Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy

9.12.2013
poniedziałek

O przewadze zysków okresowych nad jednorazowymi

9 grudnia 2013, poniedziałek,

Ludzie mają tendencję do skupiania się na pojedynczych prostych cyfrach i z ich perspektywy oceniają większy obraz. Zwykle zupełnie bezpodstawnie i błędnie. Cóż jednak poradzić skoro merytoryka sprzedaje się słabo, potrzeba zaś przekazów prostych i uderzających. Dlatego podczas rozmowy o budżecie wałkuje się kwestie deficytu, w dyskusji o emeryturach rozmawia się tylko o tym czy lepszy jest wariant kapitałowy czy repartycyjny. O sprawach naprawdę ważnych zaś ani słowa.

Spodziewać się można zatem i burzy w szklance wody z powodu raportu Banku Światowego na temat czasu potrzebnego na założenie firmy w różnych krajach. Polska z dość słabym wynikiem 30 dni plasuje się daleko za liderami (Nowa Zelandia 1 dzień, Australia, Portugalia, Hong Kong 3 dni etc.) Wygląda to źle i rzeczywiście nie świadczy to dobrze o naszym zbiurokratyzowanym systemie. Jednak w dużej mierze jest to zmienna mało istotna. Firmy zakłada się rzadko i jest to ból dość jednorazowy. Poprawa w tym zakresie byłaby miła, ale bardzo mało istotna z punktu widzenia przedsiębiorcy.

Kluczowe jest jednak cos zupełnie innego – ilość dni poświęcanych rocznie na to by wywiązać się z nałożonych na przedsiębiorców obowiązków. To strata nie jednorazowa, ale ciągła – w wysokości 286 godzin rocznie. To półtorej miesiąca pracy jednej osoby rocznie. Dla korporacji to drobiazg, dla małej firmy ciężar ponad siły. A to tylko płacenie podatków. Ponad to polskie firmy są obłożone 6300 obowiązkami informacyjnymi, z których w ostatnich latach udało się znieść raptem 9.

Co zatem ważniejsze? Codzienna mitręga czy jednorazowe problemy? Niestety z punktu widzenia mediów to drugie. A to czym się zajmą media będzie priorytetem dla polityków. No i pojawiają się takie potworki jak „jedno okienko” czy zakładanie firmy przez Internet. Wszystko to fajnie brzmi tylko niewiele daje – dalej zatrudnienie pierwszego pracownika to koszmar co skutkuje olbrzymią szarą strefą i bezrobociem. Dalej duże działy w firmach służą tylko do mielenia papieru na potrzeby państwowej biurokracji. Ale przynajmniej za kilka lat pewnie odtrąbimy sukces jak to nam się poprawił wskaźnik dotyczący szybkości zakładania biznesu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 54

Dodaj komentarz »
  1. Na końcu raportu ‚Doing business 2013’ jest rozdział poświęcony przyjętym założeniom.
    Do analizy obciążeń podatkowych i czasu potrzebnego na ich realizację przyjęto, w ogromnym skrócie, jednostki wg poniższego opisu: spółki mające co najmniej 60 zatrudnionych.
    Przytaczanie 286 godzin jako przykładu obciążenia dla „stereotypowego przedsiębiorcy” jest, moim laickim zdaniem, jest bezpodstawne.

    raport: http://www.pwc.com/gx/en/paying-taxes/assets/pwc-paying-taxes-2013-full-report.pdf
    strona: 139

    Przytoczone 286 godzin to ca. 4,77 godzin rocznie poświęcone na każdego z 60 zatrudnionych. Czy to dużo?

  2. Nawet nie o czas tu chodzi, ale o absurdalność części tych biurokratycznych obciążeń… I niewydolność systemów – ostatnio poproszono mnie w ZUS o wyjaśnienie umów, które miałam w 2003 roku.. Na litość! – przez te 10 lat byłam w ZUS dziesiątki razy, tyleż samo mnie sprawdzano, wydawano zaświadczenia, ba! – to samo wyjaśniałam w 2006 roku na co mam potwierdzenia – a oni mi teraz mówią, ze brakuje im papierków i maja bałagan.. I to ja ten bałagan mam posprzątać.. Co z tymi słynnymi systemami informatycznymi za miliardy złotych?
    Czasem mam wrażenie, że pewne przepisy powstają u nas tylko po to, żeby uzasadnić zatrudnienie na państwowym kolejnej rzeszy ludzi..

  3. Ktoś tych urzędników musi obsłużyć których nazatrudnialiśmy. Co prawda, w części się obsługują sami, obywatelom głowy nie zawracając ale w części my musimy im służyć, za uzasadnienie istnienia.
    Jak się stwarza warunki do rozwoju, populacja rośnie. U nas co prawda zamrożono wynagrodzenia urzędnicze, co w normalnych warunkach powinno skutkować spadkiem liczby urzędników, ale kryzys i bezrobocie zrobiły swoje, nadal to bardzo atrakcyjna praca relatywnie.
    Trzeba zmniejszyć pensje urzędników, to ich ubędzie, pracy „urzędowej” będzie mniej w przedsiębiorstwach to będzie czas na zarabianie.
    Żadnymi dekretami się biurokracji nie pokona, sama się pokona jak zabraknie pieniędzy w budżetówce a zostawi się ją w przedsiębiorstwach. Ludzie idą za pieniędzmi.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Gospodarz
    1. Założenie oraz prowadzenie prywatnej firmy powinno być przywilejem, dostępnym tylko dla osób 100% uczciwych, a więc kandydat na właściciela prywatnego przedsiębiorstwa powinien występować, jak n.p. notariusz czy lekarz o licencję na prowadzenie firmy, a ta licencja powinna być anulowana, jeśli właściciel firmy dopuści się choćby najmniejszego naruszenia prawa. Inaczej, to będziemy mieć, tak jak dziś, masę nieuczciwych przedsiębiorców, oszukujących zarówno swych pracowników jak też i swych klientów.
    2. I co z tego, że w Nowej Zelandii, Portugalii czy w Australii jest tak łatwo założyć dziś firmę? Nowa Zelandia jest przecież w głębokiej recesji już od lat 1970tych, kiedy to utraciła ona rynek brytyjski na skutek wejścia W. Brytanii do EWG, czyli ówczesnej UE. Portugalia nigdy nie była krajem rozwiniętym gospodarczo, a dziś Portugalczycy masowo ją opuszczają, mimo że tak łatwo jest tam założyć firmę. Australia to osobny przypadek – pomimo tego, że tak jest tak łatwo założyć w niej firmę, to bezrobocie osiąga tam realnie nawet do 30% siły roboczej, a kraj, mimo iż opływający w bogactwa naturalne, deindustralizuje się (n.p. zamykają tam obecnie swoje fabryki Ford i GM Holden), żyje na kredyt oraz ma jeden z najwyższych długów. W Australii nie mówi się już o długu zagranicznym, gdyż jest to temat wstydliwy, a nowy rząd, złożony głownie z liberałów, ogłosił oficjalnie, że będzie się dalej zadłużać. Nie ma co się wiec podniecać tym, ze gdzieś jest łatwo założyć firmę prywatną, gdyż te firmy to dziś nie generują ani miejsc pracy, ani też bogactwa narodu.
    3. A co do nałożonych na przedsiębiorców obowiązków – od czego są księgowi, od czego jest tzw. outsourcing? Co to za problem zatrudnić w firmie księgowego albo też zlecić prowadzenie ksiąg, a także całej dokumentacji do celów podatkowych oraz “ZUSowskich”, jakiejś wyspecjalizowanej w tym firmie? 4. Przecież te biurokratyczne obowiązki przynajmniej dają zatrudnienie armii urzędników, księgowych oraz prawników. Czy wyobraża Pan sobie, co by się stało, gdyby zwolnić z pracy tych wszystkich urzędników, księgowych oraz prawników? Jakie wtedy by było bezrobocie oraz jak głęboka byłaby wtedy recesja wywołana gwałtownym spadkiem zatrudnienia a więc także i popytu? Przecież zajęcie stracili by wtedy nie tylko urzędnicy, księgowi oraz prawnicy, ale także obsługujący ich inni specjaliści, w tym głównie informatycy, a więc także upadłby przemysł informatyczny, a także papierniczy, zmalałoby także zapotrzebowanie na liczne usługi, w tym n.p. transportowe (a więc spadek popytu na samochody i samoloty oraz na paliwa czyli recesja w sektorze przemysłu i górnictwa) oraz komunikacyjne (telefony, Internet etc.).
    5. Przecież biurokracja to jest chyba dziś ostatnie miejsce, gdzie się jeszcze zatrudnia ludzi, a Pan chce tych ludzi pozbawić pracy. Przecież pańska firma jest w informatyce, a więc chce Pan sam sobie strzelić w kolano, zachęcając do eliminacji biurokracji, która przecież “napędza” Panu popyt na usługi pańskiej firmy! Gryzie Pan więc rękę, która Pana karmi!

  6. @wkurzona
    1. Biorąc się za prowadzenie firmy, wzięłaś na siebie obowiązki, w tym prowadzenia dokumentacji. W Australii, którą Gospodarz daje nam tu za przykład, każdy podatnik musi n.p. trzymać całą swoją podatkową dokumentację przez 10 lat, nawet jeśli jest on/a tylko pracownikiem najemnym! Nie rozumiem więc, dlaczego ty się skarżysz na polską biurokrację, która jest przecież (relatywnie) jedną z najmniejszych w krajach Europy.
    2. Praktycznie wszystkie przepisy powstają dziś na calym świecie głównie po to, aby uzasadnić zatrudnienie na państwowym kolejnej rzeszy ludzi. Wyobraź sobie, że te przepisy się nagle usunie. I co będzie wtedy? Jak to już wyjaśniałem Gospodarzowi, te biurokratyczne obowiązki przynajmniej dają zatrudnienie armii urzędników, księgowych oraz prawników. Czy wyobrażasz sobie, ‘wkurzona’, co by się stało, gdyby nagle zwolnić z pracy tych wszystkich urzędników, księgowych oraz prawników? Jakie wtedy by było bezrobocie oraz jak głęboka byłaby wtedy recesja wywołana gwałtownym spadkiem zatrudnienia a więc także i popytu? Przecież zajęcie stracili by wtedy nie tylko urzędnicy, księgowi oraz prawnicy, ale także obsługujący ich inni specjaliści, w tym głównie informatycy, a więc także upadłby przemysł informatyczny, a także papierniczy, zmalałoby także zapotrzebowanie na liczne usługi, w tym n.p. transportowe (a więc spadek popytu na samochody i samoloty oraz na paliwa czyli potężna recesja w sektorze przemysłu i górnictwa) oraz komunikacyjne (telefony, Internet etc.).
    3. Przecież biurokracja to jest chyba dziś ostatnie miejsce, gdzie się jeszcze zatrudnia ludzi, a ty chce tych ludzi pozbawić pracy, a później będziesz się dziwić, że spadł popyt na wyroby/usługi twojej firmy. Pamiętaj, że gospodarka to jest system połączonych naczyń, a wiec że spadek popytu w jednej jej cześć, po pewnym czasie rozszerza się na resztę przedsiębiorstw, w tym więc także i na twoje!

