tak kluczowy i strategiczny.

Dużo bardziej prawdopodobne jest jednak wspomaganie niewydolnych przedsiębiorstw państwowych i parapaństwowych. Nie wszystkie stocznie radzą sobie bowiem tak świetnie i pojawia się ryzyko niepokojów. Stąd rozwiązania branżowe mające aplikować kroplówkę firmom ważnym politycznie. W przypadku górnictwa jest ono niemal w całości państwowe i przykłady efektywnych przedsiębiorstw prywatnych to wyjątki. W przemyśle stoczniowym państwowe, nierentowne spółki to anomalie i dlatego proponowane regulacje wyglądają tak absurdalnie. Ale że nie można pomagać pojedynczym formom – trzeba pomagać wszystkim. No i oczywiście nasuwa się tradycyjne pytanie z Rejsu: „Kto za to płaci?”.

Swoją drogą przedstawiane „ułatwienia” są albo bez znaczenia, albo wręcz szkodliwe. Wybór między CIT a podatkiem obrotowym pozostanie raczej pustym wyborem. Każda większa firma, zwłaszcza produkcyjna i handlowa, wybierze CIT, bowiem możliwości prawne jego omijania są olbrzymie. Po co zatem płacić podatek obrotowy, jeśli można nie płacić nic? Zwolnienie z VAT to już zupełna katastrofa. Dziś przemysł stoczniowy produkuje głównie na eksport lub na rynek UE – czyli przy stawce 0 proc. Mogą jednocześnie odliczać podatek od swoich zakupów. Zwolnienie z podatku VAT spowoduje, że wszystkie towary i usługi zdrożeją dla stoczni o 23 proc., co pogorszy ich pozycję konkurencyjną bez żadnych korzyści. Podejrzewam, że ta propozycja lub jej sformułowanie wynika z prostej niekompetencji przedstawicieli rządu przygotowujących komunikat.

Moja propozycja dla rządu zatem: jeśli chcecie pomagać przedsiębiorcom, to wszystkim, a zanim coś zaproponujecie, to skonsultujcie to z nami. Propozycje i postulaty mamy od lat te same.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 18

Dodaj komentarz »
  1. Oczywiście podatek obrotowy, zamiast CIT (PIT) jest niekorzystny dla firm produkcyjnych. Móglby być korzystny dla firm , które pracują wyłącznie „głową”, czyli doradcy, pośrednicy, dla firm nie mających kosztów rzeczowych (materiały, środki produkcji), a jedynie osobowe.
    O VAT czytałem, że ma być stawka „zero”, co również jest bez sensu, gdyż dla firmy wysokośc stawki VAT jest obojętna, płaci go odbiorca, jeśli to firma, to również go odliczy, a jeśli osoba prywatna, to go zapłaci.
    Objęcie stawka „zero” np. jachtów (to też przemysł stoczniowy), spowoduje, że zmaleja wplywy z VAT, bo nabywcy prywatni nie będą go placić. Czyli jest to pomoc dla bogatych, tak jak „pińset”.
    Na tym przykladzie widać, jakich fachowców ma PiS w ministerstwie finansów.

  2. Sądząc po efektach rządów PiS-u w stadninach koni w przemyśle okrętowym trzeba w pierwszej kolejności inwestować w szalupy i koła ratownicze.

