Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy

10.11.2015
wtorek

Dobre, bo polskie?

10 listopada 2015, wtorek,

Jestem fanem polskiej przedsiębiorczości. To lokalne małe i średnie firmy pozwoliły nam przejść przez transformację i kryzys finansowy. Narodowi czempioni i wielki przemysł co najwyżej ciągną nas na dno. Od lat postuluję jego wspieranie – choć nie przez ulgi i dotacje – ale przez minimalizację biurokracji. Cieszą mnie tez różne oddolne inicjatywy. Jednak zawsze miałem mieszane uczucia w stosunku do akcji typu „kupuj polskie”. Oto dlaczego:

Osobiście wole kupować polskie i lokalne produkty, jednak nie jest to moje główne ani jedyne kryterium wyboru. Podstawowym jest jakość i cena. Kiedy już ograniczę listę towarów do takich, które spełniają oba te kryteria, zastanawiam się nad ich pochodzeniem. Kupowanie produktów nazbyt drogich i niskiej jakości tylko dlatego, ze są polskie, nie jest ani mądre, ani patriotyczne. Tymczasem najczęściej w przekazach takich kampanii dominujący przekaz mówi o patriotyzmie i kapitale, jakby był najważniejszą wartością. Takie podejście skutkuje utrzymywaniem nieefektywnych miejsc pracy. Trochę na tej zasadzie mamy nasze nierentowne kopalnie poprzez blokowanie importu węgla. Co prawda działają tu inne mechanizmy (bardziej państwowe), ale zasada jest ta sama.

Wierzę, że większość naszego sukcesu tak w kraju, jak za granicą wynika z tego, że hartujemy firmy najostrzejszą konkurencją. Nasze produkty i usługi są świetne, bo takie muszą być. Dlatego podbijamy rynki zagraniczne. Otaczanie firm ochronnym kokonem może mieć efekt odwrotny od oczekiwanego.

Silny „patriotyzm gospodarczy” może wywołać podobne odruchy naokoło nas. I może się okazać, że zamiast zyskać – stracimy. Stracimy rynki zbytu, bo tam też zaczną preferować swoich – dlatego, że są swoi, a nie dlatego, że są lepsi. W naszej sytuacji budowania eksportowego tygrysa tego typu ruchy (mam na myśli globalnie – nie u nas) są dla nas bardzo niekorzystne. Po co je wzmacniać? Wiec jeśli nawet chcemy tak robić, to róbmy to bardzo po cichu.

Dlatego gdy zauważyłem kolejną taką akcję na stronie wspieramrozwoj.pl, byłem dość sceptyczny. Jednak bliższe przyjrzenie się jej daje powody do optymizmu. Twórcy nie skupili się jedynie na prostym kryterium własnościowym – sprawdzają także, czy firma zatrudnia i produkuje w Polsce. Jeśli o mnie chodzi, wolę kupić towar wyprodukowany w Polsce przez zagraniczną firmę niż towar wyprodukowany za granicą przez polską firmę. Więc takie podejście też wspierają, wszystko przy użyciu prostej wyszukiwarki.

Ja osobiście przedefiniowałbym „patriotyzm gospodarczy” nieco inaczej. Przecież samo pochodzenie własności to nie wszystko. Są polskie firmy, które same zachowują się niepatriotycznie – nielegalnie zatrudniają, uciekają z podatkami za granicę. Wyobrażam sobie więcej elementów do ujęcia: czy produkcja jest w UE, czy pracownicy są zatrudnieni na umowy o pracę, czy firma płaci podatki w Polsce, czy ich unika. Oczywiście te dane nie tak łatwo zdobyć. Z drugiej strony wystarczy zapytać firmy – odmowa udzielenia odpowiedzi to też informacja.