  7. @Parker
    Jak to już wyjaśniałem Gospodarzowi oraz ‘wkurzonej’, praktycznie wszystkie przepisy powstają dziś na calym świecie głównie po to, aby uzasadnić zatrudnienie na państwowym kolejnej rzeszy ludzi. Wyobraź sobie, że te przepisy się nagle usunie. I co będzie wtedy? Jak to już wyjaśniałem Gospodarzowi oraz ‘wkurzonej’, te biurokratyczne obowiązki przynajmniej dają zatrudnienie olbrzymiej armii urzędników, księgowych oraz prawników. Czy wyobrażasz sobie co by się stało, gdyby nagle zwolnić z pracy tych wszystkich urzędników, księgowych oraz prawników? Jakie wtedy by było bezrobocie oraz jak głęboka byłaby wtedy recesja wywołana tym gwałtownym spadkiem zatrudnienia a więc także i popytu? Przecież zajęcie stracili by wtedy nie tylko urzędnicy, księgowi oraz prawnicy, ale także obsługujący ich inni specjaliści, w tym głównie informatycy, a więc także upadłby przemysł informatyczny, a także papierniczy oraz drukarski, zmalałoby także zapotrzebowanie na liczne usługi, w tym n.p. transportowe (a więc spadek popytu na samochody i samoloty oraz na paliwa czyli także potężna recesja w sektorze przemysłu i górnictwa) oraz komunikacyjne (telefony, Internet etc.). Przemyśl to, zanim zaczniesz narzekać na biurokrację…

  8. @Gospodarz
    Jakie mogą być dziś dla Polski ważniejsze sprawy do załatwienia (oczywiście poza bezrobociem) niż kwestia deficytu budżetu (a więc życia ponad stan) oraz problem emerytur, czyli inaczej problem z OFE? Przecież problemy z biurokracją maja także takie gospodarki jak n.p. niemiecka, nie mówiąc już o chińskiej, ale ta biurokracja, znacznie zresztą bardziej rozwinięta w tych krajach niż w Polsce, jakoś nie przeszkadza ani niemieckiemu eksportowi ani też chińskiemu rozwojowi gospodarczemu. Zajmijmy się więc prawdziwymi problemami polskiej gospodarki, czyli głownie bezrobociem, biedą, emigracją, zadłużeniem państwa oraz jego obywateli u lichwiarzy oraz emeryturami, czyli konieczną likwidacją OFE, a nie walką z biurokracją, która naprawdę nie ma sensu jeśli chodzi o przedsiębiorstwa, jako iż przedsiębiorca, który nie daje sobie rady z biurokracją, jest po prostu złym przedsiębiorcą. Można więc zaryzykować twierdzenie, ze biurokracja jest niezbędnym sitem, odsiewającym plewy (tj. złych przedsiębiorców) od ziarna (tj. dobrych przedsiębiorców). A im to sito jest lepsze, tym lepiej eliminuje ono owe plewy…

  9. @ Ekonom
    Latwosc zalozenia firmy a wymagania w stosunku do osob zamierzajacych otworzyc firme to dwie rozne sprawy, ktore probujesz mieszac stwierdzajac ze powinno sie stosowac duze utrudnienia. Ja uwazam ze system komputerowy w administracji, jezeli takowy funkcjonuje w Polsce prawidlowo, powinien na klikniecie myszy pokazywac rekord danej osoby, czy jest ta osoba spelniajaca te kryteria. Niestety biurokracja zle sie kojarzy, a to z powodu prawa Parkinsona udowadniajacego ze gdy takowa sie rozrosnie do rozmiarow niekontrolowanych przez nikogo, pracuje jako samoistny organizm glownie dla siebie. Przyklad Amber Gold wskazuje ze z przyznawaniem licencji na prowadzenie dzialalnosci przedsiebiorczej jest gorzej niz zle. Osoba na ktorej ciaza wyroki i na dodatek nie odsiedziane wyroki otworzyla nastepne byznesy zupelnie nie sprawdzona przez system. Nie wiem czy zawinilo zle prawo, czy jego egzekucja, faktem jest ze takie rzeczy sa w Polsce mozliwe. Co ciekawe rejestr osob karanych sadowo w Polsce istnieje. Czy dziala on na zasadzie jak kiedys, to znaczy ze papierowej, a nie internetowej trudno zgadywac. Jedno jest faktem ze informatyzacja sie zajmuja juz administracja w Polsce od szeregu lat, ale widac ze chyba jest w tym dzungla. Pozdrawiam.

  10. @Marcin
    Zgoda, że łatwość założenia firmy a wymagania w stosunku do osób zamierzających otworzyć firmę to są dwie różne sprawy, ale one są przecież ze sobą mocno powiązane. Zbytnia łatwość założenia firmy w Polsce, spowodowana zbyt niskimi wymaganiami w stosunku do osób zamierzających otworzyć firmę, doprowadziła przecież w Polsce do afer typu Amber Gold.
    Poza tym, to słowo biurokracja jest w zasadzie neutralne, tyle że się ono dziś automatycznie niemalże kojarzy z biurokratycznymi patologiami. A to jest tak samo jakbyśmy słowo serce kojarzyli tylko i wyłącznie z jego chorobami.
    I zgoda, że z przyznawaniem licencji na prowadzenie działalności gospodarczej jest dziś w Polsce gorzej niż źle, że n.p. osoba na której ciążą wyroki i na dodatek nieodsiedziane wyroki otworzyła sobie w Polsce następne biznesy, jako iż nie ma w Polsce skutecznego systemu sprawdzania kandydatów na biznesmenów, a więc problemem jest dziś w Polsce nie nadmiar, a niedomiar biurokracji!
    Obawiam się też, że ta luka została stworzona, a przynajmniej jest ona tolerowana przez władze całkowicie świadomie, gdyż inaczej to dawno temu została by ona zlikwidowana (zamknięta). Tu zresztą wcale nie jest potrzebny system komputerowy, a wystarczą, na początek, telefony oraz faxy, czyli technologia z zeszłego stulecia.
    Informatyzacja administracji w Polsce ma przecież na celu nie usprawnienie owej administracji (gdyż wtedy trzeba by przecież było zwolnić znaczną większość urzędników), ale tylko finansowe wspomaganie przez podatników osób i firm związanych z tą informatyzacją. Tak więc jest to proces, który z definicji nie może się nigdy zakończyć, jako iż jego pomyślne zakończenie nie jest przecież ani w interesie urzędników (utrata pracy), ani też w interesie firm wdrażających tą informatyzację (utrata zamówień) ani też w interesie polityków (utrata gratyfikacji otrzymywanych z okazji rozdzielania zamówień państwowych związanych z tą informatyzacją).
    Pozdrawiam

  11. @ Ekonom
    „Obawiam się też, że ta luka została stworzona, a przynajmniej jest ona tolerowana przez władze całkowicie świadomie, gdyż inaczej to dawno temu została by ona zlikwidowana (zamknięta).”
    Mysle ze to nawet nie luka jest specjalnie stworzona, lecz poziom wiedzy komputerowej tworzy taka luke dla tych ktorzy sa malo lotni, a takich w Polsce w administracji mamy sporo. Studia historyczne, albo w innych wypadkach technikum rolnicze raczej nie bardzo przystaja do bieglego poslugiwania sie informatyka. Przeciagniecie wieku emerytalnego sprzyja temu zjawisku jeszcze tym bardziej. Mlodzi zdolni predzej moga liczyc na podobne pozycje w administracji krajow sasiedznich gdzie bardziej wiedza niz konekcje sa istotne. Pozdrawiam.

  12. To absurdalna teza, że jakby zwolnić z pracy tych co nic użytecznego nie robią i żyją na koszt tych co robią, to tym co robią się pogorszy, bo nie będą mieli na kogo robić.
    Ilość pracy nie jest limitowana, może rosnąć, zatrudnianie bezproduktywne urzędników ten wzrost spowalnia a może wpłynąć na jego całkowite zahamowanie czy wręcz do redukcji zatrudnienia.
    Piszę oczywistości, nie będę polemizował.

  13. @Marcin
    Obawiam sie, ze dzisto praktycznie w calej Europie o objeciu posady panstwowej decyduje nie wiedza, a tylko koneksje, co widac np. po fatalnym stanie finansow panstwowych praktycznie w calej Unii. W Europie w miare zdrowe finanse ma dzis (z liczacych sie gospodarek) tylko Norwegia i Szwajcaria, ale one do Unii nie chca przeciez nalezec.
    Pozdrawiam

  14. @wkurzona & Andrzej
    Oj, marzy sie wam C E N Z U R A 😉

  15. @parker
    Zgoda, ilosc wykonywanej pracy moze roznac. Sek w tym, kto za nia zaplaci. Na 100% za te dodatkowa prace nie zechce zaplacic sektor prywatny, jako iz ma on dzis (tak jak mial wczoraj i miec bedzie jutro) bardzo powazne klopoty ze sprzedza tego, co wyprodukuja obecnie zatrudnieni pracownicy. A wiec zwiekszenie zatrudnienia mozliwe jest dzis oraz w przyszlosci tylko w sektorze panstwowym.

