Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy

19.10.2013
sobota

Dzien święty święcić

19 października 2013, sobota,

No to mamy kolejną batalię interwencjonizmu. Niektóre jej przejawy są dość zabawne. We Francji właśnie ma pojawić się prawo, które zakazuje przyjeżdżać taksówkom wcześniej niż 15 minut przed zgłoszeniem wezwania. Innymi słowy klient musi odczekać 15 minut nawet jeśli samochód stoi za rogiem. Wszystko ze względu na to, ze taksówkarze pracujący w zwykłym trybie obawiają się konkurencji ze strony przewoźników posługujących się Internetem i dzięki temu lepiej dobieranym pod względem lokalizacji. I tak właśnie absurd triumfie nad elementarnym zdrowym rozsądkiem – no ale to zasadniczo problem Francuzów. Byle by tylko nie próbowali tego przepchnąć przez KE jako dyrektywy dla całej Europy.

My tymczasem mamy swoje problemy. Nadciąga kolejna kampania w zakresie zakazu handlu w niedzielę. Główny argument za – to wskazywanie niedzieli jako okazji do spędzania przez rodzinę czasu razem. Trochę niedopowiedzianym jest o czyje dokładnie rodziny chodzi bo to dwie różne historie.

Jeśli chodzi o rodziny ludzi przyjeżdżające do hipermarketów to istnieje dorozumiane założenie, że spędzanie wspólnego czasu w centrum handlowym jest aktywnością o niskiej jakości i jeśli odbierzemy ludziom ta możliwość nagle zaczną poświęcać czas na budowanie więzi i tym podobne „lepsze” aktywności. No ale mamy tu do czynienia z kilkoma dość odważnymi założeniami. Pierwszym jest to, że wyjazd do centrum handlowego tych więzi nie buduje, drugim zaś to, że w razie implementacji pomysłu zwrócą się w kierunku tych „lepszych” aktywności zamiast na przykład zwiększyć ilość czasu spędzoną przed telewizorem/komputerem. Najgorsze ze wszystkich jest jednak założenie numer trzy: że autorzy pomysłu wiedzą sami lepiej co dla ludzi jest lepsze a co gorsze i trzeba obywateli traktować jak dzieci bo sami nie są w stanie podjąć trafnych decyzji. To pachnie inżynierią społeczną w najgorszym wydaniu.

Trochę inaczej wygląda kwestia pracowników sieci handlowych. Tu warto byłoby też zapytać ich samych o zdanie. Praca w niedziele to dodatkowy dochód, dzień wolny w tygodniu – luksus dla wielu pracowników, jako że pozwala pozałatwiać sprawy w różnego rodzaju urzędach, które są otwarte najczęściej od poniedziałku do piątku od 8 do 16. Zalet może być więcej – trudno mi coś więcej na ten temat powiedzieć, jako, że sam pracuję w niedziele dość rzadko.

Oczywiście wraz z potencjalną zaletą posiadania wolnej niedzieli zamiast, powiedzmy, wtorku pojawiają się pewne wady. Jeden dzień handlu mniej to mniej pracy. Związkowcy twierdzą, że nie przełoży się na spadek obrotów – bo ludzie będą kupować w inne dni tygodnia. No ale z tym argumentem wiążą się przynajmniej dwa problemy.

Po pierwsze nawet jeśli przyjmiemy, że obroty w hipermarketach nie spadną to nie oznacza, że do ich obsługi potrzeba będzie o 1/7 więcej osób. Są pewne kategorie, które nie wymagają wzrostu zatrudnienia w ogóle: ochrona, monitoring, nadzór i zarzadzanie sklepem, sprzątanie. W innych pewien wzrost zatrudnienia w tygodniu może się pojawić, lecz znowu najprawdopodobniej w mniejszym wymiarze. Nawet przy przeniesieniu obrotów na inne dni tygodnia zatrudnienie spadnie.

Ale mamy tez do czynienia z przypadkami kiedy obroty muszą spaść. Niedzielny wypad do galerii to także często obiad w restauracji, wizyta w kinie, kawiarni. Tego typu – bardziej usługowa – oferta nie ma szans na zwiększenie obrotów w inne dni tygodnia po wyeliminowaniu niedzieli. Tu zmniejszenie zatrudnienia może być większe niż 1/7 bo nasze niedzielne wypady to często jedyny okres kiedy te firmy tak naprawdę zarabiają. Wyeliminowanie niedzieli spowoduje upadek wielu z tych przedsiębiorców.

Zatem po raz kolejny mamy propozycję zwiększenia bezrobocia w kraju, który i tak z nadmiarem miejsc pracy nie ma do czynienia. Wszystko to w interesie zatrudnionych – a w każdym razie tych, którzy dalej będą zatrudnieni po potencjalnym wprowadzeniu zmian.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 81

Dodaj komentarz »
  1. We wszystkich krajach dni i godziny handlu sa uregulowane. W czym wiec problem jezeli w Polsce regulacje handlu w niedziele rowniez beda. To nie musi miec nic wspolnego z kk i ich halucynacjami.

    Faktem jednak jest ze rzad powinien sie zajac sprawami bardziej wazymi. Np walki z bezrobociem. Przypominam jednak ze premierem jest tylko historyk, bez doswiadczenia, kotry nawet kioskiem Ruchu ne kierowal. Racjonalnych posuniec rzadu nie nalezy sie spodziewac.

    Nalezy sie tylko spodziewac skrajnego blazenstwa. W minionym tygoniu rzad pracowal nad ustawa w sprawie zmiany plci. Wiadomo skad ten pomysl pochodzi. Z jakiegos tam Ruchu Palikota pod dyktatura Palikota. Gdzie,… chlop-kobita Ania Grodzki zdolal(a) przekonac ze sprawy zmiany plci sa jednym z najwazniejszych problemow funcjonowania panstwa. Bo dotycza moze 5-10 osob w Polsce.
    I nad tym wlasnie rzad spedzil ubiegly tydzien. Ostatecznej wesji ustawy o zmianie plci nie ustalono.

  2. Z poprzedniej debaty.
    To jest interesujace. W tej samej sieci sklepow zakupy w Polsce sa drozsze niz u Niemcow. Ale pracownicy polskich suprmarketow zarabiaja znacznie mniej od pracownikow w niemieckich supermarketach.
    O likwidacje takich nierownosci powinny walczyc zwiazki zawodowe. Ceny powinny odzwierciedlac niskie place w Polsce. A jest odwrotnie.

  3. @Pan Gospodarz
    W galeriach to wystawia sie dziela sztuki, zakupy zas robi sie w sklepach, ktore moga znajdowac sie takze w domach towarowych, centrach handlowych czy tez na bazarach. Poza tym, jestem zdecydowanym zwolennikiem handlu w dni wolne od pracy, ale pod warunkiem, ze pracownicy sklepow otrzymywac beda extra premie za prace w niedziele czy tez swieta (a takze w nocy).
    I nie rozumiem o co chodzi z tymi taksowkami. Jesli zamawiam taksowke na godzine 10, to nie bede jej wypatrywal o 9 minut 50. Poza tym to dzis taksowkarz francuski ma dostep do internetu nawet z telefonu, a wiec znow – o co tu chodzi?
    A swoja droga, to bezrobocie zlikwidowac mozna tylko razem z kapitalizmem rynkowym, gdyz bezrobocie jest przeciez zjawiskiem wystepujacym wylacznie w tym ustroju. Przykladowo na obszarze Polski pojawilo sie ono dopiero wraz z kapitalizmem rynkowym w XIX wieku, zniklo wraz z ustanowieniem rzadow partii komunistycznej, czyli pod koniec lat 1940tych i znow pojawilo sie po roku 1989, wraz z restauracja kapitalizmu rynkowego.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @axiom1: „We wszystkich krajach dni i godziny handlu sa uregulowane.”

    Jakich „wszystkich”?…

  6. @trasat: „Przykladowo na obszarze Polski pojawilo sie ono dopiero wraz z kapitalizmem rynkowym w XIX wieku, zniklo wraz z ustanowieniem rzadow partii komunistycznej, czyli pod koniec lat 1940tych i znow pojawilo sie po roku 1989, wraz z restauracja kapitalizmu rynkowego.”

    Zatem zamiast dyskutowac sprawe handle w niedziele, od razu wprowadzmy z powrotem komunizm. To sprawdzony system; dosyc tych eksperymentow z kapitalizmem

  7. @AL
    Wszedzie reguluje to rzad albo mafia. Samoregulacje rowniez mozna spotkac.

  8. TK:Dlaczego w Niemczech jest inaczej i to od minimum 40 lat???????Ja Panu odpowiem:jestescie niereformowalni i to jak za komuny!

  9. Ameryka mnie zepsuła i przyzwyczaiłem się do tego, że większość sklepów, a przynajmniej te, do których jestem przyzwyczajony, jest otwarta cały rok, z wyjątkiem chyba tylko 2 dni i w bardzo długich godzinach.

    Jakby mi kto zamknął sklepy w niedzielę to pewnie bym się przyzwyczaił, ale na początku bym klął. Jak to jest z punktu widzenia pracownika sklepu nie bardzo wiem, ale przypuszczam, że inna będzie opinią ucznia/studenta dorabiającego sobie w taki sposób i chwytającego każdą weekendową możliwość a inna kobiety, której mąż i np. dorosłe dziecko tylko w niedzielę ma więcej czasu na „pobycie razem”. Mąż ani inny członek rodziny może nie mieć możliwości wzięcia wtorku na sprawy rodzinne. A szczególnie każdego wtorku.

    No i wiem, że jak by mi zamknęli parę sklepów to więcej bym kupował przez internet. Nie towarów spożywczych ale narzędzi czy książek z pewnością. Lokalne sklepy mogłyby stracić.

  10. @zza kałuży
    Tyle, ze jak kupujesz przez internet to czesto kupujesz przyslowiowego kota w worku, a na dostawe w niedziele to tez nie za bardzo mozesz liczyc, nawet „za kałużą”. I zgoda, Ameryka jest rajem dla olbrzymiej wiekszosci konsumentow, ale cena tego jest tam pieklo dla ogromnej wiekszosci ludzi pracy.

  11. @A.L.
    Zrozum, ze komunizmu w Polsce nigdy nie bylo. Wyraznie myslisz rzady partii komunistycznej z komunizmem.
    Poza tym, to w latach 1944-1989 probowano w Polsce „zbudowac” socjalizm (a nie komunizm), ale to sie nie udalo, gdyz udac sie to po prostu nie moglo, jako iz nie da sie zbudowac socjalizmu w kraju tak zacofanym jakim byla owczesna Polska, czyli w kraju, gdzie istnialy wciaz dosc spore przezytki feudalizmu.
    A bezrobocie jest nieodlacznie zwiazane z kapitalizmem i na to nie ma rady, tak samo jak nie ma rady na prawa rzadzace natura.Tyle, ze praw rzadzacych natura nie da sie zmienic, ale da sie, a nawet trzeba, zmienic ustroj, ktory generuje glownie bezrobocie, powszechna nedze i wojny.

  12. Ekonom

    A ”ludzie pracy” to nie są konsumentami ?
    Może żyją w jakiejś równoległej rzeczywistości ,gdzie tylko pracują a nie konsumują?
    Ciekawe kto kupuje w tych wszystkich sklepach o powierzchni kilku kilometrów każdy,kto parkuje samochody przed tymi sklepami,kto mieszka w domkach w tysiącach małych i większych miast.Wredni i skąpi kapitaliści nie zapewnią popytu takiej gospodarce -jest ich za mało i raczej mają piątą aleję.To popyt ludziów pracy powoduje że biznes się kręci.Zresztą ludź pracy jak się uprze to na piątej alei też kupi.

  13. Ekonom 20 października o godz. 1:02
    „Tyle, ze jak kupujesz przez internet to czesto kupujesz przyslowiowego kota w worku”
    Czasami tak, a czasami nie. Może inni kupują inaczej, ale już raczej swoich przyzwyczajeń nie zmienię. Od lat kupuje spodnie, paski, rękawiczki, buty, koszule, bieliznę, kurtki, garnitury, – to tak na szybko, – w tych samych firmach. Dokładniej – tych samych marek, bo nie mam pojęcia kto tam aktualnie jest właścicielem danej marki.
    A więc samo wybieranie i przymierzanie jak dla mnie skończyło się tak z piętnaście lat temu. Teraz kupienie tych rzeczy jest o wiele wygodniejsze i czasami znacząco tańsze aniżeli w lokalnym sklepie.