Tak czy inaczej może okazać się, że proste kryterium pochodzenia kapitału niewiele mówi o wpływie na wzrost gospodarczy. Takie podejście jest propaństwowe, a nie nacjonalistyczne. To pierwsze łatwo promować we wszystkich środowiskach, drugie łatwo napiętnować. Tak czy inaczej zachęcam do odwiedzenia i wsparcia projektu. Ma szansę rozwinąć się w coś naprawdę ciekawego.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 16

Dodaj komentarz »
  1. Bardzo ciekawy wpis.Dobre,smaczne polskie jest na rynku drogie ale popularne i winno być wspierane I Tak trzymać ! Znana sieć spożywcza sprzedaje produkty zagraniczne z Europy i poza- też dobre .Kupujemy je z ciekawości i to też dobre,nie możemy być zaściankiem tak jak poznajemy też świat przez media i podróże i pracę dopóki możemy,mamy zdrowie i pieniądze Wszystko to jest ciekawością świata.

  2. Zależy, co Pan rozumie przez „polskie”.
    N.p. bydgoska PESA jest od pewnego czasu na krawędzi bankructwa,
    zalega ona bowiem od dłuższego czasu z płaceniem dostawcom, czyli ma ona problemy z tzw. cash flow (przepływem gotówki), co jest, jak wiadomo, pierwszym etapem bankructwa. Oto fakty:
    – PESA przyjęła za dużo zamówień, których nie jest w stanie wykonać na czas i zgodnie z wymogami klientów.
    – PESA płaci swoim pracownikom, w tym głownie spawaczom, tak mało, że tylko Ukraińcy godzą się na jej warunki, jako że polski spawacz zarobi co najmniej dwa razy tyle na rękę (uwzględniając nawet wyższe koszta życia) w pobliskich Niemczech.
    – PESA utraciła rynek niemiecki, jako że nie była w stanie dostarczyć tam na czas pociągów zgodnych z zamówieniem (dokładniej specyfikacją techniczną zawartą w tym zamówieniu) złożonym przez niemieckiego klienta (tamtejszą spółkę kolejową).
    – Niektórzy dostawcy PESY nie wysyłają jej już nowych dostaw a inni żądają pieniędzy z góry, a to oznacza poważne problemy, jako że około ok. 75% podzespołów dostarczanych jest do PESY z zewnątrz. PESA jest przecież tylko montownią – oto przykład tramwaju typu 120N:
    – Silnik trakcyjny VEM Sachsenwerk,
    – Przekładnia osiowa Voith,
    – System hamulcowy Knorr-Bremse,
    – Odbierak prądu Stemmann,
    – Mechanizmy drzwiowe Knorr-Bremse etc.
    Z PESY pochodzą właściwie tylko ramy (ostoje) i nadwozia, czyli najprostsze, a zarazem najbardziej pracochłonne w produkcji części tego, co ona produkuje (tramwajów i pociągów). Czy można więc powiedzieć, że ten tramwaj jest „made in Poland”?

  3. Panie Doktorze.
    1. Proszę popatrzeć na Chiny, Koreę Południową czy też na Japonię. Czy tamtejszy wielki przemysł ciągnie te państwa na dno? Czy to źle, że jest on chiński w Chinach, południowokoreański w Korei Południowej czy też japoński w Japonii?
    2. Zgoda, otaczanie wszystkich krajowych firm ochronnym kokonem daje na ogół efekt odwrotny od oczekiwanego. Ale przemysł wysokich technologii (high tech), czyli ten, który dziś decyduje o sukcesie czy tez porażce danej gospodarki, musi być zawsze chroniony przed nieuczciwą konkurencją, a każdy krajowy producent musi by chroniony przed tzw. dumpingiem. Przypominam, że Balcerowicz, zezwalając na ów dumping, czyli zalanie polskiego rynku importem sprzedawanym u nas często poniżej kosztów produkcji, zniszczył polski przemysł, polską myśl techniczną, polskie miejsca pracy i spowodował, że Polacy szukają teraz przyszłości już nie w Polsce, a na emigracji.
    3. Nie jest ważne, czy firma zatrudnia i produkuje w Polsce, ale czy ma ona polski kapitał, czy używa ona polską technologię, a więc polską myśl techniczną i czy jej zyski idą do Polski czy też z niej emigrują. Weźmy na przykład taką Hondę: nie jest najważniejsze, gdzie konkretny samochód tej firmy wyprodukowano (mój n.p. w UK), ale że zarówno projekt tego samochodu jak też i technologia, w której ten samochód wyprodukowano, jest japońska i że zyski z produkcji i sprzedaży tego samochodu idą do Japonii. Tak też powinno być w Polsce: nie ma nic przeciwko temu, abyśmy budowali zagranica nasze własne montownie, w których zagraniczna siła robocza składała by wyroby oparte na polskiej myśli technicznej i aby zyski ze sprzedaży tych wyrobów szły do Polski.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Przypominam też, że wielkie firmy, mające miliony złotych a nawet dolarów USA czy też euro na wynajęcie ekspertów (księgowych i prawników) z zakresu prawa podatkowego są w stanie tak zorganizować swe interesy, że nie tylko, że nie płacą one de facto podatku, to państwo (czyli drobni podatnicy) wręcz finansuje owym wielkim firmom tych ekspertów od unikania podatków, jako że koszta korzystania z usług owych ekspertów od unikania podatków, owe firmy wliczają w koszta swej działalności. Niestety, ale takowe rozwiązania są dostępne tylko dla dużych firm, czyli z wielomilionowymi zyskami – innymi słowy, big is beautiful. Nie muszę tu chyba dodawać, że wielkie firmy mają także dostęp do polityków i wysokich urzędników, jako że tzw. lobbying (czyli legalne korumpowanie polityków) jest na Zachodzie w 100% legalny, szczególnie zaś w USA.