  16. @Parker
    Jesli jest tak jak piszesz, czyli ze ilość pracy nie jest limitowana oraz może ona rosnąć, to w jaki sposob bezproduktywne nawet zatrudnianie urzędników moze ten wzrost spowalniac? Logika podpowiada, ze owo bezproduktywne zatrudnianie urzędników moze tylko przyspieszyc wzrost zatrudnienia w sytuacji, gdy ilość pracy nie jest limitowana oraz może ona rosnąć.

  17. @ Ekonom
    „W Europie w miare zdrowe finanse ma dzis (z liczacych sie gospodarek) tylko Norwegia i Szwajcaria, ale one do Unii nie chca przeciez nalezec.”
    Zejdzmy na ziemie. Szwajcaria jest jednym wielkim bankiem i to juz przez cale stulecia, natomiast Norwegia zyje z ropy. Trudno zeby te kraje chcialy sie dzielic swoim bogactwem. Natomiast jak chodzi o te cala reszta ktora jest w unii, w tym Polske, to trzeba zobaczyc ze gdyby wszystko zalezalo do wladz unii, nie byloby problemu Grecji czy Irlandii. To ze niestety wiekszosc krajow nie martwi sie przyszloscia i zaciaga pozyczki jest faktem wiec kazdy kraj ponosi odpowiedzialnosc za swoja glupote. Minister finansow, czy premier, oraz cala wladza kraju do stanowiska wojta w gminie nie sa czymkolwiek zobligowani przez unie. Na ich postawe wplyw moga miec wyborcy.

  18. @ Ekonom
    Jezeli chodzi o biurokracje to znowu trzeba przypomniec ze najgorzej funkcjonuja kraje ktore tej biurokracji nie maja wogole. W kazdym nowoczesnym kraju biurokracja jest niezbedna. Problem zaczyna sie wtedy gdy w kraju jest zla biurokracja. Co to znaczy zla biurokracja? Jest to taka biurokracja ktora ustanawia zle przepisy a pozniej ich nie przestrzega bo z zalozenia byly zle, albo po prostu niezyciowe. Odrebnym zagadnieniem jest jej uzasadniona liczebnosc. W dobrze zarzadzanej gospodarce wyposazonej w komputery powina byc mozliwie mala. Mysle ze porownanie z roznych krajow lepiej zorganizowanych niz Polska powinno dac odpowiedz na temat jej liczebnosci. Natomiast twierdzenie ze trzeba ja zwiekszac po to by ograniczyc poziom bezrobocia jest tworzeniem monstra zjadajacego wlasny ogon. Pozdrawiam.

  19. @ Ekonom
    Pare slow na temat lustracji ktora Andrzejek proponuje na blogu gospodarza. Otoz juz jeden idiota sie znalazl ktory chcial lustrowac profesora Ciszewskiego dlatego ze odwazyl sie miec inne zdanie niz oficjalne PO-wskie na temat brzozy. Sam redaktor Passent na sasiednim blogu sie z tego smieje, bo to jest cos na ksztalt starego powiedzenia jak sie nie ma argumentow: „a u was bija murzynow”. Zapomnieli palanty ze lustracja dotyczy tych osob ktore sie staraja o pozycje w aparacie panstwowym, natomiast czlowiek ktory mieszka gdzies daleko od Polski i ktos probuje mu przypiac falszywke spreparowana na predce przez sluzby ma to dokladnie tam gdzie jak powiedziales. Pozdrawiam.

  20. Co do meritum – osoba prowadząca działalność gospodarczą w Polsce nie zdaje sobie nawet sprawy ile nałożono na nią obowiązków, których nie wypełnia, bo nawet o nich nie wie.. (np dotyczących rozliczania odpadów, spalin, wypisywania tabelek dla urzędów statystycznych itd.) Ja wiem, że niewiedza nie zawalnia itd, ale prawda jest też taka, że bardzo często są to przepisy martwe, które owszem utrzymują iluś tam urzędników, ale są nie weryfikowane, ot tak – sobie a muzom.. W gąszczu tych przepisów, rozporządzeń do nich, zmian, częstych zresztą, gubią się nawet doradcy podatkowi. A korzystają na tym finansowo firmy konsultingowe, które organizują szkolenia.
    Biurokracja, przypominam źródłosłów dla uczonych nieuków po zagranicznych uczelniach – to władza administracji, oderwana od ludu, i pojecie to ma zdecydowanie znaczenie pejoratywne. Jednym słowem biurokracja to nic dobrego.
    A czym się kończy przerost administracji i jej wszechwładza opisuje pięknie „Proces” Kafki oraz wiele sytuacji z historii świata.
    Ps. trolli blogowych: ekonoma i Marcina uprzejmie uprasza się o nie komentowanie – i tak nie będę Was czytać.

  21. Co prawda nie wdaję się w polemiki na tym blogu, ale na pytanie odpowiem, może ktoś poza superduo czyta i nie zna odpowiedzi.
    Liczba miejsc pracy zależy od rozwoju gospodarczego, jak wzrost jest dynamiczny, rośnie, jak spowalnia rośnie mniej, jak recesja, maleje, żeby liczba miejsc pracy w gospodarce rosła, potrzebny dynamiczny wzrost, mały nie absorbuje zwalnianych z powodu wzrostu wydajności.
    Żeby był wzrost, potrzebne są inwestycje, na inwestycje trzeba pieniędzy a utrzymanie urzędnika kosztuje, jak się wydaje na urzędnika, nie wydaje się na inwestycje, na pensje pracowników mniej się wydaje, na własne przyjemności mniej się wydaje, no chyba, że ktoś ma przyjemność z obcowania z urzędnikami, ale to raczej niszowe upodobanie.

  22. @ wkurzona
    I po co ci to bylo kobito? Zamiast sie meczyc z tymi obowiazkami ktorych nawet nie znasz, nie lepiej bylo sie zajac czyms co by cie nie wkurzalo? Na przyklad przygotowac dzieciom i mezowi sniadanko, wyprawic ich do szkoly i pracy, a potem cos zrobic na drugach, jakis sweterek, albo skarpetki? Idzie zima, nie wiadomo kiedy nastepny huragan zaatakuje, na przyszlosc jak znalazl. Maz tez by byl zadowolony bo by wkurzonej nie widzial przez 8 godzin jak jest w pracy i odpoczal psychicznie od niezrownowazonej wnerwionej polowicy. W przeciwienstwie do ciebie nie twierdze ze jestes trollka, bo ja to rozumiem ze gdy czlowiek traci nerwy to musi sie gdzies wywnetrzyc. To taka anonimowa pralnia swoich problemow. Mam nadzieje ze nie bedziesz musiala mi odpowiadac, bo nie chce dokladac ci wiecej stresu. Przeciez urzednicy robia juz go dosyc. Jednak pozdrawiam i zycze milego wieczoru i pieknego ranka. Do zobaczenia znowu.

  23. A tymczsem w Australii, gdzie od conajmniej 30 lat obowiazuje skrajna doktryna neoliberalna:
    „Do końca 2017 r. General Motors zamknie swoje dwie fabryki w Australii, kończąc działalność australijskiej marki aut Holden i stawiając pod znakiem zapytania przyszłość przemysłu motoryzacyjnego Australii.
    W środę GM ogłosił, że za cztery lata zamknie swoje dwie fabryki aut i silników w Australii, zatrudniające teraz 2,9 tys. pracowników. Ten komunikat potwierdza krążące już od paru tygodni spekulacje o rezygnacji przez GM z produkcji w Australii. We wtorek tamtejszy rząd oficjalnie zwrócił się do GM o ich wyjaśnienie. I jeszcze tego samego dnia szef australijskiej spółki GM Mike Devereux mówił, że jego firma potrzebuje większego wsparcia od miejscowych władz.
    „Decyzja o zakończeniu produkcji w Australii odzwierciedla doskonałą burzę złych czynników, z którymi ma do czynienia przemysł motoryzacyjny w tym kraju. Chodzi o utrzymujące się umocnienie australijskiego dolara, wysokie koszty produkcji, mały oraz najbardziej konkurencyjny i podzielony rynek samochodowy na świecie” – wyjaśnił szef GM Dan Akerson.
    Australijczycy kupują 1,1 mln aut rocznie, ale tylko jedna czwarta z nich jest produkowana w kraju. Tymczasem jeszcze w 2005 r. prawie 40 proc. aut kupowanych przez Australijczyków, pochodziło z miejscowych fabryk.
    Decyzja GM oznacza kres istnienia marki samochodów Holden, jednej z najstarszych marek w Australii. Firma Holden powstała w 1856 r. i początkowo zajmowała się produkcją siodeł, a tuż przed I wojną światową zajęła się motoryzacyjnym biznesem, produkując boczne wózki do motocykli oraz nadwozia samochodowe. Po II wojnie światowej Holden zaczął produkować własnej konstrukcji samochody i silniki. Sławę zyskał dzięki wyczynowym samochodom, które produkowano także na eksport do USA.
    Ale decyzja GM może także pogrzebać cały australijski przemysł samochodowy, którego problemy tak jasno wyłożył Dan Akerson.
    W 2008 r. z produkcji aut w Australii zrezygnował już japoński koncern Mitsubishi. A w maju tego roku Ford zapowiedział, że do października 2016 r. zamknie swoje dwie fabryki w Australii, rezygnując z produkcji w tym kraju. Po ogłoszonej teraz decyzji GM, w Australii pozostanie tylko fabryka aut japońskiego koncernu Toyota/. W zeszłym roku ten zakład wyprodukował 100 tys. aut, zatrudniając 4 tys. osób i współpracując ze 150 australijskimi kooperantami.
    Ale zdaniem wielu ekspertów japoński gigant własnymi tylko siłami nie będzie w stanie zapewnić dalszej przyszłości australijskiej motoryzacji.
    „Potrzeba co najmniej dwóch producentów samochodów, by uzyskać masę krytyczną [dla przemysłu samochodowego]. Jeśli stracisz tę masę krytyczną, reszta firm położy się jak kostki domina” – powiedział wpływowy australijski senator Nick Xenophon cytowany przez agencję Reuters.
    Australijscy związkowcy już twierdzą, że „niemal na pewno” Toyota pójdzie w ślady amerykańskich koncernów i także zrezygnuje z produkcji samochodów w Australii. A to może już całkowicie rozłożyć na łopatki przemysł motoryzacyjny w tym kraju, który zapewnia pracę dla ponad 900 tys. Australijczyków.”
    Wiecej: wyborcza.biz/biznes/1,100896,15115655,GM_rezygnuje_z_produkcji_aut_w_Australii_i_usmierci.html?biznes=warszawa#BoxBizTxt#ixzz2nDXGXSie

  24. @wkurzona
    Doskonale ci odpowiedzial Marcin – wyraznie widac, ze Ty sie do prowadzenia biznesu nie nadajesz, skoro najwazniejsze czynnosci zwiazane z prowadzeniem biznesu, czyli kontakty z wladzami, doprowadzaja Ciebie do az takiego stresu. A wiec albo wynajmij kogos do zalatwiania tych spraw urzedowych, albo tez, jak Ci to radzi Marcin, zajmij sie lepiej mezem, dziecmi oraz gospodarstwem domowym albo, jesli jest Ciebie na to stac, to pomysl o jakims hobby! A moze tez np. wyjazd za granice, ale turystyczny a nie biznesowy? Bo ja naprawde martwie sie o ciebie!
    Good Luck!