    Jedyną metodą, dzięki której mógłbym zwrócić uwagę na coś nowego i jeszcze dla mnie nieznanego jest właśnie przyciągnięcie mnie do sklepu z cegieł i ze stali. A jak pozamykają się w weekendy to ja najwyżej pozostanę przy moich majtkach i butach tyle będzie ze mnie pożytku jako „konsumenta”.

  14. @zza kałuży
    Rozni ludzie maja rozne gusta. Ja np. wole obejrzec to, co kupuje, w realu, a nie na ekranie komputera (Photoshop sie tu klania).
    Poza tym, to nie dowierzam Internetowi jako sieci, przy pomocy ktorej dokonuje sie transferow pienieznych (za dobrze znam bowiem slabe punkty elektronicznego transferu pieniedzy, a szczegolnie zas przez ogolnodostepne sieci typu Internetu) a takze ze wzgledu na klopoty zwiazane ze zwrotem wadliwego towaru zakupionego przez internet. Ale, jak to napisalem, rozni ludzie maja rozne gusta. Ja np. przez Internet kupuje tylko to, czego nie moge kupic w prawdziwym sklepie oraz ograniczam sie do mozliwie najnizszych wydatkow droga elektronicznego transferu pieniedzy.

  15. „a takze ze wzgledu na klopoty zwiazane ze zwrotem wadliwego towaru zakupionego przez internet.”
    To co wy tam u kangurów za serwis macie? Pewnie nie miałeś okazji butów w Zappos kupować…nie wiem, czy oni kangurom wysyłają, ale w USA zwrot jest na ich koszt i buty – byle nienoszone – możesz rok trzymać zanim zwrócisz. Aha, i jak mi będziesz chciał tłumaczyć, że i tak przepłacam, bo nic nie jest za darmo i ja za tą mozliwość zwrotu „niby za darmo” i tak w cenie płacę to ci odpowiem, że nie obchodzi mnie jak Zappos to robi, ale finalna cena butów u nich jest i tak niższa niż w tzw. „mallu”. Mówię oczywiście o dokładnie tym samym wzorze.
    Skoro rok temu kupiłem ten sam rozmiar i ten sam kolor z tej samej firmy to czym ja ryzykuję kupując ponownie to samo? Wiedząc przy tym, że będę miał 365 dni na namyślanie się i przymierzanie u siebie w domu a paczkę z ewnetualnym zwrotem na koszt Zappos kurier z pod domu mi weźmie.
    Jakie wy tam u kangurów macie zwyczaje, że takie coś nie jest norma? 😉

    „ograniczam sie do mozliwie najnizszych wydatkow droga elektronicznego transferu pieniedzy.”
    Twoja sprawa. Ja przypisałem jedną kartę debetową do Paypala i nie używam jej do niczego innego. Karta jest powiadomiona, że ma regulować tylko i wyłącznie płatności Paypalem. Wszelkie nieautoryzowane przeze mnie płatności pokrywa bank. Czego tu się bać?

  16. @zza kałuży
    1. Co to znaczy „zwrot jest na ich koszt”? Przeciez musze im te wadliwe buty wyslac z powrotem, a wiec musze zaplacic za przesylke, nie majac pewnosci, ze moja reklamacja zostanie uznana. Nawet jesli odbiora ja na ich koszt, to ja musze wtedy byc przywiazany do miejsca zamieszkania, a kurier tez czlowiek, a wiec moze sie spoznic albo w ogole nie zjawic sie.
    2. Poza tym, to warunki pracy w sklepach i hurtowniach internetowych sa tak zle (przyklad Amazonu), ze nie mam zamiaru popierac niewolnictwa kupujac przez Internet. Po prostu nie mam tej amerykanskiej ani tez kolonialnej (brytyjskiej) mentalnosci, przyzwalajacej na wyzysk ludzi pracy.
    3. Nie mam takze zaufania do parabankow typu Paypal. Wystarczy mi tez, ze moje dane osobowe ma bank i rzad – nie chce, aby mial je jeszcze ktos inny!
    4. A jak bank stwierdzi, ze dana transakcja zostala jednak przez ciebie autoryzowana to co zrobisz? Bedziesz sie sadzic z bankiem, ktory ma przeciez miliony wiecej dolarow niz ty?
    5. Ponadto, to ja lubie probowac wyroby roznych firm. Wiem – to jest sprawa gustu, ale wynika z tego, ze kupowanie przez Internet nie jest dla mnie.

  17. Wierzycie w rozsądek?
    Niepotrzebnie. Mnóstwo ludzi to idioci.
    Są wszędzie. Na ulicy, w rządzie, gdziekolwiek się rozejrzymy.
    Pozwalamy komuś takiemu podejmować decyzje i dziwimy się skutkom?
    Ktoś taki nie rozumie pożytków wynikających ze swobód działania.
    Myśli nakazami i zakazami.
    Wszystko jest niezbędne i ciągle nie spina się Jemu budżet 🙂
    Demokracja staje się karykaturą, biurwokracją.
    Trzeba poczekać na silną, odważną Postać, która kosą przejedzie po pomysłach geniuszy ostatniego dwudziestolecia.
    Wprowadzi prostotę i jasne zasady.
    By nie czekać bezradnie mam prośbę do szacownego autora blogu o ogłoszenie konkursu na kodeks gospodarczy,
    Bez przepisów wprowadzających i końcowych ma zmieścić się na jednej stronie A4, czcionka 9. Musi zawierać także komplet przepisów podatkowych, bez odwołań.
    Proponowana ranga prawna kodeksu – jak konstytucja.

  18. @mir
    Konkurs na Kodeks Gospodarczy jest zbedny, gdyz sfera biznesu od lat jest uregulowana Prawem Cywilnym (Kodeksem Cywilnym), ktore reguluje stosunki miedzy przedsiebiorstwami oraz przedsiebiorcami, oraz Prawem Pracy, ktore reguluje stosunki miedzy przedsiebiorcami a pracownikami najemnymi, zas sprawy podatkow reguluje Prawo Podatkowe. Jesli wiec ktos sie upiera przy Kodeksie Gospodarczym, to wystarcza w nim trzy artykuly o takiej tresci:
    1. W sprawach dotyczacych relacji pomiedzy przedsiebiorstwami oraz przedsiebiorcami obowiazuja regulacje prawa cywilnego.
    2. W sprawach dotyczacych relacji pomiedzy przedsiebiorcami a pracownikami obowiazuja regulacje prawa pracy.
    3. W sprawach dotyczacych podatkow obowiazuja regulacje prawa podatkowego.

  19. @Ekonom
    Niestety, nie spełniasz warunków nieogłoszonego konkursu.
    Kierujesz odwołanie kwestii podatkowych do istniejących przepisów w miejsce ich zmiany.
    Nie kwestionuję braku regulacji „sfery biznesu” (cokolwiek to oznacza) a zakresu i kompatybilności tej regulacji.
    Pomijasz wątek styku gospodarki z administracją. Jej dowolnością, nieprzewidywalnością, brakiem odpowiedzialności w dziedzinie, gdzie odpowiedzialność jest regułą.
    Nie jest problemem prawo cywilne. Widzę natomiast problem w próbach „uzupełniania” kodeksu cywilnego twórczością mającą na celu uszczegółowienie.
    Zachęcam do zapoznania się z prawem pracy, nie jest to tylko kp.
    Mina podobna do „prawa” podatkowego.

  20. Ekonom 20 października o godz. 7:49
    „1. Co to znaczy „zwrot jest na ich koszt”? Przeciez musze im te wadliwe buty wyslac z powrotem, a wiec musze zaplacic za przesylke, nie majac pewnosci, ze moja reklamacja zostanie uznana. ”
    Najpierw chciałem napisać coś w rodzaju złośliwej nowelki opisującej kretynizmy handlu z czasów PRLu, które to kretynizmy w tak trwały sposób ukształtowały twoje zrozumienie stosunku klient-sprzedawca.
    Ale szkoda mi czasu. W każdym razie dzięki za ten wpis, po którym wybuchnąłem głośnym śmiechem. Śmiech to zdrowie, a więc dziekuję za dużo zdrowia! W twoim opisie „zwrotu” nic nie jest prawdziwe, ale to tylko pokazuje mi, że można mieszkać w Australii w 2013 roku a mentalnie tkwić w PRLu z 1970-go roku.

    O pozwolenie na zwrot „wadliwego towaru” pytasz się swojego kota. Jak ci kot pozwolił, to wchodzisz na stronę sklepu. Tam logujesz się na swoje konto i wybierasz ten zakup, który chcesz zwrócić. Decydujesz czy chcesz zwrot pieniędzy na kartę kredytową czy w postaci sklepowego kuponu. Drukujesz nalepkę na paczkę z przedsiębiorstwa pocztowego, które będzie zwracało, nalepkę nalepiasz na paczkę, paczkę wystawiasz za drzwi, wchodzisz na swoje konto na stronie przedsiębiorstwa pocztowego i zawiadamiasz o przesyłce czekającej na nich pod twoimi drzwami. Pytasz się kota o rozkazy na resztę dnia.

    Oczywiście jak nie masz komputera, drukarki, dostępu do internetu, karty kredytowej, nie zachowałeś oryginalnego pudełka, na miejsce zamieszkania po długich poszukiwaniach wybrałeś okolicę zasiedloną przez złodziei, którzy twoją paczke spod drzwi zaraz ukradną….we wszystkich tych przypadkach rzeczywiście możesz mieć trudności.
    No i kot może się nie zgodzić na zwrot „wadliwego towaru”. Najlepszy jest ten wadliwy towar!

    Zaraz po przyjeździe do USA kolega przeprowadził dla mnie lekcję poglądową na temat uprawnień klienta wobec sklepu. Podczas malowania mieszkania znalazł na dnie szafy komplet chodników do łazienki. Bez firmowego opakowania, bez paragonu, ot, tak leżały. Nie podobał mu się kolor czy rodzaj futerka – nie pamietam. Razem pojechaliśmy do najbliższego sklepu zwrócić chodniczki. Ekspedientka w kasie nieśmiało poprosiła o paragon, dowiedziała się, że nie mamy, przeskanowała kod kreskowy i obwieściła, że ten towar nigdy nie był sprzedawany w tym sklepie. Natychmiast jednak z uśmiechem pocieszyła, że „ależ oczywiście, że przyjmiemy zwrot jeżeli tylko wyrazi pan ochotę na przyjęcie sklepowego kuponu o wartości podobnych dywaniczków, jakie mamy w sprzedaży”. Kolega łaskawie wyraził zgodę, zostawił chodniki, wziął kupon, wybrał nowe chodniki, zapłacił kuponem i pojechalismy do domu.
    Tak to działa w cywilizacji, gdzie „klient nasz pan”, panie @Ekonom.

    A dla @Ekonoma miłe jego sercu przypomnienie z czasów, gdy panowała sprawiedliwość społeczna:
    **http://www.youtube.com/watch?v=z4dMWaI6MBY

  21. Za zakazem handlu będzie ‚wolnorynkowiec’ Gowin, a przeciw ‚socjalista’ Miller.

  22. @mir
    1. Na calym swiecie prawo podatkowe jest celowo skomplikowane, aby z jednej strony wladze mogly oblozyc kazdego „niepokornego” przedsiebiorce wysokimi karami za jego „nieprzestrzeganie”, a z drugiej, aby dac zatrudnienie olbrzymiej rzeszy pasozytow takich jak prawnicy czy tez ksiegowi.
    2. Styk gospodarki z administracją regulowany jest przez prawo administracyjne. Dodalbym wiec jeszcze jeden artykul do mojego projektu Kodeksu Biznesowego (4. W sprawach dotyczacych kontaktow biznesu z administracja panstwowa obowiazuja regulacje prawa administracyjnego).
    3. Prawo pracy jest niezbedne, a to ze wzgledu na olbrzymia roznice w sile przetargowej pomiedzy zatrudniajacymi, czyli wlascicielami kapitalu, a zatrudnianymi, czyli osobami pozbawionymi kapitalu, szczegolnie w obecnych warunkach wysokiego oraz rosnacego bezrobocia. Prawo cywilne dotyczy bowiem tylko umow zawieranych przez partnerow rownorzednych.
    4. Tak wiec reforma prawa regulujacego biznes wymaga reformy nie tylko praktycznie calego prawa, lacznie z prawem karnym (odpowiedzialnosc biznesmenow za oszustwa, wypadki przy pracy etc.) ale takze reformy calego panstwa.