  6. Nie, tego nie mozna oceniac na poziomie przecietnego otumanionego przez neo-liberlane media konsumenta. Taki konsument rowniez zarznie swych rodzicow i swe dzieci. Wystarczy ze neo-liberalne media mu powiedza ze bedzie mu lepiej, ze zaoszczedzi.

    „Kupuj Polskie” jest arcy waznym haslem i kampania. Skutki trzeba oceniac na szczblu makro-ekonomi, w skali kraju.

    Niestety widac tu zablakanie autora. Czyzby nie zalezalo mu aby polacy kupowali produkty jego wlasnej firmy ? A moze nie kupuja bo za biedni, bo nie maja juz pracy. Kraj musi produkowac aby istniec. Nie rozumiem dlaczego to jest trudne.

  7. @Leonid Kowalski

    Nie rozumiem dlaczego nie pojdziesz do Pesy by im opowiedziec fantastyczna historie ze zbioru Stanislawa Lema. Przeciez to ich uratuje.

  8. I jeszcze jedno – gdyby partia Pana Petru naprawdę chciała unowocześnić Polskę poprzez stworzenie w niej nowoczesnej, konkurencyjnej gospodarki, to odrzuciła by ona tą całą, jakże dziś skompromitowaną, neoliberalną ideologię i zaproponowała wprowadzenie w Polsce tego, jakże przecież udanego, modelu azjatyckich „tygrysów” (przypominam: Hong-Kong, Singapur, Tajwan a przede wszystkim Korea Południowa, a dziś także i Chiny Ludowe czyli ChRL). Tajemnica sukcesu tych państw, podobnie jak dawniej Japonii, jest przecież rozsądna interwencja państwa w gospodarkę poprzez popieranie własnego nowoczesnego przemysłu. Oczywiście, Hong Kong i Singapur są tu wyjątkami, jako że są to miniaturowe państwa-miasta, a więc ich gospodarka oparta jest dziś głównie na usługach, przeważnie handlowo-finansowych, ale te państwa są przecież małymi Chinami – pośrednikami pomiędzy potężnymi Chinami Ludowymi a resztą świata. Pamiętajmy bowiem, że to Chiny Ludowe (ChRL) są dziś największą gospodarką świata – pomimo że PKB USA jest wciąż nominalnie większy niż Chin, to PKB USA jest sztucznie „napompowany” poprzez wliczenie do niego nieproduktywnych usług, które w USA są bardzo drogie a tym samym zniekształcają one rzeczywistą wielkość PKB Stanów Zjednoczonych Ameryki.
    Tak więc powtarzam raz jeszcze, że jedyną drogą unowocześnienia polskiej gospodarki, a tym samym realnej poprawy dobrobytu Polaków, jest zbudowanie w Polsce nowoczesnego, wysokowydajnego przemysłu opartego na polskim kapitale i polskiej technologii, polskiej myśli technicznym i polskiego „know how” – najlepiej przemysłu tzw. wysokich technologii (high tech), przemysłu wysoce wydajnego, a więc zdolnego dobrze płacić zatrudnionym w nim Polakom, a także będącego w stanie płacić wysokie podatki z racji wypracowywania wysokich zysków. Oczywiste jest, że takowy nowoczesny przemysł nie powstanie „sam z siebie”, jak w to wciąż wierzą zwolennicy neoliberalnej ideologii, a wymagać on będzie, tak jak n.p. w Korei Południowej, zdecydowanej interwencji państwa w gospodarkę. Pozostawiając gospodarkę tylko i wyłącznie siłom rynkowym, owej „niewidzialnej ręce rynku”, skazujemy się bowiem na odgrywanie drugo-, a nawet i trzecio-rzędnej roli w gospodarce światowej, roli rynku zbytu na towary wytwarzane przez zachodnie firmy w Chinach oraz na rolę dostawcy taniej siły roboczej dla zagranicznych firm: zarówno działających zagranicą, jak też i w Polsce.