  25. @Wkurzona
    Gomółka to byl Mikolaj, sredniowieczny kompozytor. Ty chyba mialas na mysli Wladyslawa Gomułke, czyli tow. Wieslawa, w swoim czasie I sekretarza KC PZPR, czyli osobe numer 1 w PRLu. 😉

  26. @Parker
    Zgoda, liczba miejsc pracy zależy wciaz od rozwoju gospodarczego, ale dzis juz glownie w tym sensie, ze im bardziej jest dany kraj rozwiniety, tym mniej potrzebuje on ludzi (pracownikow) do wytworzenia danej ilosci towarow (w wielkim skrocie oraz uproszczeniu danego PKB). To tylko dawniej, kiedy przemysl oraz szczegolnie uslugi byly slabo zmechanizowane, a o automatyzacji malo kto jeszcze wtedy slyszal, bylo tak, ze im szybszy byl wzrost gospodarczy, tym szybciej rosla ilosc miejsc pracy. Ale dzis jest zupelnie inaczej, jako iz mamy dzis do czynienia ze wzrostem gospodarczym, ktory nie tylko ze nie generuje nowych miejsc pracy, ale (na pozor paradoksalnie) je wrecz likwiduje, jako iz w fazie wzrostowej cyklu koniunkturalnego przedsiebiorcy zakupuja nowe, wydajniejsze maszyny, ktore zastepuja coraz wiecej pracownikow, a wiec wzrost gospodarczy wcale dzis nie musi dzis generowac nowych miejsc pracy. A ty powtarzasz prawdy, ktore mialy moze sens w XIX wieku czy tez na poczatku XX wieku, ale ktore dzis nie maja juz sensu poza najbardziej zacofanymi krajami III swiata.
    Zgoda, aby był wzrost, to potrzebne są inwestycje, ale, jak ci to juz tlumaczylem, poniewaz postep techniczny i organizacyjny sa ze swej natury pracooszczedne, to nowe inwestycje nie generuja dzis tyle nowych miejsc pracy, co dawniej, a inwestycje odtworzeniowe oraz szczegolnie modernizacyjne z definicji zas redukuja ilosc miejsc pracy, gdyz nowe maszyny, zastepujace stare i zuzyte, zastepuja coraz to wieksza ilosc pracownikow.
    Zgoda, utrzymanie urzędnika kosztuje, ale ten urzędnik wydaje przeciez otrzymane pieniadze, napedzajac tym samym konunkture. Zas jesli te same pieniadze, ktore dzis wydajemy na urzednikow, przeznaczymy na inwestycje, to skutek bedzie tylko taki, ze utracimy mase miejsc pracy, a te inwestycje nic nam nie dadza poza tym, ze zwiekszy sie nadprodukcja towarow, czyli ze w magazynach przybedzie towarow, na ktore nie bedzie popytu, jako iz mniejsze bedzie zatrudnienie, a wiec i mniejszy popyt.
    Jak widzis, twoje rozumowanie ma tylko pozory poprawnosci, gdyz realia sa dzis takie, ze mamy dzis na swiecie olbrzymia nadwyzke podazy nad popytem, Stad tez dzis na tzw. Zachodzie likwiduje sie, a nie tworzy produkcyjne miejsca pracy. Patrz n.p. na podany przeze mnie przyklad Australii, gdzie likwiduje sie obecnie prawie milion miejsc pracy w przemysle samochodowym i u zwiaznych z nim kooperantow.
    Tak wiec jesli sektor prywatny likwiduje dzis produkcyjne miejsca pracy, na skutek recesji oraz postepu technologiczno-organizacyjnego, to ktos inny musi tworzyc miejsca pracy. Tak sie zas sklada, ze to dzis moze byc tylko panstwo.
    Pozdrawiam

  27. @wkurzona
    Przypominam, ze slowo “birokracja” jest emocjonalnie neutralne, podobnie jak np. slowa takie jak “panstwo” czy “organizacja”. Tylko osoby slabo wyksztalcone, oraz malo inteligentne oraz dzieci nadaja enmocjonalne znaczenie praktycznie wszystkim znanym im pojeciom. Co wiecej, dla takich wybitnych uczonych jak np. Max Weber, biurokracja byla idealem organizacji panstwa czy tez innej duzej organizacji (np. duzego przedsiebiorstwa).
    Charakteryzując biurokrację jako typ idealny, Max Weber założył następujące jej cechy:
    • wszystkie działania, także stosunki między członkami organizacji, są uregulowane określonymi przepisami
    • każdy z urzędników ma określony obszar działań, za które jest odpowiedzialny w zależności od własnych kompetencji
    • hierarchia władzy jest wyraźna, zadania są przydzielane jako obowiązki służbowe i wszystkie niższe urzędy są kontrolowane przez urzędy zwierzchnie[4]
    • wszystkie stosunki między urzędnikami mają charakter bezosobowy, cechy osobowe i uczucia nie mają wpływu na te relacje
    • urzędnicy są odpowiednio przygotowanymi, wyedukowanymi profesjonalistami
    • kariera urzędników, awansowanie w ramach organizacji jest zależne od ich osiągnięć oraz stażu pracy i zgodne z obowiązującymi przepisami
    • sfera zawodowa urzędników, którzy pełnią swe funkcje jako pracownicy najemni, jest całkowicie oddzielona od sfery prywatnej – nie są oni właścicielami żadnej części organizacji
    • wymiana informacji następuje tylko poprzez przekazywanie oficjalnych dokumentów
    • zbiór dokumentów staje się pamięcią organizacji
    • urzędnicy mają zapewniony wysoki prestiż, a także stałość pracy i emeryturę[2]
    pl.wikipedia.org/wiki/Biurokracja
    A na ataki ad personam odpowiadam, jako ateista, po chrzescijansku (no niemalze), czyli ze po prostu je ignoruje, albowiem ci, ktorzy uciekaja sie do takich atakow, po prostu nie wiedza, co czynia.
    Pozdrawiam

  28. @Marcin
    Zgoda. Lustracja obowiazuje przeciez tylko kandyadatow na wysokie stanowiska w panstwie. A wiec nie powinny jej przejsc osoby takie, jak np. obecny minster spraw zagranicznych RP, czyli takie, ktore maja albo mialy powiazania z pewnymi sluzbami panstw innych niz Polska.
    A co do Szwajcarii oraz Norwegii, to pamietaj, ze czlonkostwo w UE dalo by im jeszcze lepszy dostep do rynkow unijnych, ale mimo to nie chca one do Unii, jako iz zbytnio ogranicza ona niepodleglosc jej czlonkow, szczegolnie zas panstw mniejszych niz Niemcy czy Francja.
    Pozdrawiam

  29. @ Ekonom
    Ja bym nie wylewal lez z powodu tego ze GM czy Ford zamykaja fabryki samochodow w Australii. Zauwaz ze swiat sie przeobraza. W tym czasie gdy Chiny czy Indie nadrabiaja zaleglosci w zakresie produkcji samochodow ktore sa dla wielu pierwszymi samochodami w zyciu, w takich krajach jak USA, Kanada, czy Australia zaczyna sie coraz bardziej myslec o samochodzie na baterie. Szczegolnie Australia jest doskonalym miejscem na stosowanie samochodu elektrycznego z powodu tego ze wydajnosc baterii elektrycznych jest znacznie gorsza w zimnym klimacie. Sa juz konstrukcje samochodow ktore pozbawione sa calego szeregu elementow, zawierajace tylko silniki elektryczne w piastach kol i takie samochody raz wyprodukowane sa praktycznie na reszte zycia. Ja mysle ze do ich produkcji nie trzeba bedzie wielkich firm, jak widac po juz istniejacych modelach produkowanych przez male firmy, to bedzie przemysl terenowy reprezentowany przez tysiace malych firm. Natomiast same baterie i silniki beda produkowane w swiatowej fabryce jaka sa Chiny. I ten trend spowoduje ze wyobrazenie o motoryzacji jako o przemysle ktory cyklicznie co 5 lat kaze zmieniac model pojazdu a stary zlomowac przejdzie do lamusa historii.
    Nawet w przypadku zuzycia sie elementow silnika elektrycznego przewijanie uzwojenia i wymiana lozysk to nie jest tak skomplikowana czynnosc jak szlif silnika spalinowego, wstawianie nadwymiarowych tlokow, etc, co kiedys gdy samochody byly bardzo drogi bylo rzecza normalna. Po prostu dwa elementy beda przemawialy za tym trendem: rosnaca cena benzyny, oraz coraz bardziej zaostrzone standarty ochrony powietrza. No i oczywiscie koszty recyklingu starego zlomu samochodowego. Tu jako anegdotke moge podac cos z czym juz mamy do czynienia. W USA facet przywiozl samochodem elektrycznym dzieci do szkoly, a poniewaz musial czekac, wiec wpadl na pomysl zeby podlaczyc sie do gniazdka szkolnego i wykorzystac czas na podladowanie baterii. Okazalo sie ze ktos to zobaczyl i zadzwonil na policje ze robi to bez zgody. Policja przyjechala i skula go w kajdanki zamykajac na 24 za kradziez mienia. Gdy wyliczono te „kradziez” okazalo sie ze wyszlo kilka centow.
    No i wyszedl precdens, bo prawdopodobnie wyrok sadu trafi do ksiegi Guinnessa jako najbardziej tania kradziez w historii swiata ukarana przez sad. Pozdrawiam.