  23. @zza kałuży
    1. To raczej ty, zza kałuży, zyjesz w jakims nierealnym swiecie znanym tylko z reklam w telewizji. Rzeczywistosc na tzw. Zachodzie, a wiec tez i w Australii, jest bowiem taka, ze wszystko jest OK, dopoki kupujesz, ale klopoty zaczynaja sie, jesli chesz zwrocic wadliwy towar albo dostales wygorowany rachunek, np. za uslugi czy towary, ktorych wcale nie zamawiales (np. z firmy telekomunikacyjnej, takiej jaka w Australii jest np. Telecom czy tez inny Optus).
    2. Bajki o zostawianiu paczki z reklamowanym towarem pod drzwiami, to mozesz dzis opowiadac w Polsce tylko dzieciom ze szkoly dla lekko uposledzonych umyslowo. Dzis taka paczke, to mozesz zostawic w US of A tylko u dozorcy (tzw. concierge czyli gardien d’immeuble), jesli mieszkasz w tzw. kondominium z owym dozorca (z francuska ‘konsierzem’). Poza tym, to ta nalepka tez sie za darmo sama nie drukuje, podobnie jak opakowanie tej paczki nie materializuje sie u ciebie “z niczego” (chyba, ze twoim hobby jest ostrozne otwieranie paczek oraz przechowywanie ich opakowan).
    3. Rozsmieszyles mnie takze i tym, ze w USA przyjeto od kogos zwrot towaru, ktorry nie byl w danym sklepie nigdy sprzedawany. Ja dobrze pamietam, ze nie moglem zwrocic w USA nawet tzw. home cinema, jako iz ono formalnie to ono dzialalo, a ja bylem “tylko” niezadowolony z niskiej jakosci dzwieku pochodzacego z tego zestawu kina domowego. Powiedziano mi po angielsku, ze “widzialy galy co braly” oraz zagrozono wezwaniem policji, jesli sie szybko z tego sklepu nie “ulotnie”, a byl to nie jakis podejrzany sklepik w “szemranej” kolorowej dzielnicy NYC, a K-Mart w dobrym przedmiesciu Minneapolis.
    4. Zgoda – kient jest dzis w USA prawdziwym Panem, ale nie klient kupujacy chodniczki do lazienki czy tez sredniej klasy zestaw kina domowego, a klient kupujacy drogie towary luksusowe, a wiec klient, ktorego jest stac na prawnikow, ktorzy sa w stanie “puscic z torbami” firme, ktora nie uwzglednia reklamacji takiego bogatego, a wiec takze i wplywowego klienta.
    Pozdrawiam!

  24. @Krzysztof Mazur
    Po prostu najwiecej liberalow pochodzi dzis w Polsce z bylych PZPRowcow, a najlepszym przykladem jest tu ex tow. L. Balcerowicz, do niedawna znany aktywista partyjny z b. SGPiS (dzis SGH), lektor KC PZPR, wykladowca ekonomii politycznej socjalizmu w SGPiS oraz w Wyzszej Szkole Nauk Splecznych przy KC PZPR.

  25. Ekonom 21 października o godz. 2:11
    Jesteś niepobity z tymi przykładami! Zaczynam powoli rozumieć skąd się bierze twoja nienawiść do USA.
    „a byl to nie jakis podejrzany sklepik w “szemranej” kolorowej dzielnicy NYC, a K-Mart w dobrym przedmiesciu Minneapolis.”
    K-Mart jako „dobre” miejsce na zakupy elektroniki? Położony w dobrej dzielnicy?
    Powoli się kalibrujemy. Wiemy już co to znaczy dobry samochód dla @Marcina, a teraz dowiedziałem się, że discount store jest według @Ekonoma dobrym miejsce na zakupy. I to taki discount, który jest chyba najgorszym discountem w USA. Widziałeś jakiegoś białego, nie-wczorajszego imigranta w K-Marcie? Tak, tak @Ekonom, tyle i ty właśnie wiesz o USA. Dla ciebie „dobrym sklepem” jest K-Mart. Zestaw kina domowego tam kupiłeś. Ale jaja.

    Jak tam się sprawuje ten złoty Patek, co to go żeś od eleganckiego i profesjonalnie wyglądającego Afro-Amerykanina nabył za te głupie 99 dolców? W alley było ciemno i słabo widziałeś, ale ty takich okazji nie przepuszczasz, prawda? 😉
    Ten K-Mart to wtedy gdy dla ciebie robił za źródło elektroniki domowej był bankrutem, jeszcze nie był czy już nie był? 😉

    K-Mart nadaje się wyłącznie do AWARYJNEGO kupowania mleka, płatków śniadaniowych, przyborów toaletowych, baterii i to chyba wszystko. Aha, plastikowe pudełka mają tam, tanie ręczniki i dętkę do roweru.
    Wszystko inne kupuje się zupełnie gdzie indziej. Tak było kiedyś i tak jest teraz, po połączeniu z Searsem.

    Normalny człowiek jak lubi kupować w dyskontach to jedzie do Targetu albo ostatecznie Walmartu. Ciągły strumień wiadomości jak nie o bankructwie to o zamykaniu kolejnych sklepów K-Martu. A opinia bezsensownego discountu zarobiona jeszcze w latach 80-tych dobrze się trzyma.

    I takie „cóś” nasz @Ekonom wybrał na zakupy kina domowego aby potem się dziwć że nabył szajs. I że mu nie chcieli przyjąć zwrotu.

    A profesjonalnie wyglądający Afro-Amerykanin, który ci sprzedał tego złotego Patka to chciał przyjąć zwrot? Jak już ktoś ci powiedział, że złoto to farbka a mechanizm wart jest 99, ale centów? Nie? Ciekawe czemu… 😉

    Nie martw się. Pójdź na obiad do dobrej restauracji. Wiesz, tam gdzie dzieci po takich piłkach skaczą a obsługa się pyta:
    -Ketchup?
    oraz:
    -For here or to go?

  26. @ Ekonom
    „Bajki o zostawianiu paczki z reklamowanym towarem pod drzwiami, to mozesz dzis opowiadac w Polsce tylko dzieciom ze szkoly ”
    Zgadza sie, najprosciej przekonac sie o tej sprawie gdy sie przyleci do tego kraju i nagle ktos na karuzeli podprowadzi bagaz. Wtedy jest otrzezwienie.
    Zza kaluzy jeszcze jest w letargu, widocznie dawno nie latal. A moze lata wlasnym jetem dlatego nie wie?

  27. Troche z innej beczki: przyklad nepotyzmu w niespotykanej skali.
    „http://fakt.onet.pl/23-latka-pracuje-u-premiera-u-tuska-jest-praca-dla-mlodych-,artykuly,424554,1.html”
    Mysle ze to bardziej ciekawa lektura niz temat pracy w niedziele?

  28. Axiom-i inni :
    nie porownujcie cen w Krol.Warszawskim i RFN-w moich oczach,czlowieka kt.to interesuje minimum 50 lat,to jest blazenstwo
    wy nawet nie jestescie w stanie zastanowic sie nad tym jak wolne od handlu niedziele maja wplyw na poziom cen
    ja Was nie lekcewaze,staram sie tylko zrozumiec ta niereformowalnosc czesci ludzi zyjacych nad Wisla
    naturalnie,poniewaz w KW musi byc winny tj.nim kk,co???????!!!!????

  29. Tak przy okazji cen-klamstwo w KW stale powtarzane.W Monachium placi odbiorca 71 c/m3,k.Cieszyna 53 C.za gaz!!!!!!
    Zdaniem niektorych polskich blaznow winny jest Tusk,prawda??????????????????

  30. @zza kałuży
    1. U mnie nie ma nienawiści do USA, a tylko jest trzeźwe spojrzenie na postępujący na naszych oczach upadek tego kraju, niegdyś jednego z najbogatszych na świecie, ale który doprowadziła do obecnego, pożałowania godnego stanu, wyznawana tam (neo)liberalna ideologia.
    2. Nie wiem jak jest dziś w USA, ale kiedy ja tam mieszkałem, czyli pod koniec XX wieku, to K-Mart był całkiem porządnym sklepem, sprzedającym dość wysokiej jakości elektronikę. Poza tym, to K-Mart ma się dziś nieźle w Australii, choć sprzedaje on tam dziś artykuły zdecydowanie niższej jakości niż jakieś 10-20 lat temu.
    3. Nic nie kupuję „okazyjnie” od złodziei. Nie sądź innych po sobie…
    4. O ile dobrze pamiętam, to K-Mart zasadniczo nie sprzedaje żywności. Przynajmniej tak zawsze było w Australii i tak też było w USA, kiedy ja tam mieszkałem.

  31. @zza kałuży
    1. U mnie nie ma nienawiści do USA, a jest tylko jest trzeźwe spojrzenie na postępujący na naszych oczach upadek tego kraju, niegdyś jednego z najbogatszych na świecie, ale który doprowadziła do obecnego, pożałowania godnego stanu, wyznawana tam (neo)liberalna ideologia.
    2. Nie wiem jak jest dziś w USA, ale kiedy ja tam mieszkałem, czyli pod koniec XX wieku, to K-Mart był całkiem porządnym sklepem, sprzedającym dość wysokiej jakości elektronikę. Poza tym, to K-Mart ma się dziś nieźle w Australii, choć sprzedaje on tam dziś artykuły zdecydowanie niższej jakości niż jakieś 10-20 lat temu.
    3. Nic nie kupuję „okazyjnie” od złodziei. Nie sądź innych po sobie…;-)
    4. O ile dobrze pamiętam, to K-Mart zasadniczo nie sprzedaje żywności. Przynajmniej tak zawsze było w Australii i tak też było w USA, kiedy ja tam mieszkałem.

  32. Chciałbym dorzucić garść uwag na temat zwrotów w sklepach (internetowych i nie), ale to będzie dotyczyło Polski, więc może zainteresuje któregoś z szanownych emigrantów 🙂

    Zacznę od tego, że generalnie im większy sklep, im lepiej zorganizowany, tym lepiej poradzi sobie z kwestią zwrotów. W dużych sieciach z elektroniką, takich jak MediaMarkt czy Saturn, można towar bez problemu zwrócić w ciągu bodaj 14 dni (mowa o stacjonarnych zakupach). Sam to przećwiczyłem ze 2 razy.

    Jeśli chodzi o zakupy przez internet, to konsument ma prawnie zagwarantowaną możliwość zwrotu towaru (wraz z kosztami przesyłki do sprzedawcy!) w ciągu 10 dni. Jednakże małe, słabo zorganizowane sklepy oraz różni pokątni sprzedawcy z allegro, bronią się przed zwrotami rękami i nogami. Ponieważ małych sklepów internetowych jest w Polsce zatrzęsienie, wpływa to na ogólną, nie najlepszą opinię o tej metodzie zakupów.

    Natomiast w dobrze zorganizowanych sklepach ze zwrotami nie ma problemu. Często też wydłużają one ustawowy okres zwrotu towaru. Sam od kilku lat kupuję buty i skarpety w internetowym sklepie prowadzonym przez pewne małżeństwo ze Szczecina (wcale nie dużym, ale poprawnie zorganizowanym) i bardzo sobie chwalę te zakupy.

    Odnośnie zaś płatności, Polskie banki udostępniają (unikalną zdaje się) możliwość płacenia za towary w sklepach za pomocą logowania się bezpośrednio w banku. Płatność jest natychmiastowa i odpada konieczność korzystania z usług pośredników typu PayPal, co uważam za ogromną zaletę (http://www.amitbhawani.com/blog/Images/P/Paypal-Sucks-Problems.JPG ;p)

  33. K-mart w latach 90-tych był siecią sklepów zbliżoną stylem,
    jakością i cenami do Walmartu. Tak jak mówi „zza kałuży” dobry by kupić
    torby na śmieci, plastikowe naczynia itp. Niektóre K-marty sprzedawały
    żywność. W tej chwili K-kmart w USA praktycznie nie istnieje.
    Tzn. może tam jeszcze kilka sklepów działa ale nie jest to licząca się sieć dyskontów.
    Z tego typu sklepów ja preferuję Target, może dlatego, że mam jeden 2 mile od domu. Czasem kupuję też w Walmarcie.