    Jak to już pisałem: otaczanie wszystkich krajowych firm ochronnym kokonem daje na ogół efekt odwrotny od oczekiwanego, ale przemysł wysokich technologii (high tech), czyli ten, który dziś decyduje o sukcesie czy też o porażce danej gospodarki, musi być zawsze chroniony przed nieuczciwą konkurencją, a każdy krajowy producent musi by chroniony przed dumpingiem, czyli nieuczciwą konkurencją cenową. Przypominam, że Balcerowicz, zezwalając na ów dumping, czyli na zalanie polskiego rynku importem sprzedawanym u nas często poniżej kosztów jego produkcji, zniszczył polski przemysł, polską myśl techniczną, polskie miejsca pracy i spowodował, że Polacy, szczególnie zaś młodzi, szukają dziś przyszłości już nie w Polsce, a na emigracji.
    Przypominam też na koniec, że dziś nie jest już ważne to, czy dana firma zatrudnia i produkuje w Polsce, ale to, czy ma ona polski a nie obcy kapitał i polski a nie obcy zarząd, czy używa ona polską, a nie importowaną technologię, a więc polską, a nie obcą myśl techniczną i wreszcie czy jej zyski idą do Polski czy też z niej emigrują. Daję tu znów przykład mojej Hondy: nie jest w niej najważniejsze to, gdzie ją wyprodukowano (moją konkretnie w UK), ale że zarówno projekt tego samochodu jak też i technologia, w której ten samochód wyprodukowano, są japońskie i że zyski z produkcji i sprzedaży tego samochodu poszły do Japonii. Tak też powinno być w Polsce: nie mam nic przeciwko temu, abyśmy budowali zagranicą nasze własne polskie montownie, w których zagraniczna siła robocza składała by wyroby oparte na polskiej myśli technicznej i aby zyski ze sprzedaży tychże wyrobów szły do Polski. Na tym bowiem polega nowoczesny patriotyzm, na budowie nowoczesnej polskiej gospodarki, konkurencyjnej nie tylko cenowo względem reszty świata, o czym przypominam w dniu 11 listopada.

  9. Słusznie – lokalne małe i średnie firmy rozwiną znowu produkcje silników okrętowych, lokomotyw, wagonów, statków dalekomorskich, turbin parowych o mocy 500 MW i większej, jak i generatory.
    Zaczną produkować i eksportować śmigłowce, samoloty tłokowe i odrzutowe, że rozwiną produkcję ciężarówek do poziomu 40 000 szt./rok, ciągników rolniczych w ilości 55 000 szt. Małe stocznie prześcigną Japonię w produkcji statków rybackich,
    Uruchomią Produkcję maszyn papierniczych.
    Listę można by mnożyć.
    Oczywiście wszystko to nie będzie poziomem odstawać od tego, co się produkuje na świecie a nawet pod pewnymi względami będzie je wyprzedzać.

  10. Kupuj polskie – bardzo wazna incjatywa. Kto nie kupuje polskiego nie dba o swoje wlasne miejsce pracy. Nie dba o Polske, nie dba o przetrwanie narodu.

    Ale jeszcze wazniejsza jest sprawa odzyskania majatku narodowego. Utraconego po przez szwindle tzw prywatyzacji i zdradzieckie nie-rzady ostatnich 26 lat.