  3. Dlaczego akurat przemysł stoczniowy?
    Odpowiedź jest prosta: choć stocznie są w zasadzie tylko montowniami, jako że na ogól powstaje w nich tylko kadłub statku, to są one „lokomotywami” ciągnącymi wiele innych przedsiębiorstw: od hut wytwarzających stal (n.p. w Katowicach czy Krakowie), poprzez fabryki silników spalinowych dla tychże okrętów (dawniej Cegielski w Poznaniu), fabryki wytwarzające jakże liczne dziś na statkach silniki elektryczne (n.p. wrocławski Dolmel) po przemysł elektroniczny, np. radary (warszawski Rawar) a także i przemysł meblowy (szczególnie w przypadku statków pasażerskich) oraz informatyczny, jako że współczesne statki są bardzo silnie zinformatyzowane – od siłowni po mostek kapitański i biuro ochmistrza.
    Przypominam tu, też, że Polska produkowała w latach PRL-u nie tylko statki, ale także kompletne silniki okrętowe (wspomniany już Cegielski), radary (wspomniany już Rawar) silniki elektryczne (wspomniany już Dolmel) etc. Stocznie były za PRLu, jak to zwykle bywa, głównie montowniami, ale praktycznie cały statek był wtedy „made in Poland”. Poza tym, to budowaliśmy wtedy także bardzo skomplikowane statki, takie jak na przykład promy pasażerskie czy też bazy dla rybołówstwa dalekomorskiego, a więc odpada argument, jakoby byśmy budowali w PRLu tylko owe „pływające wanny”.
    Nie jest też prawdą, że od 1990 roku polska produkcja przemysłowa wzrosła ponad trzykrotnie, a Polska jest jednym z najbardziej uprzemysłowionych krajów Europy. Fakty są takie, że nie ma już polskiego przemysłu, a tylko przemysł znajdując się w zagranicznych rękach, a tylko fizycznie zlokalizowany w Polsce, przy czym są to w olbrzymiej większości montownie, a nie kompletne wytwórnie, czyli z biurami projektowymi, prototypowniami etc.
    Poza tym, to przemysł stoczniowy podtrzymywany jest, i to od dawna, na całym niemalże Zachodzie z budżetu państwa (USA, Australia, Niemcy etc.), jako że jest on kluczowy dla utrzymania zdolności obronnej państwa, a w przypadku mocarstw takich jak USA także zdolności uderzeniowej, na poziomie wymaganym dla utrzymania statusu USA jako globalnego mocarstwa. Oczywiście, Polska mocarstwem nie jest, ale potrzebna jest nam flota wojenna, chocby dla kontroli granic i ochrony naszej strefy ekonomicznej na Bałtyku.
    Poza tym, to w ekonomii nie pytamy się tylko kto za to zapłaci, ale co z tego będziemy mieli – nie ważne jest więc ile zapłacimy, ale jaki będzie zwrot z tych zapłaconych pieniędzy. Generalnie – jestem przeciwnikiem pomocy rządowej dla prywatnych przedsiębiorstw, ale jestem zwolennikiem aktywnej polityki ekonomiczniej państwa. Tak więc jeśli państwo chce pomagać wybranym branżom, to powinno ono wykupić pakiety kontrolne w firmach, które mają w nich strategiczne znaczenie i dopiero wtedy wspomagać je z kasy państwowej, tak, aby zyski z tych inwestycji wróciły do kieszeni wszystkich Polaków, n.p. przez obniżkę podatków, a nie, jak dziś, głównie do kieszeni zachodnich kapitalistów.
    Pozdrawiam
    LK

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Moze im chodzi o wytworzenie przemyslu stoczniowego zdolnego wybudowac nowa Arke Noego? Skoro sporo tych wykolejencow to wyznawcy kreacjonizmu to moze maja cynk, ze takowy specjalistyczny statek bedzie potrzebny? Do czego taki pobozny i szczegolnie uposledzony przez NMP …pardon – umilowany kraj jest szczegolnie predestynowany.
    Ps. Pozwalam sobie na taki komentarz biorac przytaczane przez Pana dane za prawdziwe.
    Ps 2. Czy projekty tych specjalistycznych statkow sa made in Poland czy tez sa przusylane mailowo z Niemiec czy Holandii jakiej? Bo jezeli tak to znaczy, ze umiemy oprocz nontowania samochodow montowac statki i tyle

  6. Jestem człowiekiem morza, statki, porty, stocznie to mój świat. Te wariacje na temat przemysłu stoczniowego to kompletny odjazd. Efekt obsesji szczecińskich działaczy PiS-u, nieudacznych managerów branży morskiej. A szef MGMiŻŚ to także tęga głowa. Będzie się działo…..

  7. Propaganda, jak zwykle, pada po zastosowaniu zwykłej logiki. Logika? A kto by się tam przejmował logika! Nie po to się robi doktoraty w tym kraju.
    Zacytujmy:
    ” Od 1990 roku polska produkcja przemysłowa wzrosła ponad trzykrotnie,”

    „A nawet jeśli rząd się uprze, żeby pomóc (co często kończy się katastrofalnie), to czemu akurat przemysłowi stoczniowemu, a nie przemysłowi jako takiemu? A jeszcze lepiej – czemu nie wszystkim przedsiębiorcom”

    (Dodam, że oba cytaty pochodzą od tego samego autora z tego samego tekstu.)