    Jeśłi chodzi o zwroty towaru w USA to jak to się tu odbywa po prostu nie mieści się w głowach moim znajomym i rodzinie z Polski (a przynajmniej tym, którzy nosa za polski próg nie wyściubili).
    Większość sklepów przyjmuje zwroty towaru w terminie do 30 dni od momentu zakupu „no questions asked”, tzn. nawet nie musisz mówić dlaczego zwracasz towar. Nie podoba ci się i już. Wiele sklepów ma okres zwrotów 60 dni a nawet 90 jak wspomniany wcześniej Target.
    W okresie świąt Bożego Narodzenia zdecydowana większość sklepów
    przyjmuje zwroty aż do połowy stycznia nawet towarów kupionych w listopadzie. Warto podkreślić dla rodaków w Polsce, że 26 grudnia w USA sklepy są pełne ludzi zwracających prezenty gwaizdkowe. To jedna z nielicznych okazji gdy w US of A można zobaczyć długie kolejki jak w Polsce za komuny do sklepu mięsnego.

    W tej chwili w większości sklepów posiadanie paragonu przy zwrocie jest zbędne, gdyż każda transakcja jest logowana w systemie komputerowym i wystarczy pokazać kartę którą płaciłeś i bez problemu dostaniesz zwrot na tę kartę. W przypadku transakcji gotówkowej musisz przedstawić paragon, lub zgodzić się na refundację w postaci kredytu sklepowego po najniższej cenie jaką ten towar miał w minionych 90-180 dniach.

    Mieszkam tu od ponad 20 lat I nigdy nie miałem najmniejszego problemu ze zwrotem towaru. Ani w sklepie ani zakupów wysyłkowych.
    Jest dokładnie tak jak opisał to „zza kałuży”.
    Ja, podobnie jak większość ludzi, zwykle najpierw oglądam dany towar w sklepie po czym zamawiam go w firmie wysyłkowej za cenę o kilka – kilkanaście procent niższą często unikając przy tym dodatkowo płacenia kilkuprocentowego sales tax.
    Za transakcje nieautoryzowane odpowiada bank.
    Jeśli ktoś ma na tym punkcie paranoję, to zawsze może pójść do pobliskiej
    drogerii i kupić sobie za gotówkę jednorazową kartę kredytową, która nie jest związana z twoim kontem bankowym. Albo korzystać z usług PayPal itp.
    jak wspominał „zza kałuży”

  34. Ekonom 21 października o godz. 11:08
    Tak jak pisałem, wykalibrowaliśmy się. Teraz wiem jak dajesz siebie traktować jako klienta. Na całe szczęście moje dzieci widziały mnie w Polsce jak kupując coś droższego zawsze pytałem: „Jakie są w tym sklepie warunki zwrotu towaru?” Ja też się musiałem przystosować do polskich warunków. Zacząć musiałem od edukacji własnych dzieci, które – tak jak ty – nie miały pojecia, że tabakiera jest do nosa a nie nos do tabakiery. Polskie przepisy też są tak idiotyczne, że w głowie się nie mieści.

    Pamiętam, z jakim zdziwieniem dzieci i żona obserwowali mnie jak kupując w Ikei mebelki do dziecinnych pokojów:
    a/ rozpakowywałem w sklepie tyle kartonów z regałami czy biurkami ile musiałem, aby poskładać komplet bez większych wad,
    b/ w kasie domagałem się na piśmie sklepowej polityki zwrotów.

    A największe zdziwienie rodziny wywołał komentarz sprzedawcy Ikei, który na koniec przyznał, że „gdyby wszyscy postepowali tak jak pan, to nie mielibyśmy całej tej polki z reklamacjami i o wiele szybciej dowiadywalibyśmy się o wadach towaru, bez wątpliwości kto je spowodaował – klient czy my.”

    Znowu, jestem taki mądry dzięki koledze, który po meble jeździł do renomowanego sklepu, tam rozpakowywał tyle kartonów aż znalazł swój ideał i nigdy nie płacił bez upewnienia się – na piśmie – że zawsze może zwrócić bez pytania o powody. Jeżeli w jakimś momencie obsługa tylko spróbowała miauknąć – kolega wychodził ze sklepu i skreślał go ze swojej listy.

  35. Maciej 21 października o godz. 15:27
    Zwroty elektroniki w znanych mi z USA sklepach tradycyjnych i internetowych mają podobne do opisanych przez ciebie zasady. Najważniejsze jest jak zwykle NAJPIERW PRZECZYTAĆ TE ZASADY aby potem nie miec nieprzyjemnych niespodzianek. Zasadą jest też, że sklep, który nie robi wszystkiego aby klienta zadowolić wypada z rynku.
    Aparat fotograficzny ze sklepu internetowego.
    Zamówiłem. A po chwili telefon od nich. Jak ja sobie życzę, aby oni postapili. Bo niektórzy klienci są wdzięczni sklepowi, gdy on otworzy opakowanie, załaduje pamięć, naładuje akumulatorki, założy dodatkowe przystawki czy obiektywy i przetestuje całość przed wysłaniem. A niektórzy wręcz przeciwnie, jak nie dostaną sprzętu w oryginalnie zapakowanych pudełkach to są chorzy. Jaka jest moja decyzja? Poprosiłem o sprawdzenie i podziekowałem za taką mozliwość.
    Aparat przyszedł z opisem testu i stan licznika zdjęć zgadzał się z opisem.

    Program komputerowy z lokalnego sklepu.
    Kupiłem, nie działa, a właściwie nie instaluje się. Zmarnowałem masę czasu, w końcu zadzwoniłem do ich serwisu, prześwietlili mój komputer i znaleźli konfikt z innym programem.
    -„Nie da się zainstalować”.
    -To co ja mam zrobić? Rozpakowanego softu żaden sklep nie przyjmuje.
    -„Proszę w sklepie podać im nasz numer RMA (autoryzacja zwrotu) i oni wtedy zwróca panu pieniądze. Zanotowałem numer i do sklepu. Tam się trochę zdziwili, ale grzecznie forsę zwrócili i powiedzieli, że producenci rzadko się zgadzają na zwroty za rozpakowany soft.

    Nie ma mowy aby porządny sklep z elektroniką nie przyjął zwrotu. Zwykle 2 tygodnie są limitem. W najgorszych znanych mi przypadkach sklep uprzedza, że za zwrot „z powodu widzi mi się” potrącają 15% ceny towaru.
    @Ekonom wyszedłby więc z takiego sklepu z 85% ceny a nie postraszony policją.

  36. Co do sklepu internetowego Zappo’s ( wlasciciel mlody Azjata, ktory w ciagu kilku lat stal sie millionerem), to buty po prostu sie zwraca, bez jakiegokolwiek tlumaczenia dlaczego, w tym samym sztywnym „paczkowym kartonie”, po naklejeniu wydrukowanej nalepki zwrotu. „Podrzucac” paczke mozna na wiele sposobow. Chyba ta latwosc zwrotu i asortymant niezliczonej ilosci drozszych i tanszych znanych marek stoi za sukcesem.
    W innych internetowych zakupach na terenie USA jest roznie Naogol oplaca sie przesylke, czy zwrot, ale tez czesto , przy okreslonej wysokosci zakupu, czy tez na wyprzedazy jest to za darmo. Zamawianie w firmach zagranicznych kryje n iespodzianki. Zamowilam ostatnio po raz drugi buty w brazylijskiej firmie bardzo mi odpowiadajace. Cena przesylki minimalna. Buty przyszly z UK – za male, kiedy chcialam zwrocic wydrukowala mi sie nalepka do UK, a cene przesylki dowiem sie na poczcie!! Czyli jakies 5 razy wiecej niz zaplacilam przy zakupie.
    Dyskutowanie wyzszosci jednego sposobu zakupow na nad drugim jest smieszne. przeciez co kto lubi. Obroty w sprzedazy internetowej wszystkich towarow, lacznie ze sprzedaza swiezej zywnosci rosna w USA lawinowo, co nie przeszkadza, ze sklepy tez nie sa puste. Jesli w innych krajach nie rosna, bo ludzie tak n ie lubia to nie moj problem.
    Natomiast dostaje wysypki na pogardliwe wspominanie sieci typu Wal-Mart, czy tez typu Costco, ktore sa miejscem zakupow przeogromnej ilosci Amerykanow niekoniecznie z marginesu spolecznego, czy zyjacych w strefie ubostwa. Nie uwazam, ze ci co nie kupuja w tego typu sklepach sa lepsi od tych kupujacych. Chyba, ze w swoich oczach. Zwlaszcza, ze wiele towarow, np z przecietnej elektroniki sa tej samej marki, tyle, ze tansze. Nie widze tez potrzeby kupowac 3-kolowy rowerek za 100 dolarow skoro moge go kupic za 28, podobnie z wieloma innymi towarami.
    Osobiscie jestem zadowolona wraz z ogromna iloscia mieszkancow miasta, w ktorym mieszkam, ze po jakis 20 latach Wal-mart dostal zezwolenie na wybudowanie sklepu w jednej z jego dzielnic. Obwarowane jest to roznymi obowiazkami dot. zagospodarowania przestrzeni, stosownej infraktrustruktury itp. Bedzie to znaczaca ilosc miejsc pracy. Tak, wiem – niewolniczej za marne pieniadze. Nie kazdy jednak moze sobie pozwolic splunac na prace w Wal-Marcie, zwlaszcza jak nie ma zbyt wysokiej edukacji i na jego terenie nie ma innych mozliwosci.

  37. @zza kałuży
    1. Nie pisz bzdur, że „(w USA) nie ma mowy aby porządny sklep z elektroniką nie przyjął zwrotu”. Może tak jest w twym wirtualnym USA, ale w rzeczywistości (w realu) to bywa tam różnie. A oprogramowania, które próbowałeś zainstalować, to nikt od ciebie nie przyjmie z prostych względów – bardzo trudno jest stwierdzić, czy zostało ono zainstalowane czy też nie, jako iż klient może zawsze odmówić dostępu do swojego komputera, np. dla tego, że ma na nim dane innych osób albo też inne , poufne albo nawet tajne dane.
    2. W Australii KMart zawsze przyjmował ode mnie zwrot towaru, z którego byłem niezadowolony. Stąd też błędnie założyłem, że podobnie będzie też w USA, ale zapomniałem, że australijski i amerykański KMart łączy w zasadzie tylko logo sklepów.
    3. W Australii są dziś dwie sieci sklepów z „żelastwem” (hardware): Bunnings i Masters. Gdybym więc postępował tak jak ty i skreślał z mojej listy te sieci, z których standardu obsługi nie byłbym w pełni zadowolony, to praktycznie nie miał bym gdzie kupić nawet głupiego młotka.
    4. Niestety, ale ja, w odróżnieniu od „zza kałuży” oraz „Prezesa” znam prawdziwe, czyli realne USA, a nie, jak w/w, tylko USA z reklam telewizyjnych. Tak więc mnie postraszono tam policją, kiedy chciałem zwrócić wadliwy towar do sklepu, w którym ów towar kupiłem. Tak to bowiem często działa w Ameryce tzw. niewidzialna ręka rynku, czyli że pokazuje się ona tam często w postaci widzialnej ręki policjanta, na dodatek trzymającej pałkę albo broń palną.

  38. @Prezes
    1. Obawiam się, że jesteś alter ego „za kałuży” skoro także przedstawiasz nam na tym blogu wyidealizowany obraz Ameryki, taki który oczywiście istnieje, ale tylko na telewizyjnych reklamach. A, jak to już wyjaśniłem „zza kałuży”, w rzeczywistości (realu) to bywa tam różnie.
    2. Zgoda, wszędzie za transakcje nieautoryzowane odpowiada bank. Diabeł siedzi zaś, jak zwykle, w szczegółach, czyli że np. jak udowodnisz bankowi, że ty tej transakcji na 100% nie autoryzowałeś. Jak udowodnisz bankowi, że nikomu nie ujawniłeś swojego PINa czy też kodów dostępu do swojego konta przez Internet? Poza tym, to mam dość kart kredytowych, a więc nie będę wydawać pieniędzy na kolejna, oraz nie życzę sobie aby parabanki typu Paypal posiadały moje dane osobowe.