  30. @ Parker
    Sluchaj facet, w demokracji kazdy ma prawo pisac na blogu. Demokracja polega na tym ze szanuje sie poglady kazdej osoby – jezeli ta osoba nie obraza, nie uzywa wulgarnych slow ma prawo do swoich opinii na blogu. To blog ozywia o czym wie doskonale kazdy rozgarniety dyskutant. Jak natomiast ktos ma medialny mozg i nie potrafi myslec samodzielnie wowczas powinien najpierw dostrzec swoje braki i je uzupelnic, aby byl obeznanym w temacie.
    A nazywanie oponentow trollami dyskwalifkuje cie automatycznie.
    Jest tu od czasu do czasu proba atakow at persona, ale widac ze coraz slabsza, bo kultura zawsze wygrywa z chamstwem, tak jak madrosc z glupoota.

  31. @Parker
    Ekonomia jest z definicji polityczna, jako iż od dawna nie da się prowadzić żadnej firmy poza jurysdykcją jakiejś władzy państwowej – oczywiście pomijam tu wszelakie nielegalne biznesy, czyli tzw. czarną oraz w dużej części szarą strefę gospodarki. To tylko tak na marginesie twego ataku ad personam, który zresztą dowodzi, że brak ci jest argumentów ad rem. Poza tym, to ktoś ci, wcześniej czy później wytłumaczy w sposób bardziej dla ciebie przekonywujący, dlaczego jest tak, że kto mieczem wojuje, to od miecza ginie, a wiec przemyśl raz jeszcze, czy naprawdę te twoje ataki ad personam na osoby mające inne poglądy niż twoje maja sens…

  32. @Marcin
    Zakończenie produkcji samochodów w Australii przez Forda i GM, a najprawdopodobniej także i przez Toyotę nie byłoby aż tak wielkim problemem, jakim jest ono obecnie, gdyby na ich miejsce powstał w Australii jakiś nowy przemysł. Ale w Australii, to co najmniej od 30 lat likwiduje się praktycznie każdą gałąź przemysłu. Doszło wręcz do takiego absurdu, ze Australia, będąca jednym z największych na swiecie dostawców węgla kamiennego oraz rud metali, w tym żelaza, importuje szyny tramwajowe z Austrii. Pół biedy, że importuje ona tramwaje, gdyż poza Melbourne, nie ma tam miasta z większą siecią tramwajową, ale import szyn tramwajowych z Austrii pokazuje, ze w Australii nic już praktycznie nie potrafią zrobić, oczywiście poza długami.
    A jeśli chodzi o samochody elektryczne, to nie są (przynajmniej na razie) dobrym pomysłem dla Australii, choćby ze względu na to, że pokonuje się tu dziennie większe odległości niż w Europie, a poza tym, to sieć przesyłowa energii elektrycznej jest u w bardzo marnym stanie, a więc nie wytrzymała by ona obciążenia spowodowanego masowym ładowaniem samochodowych akumulatorów.
    Poza tym, to nie sądzę, aby produkcja samochodów elektrycznych przez małe firmy miała sens. Ona może ma sens dzisiaj, kiedy samochody elektryczne są produktem niszowym, produkowanym dla bogatych odbiorców w małych ilościach, ale ich produkcja w małych firmach oznacza przecież wysokie koszta produkcji. Poza tym, to nie ma sensu, aby na rynku było więcej niż kilku producentów tych samochodów, ze względu choćby na serwis. Pamiętaj, że ZSRR wygrał wojnę z Niemcami m. in. dla tego, że Rosjanie, w odróżnieniu od Niemców, postawili na jeden model czołgu (T34), co znacznie uprościło ich naprawę, a przed wszystkim dystrybucję części zamiennych. Podczas kiedy niemiecka dywizja pancerna potrzebowała części zamiennych do co najmniej kilku modeli czołgów, to taka sama dywizja radziecka obywała się z zaopatrzeniem w części zamienne do tylko jednego modelu czołgu, a to oznaczało przecież olbrzymie oszczędności w czasie dostawy owych części, kosztach ich transportu oraz kosztach samej naprawy (mechanicy musieli znać tylko jeden model czołgu)
    Poza tym, to dziś mało który warsztat wykonuje remonty kapitalne silników, a więc akurat pod tym względem, to samochód elektryczny nie ma specjalnej przewagi. Problem będzie raczej w tym, że w samochodzie elektrycznym najczęstszym problemem będzie w przyszłości zapewne awaria komputera, a dokładnie jego oprogramowania. Miejmy nadzieję, ze większość tych problemów da się rozwiązać przez wyłączenie oraz ponowne włączenie samochodu oraz że oprogramowanie do tych samochodów nie będzie mieć nic wspólnego z firmą Microsoft, a szczególnie zaś z systemem Windows. 😉
    A swoją drogą, to cieszę się, że nie mieszkam w USA.
    Pozdrawiam!

  33. @Parker, masz 100% racji. Śmieszne w tym wszystkim jest to, że ten blog, zajmujący się przecież problematyką związana z dziedzina czysto praktyczną, czyli z prowadzeniem firmy w Polsce, zdominowali dwaj trolle – teoretycy i to z poprzedniego systemu, z założenia przeciwnego takiej formy własności.. Ich wynurzenia nijak nie przystają do rzeczywistości, no bo jak mają przystawać? Ani tu mieszkają, ani nie zajmują się tutaj prowadzeniem własnej firmy, nie wystawiają tu faktur, nie ściągają należności, nie zatrudniają ludzi, nie są tutaj księgowymi, nie dotyczą ich zmiany w prawie polskim, nie rozliczają się w polskim US, nie dotyczy ich ZUS.. Nie prowadzą także tak, gdzie są działalności gospodarczej, bo tak można by choć doświadczenia porównać.. Są teoretykami nie z tej bajki, ale i tak zawsze wiedzą najlepiej. Dyskutować z nimi nie ma sensu, choćby dlatego, że nasze światopoglądy mają krańcowo różne założenia. Nie sposób więc znaleźć punktów stycznych. Poza tym, jak dla mnie – są seksistami, co ich skreśla na dzień dobry 🙂 Pozdrawiam wszystkich trzeźwo myślących i Autora bloga, upraszając go jednocześnie o zrobienie czegoś z tym problemem.

  34. Aha, ok, rozumiem, czyli nie będzie nic w tym złego, jeśli zaproponuję wam dwóm, oczywiście z dobrego serca, bo się o was martwię.., żebyście zajęli się może raczej uprawą sukulentów ozdobnych, niż zbawianiem świata, bo jakoś tak widać, że już wiek nie ten i pamięć szwankuje? To wszystko oczywiście dlatego, bo szkoda patrzeć jak się wypalacie walcząc z wredna rzeczywistością, wrednymi ludźmi, którzy nijak nie chcą zrozumieć prawd przez was objawionych. Kochani staruszkowie, czas odpocząć, znużone koci wygrzewać na słoneczku.. Wszystko z dobrego serca oczywiście, takie dobre rady od serca..

  35. @ Ekonom
    Pare kwiatkow z tutejszej laczki:
    „Po „wystepie” Kellera obrazajacym pewnego pana z Katowic, próbowałem porozumiec sie z Gospodarzem przez e-mail. Otrzymalem odpowiedź, że „on chce sie tylko wygadać”.
    +
    „Aha, ok, rozumiem, czyli nie będzie nic w tym złego, jeśli zaproponuję wam dwóm, oczywiście z dobrego serca, bo się o was martwię.., żebyście zajęli się może raczej uprawą sukulentów ozdobnych”

    Strasza, doradzaja, oskarzaja, a blog dzieki naszej dyskusji kwitnie.
    Czyzby zazdrosc?
    Pozdrawiam.

  36. @ Ekonom
    „Problem będzie raczej w tym, że w samochodzie elektrycznym najczęstszym problemem będzie w przyszłości zapewne awaria komputera, a dokładnie jego oprogramowania.”
    Bez przesady. Obserwuje od samego poczatku poczawszy od pierwszych wersji windows problemy jakie maja uzytkownicy tych programow i powiem jedno: ja takich problemow nie mam. Stare przyslowie mowi: jak baletnica nie umie tanczyc to mowi ze jej spodnica przeszkadza. Nie ma na swiecie produktow idealnych, ale wiekszosc problemow jakie wystepuja wsrod uzytkownikow sa efektem ich bledow. Niejedno w swoim zyciu widzialem. Posadzisz faceta przed komputerem a on popelni podstawowy blad i system zacznie kraszowac. Oczywiscie powie, ze winien jest Microsoft, bo to jego system operacyjny. Kazdy zapomina o tym ze na Microsofcie pracuje system bankowy, a ten nie moze sobie pozwolic na eksperymentowanie, bo to sie by skonczylo drugim kryzysem lat 30 ubieglego wieku. Jezeli natomist chodzi o hardware, to przeciez nie ma znaczenia skad pochodza komponenty. Dzisiaj w kazdym samochodzie sa elementy wyposazeniowe glownie z firm azjatyckich, chociaz pojazdy maja rozne marki, w nich jest wiekszosc elementow z tej samej dostawy. Podobnie zreszta wyglada sprawa z paliwem. Masz rozne stacje benzynowe, ale one otrzymuja paliwo z tej samej rafinerii. Polski nie mozna porownywac do Australii. Australia jest krajem surowcowym i dlugo jeszcze takim bedzie, podczas gdy Polska musi na swoj dochod zapracowywac przemyslem. Natomiast rezerwy jakie ma Australia jak chodzi o rolnictwo, Polska moglaby tylko pomarzyc. Pozdrawiam.