    Odpowiedź: skoro reszta „polskiego przemysłu” tak sobie świetnie radzi, to chyba jasne, że nie wymaga pomocy. Nad resztą „polskiego przemysłu” czuwają bowiem niewidzialne ręce, tajemnicze mechanizmy makroekonomiczne, panowie ambasadorowie, duchy (przedsiębiorczości, wolnego rynku) i inne byty astralne.
    Natomiast przemysł stoczniowy najwyraźniej tej opieki nie miał i sobie wziął i dogorywnął. Jak Pan redaktor będzie dogorywał (czego wszak nie radzę robić nawet mimo braku skłonności do reformowania się), to chyba nie zażąda, żeby w tym czasie służby ratownictwa medycznego ratowały raczej prężącego się obok młodego byczka, któremu przez ostatnich 20 lat masa mięśniowa przyrosła trzykrotnie. Inna sprawa, ze przyrost tej masy dokonany na importowanych sterydach w dalszej perspektywie na ogół żle się kończy. No ale, jak mawiał klasyk – w dalszej perspektywie wszyscy jestesmy martwi. Jak polski przemysł stoczniowy.
    Na koniec. Ja się oczywiście domyślam, do czego Pan red. pije z tym pytaniem ‚dlaczego stocznie’. I gotów się jestem zgodzić, że za tym wyborem stoją powody inne, niż ten, że w wypadku przemysłu stoczniowego mamy jednak doświdczenie, tradycję, wykształconą kadrę i umiejętności bezwzględnie nam narzucone kiedyś przez zbrodniczy reżim. Niestety, tak się składa, że wszystkie te walory zostały przez ostatnich 20 latach dość dokładnie zredukowane. I to nie trzykrotnie, tylko do zera.

  8. Stocznie radzą sobie świetnie – od poczatku podejrzewam, że chodzi o jakąś formę nacjonalizacji.
    Pamiętam różne słowa i idee popierane przez Lecha Kaczyńskiego – śmierdziało to centralizacją władzy oraz kontrolą rynku. Uważałam, ze chca przywrócić komunizm tyle, ze bez ZSRR i ze sobą u władzy. Moje obawy traktowano jako żarty z political fiction.

  9. Dyskusja o stoczniach pomija jeden ważny fakt. Tak, przemysł stoczniowy jako całość rozwija się przyzwoicie, ale jest straszliwa dysproporcja między Trójmiastem a Szczecinem. Trójmiasto dawno odrobiło straty związane z upadkiem molochów, Szczecin nie. Kiedyś proporcja przychodów branży była 2:1 dla Trójmiasta, teraz jest z 10:1, Szczecin jest najwolniej rozwijającym się miastem wojewódzkim w Polsce a zachodniopomorskie regionem (GW liczyła kiedyś)
    Tak, branża stoczniowa w drugim największym ośrodku morsko-portowo-stoczniowym potrzebuje wsparcia.

  10. „A do tego buduje nie pływające wanny, jak dawniej, ale statki specjalistyczne. Konkuruje z Norwegami, a nie z Chińczykami. ”

    Jestem ciekaw, co chcial Pan przez to powiedziec? Polskie budownictwo okretowe ma dosyc dluga i calkiem dobra tradycje i „plywajacych wanien” nie budowalo. Mozliwe, ze Chinczycy nie sa punktem odniesienia w tym przypadku, radze byc jednak ostroznym, gdyz juz obecnie zdominowali niektore galezie dzialalnosci inzynierskiej – przykladem moze byc rynek dzwigow kontenerowych.

    Pozdrawiam

  11. Dlaczego pomagać stoczniom? Bo nie trzeba. A jaki efekt propagandowy w stylu-dzięki genialnej polityce rządu już po paru miesiącach przemysł stoczniowy podniósł się z kolan i jest jednym z najlepiej rozwijących się w Europie i na świecie.

  12. Żal kobietki.Każą i jeździ po kraju puszczając aniołki z trąbką.