  39. @Maciej
    W Polsce jest ze zwrotami dziś lepiej niż w Australii, gdyż po pierwsze to obowiązują dziś w Polsce przepisy unijne, a po drugie i nawet ważniejsze, to polskie sklepy są zmuszone brać dziś przykład z zachodnioeuropejskich. A tymczasem Australia ma za sąsiadów tylko Trzeci Świat, a więc nie ma skąd brać tych dobrych przykładów , popadając zbyt często, w jakże zgubne, samozadowolenie.

  40. po co tak daleko szukac? W Austrii, konkretnie w Wiedniu w sklepach z elektonika obowiazuje zasada zwrotu kasy lub zamiany na inny towar regula 14 dni. I nie trzeba podawac z jakiego powodu. Po prostu nie podoba mi sie i juz! Nawalil mi odtwarzacz DVD, jakas chinszczyzna. 2-tygodnie przed uplywem 2-letniej gwarancji. Nawet nie wysylali go do naprawy tylko dali kwit na nowy. Nawigacja rowniez nawalil przed uplywem gwarancji usilowali go co prawda naprawic ale dali sobie spokoj i przeslali pelna sume jaka kosztowal na moje konto. Sa w pewnym sensie do tego zmuszeni, gdyz w przeciwnym wypadku klient idzie do „konsumentenschutz” i ta organizacja zaczyna spory w jego imieniu, a to z reguly jest nieoplacalne dla firmy.
    Podobnie jest z zakazem pracy w niedziele. Probowano to juz wielokrotnie zmienic, ale jak na razie bez szans. Niemniej firmy rowniez i na to znajduja rozwiazanie. Obecnie stacje benzynowe sa tak rozbudowywane, ze znajduja sie w nich praktycznie sklepy z zywnoscia. Czy jest to zdrowa sytuacja. Watpie! Podobna sytuacja jest w Niemczech. Ciekawe, produkty w tych sklepach sa nieco drozsze, niemniej w niedziele sa duze kolejki ludzi kupujacych zywnosc.

  41. @otu
    Nie myl Austrii z Australią. 😉

  42. Ekonom
    22 października o godz. 7:54
    @otu
    Nie myl Austrii z Australią.

    na poczatku postu napisalem
    …po co tak daleko szukac?…
    chyba nie pomylilem tych panstw!
    podalem jedynie jak to funkcjonuje w Austrii, ktora lezy niedaleko od Polski i Polakow raczej interesowalyby wyrunki jakie panuja w tym panstwie, a nie dla wielu egzotycznej Australii. Swego czasu kupowalem wiele produktow dla moich znajomych, ze wzgledu na te warunki gwarancyjne oraz zwrot podatku. Niestety skonczylo sie to w momencie przystapienia Polski do EU.

  43. Naprawde, Pan redaktor caly czas pozostaje przy swoim neokonserwatywnym swiatopogladzie, ktory po wydazeniach 2008 roku jest nie do obrony. Moze Pan redaktor wytlumaczyc dokladnie jak obroty sklepow spadna kiedy beda one planowo zamykane w niedziele? Czy ludzie przestana jesc, pic, uzywac pradu i nosic ciuchy na jeden dzien w tygodniu? Czy moze jednak kupia dokladnie to samo, lecz po prostu w sobote? Zakaz handlu nie ma chronic rodzin ludzi ktorzy chodza to hipermarketow w niedziele, ma chronic rodziny ludzi ktorzy w nich pracuja. A jesli nawet spadna obroty, to nie dotknie to przedsiebiorcow na slepo, ale tylko tych najgorszych, ktorzy nie potrafiliby sie utrzymac bey wyzysku pracownikow. Obecnei mieszkam w niemczech i jezeli Pan redaktor mialby racje, to Niemcy, gdzie pracuje sie ok 6h dziennie a w niedziele zamkniete jest doslownie wszystko, powinny byc daleko za Polska. A jak jest, kazdy widzi….

  44. otu-w Niemczech,kolejki:gdzei prosze.Nie zmyslaj-moze to w Australii???Cos Pan pokickal!!!
    Lakkot:Pan czegos nie kapuje:Polacy sa niereformowalni i wszystko potrafia lepiej.Jak sie sprawdzi np. zwrot opakowan -butelek-to ….nie chce tego okreslac.Ale znowu znajdzie Pan ludzi nad Wisla co to wykombinuja lepiej niz Niemcy;na zasadzie bieda naprzod.
    TK-dziwie sie Panu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!I to mlody czlowiek??????????
    To obniza ceny:ale Polacy sa bogaci i dlatego tego nie chca!!!!?????????????

  45. Aha:zapomnialem=winny jest kk,prawda Panie TK.To juz Pan kiedys napisal!!!!

  46. @Ekonom:

    1. Nie wiem na jakiej planecie Pan żyje, bo to co Pan pisze dobitnie świadczy, że nie ma Pan najmniejszego pojęcia jak funkcjonuje handel w USA.
    W odróżnieniu od Pana ja mieszkam tu – powtórzę, bo chyba Pan tego nie zrozumiał –
    od ponad 20 lat i to co opisuję, to jest codzienna rzeczywistość taka jak jest za oknem mojego domu. Jak wygląda Ameryka w reklamach telewizyjnych nie mam pojęcia,
    bo telewizji po prostu nie oglądam. Od wielu lat.

    Dla przykładu. Wczoraj sprzątając garaż znalazłem filtr powietrza, który kupiłem przed wakacjami z zamiarem zainstalowania go w samochodzie. Położyłem go na półkę i o nim zapomniałem. W międzyczasie pozbyłem się samochodu i na półce został mi filtr, który nie pasuje do żadnego z moich samochodów.
    Pojechałem wczoraj do AutoZone i poprosiłem o zwrot. Paragonu oczywiście nie miałem. Facet powiedział „no problem”, sprawdził, czy filtr jest rzeczywiście nie używany i dał mi store credit na $12. Wszystko to trwało 2 minuty.
    Sklepy w USA zwykle przyznają klientowi rację nawet jeśli jej nie ma, po prostu dlatego, że z punktu widzenia sklepu ważniejsza jest utrzymanie klienta na dłuższą metę niż zrażenie go z powodu głupich paru dolarów.
    Wiele sklepów spożywczych w US of A ma taką zasadę, że jeżeli skaner przy kasie wybije nieprawidłową cenę to tostajesz ten towar _ZA_DARMO_ To również nie mieści się w głowie wielu członkom moim znajomym w Polsce.

    2. Okazuje się, że róenież nie ma Pan zielonego pojęcia o tym jak funkcjonują banki w USA (i nie tylko tam). Po pierwsze nikt nie każe Panu używać karty kredytowej do zakupów. Można użyć karty debitowej, która bezpośrednio obciąża Pana konto. Takie karty nic nie kosztują. Podobnie jak wiele kart kredytowych. Spośród tych, które ja mam w portfelu _żadna_ nie ma stałej opłaty. Jeśli spłaca Pan rachunki co miesiąc na bieżąco, to nic to Pana nie kosztuje.
    W przypadku „podejrzanych transakcji” ja nic nie muszę bankowi udowadniać !!!
    Po prostu, gdy zauważę, że pojawiła się transakcja, której ja nie dokonałem, to dzwonię na darmowy numer „fraud protection” i mówię, że zgłaszam taką a taką transakcję. I to bank robi dochodzenie w tej sprawie, a nie ja. Proste jak kij !
    To bank kontaktuje się ze sprzedawcą i żąda od niego dokumentacji i wyjaśnień, np. pokazania mojego podpisu na rachunku itp.
    Dwa miesiące temu na jednej z moich kart pojawił się rachunek ze stacji benzynowej
    w Illinois. Zadzwoniłem do banku, powiedziałem, że nie byłem w Illinois od 3 lat i że to nie ja dokonałem tam zakupu. Obciążenie zostało zrefundowane w ciągu 2-3 dni.
    Tak wygląda tutejsza rzeczywistość.

    PS. Nie znam człowieka o nom de plume „zza kałuży”. Nie mam pojęcia gdzie mieszka i nigdy go nie widziałem. Czytam czasem jego posty. Zwykle bardzo rozsądne.

  47. @ Luap:

    Gdyby Niemcy pracowali 3 dni w tygodniu to i tak byłby tam lepszy dobrobyt niż w Polsce.

  48. Wracając do głównego tematu, tzn. handlu w niedziele.
    Wbrew temu co twierdzili tu co niketórzy godziny handlu w USA nie są regulowane.
    Rządowi nic do tego kiedy mam ochotę prowadzić swój business.
    Istnieją pewne ograniczenia dotyczące sprzedaży alkoholu. W kliku stanach obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu w niedzielę. W większości stanów istnieje też zakaz sprzedaży alkoholu we wczesnych godzinach porannych, tzn. 1-6.
    W niektórych stanach obowiązuje też zakaz sprzedaży samochodów w niedzielę.
    Są to pozostałości tzw. blue law. Poza tym handel w niedziele kwitnie.
    Rynek wewnętrzny to 60% amerykańskiej ekonomii.

    Uważam, że wprowadzenie odgórnego zakazu handlu w niedziele jest bez sensu.
    Przecież i tak nie będzie ono obowiązywać wszystkich. Właściciele stacji benzynowych już zacierają ręce. Po wprowadzeniu zakazu ich obroty niewątpliwie wzrosną.

  49. Andrzeju52,

    Twoja wypowiedź jest cokolwiek przesadzona. W Polsce nie ma ogólnego prawa do zwracania towaru. Wyjątek stanowi umowa kupna-sprzedaży między konsumentem a firmą, jeśli została zawarta poza lokalem przedsiębiorstwa. Czyli dotyczy to wszelkich form zakupów na odległość (internet, telefon, domokrążcy, itd.). Wówczas, zgodnie z 2 art. „Ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów (…)”, konsument może w ciągu 10 dni odstąpić od umowy.

    I tyle. Cała reszta, a zatem: zwroty do sklepów stacjonarnych, wydłużanie terminu – to już wyłącznie dobra wola sklepów (czytaj: konkurencja).

  50. @Maciej:

    I tak powinno być. W interesie sklepu powinno być ułatwienie mi rozstania się
    z moimi ciężko zarobionymi pieniędzmi, m. innymi przez:
    – miłą i szybką obsługę
    – zmniejszenie ryzyka zakupu właśnie przez ułatwienie ewentualnego zwrotu
    – wygodne dla mnie godziny otwarcia

    itp. itd.

    Jeśli mam do wyboru kupienie towaru w dużej sieci sklepowej lub w mom & pop store
    to raczej wybiorę tę pierwszą opcję właśnie z uwagi na:

    – łatwość zwrotu jeśli produkt okaże się niewypałem
    – niższą cenę
    – możliwość dokonania wymiany/zwrotu w innym sklepie tej sieci nawet 1000 km od miejsca zamieszkania.

    I do tego nie są potrzebne żadne ustawy tylko wolna konkurencja.
    Oczywiście wymiatanie konkurencji przez Walmart ma też ujemne skutki
    (zwłaszcza dla mom & pop stores), ale tam gdzie są Walmarty ceny są niewątpliwie niższe.
    Można się sprzeczać czy rzeczywiście jest fair, że hamburger kosztuje $1 a t-shirt $3,
    ale twierdzenie, że ceny wzrosną jak przyjdzie duża konkurencja jest nieprawdziwe.

  51. Prezes-Pan dokladnie tak samo malo wie o RFN jak pisz ,pisz o USA.Nie widzialem jeszcze duzych zakupow w st.benz.-ktorych w stos.do liczby aut jest wielokrotnie mniej.
    Andrzej 52-ja,nie kat.,nie bronie tego kosciola,ale szlag mnie trafia jak tzw.polska inteligencja nie ma innego tematu,tylko zawsze temat zastepczy:kk,Zydzi,Walesa,historia,bitwa pod Chocimem,Lenino i inne podobne niewazne tematy.Robia to od 1918.Na 21 wiek i jego problemy brak czasu i np.o debilowatej centralizacji wladzy w Krolestwie Warszawskim nie wspomniano w Polityce od jej 1-szego numeru-dalej tak do biedy narodu!