  37. „blog dzieki naszej dyskusji kwitnie.”

    Dwu potłuczonych podłączyło się jak … do statku i coś im zakwitło.
    dialog dwóch głupków

  38. „A blog ten poprzez wystepy dwóch trolli o bolszewickim charakterze, poziom Polityki ”
    Czyzby chodzilo o bolszewizm Andrzeja i Wkurzonej? Przeciez tutaj nikt inny nie wyrzuca nikogo poza dwoma bolszewkiami. Andrzejek nie wie widocznie co oznacza slowo bolszewizm. Andrzejku, jak w szkole miales pod gorke, wial wiatr i bylo zimno, dlatego nie przerobiles znaczenia slowa bolszewizm, wiec postaram ci wytlumaczyc jak krowie do zlobu co znaczy slowo bolszewizm.
    Otoz bolszewizm oznacza propagowanie jednej sluzsznej idei wyznawanej przez aktualnie sprawujacych wladze, w tym wypadku PO. Skoro nie rozumiesz znaczenia tego slowa, lepiej sie nim nie posluguj, bo wychodzisz na idiote.

  39. @ parker
    O przeprasza, ujawnil sie trzeci bolszewik ktorego zapomnialem wymienic.

  40. @ Gospodarz
    Jest takie powiedzenie: potrzeba matka wynalazkow. Polska nie jest wyjatkiem w tym ze mniejsze firmy borykaja sie z trudnosciami jak chodzi o sprawy administracyjne. Te sprawy w bardziej rozwinietych krajach rozwiazal rynek. Otoz w malych firmach dla przykladu projektowych nie ma dzialu kadr, ksiegowosci, czy wykonywania twardych kopii. Tym sie zajmuja znowu male firmy specjalizujace sie w sprawach zatrudnieniowych, ksiegowych czy produkcji wyrobu finalnego, oraz shipmentem tego produktu. Jestem pewien ze Polska sie szybko moze tego nauczyc jezeli zacznie podpatrywac kraje ktore ten problem maja dawno rozwiazany. Pozdrawiam.

  41. @Marcin
    Outsourcing nie jest przecież dzisiaj żadnym nowym wynalazkiem. W dużych firmach jest zawsze wybór pomiędzy n.p. zatrudnieniem swoich własnych radców prawnych, a skorzystaniem z usług kancelarii prawniczej. Ale małe, szczególnie mikro-firmy nie mają takiego wyboru, one muszą po prostu stosować outsourcing, gdyż nawet geniusz finansowo-prawniczy oraz tytan pracy kapitalistycznej prowadzący taką firmę ma do dyspozycji tylko 24 godziny na dobę. Ale w Polsce wciąż niestety pokutuje mentalność „Zosi – Samosi”, co doskonale widać na przykładzie „biznespersons” aktywnych na tym blogu.
    Uprzejmie proszę też o zwrócenie uwagi na poprawny politycznie, progejowski, filosemicki oraz profeministyczny, a więc z definicji antyseksistowski język mego wpisu! 😉
    Pozdrawiam!

  42. @ Ekonom
    „Po prostu Windows jest systemem operacyjnym dla mikrokomputerów przeznaczonych dla potrzeb domowych oraz mikro firm (mikrokomputery dla mikrofirm), a w bankowości mamy przecież do czynienia z ogromną ilością transakcji i wielkimi sieciami n.p. bankomatów.”
    Masz malo informacji na temat Microsoft. Programy PC stanowia tylko czesc ich dzialalnosci. Majac do wyboru system MAC i Microsoft wiekszosc uzytkownikow wybiera Microsoft. Druzgocaca przewaga, a jak dotad caly swiat opiera sie na Microsofcie. Taka jest rzeczywistosc. Na temat Australii chyba masz jakis pesymistyczny poglad. Ten kraj posiada wiekszy areal upraw rolniczych niz Kanada, nie mowiac juz o tym ze te dwa kraje plus USA to jest spichlerz swiata. I o czym my dyskutujemy? Chcesz do tego porownywac Polske?
    Jak chodzi o Australie to powinienes docenic jej polityke imigracyjna. W przeciwienstwie do Europy poradzili sobie z tzw refuge, czego Europa dotad nie potrafila zrobic i prawdopodobnie zaplaci za to wysoka cene. Moze o tym nawet nie wiesz ze kazdy kto probuje klejmowac status azylanta w Australii jest natychmiast odtransportowany do Nowej Gwinei i gdy wniosek zostanie rozpatrzony pozytywnie ma prawo przyjechac do Australii, w przeciwnym wypadku musi wrocic na wlasny koszt do miejsca pochodzenia. Natomiast Nowa Zelandia nie ma prawa ziemii. Urodzenie w Nowej Zelandii nie daje obywatelstwa. Tak wiec na Antypodach ludzie jak sam widzisz dbaja o swoja wlasnosc inaczej niz to robi reszta krajow. Czy to swiadczy dobrze o tym kraju?
    Odpowiedz jest chyba oczywista. Mysle ze i godpodarka surowcami wyglada inaczej niz w Polsce. Oni wiedza jak na nich zarobic. Tak ze popatrzmy na te sprawy troche bardziej obiektywnie. Mam w rodzinie australijczyka wiec wiem o czym pisze. Pozdrawiam.

  43. @Marcin
    1. Wielkie banki używają produkty Microsoftu tylko do spraw drugorzędnych, np. do korespondencji, czy prowadzenia biura. Natomiast sieci bankomatów czy też obsługujące poszczególne oddziały banku, obsługują komputery o zupełnie innej architekturze niż PC, a więc używają one zupełnie innego oprogramowania niż to oparte na Windows.
    2. Australia jest całkiem spora, ale pamiętaj, że do uprawy nadaje się tam góra 10% jej obszaru, plus drugie tyle marginalnej gleby nadającej się w zasadzie tylko do wypasu owiec i bydła (tzw. grazing). Australii nie można więc porównywać do Kanady, która ma przecież olbrzymie zasoby wody, od Wielkich Jezior zaczynając. Australia nie ma np. wielkich rzek, gdyż nawet Murray-Darling niesie tak mało wody, że nie jest ona w stanie dopłynąć do oceanu, a tylko po prostu znika, wsiąkając w piaski oraz nieużytki Południowej Australii.
    3. Australia ma tylko na papierze politykę imigracyjną, a w realu o jest tak, że straciła ona dawno temu kontrolę nad imigracją. Rozwiązanie, o którym piszesz, jest zaś fikcją, gdyż jedynymi osobami występującymi dziś oficjalnie o status uchodźcy w Australii to są ci, których łódki albo zatonęły, albo też zaczęły tonąć, a więc wysłały one sygnał SOS do Australii. Olbrzymia większość tych łódek z nielegalnymi imigrantami po prostu dopływa niezauważona do brzegów Australii, a dochodzi do tego jeszcze większa ilość nielegalnych imigrantów, którzy przybywają na antypody z wizą turystyczną, po czym znikają oni z oczu władz.
    4. Na australijskich surowcach to zarabiają zaś głównie zagraniczne firmy. Może nie wiesz, ale ostatnio wyprodukowano w Korei Południowej dla koncernu Shell „Prelude”, czyli największy statek świata, który będzie wydobywać australijski gaz ziemny z dna oceanu, poddawać go rafinacji i chłodzeniu do ok. minus 160 stopni Celsjusza, w celu transportu. Oczywiście, zyski z tego mieć będzie Korea (produkcja statku) oraz Europa, a dokładnie firma Shell, a nie Australia.
    5. Obawiam się więc, że masz bardzo niedokładne wiadomości na temat Australii, opierające się na tamtejszej “propagandzie sukcesu”. Realia australijskie są zaś takie, że bezrobocie dochodzi tu do 30%, rząd stracił kontrole nad imigracją (nie podają nawet ilu przechwycono nielegalnych imigrantów), stopa życiowa spada tu z roku na rok, infrastruktura (drogi, koleje, energetyka) się wręcz sypie, mieszkań jest brak (stąd te bardzo wysokie czynsze za domy będące przecież de facto barakami), a rząd dawno temu stracił jakąkolwiek wizję przyszłości tego kraju. Jedyne, czego tu naprawdę przybywa, to imigrantów, głownie z III świata oraz długów. Ale o tym, to ci ten twój Australijczyk pewnie nie mówi… 🙁
    Pozdrawiam!

  44. Poziom dyskusji w sejmie żenujący. Lenin, Wyspiański, notariusz złodzieji…

  45. P.S. (@Marcin)
    Niestety, ale Australia i Polska prowadzą dziś tą samą, zgubną neoliberalną politykę gospodarczą, polegająca głownie na:
    1. Postępującej deindustrializacji co naturalnie powoduje olbrzymie oraz rosnące bezrobocie oraz upadek nauki spowodowany brakiem zapotrzebowania na miejscową myśl techniczną.
    2. Obniżce płac realnych co powoduje spadek popytu a więc chroniczną recesję.
    3. Sztucznym utrzymywaniu zawyżonego kursu swej waluty, co powoduje sztuczne zaniżenie opłacalności własnej produkcji oraz uzależnienie od importu technologii (know how).
    4. Niskich podatkach dla firm oraz bogaczy, co powoduje chroniczny deficyt budżetu a więc także chroniczne zadłużenie państwa.
    5. Generalnie życiu na kredyt, tak jakby nie miało być jutra.
    6. Forsowaniu (szczególnie w Australii) tzw. wielokulturowości, co z definicji prowadzi do konfliktów na tle rasowym oraz religijnym.
    Tylko dzięki temu, że Australia ma olbrzymie bogactwa naturalne, to stopa życiowa jest tam wciąż jeszcze wyższa niż w Polsce, ale to się też zmieni, na skutek niekontrolowanej imigracji z III świata do Australii, która to imigracja musi, raczej wcześniej niż później, rozłożyć tamtejszy system zasiłków, który działał, kiedy stopa bezrobocia była na antypodach poniżej 10%, ale musi on upaść w warunkach, kiedy stopa bezrobocia dochodzi już dziś w Australii do 30%. A radykalne zmniejszenie zasiłków w sytuacji chronicznego braku pracy oraz olbrzymiego etnicznego oraz kulturowego zróżnicowania ludności, musi doprowadzić do walk na tle ekonomicznym, rasowym oraz religijnym. Tak to musi skończyć ten, do niedawna „szczęśliwy kraj” („lucky country”) z powodu głupoty oraz zwyczajnej zdrady swych elit, które są zresztą w Australii typowymi elitami kolonialnymi, zapatrzonymi w brytyjską królową, rezydującą przecież na drugim końcu świata. To jest też nauczka dla Polski, której elity polityczne też prawie zawsze były oraz są zależne od zagranicy.
    Pozdrawiam.