    Jeszcze sa trzezwi i obiektywni dziennikarze. Ponizej przedruk jednego z nich.

    „Wywłaszczenie
    Pozbawienie któregokolwiek narodu własności jest najistotniejszym elementem scenariusza umożliwiającego przejęcie kontroli. Toteż nieprzypadkowo przejęcia kapitałowe określa się w literaturze ekonomicznej terminem „rynek kontroli”, gdyż własność jest synonimem kontroli działalności ekonomicznej.
    Niezależnie od takich czy innych poglądów dotyczących procesu tzw. prywatyzacji oraz innych działań rządów w ponad dwudziestoletnim okresie funkcjonowania III Rzeczypospolitej jeden fakt jest bezsporny. Polacy zostali wyrugowani ze swojej własności w sferze finansów, przemysłu, handlu i w większości pozostałych sektorów gospodarki. Tutaj nie ma miejsca na dyskusję.
    Pozostałości polskich aktywów majątkowych nie pozwalają na żadną słowną woltyżerkę: stanowią obszary nieatrakcyjne ekonomicznie lub niemożliwe do przejęcia.
    To oczywiście mogło zostać uchwycone dopiero po dłuższym czasie, kiedy wywłaszczenie osiągnęło stan krytyczny. Ten stan krytyczny został właśnie dzisiaj osiągnięty.
    Ekonomiczne konsekwencje wywłaszczenia są nadal bardzo słabo eksponowane.
    Po części dlatego, że wiele środowisk społecznych kręci się wyłącznie wokół problemów duchowych i „nie zniża się” do poważnego zainteresowania materialną sferą życia. Tego wątku nie będę szerzej rozwijał, lecz nie jest on bynajmniej drugorzędny. Po części dlatego, że w Polsce od ponad dwudziestu lat krzewi się w społeczeństwie analfabetyzm ekonomiczny, a ściślej – jest on krzewiony przez system edukacji, środki masowego przekazu i czynniki polityczne (budujące analfabetyzm na osobistym przykładzie).
    W pewnym sensie jest to warunek powodzenia kampanii wywłaszczeniowych, gdyż małe zainteresowanie i brak kompetencji eliminują możliwość kontroli i nacisku opinii publicznej. Tak więc warto wspomnianym konsekwencjom poświęcić więcej uwagi.
    Po pierwsze, wywłaszczenie wywołuje silny spadek dochodów kapitałowych zarówno ludności, jak też budżetu państwa, bez których żadne państwo na dłuższą metę nie może się obejść. Przez pewien czas ludność i budżet mogą ratować się zapożyczaniem, tworząc w ten sposób iluzję dobrobytu. Jednak w 100 procentach jest pewne, że taki stan musi skończyć się upadkiem gospodarczym.
    Po drugie, narasta uzależnienie ekonomiczne od krajów trzecich i (nie miejmy złudzeń) zwłaszcza od kreatorów wizji likwidacji Polski. Uzależnienie ekonomiczne jest praktycznie biorąc jedyną drogą do narzucenia niekorzystnych dla kraju relacji gospodarczych, a także wysoce szkodliwych ekonomicznie i polityczne decyzji czy regulacji prawnych. W takich przypadkach wzmacnia się lekceważenie interesu publicznego i rozwijają się działania sprzeczne z tym interesem, co jest zgodne z długofalowym scenariuszem likwidacyjnym.
    Słabość gospodarki obraca się na niekorzyść państwa. Dzisiaj opinia, iż słabość gospodarki wynika ze źle lub naiwnie przeprowadzonej prywatyzacji jest przyjmowana powszechnie. Tkwi w niej jednak pewne nieporozumienie, gdyż w istocie rzeczy kompetencje prywatyzacyjne były dość znaczne (lecz nie ze strony polskich „specjalistów od prywatyzacji”, lecz doradców zagranicznych), tyle że służyły interesom zewnętrznym. Ponieważ proces tzw. prywatyzacji przebiegał w długim, ponad dwudziestoletnim horyzoncie czasowym, z upływem lat musiał ujawnić się jego prawdziwy charakter. To proces kreowania rosnących zagrożeń dla integralności terytorialnej państwa. Tutaj na szczególne podkreślenie zasługuje casus przemysłu stoczniowego.
    Likwidacja tego przemysłu była niejako obnażeniem istoty przekształceń własnościowych: wywłaszczenia Polaków. To nie tylko kwestia kapitału i pracy. To przejaw niewyobrażalnego cynizmu i bezczelności rządu, torującego drogę do wyrugowania „polskiego żywiołu” z ziem zachodnich.
    Wcześniej jednak słyszeliśmy preludium: sprzedaż STOENU niemieckiej firmie państwowej (co nie było prywatyzacją), która oddała w ręce niemieckie kompletny i stale aktualizowany system informacji adresowych o mieszkańcach Warszawy i centralnych instytucji państwowych. To wymowny przykład ignorowania podstawowych zasad bezpieczeństwa narodowego.”