  52. Prezes-Pan dokladnie tak samo malo wie o RFN jak pisz ,pisz o USA.Nie widzialem jeszcze duzych zakupow w st.benz.-ktorych w stos.do liczby aut jest wielokrotnie mniej.
    Andrzej 52-ja,nie kat.,nie bronie tego kosciola,ale szlag mnie trafia jak tzw.polska inteligencja nie ma innego tematu,tylko zawsze temat zastepczy:kk,Zydzi,Walesa,historia,bitwa pod Chocimem,Lenino i inne podobne niewazne tematy.Robia to od 1918.Na 21 wiek i jego problemy brak czasu i np.o debilowatej centralizacji wladzy w Krolestwie Warszawskim nie wspomniano w Polityce od jej 1-szego numeru-dalej tak do biedy narodu!

  53. W promieniu 200 metrów od domu mam 4 zieleniaki. Były za Gierka i są nadal. Pomimo otwarcia Lidla i Carrefoura w bliskiej okolicy. Istnieją też,- bardzo blisko od domu,- cztery dawne, pogierkowskie sklepy spożywcze dawnego typu „SAM”.

  54. @Laup:

    Nie wypowiadam się na temat Niemiec, więc proszę mi nie wciskać kitu.
    Byłem tam 3 razy w życiu. Ogólnie podobało mi się tam.
    Brak handlu w niedzielę nie podoba mi się, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić.

  55. Prezes-jeszcze raz,Pan robi ten sam blad co Ekonom/o USA/.Pan nie zna jak to dziala w RFN i cos pisze o stacjach benzynowych .I jeszcze jedno-Niemiec nie ma kompleksu wobec USA,bo tam jest jest ich najwiecej:pochodzenie!

  56. @Luap:

    Ja nie pisałem nic nt. Niemiec !
    Proszę mi nie wmawiać.
    Stacje benzynowe są także w Polsce.
    Nie pisałem o niczyich kompleksach.

  57. @Pan Prezes
    1. Znów tylko ta tandetna pro-amerykańska i pro-kapitalistyczna propaganda? Niestety, ale Ameryki, którą ty tu opisujesz, to od dawna już nie ma. A reklamy telewizyjne oglądasz zapewne w komputerze. To zaś, że ktoś kiedyś dał ci jakiś papierek za niepotrzebną tobie część zamienną o niczym przecież nie świadczy, poza tym, że zamieniłeś filtr na świstek papieru. Po prostu nie możesz wyciągać daleko idących wniosków na podstawie tylko swoich własnych doświadczeń. Twój błąd nazywa się zaś po angielsku „fallacy of composition”.
    2. W Australii też jest tak w teorii, że jeśli skaner przy kasie ‘wybije’ nieprawidłową cenę to dostajesz ten towar za darmo, ale tak jest tylko w teorii, albowiem kiedy zaczniesz się domagać tego darmowego towaru, to zaczynają ciebie “błogosławić” stojący za tobą w kolejce do kasy, a więc trzeba być bardzo gruboskórnym, aby otrzymać ten “darmowy” towar. Najczęściej, to musisz sam sprawdzić jeszcze raz cenę na półce, albo też czekać, aż tą cenę sprawdzi ktoś z personelu, a to oznacza dość długie oczekiwanie przy kasie oraz niezadowolenie tych klientów, którzy są w kolejce za tobą. Tak więc realia są znacznie inne niż to, co ty tu opisujesz!
    3. Karty debetowe też nie funkcjonują za darmo. Za nie się tez bankowi płaci, np. w ramach tzw. opłaty za posiadanie konta. Czasami, ale nie zawsze, banki oferują pewną ilość ‘darmowych’ transakcji dokonanych tymi kartami, ale też nie zawsze. Po prostu bank nie jest instytucją dobroczynną, a więc musi zarobić na swoich klientach. A że większość tych klientów jest tak naiwna jak ty, a więc daje się bankowi bezkarnie “doić”, to jest zupełnie inną sprawą!
    4. Owszem, zgłoszenie podejrzanej transakcji jest proste, ale też nie daje żadnej gwarancji, że ta reklamacja zostanie przez bank uznana.
    5. Wyglądasz mi na alter ego “zza kałuży” – tak samo bowiem jak on zachwalasz tu Amerykę, ale wasza propaganda trafia w Polsce już tylko do bardzo naiwnych, a szczególnie zaś tylko do takich, którzy nigdy w owej Ameryce jeszcze nie byli.
    6. Przecież te raty na zerowy procent wynikają tylko z tego, że jeśli kupujesz na kredyt (np. na sklepową kartę kredytową), to wtedy przepłacasz. Przykładowo: ta sama lodówka kosztuje 1100 dolarów, kiedy ją kupujesz na ową „nieoprocentowaną” sklepową kartę kredytową, ale jeśli kupujesz w tym samym sklepie tą samą lodówkę za gotówkę, to możesz wynegocjować cenę dobrze poniżej 1000 dolarów. A więc ten „darmowy” kredyt kosztuje ciebie ponad 10% ceny zakupu. A tzw. darmowa dostawa do domu jest po prostu wliczona od początku w cenę. Jeśli możesz sam odebrać tę lodówkę z magazynu, to też dostaniesz za to odpowiedni upust (discount). Pamiętaj: w kapitalizmie nie ma nic za darmo!
    7. Ceny w USA idą w dół, a sklepy bankrutują, gdyż jest tam kolejna recesja. A że podczas recesji spada popyt, to spadają tam także ceny. Przykładowo, to pamiętam, że mój dziadek, który był fachowcem w państwowej fabryce karabinów, wcale nie narzekał na recesję lat 1930tych, gdyż otrzymywał on wtedy z roku na rok tą samą pensję, a ceny praktycznie wszystkiego spadały, a więc jego płaca realna rosła, mimo iż jego płaca nominalna pozostawała ta sama. On sobie z tego zdawał doskonale sprawę, a więc był on krytyczny wobec rzeczywistości kapitalistycznej Polski, niemniej wspominał on ją po wojnie z sympatią, jako iż kryzys działał wtedy na jego korzyść. Niestety, ale był on tylko tzw. wyjątkiem potwierdzającym regułę, a ta jest taka, że dla ogromnej większości to kryzys gospodarczy nic dobrego nie oznacza.
    8. Kiedy przychodzi tzw. duża konkurencja, np. na rynek wchodzi duża sieć supermarketów, to ceny w tych supermarketach na początek maleją, co często pociąga za sobą ogólny spadek cen u ich konkurencji. Ale po pewnym czasie konkurenci tej wielkiej sieci supermarketów bankrutują, gdyż nie jest ich stać na sprzedawanie po tak niskich „dumpingowych” cenach, a więc „na placu boju” zostaje tylko ta wielka sieć, a kiedy staje się ona de facto monopolistą, to podwyższa ona swoje ceny, gdyż nie musi się ona dalej liczyć z konkurencją. Tak bowiem działa w praktyce tzw. koncentracja kapitału, prowadząca do monopolizacji oraz globalizacji, czyli dobrobytu garstki kosztem nędzy olbrzymiej większości.
    9. A co będzie, jeśli zakaże się sprzedaży na stacjach benzynowych innych towarów poza paliwem, olejami, smarami oraz podstawowymi częściami zamiennymi do samochodów? Przecież stacja benzynowa jest od tego, a nie od handlu żywnością! Pamiętam, że w RPA, na początku lat 1980tych, to zamykano wieczorem i w weekendy stacje benzynowe, aby w ten sposób ograniczyć zużycie benzyny i oleju napędowego, a więc także ograniczyć import ropy naftowej oraz tym samym zmniejszyć deficyt w obrotach z zagranicą (ze względu na bojkot apartheidu przez OPEC, RPA musiała wtedy kupować ropę naftową przez licznych pośredników, a więc po bardzo zawyżonych cenach, a własna produkcja benzyny z węgla była wtedy kosztowna oraz zbyt mała, aby zaspokoić wewnętrzny popyt).
    10. Nie porównuj Niemiec z Polską. W roku 1939 to Niemcy miały już podstawową sieć autostrad, a Polska nie ma jej przecież do dziś. Poza tym, to w roku 1939 to w Polsce można było utwardzoną szosą (asfalt, beton albo kostka) dojechać z Warszawy (do większych miast) tylko do Łodzi i Katowic (do Krakowa także, ale tylko przez Katowice). Nawet do Poznania jechało się wtedy z Warszawy głównie drogą polną.
    Pozdrawiam!

  58. @zza kałuży
    1. Zdecyduj się więc, czy mieszkasz w Polsce czy w USA. A to, że pomimo konkurencji ze strony wielkich sieci handlowych przetwały w Polsce wciąż te male osiedlowe „zieleniaki” to jest tylko wynik tego, że te „zieleniaki” są najczęsciej jedynym źródłem dochodu dla całej rodziny, a więc korzystają one z praktycznie darmowej siły roboczej ich „właścicieli”, przez co mogą one wciąż konkurować z większymi sklepami, gdzie jednak pracownikom trzeba coś zapłacić za wykonywaną przez nich pracę.
    2. Ale już w takich Niemczech, gdzie mimo wszystko da się tam jkakoś wyżyć z zasiłków, nawet tych niższych czyli socjalnych, to nie zobaczysz już takich małych, „osiedlowych” sklepików z „mydłem i powidłem”. Po prostu one się tam nie opłacają, jako iż zarobek z nich jest niższy niż zasiłek z Social Amtu. Tylko w biednej Polsce, gdzie zasiłki dla bezrobotnych praktycznie nie istnieją, to „opłaca” się wciąż, jak zresztą na całym Trzecim Świecie, prowadzić takie sklepiki, skoro jedyną alternatywą dla nich jest najczęsciej brak jakiegokolwiek dochodu, a więc śmierć z głodu i chłodu. No cóż – „takie piekne Polskie” sami sobie wystrajkowaliśmy…:-(
    2. Znajomi Niemcy, którzy odwiedzali mnie w Polsce, byli zaś wręcz zachwyceni tymi małymi sklepikami dzielnicowymi, gdyż mogli oni rano wyskoczyć na ulicę, i w promieniu często mniej niż 100 metrów zaopatrzyc się w świeżutkie bułeczki i jajka na sniadanie. Ale na 100% to nie chcieli by oni pracować w takim sklepiku (byt określa przecież świadomość, a nie na odwrót!).
    3. I tu wracamy do tematu tego wątku: handel w niedzielę jest błogosławieństwem dla klientów, ale przekleństwem dla pracowników sklepów oraz ich rodzin, podobnie zresztą jak kapitalizm jest rajem dla posiadaczy kapitału, ale piekłem dla tych, którzy kapitału nie mają, a więc dla olbrzymiej większości pracowników najemnych. Stąd też Wałęsa chwali dziś kapitalizm, ale nie chwalą go ci jego koledzy ze stoczni, którzy w owym kapitalizmie stracili pracę.
    Pozdrawiam!

  59. @ Ekonom
    Ze zwrotami to jest tak, ze glownie sprawa dotyczy zakupow spozywczych gdzie co tydzien sa tzw ceny on sale. Kilkakrotnie dalem sie nabrac sprzedawcom bo to sa cwaniaki troche lepsze niz klienci. Przychodzisz do kasy z towarem i masz pewnosc iz kupiles cos w cenie on sale. My Polacy w przeciwienstwie do tubylcow liczymy w pamieci co skanuje sprzedawca i gdy dochodzi do placenia widzimy ze wstawiono cene normalna zamiast on sale.
    Co wtedy sie dzieje dalej? Kasjerka wola przez glosnik pracownika z polek aby poszedl i sprawdzil cene. On zaraz idzie tam gdzie mialo byc on sale i gdy stwierdzi ze na polkach jest a w komputerze nie chowa kartke i przychodzac mowi: pomyliles, sie tam jest tez taka cena. Gdy kilka razy tak sie dalem nabrac, nie pozwalam isc samemu polkowemu, tylko ide z nim. Wtedy nie moze klamac. Nie zatrzymuje to traficu w kasie bo kasjerka nie idzie sama napolke i w tym czasie obsluguje innych klientow. Tak wiec sklepy nie sa skore robic prezentow, owszem taka polise maja, ale robia wszystko aby klienci z niej nie korzystali. Pozdrawiam.