  46. @Marcin
    P/S. Niestety, ale Australia i Polska prowadzą dziś tą samą, zgubną neoliberalną politykę gospodarczą, polegająca głownie na:
    1. Postępującej deindustrializacji co naturalnie powoduje olbrzymie oraz rosnące bezrobocie oraz upadek nauki spowodowany brakiem zapotrzebowania na miejscową myśl techniczną.
    2. Obniżce płac realnych co powoduje spadek popytu a więc chroniczną recesję.
    3. Sztucznym utrzymywaniu zawyżonego kursu swej waluty, co powoduje sztuczne zaniżenie opłacalności własnej produkcji oraz uzależnienie od importu technologii (know how).
    4. Niskich podatkach dla firm oraz bogaczy, co powoduje chroniczny deficyt budżetu a więc także chroniczne zadłużenie państwa.
    5. Generalnie życiu na kredyt, tak jakby nie miało być jutra.
    6. Forsowaniu (szczególnie w Australii) tzw. wielokulturowości, co z definicji prowadzi do konfliktów na tle rasowym oraz religijnym.
    Tylko dzięki temu, że Australia ma olbrzymie bogactwa naturalne, to stopa życiowa jest tam wciąż jeszcze wyższa niż w Polsce, ale to się też zmieni, na skutek niekontrolowanej imigracji z III świata do Australii, która to imigracja musi, raczej wcześniej niż później, rozłożyć tamtejszy system zasiłków, który działał, kiedy stopa bezrobocia była na antypodach poniżej 10%, ale musi on upaść w warunkach, kiedy stopa bezrobocia dochodzi już dziś w Australii do 30%. A radykalne zmniejszenie zasiłków w sytuacji chronicznego braku pracy oraz olbrzymiego etnicznego oraz kulturowego zróżnicowania ludności, musi doprowadzić do walk na tle ekonomicznym, rasowym oraz religijnym. Tak to musi skończyć ten, do niedawna „szczęśliwy kraj” („lucky country”) z powodu głupoty oraz zwyczajnej zdrady swych elit, które są zresztą w Australii typowymi elitami kolonialnymi, zapatrzonymi w brytyjską królową, rezydującą przecież na drugim końcu świata. To jest też nauczka dla Polski, której elity polityczne też prawie zawsze były oraz są zależne od zagranicy.
    Pozdrawiam!

  47. @ Ekonom
    „http://www.abc.net.au/news/2013-12-12/unemployment-rate-rises-in-november/5151974”
    Poziom bezrobocia w listopadzie 2013 – 5.5% wedlug wyliczen najbardziej wiarygodnych jakie mozna przyjac. Polski nie porownuje bo wyszloby smiesznie.
    Zastanawiam sie nad tym czy mowimy o tej samej Australii?
    Chetnie przeczytam inne dane, moze dysponujesz takimi?

  48. Marcin…sluchaj…
    Australia..to barak..A..
    ja to wiem..bo jestem w C..
    Canada..
    musze juz konczyc..
    bo pielegniarze chodza ze strzykawkami..
    odezwe sie jutro..
    bye..bye..

  49. @Marcin – Oficjalna a realna stopa bezrobocia w Australii
    Stopa bezrobocia 1991 1993 1995 1997 1999 2001 2002 2003 2004 Średnia
    dla lat 1991-2001 Średnia dla lat 1991-2004
    OficjalnaA) 7.0 10.0 8.6 8.0 7.6 6.8 6.4 6.2 5.7 8.0 7.3
    Realna według ABSB) 19.0 22.5 20.0 19.0 17.0 16.0 13.0 12.0 18.0 18.9 17.4
    Realna według WilkinsaB) 15.6 17.9 14.5 14.4 12.5 13.4 12.6 12.4 . 14.2 .
    A) W zasadzie tylko osoby uprawnione do zasiłku i aktualnie zarejestrowane jako bezrobotne
    B) W zasadzie wszystkie osoby bez pracy i jej poszukujące – tzw. Extended labour force underutilisation rate (rozszerzona stopa niepełnego wykorzystania siły roboczej) która uwzględnia:
    a) bezrobotnych,
    b) osoby zatrudnione w niepełnym wymiarze (poniżej 35 godzin na tydzień), ale chcące pracować w pełnym wymiarze,
    c) osoby aktywnie szukające pracy, ale nie mogące jej podjąć natychmiast (to jest w ciagu 4 tygodni) oraz
    d) tzw. Discouraged jobseekers czyli osoby chcące pracować i gotowe do podjęcia pracy natychmiast (to jest w ciagu 4 tygodni), ale zniechęcone do szukania pracy ze wzgledu na trudne warunki na rynku pracy (głównie brak ofert zatrudnienia)
    Źródła:
    1) Australian Bureau of Statistics dla oficjalnej stopy bezrobocia i stopy niepełnego wykorzystania siły roboczej wedlug ABS
    2) Wilkins, R. ‘The Extent and Consequences of Underemployment in Australia’ Melbourne Institute Working Paper No. 16/04 (sierpień 2004) dla stopy niepełnego wykorzystania siły roboczej wedlug Wilkinsa)
    WEDLUG WIKIPEDII:
    Country Unemployment rate (%) Source / date of information
    Australia 5.5 (30% IDU) 2013 (May)[10]
    1) IDU – If one simply measures the number of people under 65 who cannot find a job, it is referred to as the IDU rate. The IDU is a base rate that stops Governments of the world doctoring their figures to disguise poor economic performance. One good example is the rate declared in an apparently well-off western country like Australia where the official rate is 5.5 but the actual rate is closer to 30% (Melbourne University Economics Department). The IDU rate in Australia in 1971 was 1.25% and jumped to 27% by 1973 when the Government signed the Lima agreement. The Whitlam Government changed the definition to exclude anyone whose partner was working or anyone with money in the bank or anyone who worked 1 hour a month and thus were able to create the impression of a stable economy. In 2010, ACTU research showed that 40% of all jobs in Australia were casual or part-time, confirming the high IDU rate. Other statistics are equally disturbing in that ASIC records show that Australia has a tax payer base of 11m and 10.8m businesses which could indicate that due to the high IDU rate, everyone has been forced to register their own business. Thus the IDU rate appears to be the only simple definition to be used. That is to say all anyone under 65 has to do is register as looking for work and they are unemployed. What countries are now doing is extending or removing the retirement age limit beyond 65, which could influence the long-term global IDU rate. Sweden for example raised the retirement age to 67 and the US have abandoned any limit completely.
    2) [10] – „6202.0 – Labour Force, Australia, Jan 2013”. Australian Bureau of Statistics. 2013-02-07. Retrieved 2013-02-24.
    Pozdrawiam.

  50. @Marcin (P.S.)
    Wedlug tych samych kryteriow, to stopa bezrobocia w Polsce w tym samym miesiacu, a wiec w maju b.r. (2013) wynosila 10.5%, czyli niewiele wiecej (roznica zaledwie 5 punktow procentowych) niz w Australii. We wrzesniu roku 2009 oficjalna stopa bezrobocia w Polsce wynosla zas tylko 6.9% (w Australii wynosila ona wtedy 4.1%, a wiec mniej o ledwo 3 punkty procentowe). Widzisz chyba teraz, jaka iluzja sa te oficjalne statystyki bezrobocia, uluzja, ktora ty jednak bezkrytycznie bierzesz za” wyliczenia najbardziej wiarygodne jakie mozna przyjac”. 😉
    Zgoda, my tu chyba mowimy o roznych Australiach – ja o tej realnej, ktora znam od wielu lat z dokladnych studiow jej gospodarki, studiow odbytych zreszta glownie w tejze Australii na jej czolowych uniwersytetach (Melbourne i Monash oraz czesciowo na mniej prestizowym uniwerytecie w Newcastle, a to glownie ze wzgledu na bardzo wysokie bezrobocie w tym miescie, wywolane glownie zamknieciem tamtejszej huty, ktora byla, poza portem eksportujacym wegiel, jednym z dwoch powodow dla ktorych to miasto z najblizszymi okolicami rozroslo sie do ponad pol miliona miaszkancow).
    Przeciez gdyby rzeczywiscie stopa bezrobocia w Australii oscylowala wokol tych 5%, to nikt by sie tam bezrobociem nie martwil, jako iz zawsze te 2% a nawet do 3% to jest tzw. bezrobocie frykcyjne (oosby zmieniajace prace), a conajmniej 1% to sa zawsze tzw. urodzeni w niedziele, czyli niechetni do podjecia jakiejkkolwiek pracy. A wiec w przypadku Australii oznaczalo by, ze tak naprawde, to bezrobotnych jest tam najwyzej zaledwie jakies nedzne 2% sily roboczej, a wiec zjawisko bezrobocia mozna by smialo w pominac w przypadku Australii. A tymczasem to:
    1) Wciaz ogranicza sie w Australii legalna imigracje. A przeciez przy tak niskiej stopie bezrobocia, jaka ty nam podales za wladzami Australii, to w Australii problemem bylo by nie bezrobocie, ale jak w PRLu – brak rak do pracy, a wiec rzad aktywnie szukal by, jak np. w latach 1950tych, chetnych do emigrowania na antypody, a tymczasem, to ambasady Australii przestaly ostanio w ogole przyjmowac podania o wizy imigracyjne, o ktore dzis praktycznie musi wystapic australijska firma, aby chetny na emigracje do Australii otrzymal tzw. zaproszenie do zlozenia podania o ta wize imigracyjna.
    2) Politycy, ktorzy jednak zdaja sobie na natypodach sprawe z tego, ze bezrobocie, obok zadluzenia panstwa i jego obywateli oraz nielegalnej imigracji jest jednym z najwazniejszych problemow Australii, wciaz poruszaja ten problem, np. obiecujac stworzenie nowych miejsc pracy. Oczywiscie, konczy sie to zazwyczaj na niczym, niemniej swiadczy o tym, ze gospodarka Australii jest od dawna ciezko chora oraz ze bezrobocie jest jednym z najwazniejszych jej problemow, tyle ze (jak w Polsce) ukrywanym za sztucznie zanizonymi oficjalnymi statystykami
    Pozdrawiam.