  11. Pan swoje w kolko – to nie polscy przedsiebiorcy nas przewiezli przez kryzys ale polscy pracownicy pokornie znoszacy co raz wiekszy wyzysk w co raz gorszych warunkach zatrudnienia. Odbywalo sie to z pomoca i blogoslawoenstwem rzadow polskich czemu zawdzieczamy (nie)milosciwie nam panujacy PiSuar. Czy ci przedsiebiorcy wynalezli jakies nowe lub rewolucyjne produkty? Metody zarzadzania? Nowe rynki? To pokski pracownik zrobil i choc kryzys juz dawno sie skonczyl nadal nic mu z tego nie skapnelo. Ci ktorzy tego nie moga zniesc emigruja powiekszajac katastrofe demograficzna na spotkanie ktorej dziarsko maszerujemy w takt neoliberalnego marsza. Ciekawym jakie emerytury beda mieli ci co ,,pomogli” pana bohaterom zrobic ,,sukces” czyli ci na smieciowkach? Najnizszych krajowych + ew. cos pod stolem ( zaleznosci czy kobieta czy mezczyzna, jak daleko i jakie skomunikowanie do metropolii, jaka wysokisc bezrobocia w okolicy). Przypomibam, przedsiebiorcy jak splaca swoje domy, samochody beda musieli splacuc mieszkania swoich dzieci. Nigdy nie bedzie ich stac zaplacic godziwie polskiemu pracownikowi

  12. Małe i średnie przedsiębiorstwa stanowią naprawdę silny filar na polskim rynku. Ja jestem na początku swojej drogi, firmę prowadzimy od niedawna, ale przekonałam się, że są naprawdę duże szanse na pomoc – zwłaszcza jeżeli chodzi o dotacje unijne. Z tego miejsca mogę śmiało polecić firmę z Krosna P4P Consulting, która nam pomogła w pozyskaniu środków dla sektora B+R. Pełen profesjonalizm i co najważniejsze – terminowość, co niestety nie zdarza się często w tej branży.

  13. Racja, Sławczan i Kaesjot!

  14. @Kagan jak zwykle ma przestarzałe bo (jak to moje dzieci mówiły), „wyużyte” informacje. Ile razy można powtarzać historie azjatyckich tygrysów. Te osoby, które chciały się zapoznać z tematem już wszystko wiedzą. Ci, którym nigdy się nie chciało poczytać o historii rozwoju przemysłu hi-tech w Azji są głuptaskami i nie ma co sobie nimi głowy zawracać.

    Od Azji Polsce bliższa jest Wielka Brytania.
    A tam chyba nie ma lepszego przykładu do nauki jak historia firmy ARM Holdings wywiedziona aż od Clive Sinclaira.
    Czego można się z tej historii nauczyć i zastosować w Polsce? To powinno być badane na polskich uczelniach.