  60. Ekonom 23 października o godz. 2:16
    No cóż, znowu pielęgniarka zapomniała podać ci pastylek.
    Jak ktoś pisze o negatywnych rzeczach jakie widział lub jakich doświadczył w USA to wtedy nie kłamie, nie zmyśla, nie fantazjuje, nie oglądał tego w telewizji i nie były to reklamy. Jak tylko coś pochwali – patrz powyżej. Mnie nie trzymają w ośrodku zamkniętym (Ale z dostępem do internetu! To fascynujący szczegół kangurzej opieki społecznej dla samotnych emerytów) tak więc mogę jeździć do Polski. A tam mieszkam w swoich mieszkaniach, kiciusiu. Wiem, że to dla ciebie bajki jak u Lema, ale niektórzy w swoim życiu za ich pracę dostawali wynagrodzenie w tych nic nie wartych zielonych świstkach i używali kapitalistycznych narzędzi do ciemiężenia i wykorzystywania, takich jak karty kredytowe, konta bankowe i pożyczki. Skutkiem czego całe dorosłe życie mieli, i to muszę przyznać dosyć wygodne, miejsce do mieszkania. I to nie jedno, bo dzieci dużo i trochę wiecej trzeba było tego metrażu niż statystyczna rodzina posiada, koteczku.

    Miło znowu poczytać twoje oryginalne i niezafałszowane medykamentami wpisy. Już się przyzwyczaiłem do ciebie, wiesz? 😉

    Aby zrobić @Ekonomowi na złość wczoraj wreszcie się zmobilizowałem i oddałem do Home Depot kolekcję plastikowych rurek, czyli syfon od kuchennego zlewu i parę innych drobiazgów. Oczywiście przyjęli, oczywiście nie miałem paragonu, oczywiście wystarczyło im przeskanować kody kreskowe. Oczywiście dali kupon sklepowy w postaci – klękajcie narody – sklepowej karty debetowej! Części te leżały od wiosny zeszłego roku, bo wtedy był mały remont w kuchni. 😉

    Czytanie o opłatach za używanie kont bakowych jest wspomnieniem z głębokiej przeszłości lub z pamiętnika gastarbeitera. @Ekonom, jak żyję w USA tak jeszcze żadnej z tych twoich opłat nie zapłaciłem. Pewnie dlatego, że moim podstawowym bankiem jest tzw. Unia Kredytowa, czyli miejscowy odpowiednik „zakładowej kasy zapomogowo-pożyczkowej”. No i mały szczegół – „zakład” jest z tych „nieco” większych… Kapitalista gnębi a taki banczek malutki pozwolił założyć swoim robolom. Ciekaw jestem dlaczego mają aż tak wysoki rating wśród podobnych sobie instytucji? Czyżby średnie zarobki ich członków były tego przyczyną? 😉

    Nie szukaj @Ekonom ani siostry w czepku ani tych pastylek. Bez nich jesteś dużo zabawniejszy!

  61. Ekonom
    23 października o godz. 2:22

    Tak jest. W Polsce, jak mi się zdaje, znamy to jako „niezgodności towaru z umową”. Obejmuje ona również „wadliwość”, ale nie tylko. Generalnie, są to wszystkie sytuacje na styku firma-konsument, kiedy sprzedawany towar nie był tym, czym miał być, nie nadaje się do tego, do czego miał służyć, itd.

    Konsument, w pierwszym podejściu, ma prawo żądać przywrócenia zgodności towaru z umową, poprzez naprawę lub wymianę na nowy. Jeśli to niemożliwe (bo np. towar był totalnym bublem lub ulotka kłamała odnośnie jego cech) albo nieopłacalne, klient może domagać się obniżenia ceny lub zwrotu pieniędzy. Alternatywą jest skorzystanie z gwarancji producenta (o ile takowa jest).

    ——————
    Natomiast w przypadku prawa do odstąpienia od umowy w ciągu 10 dni (które, przypominam, dotyczy tylko sprzedaży na odległość/poza lokalem przedsiębiorstwa) chodzi o to, że konsument często może poznać właściwości towaru dopiero po jego otrzymaniu. Nie da się zgadnąć na podstawie zdjęcia i opisu, że – dajmy na to – buty nieznośnie piją, bo kopyto użyte do ich produkcji było za wąskie dla danej stopy. Stąd to dodatkowe zabezpieczenie.

    Natomiast nikt sprzedających nie zmusza, aby prowadzili sprzedaż w taki sposób lub aby sprzedawali tak wszystkie towary (np. coś b. drogiego, co sprzedaje się rzadko).

  62. @ Ekonom
    Uwazam ze chcac odpowiedziec na pytanie czy ma sens handel w niedziele zadac sobie nalezy pytanie: kto na tym moze zyskac?
    Klient ktory ma okreslona ilosc pieniedzy do wydania celem zaspokojenia biezacych potrzeb bedzie musial kupic towar albo w tygodniu, albo w niedziele.
    Wiecej nie wyda, bo matematyki sie nie oszuka. Wlasciciel sklepu czy zyska na tym ze otworzy sklep dodatkowa ilosc dni w tygodniu? Nie za bardzo: wlasna praca dodatkowa jezeli nie zatrudnia pracownikow oraz dodatkowe pieniadze na zatrudnienie w niedziele. Oprocz tego koszty dodatkowe ogrzewania i oswietlenia wzrosna o 1/6, bo nikt zima nie przyjdzie do nieogrzanego sklepu.
    Oczywiscie ze gdy czesc wlascicieli sklepow zdecyduje sie mimo dodatkowych kosztow otworzyc sklepy w niedziele, wtedy prawdopodobnie spredadza oni wiecej towaru niz ci ktorzy nie otwarza. Niemniej jak to mowia nikt nie chce stracic, wiec otworza wszyscy i wtedy nikt nie zyska, a wszyscy straca, bo beda musieli placic za dodatkowe godziny i za dodatkowe ogrzewanie i oswietlenie, podczas gdy sprzedadza ciagle tylko to samo co by sprzedali handlujac 6 dni w tygodniu. Zatem idac tym tokiem rozumowania jedynym rozwiazaniem jest to co zrobiono w RFN-ie czyli pozostawienie niedzieli na odpoczynek dla wszystkich, wolna od handlu ustawowo. Pozdrawiam.

  63. @Marcin
    A ja uwazam, ze zamkniecie sklepow w niedziele obnizy obroty handlu, a wiec przelozy sie na mniejszy popyt a tym samym na wyzsze bezrobocie, gdyz ludzie w niedziele kupuja po prostu wiecej, jako iz udaja sie oni wtedy na zakupy z partnerem, malzonkiem , dziecmi czy tez znajomymi, a wiec kupuja oni wtedy wiecej niz w dzien powszedni, w tym takze rzeczy czesto niepotrzebne. Niemniej kupowanie rzeczy zbednych tez nakreca koniunkture, a wiec przyczynia sie do spadku bezrobocia.

  64. Nareszcie widze cos pozytywnego. Sam fakt istnienia PARP jest pozytywem.
    http://www.parp.gov.pl/index/index/1390

  65. @ axiom1
    „Nareszcie widze cos pozytywnego. Sam fakt istnienia PARP jest pozytywem.”
    Krok jest w dobrym kierunku, ale to za malo. Ostatnio jest glosno o metodach ktore zaczal wprowadzac Orban na Wegrzech. Polska sie ciagle stara byc dla obcego kapitalu mekka, podczas gdy Wegrzy podjeli walke z wchodzacym do nich kapitalem zwalczajacym wlasny byznes, bo ten kapital niestety tylko po to wchodzi aby jak pasozyt wydrenowac rynek z pieniedzy, po czym zostawia nosiciela gdy juz nie jest w stanie wiecej go eksploatowac.
    Wlasnie metoda wegierska, czyli dwukierunkowe dzialanie: z jednej strony stwarzanie warunkow dla byznesu krajowego, a z drugiej strony gnebienie obcego. Tylko w ten sposob mozna stworzyc dobrobyt w kraju.
    Orbana na poczatku zaszczuwano w EU, ale gdy zobaczyli ze Wegrzy stoja za nim murem, stwierdzili ze trzeba dac temu spokoj, bo oni pokazali kto tam rzadzi.

  66. @Marcin
    PARP to dobra wiadomosc dla producenta krzesel. Gdy wymysli nowe krzeslo, PARP moze mu udzielic darmowego konsultingu i wesprzec finansowo (przez darowizny) by ustawic produkcje.

    Oczywiscie Kasprowiczowi sie to nie spodoba. Przeciez to prowokacja dla liberalizmu. Coz, warto przypomniec ze Kasprowicz dostal subsidy.

    W wiekszosci krajow rozwinietego swiata wlacznie z USA dzialaja agencje jak PARP, na zlosc liberalom.

    Obcy kapital nie zawsze jest zlem. Jezeli zainwestowany w trwaly majatek (nie wazne ze wlascicielm jest obcokrajowiec) jest to inwestycja pozytywna. Jezeli zainwestowany na gieldzie to nic dobrego.

  67. @ axiom1
    „Obcy kapital nie zawsze jest zlem.”
    W sytuacji gdy globalizacja przebiega a jej jeszcze nie ma, kapital korzysta na roznicach pomiedzy poszczegolnymi krajami, albo regionami i w ten sposob rozmnaza ten kapital dzieki tym roznicom, oczywiscie na koszt tych gdzie wchodzi. Przykladowo Polska ma nizsze place niz sasiednie Niemcy, wiec juz na roznicy plac ma jedna pozycje do przodu, druga jest preferencyjne traktowanie go przez panstwo spragnione miejsc pracy, a na dodatek czesto tez zadne operacji pod stolem, dzieki ktorym pomaga mu sie szybko rozmnazac, na oczywisty koszt kraju. Z kapitalem obcym trzeba potrafic rozmawiac z pozycji dyktatu a nie odwrotnie. Tylko wtedy moze on pracowac dla kraju. To dziala jak bakterie w organizmie. Bez nich organizm nie bedzie dobrze funkjonowal, jednak nie mozna pozwolic im sie szarogesic, bo wtedy rozmnoza sie ponad miare i zniszcza ten organizm. A wiemy ze ostatnio na swiecie jest modne okreslenie: „za duzy by upasc”.

  68. @Marcin
    Obcy kapital nie jest zlem tylko w silnych, bogatych panstwach, np. w Niemczech czy Rosji, gdzie lokalny kapital jest silny i nie pozwala na to, aby obcy kapital osiagnal wladze nad miejscowym. Ale w takim kraju jak Polska, gdzie miejscowy kapital jest slaby albo wrecz nieistniejacy, to wejscie obcego kapitalu oznacza przeciez opanowanie przez niego nie tylko gospodarki, ale takze i przejecie wladzy przez ow obcy kapital. Stad tez Polska nie powinna wpusczczac na swoj obszar obcego kapitalu, poza wyjatkami takimi jak np. wspolne przedsiewziecia (join ventures) z zagranicznymi firmami, ale pod warunkiem, ze polski partner ma przewage w takim joint venture, oraz ze oznacza taka wspolpraca transfer do Polski nie tylko pieniedzy, ale takze i know how, czyli np. nowoczesnej technologii (high tech), lacznie z pantentami na nia.

  69. @ Ekonom
    „Stad tez Polska nie powinna wpusczczac na swoj obszar obcego kapitalu, poza wyjatkami takimi jak np. wspolne przedsiewziecia (join ventures) z zagranicznymi firmami, ale pod warunkiem, ze polski partner ma przewage w takim joint venture, oraz ze oznacza taka wspolpraca transfer do Polski nie tylko pieniedzy, ale takze i know how, czyli np. nowoczesnej technologii (high tech), lacznie z pantentami na nia.”
    Sa pewne paradoksy w tym uwarunkowaniu dzialalnosci obcego kapitalu. Dla przykladu Niemcy przed wojna wpuscili do siebie Forda i General Motors, chociaz mieli dobrze pracujace firmy Mercedes i BMW, oraz inne. Co ciekawe dzisiaj gdy Detroit jest wielka kleska, te filie funkcjonuja nadal jak by zadnego problemu nie mialy. Czego to jest zasluga? U nas natomiast sytuacja z Fiatem pokazuje ze ta firma raczej woli ratowac sie kosztem filii polskiej niz by miala stawiac bardziej na nia, chociaz fabryka w Tychach jest podobno najwieksza ze wszystkich fabryk Fiata.
    Zdaje sie ze tutaj najlepiej dziala metoda kija i marchewki. Trzeba dac firmie zarobic, ale bez przesady, trzeba tez ja doic na tyle aby nie zdenerwowac i pozniej zniechecic do dalszego trwania w nieswoim kraju. Mysle ze w Polsce brakuje wspolnotowego myslenia i tu tkwi przyczyna ze firmy to wykorzystuja sklocajac oraz korumpujac.
    Pozdrawiam.