  51. @Marcin – Polecam tez:
    1) Dane wedlug prywatnego Roy Morgan Institute, ktory ostatnio podaje stope bezrobocia ponad dwa razy wyzsza niz ABS czyli oficjalne biuro statystyczne.
    whocrashedtheeconomy.com.au/blog/2012/02/abs-unemployment-figures-defy-belie/
    2) Bardziej realne dane z ABS, podajace stope bezrobocia conajmniej dwa razy wyzsza niz oficjalna.
    Cytuje:
    Australia’s unemployment rate has stunned economists by appearing to peak at 5.8 per cent, and falling to 5.3 per cent in January.
    However, the Australian Bureau of Statistics has been collecting a broader set of figures on underemployment that paints a less rosy picture of the workforce.
    Out of the estimated 10.9 million Australians in employment in September 2009 (when the unemployment rate was 5.7 per cent), more than 800,000 said they would prefer to work more hours.
    Around 76,000 were ordinarily full-time workers who had been pushed into taking reduced hours during the week of the survey, while the vast bulk (around 736,000) were part-time workers who wanted more hours.
    26 per cent of part-time workers would have preferred to work more hours in September 2009, compared with 23 per cent a year earlier.
    When you add the number of underemployed to the number of unemployed, the ABS estimates that 13.5 per cent of the labour force was ‚underutilised’ (working less hours than they wanted or no hours at all) in November 2009.
    That is a substantial rise from the low of 9.9 per cent in February 2008, and suggests a much greater degree of labour shedding than the unemployment rate – which had risen from a low of 3.9 per cent in February 2008 to a peak of 5.8 per cent in June, July, August and October 2009.
    It should be noted that there was a stabilisation in underemployment towards the end of 2009, and that the most recent figures on underemployment and labour underutilisation (November) lag the recent drop in the unemployment rate.
    However, January’s employment figures did reveal a one per cent drop in total hours worked, despite strong jobs growth in that month, indicating that the trend of more jobs with lower hours may still have some way to run.
    abc.net.au/news/2010-02-23/low-unemployment-masks-army-of-underemployed/340468
    Pozdrawiam.

  52. @ Ekonom
    Wykrecasz statystyke by pokazac ze w Australii jest 30% bezrobocie, ale niestety nawet dlugie wywody nie sa w stanie tego dokonac. Zastanow sie dlaczego do Australii sie pchaja dzwiami i oknami? Czy zeby tam zyc w biedzie?
    I teraz sam to przeciez pisales ze z Polski ucieka stale masa ludzi na emigracje bo nie ma pracy. Pokaz mnie gdzie sa ci co z Australii uciekaja za praca?
    Traktujmy sie powaznie. Ja nie bede prowadzil dyskusji w tym samym stylu dalej. Nie jestem pieniaczem. Jak sie strzeli gafe to trzeba sie do niej przyznac. Pozdrawiam.

  53. @Marcin
    1. Ja przedstawiam ci tylko szereg zrodel, z ktorych wynika, ze stopa bezrobocia w Australii jest znacznie wyzsza niz te oficjalne ok. 5%.
    2. Pewnie nie wiesz, jak duzo Australijczykow (i to takich anglosaskiego pochodzenia) wyemigrowalo z Australii w poszukiwaniu pracy. Najwiecej jest ich w Anglii (ogolnie UK), Europie Zachodniej oraz w USA. Takze sporo Polakow, ktorzy wyemigrowali do Australii, wrocilo ostatnio do Europy, nie mogac znalezc pracy na antypodach.
    3. Zauwaz tez, ze do Wloch, gdzie od lat nie ma pracy nawet dla rodowitych Wlochow, pchaja sie drzwiami i oknami imigranci z III swiata (glownie z Afryki). Podobnie jest tez w Australii – ci nielegalni imigranci jada tam przeciez po zasilki, a nie po prace, do ktorej sie oni zreszta nie nadaja. Jesli mieszkasz np. gdzies w Bangaldeszu, a twoje dochody sa dobrze ponizej 100 dolarow na miesiac, to 150 dolarow tygodniowego zasilku w Australii wydaje sie byc chwyceniem Pana Boga za nogi. I tu jest ta cala tejemnica tego powodzenia nielegalnej imigracji do Australii z krajow III Swiata. Ale dzis, to nikt nie imigruje nielegalnie z Zachodniej Europy na antypody, a i legalna imigracja z I Swiata jest dzis marginalna w Australii, gdyz po prostu Australia jest od lat pograzona w glebokiej recesji, a wiec po prostu tu nie ma tam pracy, poza taka, jaka oferuja dzis tez i w Polsce, np. ukladaniem towarow w supermarkecie na umowe smieciowa oraz za place w wyskosci zasilku dla bezrobotnych.
    4. Tak, traktujmy sie powaznie. Ja Ci przedstawilemszczegolowe dane statystyczne oraz ich zrodla, a tym masz tylko swoje przekonania. 🙁
    Pozdrawiam.

  54. @ Ekonom
    Australia jest non stop zaludniana, zobacz statystyki i nie pisz ze ludzie z Australii wyjezdzaja do Europy. To jest nonsens. Popatrz jak rosnie w tym kraju populacja popzez emigracje, bo przeciez w obecnych czasach to dzieci sie rodza tylko w krajach 3 Swiata. Tendencja jest w tym swiecie dosyc stala:
    ludzie emigruja do krajow gdzie jest lepsze zycie. Gdzie ubywa a gdzie przybywa dobrze wszyscy wiemy. Na przyklad w tym czasie gdy w Polsce ubylo jakies 3-5 milionow, w tym samym czasie w takich krajach jak USA, Kanada, czy Australia przybylo o wiele wiecej, mimo ze na przyklad do USA praktycznie nie ma oficjalnej emigracji, poza oczywiscie byznesowa. Natomiast do Kanady czy Australii jest ciagle trudniej sie dostac, ale nie zraza to ludzi i robia to roznymi drogami. Generalnie mysle ze nalezy zakonczyc ten temat bo nie ma on nic wspolnego z trescia blogu, poza moze jednym: Polska nie jest krajem do ktorego trwa emigracja, jest krajem z ktorego sie ucieka. I tylko dlatego ten temat poszedl na blogu. Nawet trzeba powiedziec sobie prawde iz emigracja do unii traktuje Polske jako kraj tranzytowy w drodze do krajow gdzie jest lepiej.
    Pozdrawiam.

  55. @Marcin
    1. Przecież ci już napisałem, że do Australii emigrują głownie mieszkańcy krajów III świata, i to nie w poszukiwaniu pracy, a w poszukiwaniu zasiłków, jako iż nawet najgorszy zasiłek australijski (czyli zasiłek dla azylantów – czytaj nielegalnych imigrantów) przekracza wielokrotnie wysokość przeciętnego wynagrodzenia za pracę w olbrzymiej większości krajów III świata. Ta emigracja z III świata po zasiłki wyjaśnia też, dlaczego Polska jest traktowana przez emigrantów z tegoż III świata tylko jako kraj tranzytowy w drodze do krajów gdzie zasiłki są o wiele wyższe niż w Polsce oraz o wiele łatwiejsze do uzyskania.
    2. Nie jest też tak, że dzieci się rodzą dziś tylko w krajach III świata. Oto przykłady (ilość urodzeń w roku 2011 na 1000 osób według OECD):
    Izrael 21.4
    Argentyna 18.7
    Irlandia 16.3
    Grenlandia 14.5
    Nowa Zelandia 14.3
    Islandia 14.1
    Urugwaj 14.1
    Hong Kong 13.5
    Australia 13.3
    USA 12.7
    Rosja 12.6
    Francja 12.6
    Norwegia 12.2
    Belgia 11.9
    Chiny 11.9
    Kuba 11.8
    Szwecja 11.8
    Słowacja 11.3
    Kanada 11.2
    Finlandia 11.1
    Liechtenstein 10.9
    Luxemburg 10.9
    Holandia 10.8
    Słowenia 10.7
    Dania 10.6
    Czechy 10.4
    Wszystkie wyżej wymienione kraje mają ten parametr wyższy niż Polska (10.2). Średnia światowa wynosi zaś 19.4, ale zawyżona jest ona przez kraje tak jak np. Niger (50.0), Mali (45.4), Burkina Faso (45.0) a nawet Afganistan, mający ten parametr w wysokości 45.1, pomimo trwających tam od dziesiątków lat wojen i okupacji. Natomiast w Niemczech rodzi się (relatywnie) jeszcze mniej dzieci niż w Polsce (8.1), czyli mniej niż nawet w pograżonej od wielu lat w poważnym konflikcie wewnętrznym Bośni (8.3) czy też w starzejacej się na potęgę Japonii (8.3). Ale to jest temat na osobną dyskusję.
    3. Zgoda zaś, że nalezy zakończyc ten temat bowiem nie ma on wiele wspólnego z trescią tego blogu, poza tym, że w Polsce ubywa ludności, co zresztą w sytuacji gdy nie ma w niej pracy nie jest samo w sobie aż tak dużym złem. Problem jest zaś głównie taki, że poza Polska też dziś praktycznie wszędzie ubywa miejsc pracy, a więc niedługo nie będzie gdzie z Polski emigrować. I co wtedy zrobi rząd? Chyba wyemigruje, na zasadzie, że rząd zawsze znajdzie miejsce do ktorego będzie mógł wyemigrować, oczywiscie, tak jak we wrześniu roku 1939, czyli z kuframi pełnymi złota, a więc z gwarancją otrzymania pozwolenia na osiedlenie się w wybranym kraju (być może znów Anglii?).
    Pozdrawiam.

css.php