  13. Niech PiS da sobie spokój ze stoczniami, bo w ramach „dobrej zmiany” położy do reszty polski przemysł stoczniowy.

  14. „Dziś jest on co do wielkości drugi w Europie i piąty na świecie.”
    Widzę, że na tym blogu wszystko po staremu. Demagogia rulez!

    W zoo ustawiono zwierzęta:

    słonia
    nosorożca
    żubra
    dużą mrówkę
    małą mrówkę
    malutką mróweczkę

    Hurra, krzyczy malutka mróweczka. Jestem na piątym (czy siódmym) miejscu wśród zwierząt!

    Za **http://www.sajn.or.jp/e/statistics/Shipbuilding_Statistics_Mar2015e.pdf
    (opartym na danych dawnego Lloyd’sa a więc trudno o lepsze źródło) pod względem tonażu w 2014 roku na świecie w danym kraju zbudowano, w procentach:

    Chiny______________35.2
    Korea Płd.__________34.8
    Japonia____________20.8

    Niemcy_____________0.8
    Włochy_____________0.5
    Rumunia____________0.5
    Finlandia____________0.2
    Holandia____________0.2
    Polska______________0.2

    Nie mam pojęcia, czy polskie 0.2% jest większe od holenderskiego 0.2%, ale to jest raczej mały pryszcz.

    Bardzo wątpię, czy tzw. „statki specjalistyczne” sprzedają się aż 10-krotnie drożej w przeliczeniu na tonę wyporności od „wanien”. Oby. 10-krotne przebicie byłoby konieczne aby z jakimkolwiek poczuciem realizmu obwieszczać o polskim „5-tym miejscu”.

  15. Andrzej
    Odkąd to znasz się na stoczniach?
    Sik
    Pełna zgoda!
    M_malgorzata
    Nie sądzę, aby stocznie w Szczecinie radziły sobie świetnie.
    Witold
    Uważasz, że lepiej aby wyposażenie stoczni rdzewiało, a stoczniowcy emigrowali z Polski za pracą?

  16. Van der Merwe
    Jeśli statki są „pływającymi wannami”, to samoloty są „latającymi rurami”, a pociągi i samochody „pudłami jeżdżącymi na kółkach”. Nie wiem, kto Panu Gospodarzowi podsunął ten niemądry pomysł, że stocznie produkują bardzo proste wyroby.

  17. A może nie chodzi o reindustrializację, a o nacjonalizację? Żeby przemysł stoczniowy był państwowy, nie prywatny. Wtedy będzie można nim kierować wedle preferencji i widzimisię Prezesa i Partii (którzy mają na względzie „dobro narodu”)?

  18. @ Witold
    dokładnie taki jest plan. „Ciemny lud wszystko kupi”
    PiS zawdzięcza władzę mediom, które konsekwentnie pracowały by lud był ciemny- tworzyły obraz „Polski w ruinie”, kraju kwitnącej patologii i afer. „Propaganda klęski” zadziałała. O naszych ogromnych osiągnięciach łatwiej było przeczytać w mediach zagranicznych. Do których niewielu Polaków sięga. Lub na portalach specjalistycznych, o których niewielu Polaków w ogóle wie.
    Za to konsekwentnie rozbudzały poczucie frustracji i niezadowolenia poprzez nieustanne porównywanie z najbogatszymi krajami Europy Zachodniej (jakoś np. Portugalia rzadko wyst. w tych zestawieniach) tak, jakby te kraje osiągnęły swoje bogactwo w lat kilka a nie kilkaset- na co Polska nie miała szans.
    A kiedy je miała- przez ostatnie 25 lat, wykorzystała. Polacy zaradni, mądrzy i pracowici naprawdę dokonali wiele. Może na tyle wiele, że nie uda się tego zniszczyć.

  19. Joanna
    Jakie osiągnięcia? Może likwidacja przemysłu, zapaść nauki i szkolnictwa (szczególnie wyższego), wprowadzenie do Polski bezrobocia, i bezdomności, pojawienie się, jak przed wojną, obszarów skrajnej nędzy, a może zapaść demograficzna i ograniczenie praw kobiet do dysponowania własnym ciałem czy też może masowa ucieczka Polaków z Polski?

css.php