  15. zza kałuży
    1. Akurat tych azjatyckich tygrysów nie było wcale dużo, a ja zachęcam do naśladowania właściwie tylko jednego z nich, a mianowicie Korei Południowej, kraju zbliżonego wielkością, ilością ludności, klimatem a nawet i historią do Polski.
    2. Co zaś do Zjednoczonego Królestwa (UK): to państwo od dawna, dokładnie od czasów Thatcher, jest już tylko bankrutem, jako że poszło one odwrotną drogą niż Korea Południowa: zamiast zmodernizować brytyjski przemysł, Thatcher zamknęła go, przez co UK straciło swoją własną, brytyjską myśl techniczną, która jeszcze w latach 1950tych i 1960tych a nawet i 1970tych była przodująca na świecie. Przypomnę tylko, że UK było trzecim państwem na świecie, które umieściło na orbicie wokółziemskiej swojego własnego sztucznego satelitę przy użyciu swojej własnej rakiety nośnej oraz jednym z tylko trzech państw na świecie, które wybudowało pasażerski samolot ponaddźwiękowy (i jednym z tylko dwóch, które wyprodukowało taki samolot, który odniósł także sukces komercyjny). A dziś UK właściwie nic już nie produkuje, a coraz więcej konsumuje, a więc jest to dziś państwo z jednym z największych długów zagranicznych. Dług zagraniczny UK to jest dziś ponad 10 tysięcy miliardów dolarów czyli ponad 160 tysięcy dolarów per capita i 406% PKB, zaś dług wewnętrzny (publiczny) UK to jest ponad 2 tysiące miliardów dolarów i prawie 90% PKB. Dla porównania: dług zagraniczny Polski to jest „zaledwie” 231 miliardów dolarów (nieco tylko ponad 5 tysięcy dolarów per capita i niecałe 40% PKB) a dług publiczny Polski to jest „zaledwie” 256 miliardów dolarów i około 50% PKB.
    3. ARM Holdings to jest zaś tylko firma kolekcjonująca patenty, a nie wytwórnia mikroprocesorów. Nie jest to też firma brytyjska, jako że swoje biura projektowe ma ona głównie w USA i Indiach, a produkuje ona swoje mikroprocesory głównie w Chinach. To jest tak samo firma „wysokiej technologii” (high tech) jak Edison był wynalazcą – przypominam, że Edison niczego nie wynalazł, a tylko kupował tanio cudze pomysły, od wynalazców, którym brakowało pieniędzy na wdrożenie swoich wynalazków do produkcji, n.p. od Tesli, któremu zresztą Edison zwyczajnie wykradł szereg wynalazków w czasie, kiedy Tesla, zaraz po przyjeździe do USA, pracował przez pewien czas w firmie Edisona. Tak więc dawanie za przykład firmy-wydmuszki typu ARM Holdings jest wręcz śmieszne, a już zupełnie błędne jest dawanie bankruta, jakim jest przecież, i to od dawna UK, jako przykładu dla Polski.

  16. „3. ARM Holdings to jest zaś tylko firma kolekcjonująca patenty”
    😉
    Na tobie zawsze można polegać.
    Smartfona nie masz, prawda?
    O tym, jak współcześnie wygląda proces projektowania układu scalonego nie masz zielonego pojęcia, prawda?
    Że już ze trzy-cztery dekady temu oddzielono projektowanie od produkcji też nie wiedziałeś…
    Ty ciągle liczysz te tony surówki, koksu i węgla. 😉
    Ach, ileż czołgów byś z nich zrobił, namalował na nich czerwone gwiazdy i dojechał do Przylądka Roca… marz sobie, marz. 😉

  17. zza kałuży
    A. Mikroprocesor w moim smartfonie został wyprodukowany w Chinach, a nie w UK. Sam smartfon jest zaś koreański, a nie brytyjski,
    B. Proces projektowania zawsze by oddzielony od procesu produkcji. Słyszałeś może coś o prototypach, próbnej produkcji w skali półprzemysłowej etc.?
    C. Jak na razie, to największymi producentami węgla są (w mln ton i w % światowej produkcji):
    1 Chiny 3,650.0 46.4
    2 USA 922.1 11.7
    3 India 605.8 7.7
    4 Unia Europejska 580.7 7.4
    D. Jeśli chodzi zaś o produkcję stali, to znów dominują tu Chiny, UE, Japonia, USA, India, Korea Płd. i Rosja oraz Niemcy. Pilnie powiadom przywódców tych państw, aby jak najszybciej porzucili oni tą, jakże przecież zbędną i przestarzałą gałąź przemysłu!
    E. USA mają prawie 9 tysięcy czołgów – uświadamiam więc swoim przywódcom, że powinni się oni ich jak najszybciej pozbyć!

css.php