  70. Koleja porcja blogowego humoru.

    „Dla przykladu Niemcy przed wojna wpuscili do siebie Forda i General Motors, chociaz mieli dobrze pracujace firmy Mercedes i BMW, oraz inne. Co ciekawe dzisiaj gdy Detroit jest wielka kleska, te filie funkcjonuja nadal jak by zadnego problemu nie mialy. Czego to jest zasluga?”

    Taki Opel. Funkcjonuje jakby żadnego problemu nie miał. Już od 12 lat nie ma żadnego problemu. Poza tą drobnostką, że rok w rok od 12 lat GM musi dokładać do tego bezproblemowego interesu. W sumie do 2012 roku 14 miliardów dolców dołożyli. Keine Probleme. No problem!
    **http://content.usatoday.com/communities/driveon/post/2012/07/gm-opel-money-losing-sudden-head-mess-/1

    I po drodze, gdy tak dokładali, nigdy ani sprzedać nie chcieli, ani żadnemu rządowi ani żadnej firmie prywatnej, no po prostu nikomu!

    **http://www.ibtimes.com/timeline-german-government-rejects-aid-opel-413739

    Germany’s economy ministry rejected a request for 1.1 billion euros ($1.5 billion) in loan guarantees for loss-making carmaker Opel.

    Opel wants state aid to help it compete in an increasingly competitive car market, but a turnaround at parent General Motors (GM) from bankruptcy to profitability in just 12 months is undermining its efforts. Following is a timeline of events over the last year at Opel, which was founded in 1863 and bought by GM in 1929:

    Nov 14, 2008 – Opel says for first time that it has requested loan guarantees from German federal and state governments

    May 20, 2009 – GM Europe says three bids for Opel have been made. Fiat confirms its bid and a source says private equity investor RHJ International has made an offer.

    May 30 – Germany agrees on a deal with Canadian firm Magna , GM and the U.S. government.

    July 20 – GM receives binding bids from Magna, RHJ and China’s Beijing Automotive Industry Holding Co (BAIC).

    July 24 – BAIC says it has dropped out of the running.

    August 19 – Germany says it could provide 4.5 billion euros in state aid for Opel without help from other European governments if GM chooses Magna as the buyer.

    September 10 – GM’s board agrees to the sale of a 55 percent stake in Opel to a group led by Magna.

    September 14 – Magna says it will cut about 10,500 Opel jobs in Europe, mostly in Germany.

    November 3 – Opel’s labor force agrees to 265 million euros in annual cost cuts over five years if GM goes ahead with the sale.

    Hours later, GM’s board reverses its decision from mid-September and instead declares it will keep control of Opel.

    November 6 – GM says Opel chief Carl-Peter Forster is leaving and later names Nick Reilly, head of international operations, as Opel head.

    November 23 – Reilly says it will cost 3.3 billion euros to rehabilitate Opel.

    November 25 – Reilly says GM intends to cut around 9,000 jobs at Opel across Europe, with 50 to 60 percent of them in Germany, which hosts half of Opel’s 50,000 staff. Figures are later revised to 8,300 cuts overall, with 4,000 in Germany.

    January 21, 2010 – GM says it will close its Antwerp plant in 2010, shedding 2,600 workers, and predicts job and capacity cuts would affect all of its European sites.

    February 9 – Opel asks Germany for 1.5 billion euros in state aid to fund 4,000 job cuts at home that will help return the carmaker to profitability no later than 2012.

    March 2 – GM says it will triple its funding of Opel to 1.9 billion euros in equity and loans and cut its request for state aid, in a bid to win over European governments. It increases its funding estimate for Opel to just over 3.7 billion euros.

    April 30 – GM says it expects to incur costs of 400 million euros for termination benefits covering 2,600 workers at the Antwerp, Belgium, plant it plans to close by the end of 2010.

    May 7 – Reilly says he is hoping Germany would guarantee 90 percent of just 1.3 billion euros in loans, lowering his needs after talks with other European governments yielded more help than Opel initially expected.

    May 21 – Opel says it reached an outline deal on wage concessions with employee representatives aimed at saving 265 million euros in annual wage costs through 2014.

    Ten days later, EU union and workforce representatives from countries hosting Opel’s major manufacturing plants sign the deal.

    June 7 – Spain and the Aragon regional government will provide Opel with 300 million euros in aid.

    June 9 – The Steering Committee of the German rescue fund splits on aid request. Economy Minister Rainer Bruederle then rejects the request, saying GM had enough money to complete an overhaul on its own.

    Keine Probleme!

  71. Opel zamknie w 2014 fabrykę w Bochum. Pierwsza w Niemczech od II wojny światowej zamykana fabryka samochodów.
    **http://www.businessweek.com/news/2013-09-10/ford-european-chief-expects-unit-to-turn-profitable-in-2015-2

    Keine Probleme!

  72. zza kaluzy -dodam:od conajmniej 10 lat ma GM klopoty ze sprzedaza i jest -Opel-_na granicy plajty.To dowodzi m.innymi dlaczego Niemcy praktycznie /rzad/ nie wtraca sie do interesow.To robi tylko rzad Korei Pln.,Bialorusi i KW!!
    Andrzej 52.rzad Merkel nie dolozyla ani centa do Opla

  73. Andrzej 52-to juz lepiej,a dokladnie to do wszystkich typow samochodowi i to stosunkowo niewiele forsy.

  74. Zjechaliscie z tematu!
    Tak przy okazji-dokonalem w swoim zyciu b.duzo,ale nie przypominam sobie reklamacji przy zakupach prywatnych.Wg.moich obserwacji robia to ludzie malego ducha,ktorzy w ten sposob podkreslaja swoja waznosc!

  75. @Marcin
    1. Ford i GM (Opel) mają w Niemczech od lat problemy, ale oczywiście mniejsze niż w Ameryce czy tez w Australii, gdyż niemieckie filie Forda i GM wytwarzają po prostu lepsze samochody niż fabryki Forda czy też GM w USA albo w Australii. Przykładowo: Ford zdecydował się niedawno temu zamknąć swoje fabryki samochodów osobowych w Melbourne i Geelong, a fabryka GM (Holdena) pod Adelajdą też ma niepewną przyszłość, a wiec GM lansuje teraz w Australii markę Opel. Przyczyna upadku australijskich fabryk Forda i Holdena jest zaś wręcz oczywista – te fabryki „jechały” głównie na rządowych subsydiach (od tzw. lejburzystów oraz nawet od tzw. liberałów), a nie inwestowały one w nowe, bardziej ekonomiczne modele. A że w Australii od lat jest recesja, a więc ludzie zarabiają tam z roku na rok coraz mniej, to mało kogo jest dziś stać na antypodach na duży samochód, taki z 6 czy nawet 8 cylindrowym silnikiem o pojemności od 4 do 5 i więcej litrów, a więc przeciętny Australijczyk przesiada się dziś na samochód z silnikiem góra 2l, palącym znacznie mniej niż 10l na 100 km. A ta garstka bogaczy australijskich, która nie patrzy na zużycie paliwa, to od lat kupuje samochody z importu – głównie Mercedesy oraz BMW, jako iż stare brytyjskie marki albo padły (Rover), albo też stały się markami hinduskimi (Jaguar) albo chińskimi (MG).
    2. Fabryka Fiata w Tychach jest może jedną z największych fabryk świata, ale na pewno jest ona znacznie mniejsza od fabryki Fiata w Turynie (Mirafiori). Poza tym to przed wojną Polski Fiat był marką bardziej cenioną niż Fiat. Ale to były inne czasy – recesja w Polce sanacyjnej była tak głęboka, że samochody w polskiej montowni Fiata składali wówczas najlepsi polscy mechanicy – stąd też ta bardzo wysoka jakość przedwojennych pojazdów marki Polski Fiat. Dziś jest zaś inaczej, gdyż najlepsi polscy mechanicy wyjechali już z Polski…
    Pozdrawiam!

  76. Przypominam ,dyskusja ma byc o o wolnych od handlu niedzielach.
    Wyklad,byc moze wymadrzanie.Ceny det.zywnosci zaleza od:
    1.typu handlu.W RFN glownie discounty,w Krolestwie Warszawskim duze domy tow.co podwyzsza cen

  77. 2.wielkosci gospodarstw rolnych.Ostatnio rolnicy w RFN tworza rodzaj kolchozu-kilku buduje b.duzy chlew.Nie jestem pewny,ale rzad KW niewiele robi zeby powstaly duze gospodarstwa rolne!
    3.gospodarki przestrzennej-w KW jak za Piasta Kolodzieja:kazdy Pan na swej zagrodzie……
    4.handlu w niedziele.Moim zdaniem w KW argumenty nie graja roli bo Polacy w wiekszosci sa niereformowalni.
    Pozdrawiam myslacych krytycznie!

  78. @Luap
    1. Czekam na listę twoich osiągnięć…
    1. Niemcy od lat (dokładnie mniej więcej od roku 1980) ubożeją z roku na rok, stąd też przybywa w nich tzw. dyskontów, czyli sklepów typu Aldiego, tyle, że jeszcze na początku lat 1980tych to Aldi sprzedawał Niemcom głównie nadwyżki z hurtowni, a więc towary wysokiej jakości, choć w nieco ograniczonym asortymencie, a dziś to te „dyskonty” nawet w Niemczech sprzedają głównie towary niższej jakości, specjalnie dla nich produkowane w krajach z tanią siłą roboczą (np. w Polsce), stąd też te niższe ceny w owych „dyskontach”. Ale jak to mówią Anglicy” beggars are not choosers”!
    2. Duże gospodarstwa rolne nie zawsze mają sens. Np. w ogrodnictwie najbardziej zyskowne są zazwyczaj stosunkowo niewielkie gospodarstwa, ale położone blisko rynku zbytu (czyli dużych miast). Farma hodująca świnie to jest zaś nie tylko chlew (to jest tak jakby nazwać warsztat naprawy samochodów „kanałem” albo „podnośnikiem” ze względu na ich największą część). W Polsce zaś od dawna istniały zrzeszenia rolników, nie tylko spółdzielnie, ale też np. kółka rolnicze, ale Balcerowicz dość skutecznie je zwalczył, razem z PGRami. A poza tym, to co by zrobiono w Polsce, gdyby nagle skomasowano w niej małe gospodarstwa rolne, a więc wysłano na „zieloną trawkę”, czyli na bezrobocie, kolejne miliony Polaków? Pomyślałeś o tym, nawołując do reformy rolnictwa, a więc także i do zmniejszenia zatrudnienia w tym sektorze gospodarki? Jak widzisz, twoje pomysły są poważnie niedopracowane, a więc dobrze się stało, że nikt ich na serio nie chce brać!
    3. Niereformowalni to są zaś Niemcy, którzy pomimo przegrania dwóch wojen światowych wciąż się zbroją, fałszują historię (np. ten ich niedawny serial TV szkalujący AK) oraz szykują się do kolejnej wojny światowej, zapominając, że po niej to już nie będzie ani Niemiec, ani też Niemców.
    Szalom!

  79. Straszne – dwa trolle Marcin i Kagan vel Ekonom vel trasat rozwlili cały blog.. Przeciez tego sie nie da czytac..
    I to samouwielbienie.. Poczucie misyjność niejakiego ekonoma.. Przekonanie o swojej merytoryczności.. Czemu się na to pozwala??

  80. @pokorny czytacz: Rozwalaja KOLEJNY blog

  81. @A.L. & pokorny czytacz
    Kolejny blog to rozwalacie wy, kierujac po raz kolejny dyskusję na ślepy tor ataków ad personam, co powoduje oczywiście jej wykolejenie… 🙁

css.php