Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy

31.01.2013
czwartek

Profesura

31 stycznia 2013, czwartek,

Polska profesura prezentuje bardzo różnoraki poziom. Czasem skromny doktor jest w stanie wykazać, że profesor ekonomii nie ma pojęcia o ekonomii, przynajmniej w zakresie w jakim się wypowiada. Są jednak przypadki osób lepiej wyedukowanych, ale dla opinii publicznej nie mniej groźnych niż wcześniej wspomniani dyletanci. Potrafią bowiem tak obracać fakty i fałszować rzeczywistość by potwierdzać swoje z gruntu niesłuszne tezy na temat świata. Przypomniałem sobie o tym słuchając dzisiejszego wywiadu profesora Bugaja dla Tok FM. Tu poruszę tylko dwie kwestie by wykazać w czym leży problem.

Rosnące bezrobocie słusznie staje się gorącym tematem – to nasz największy problem. Profesor Bugaj zapytany czy rosnące koszty pracy nie są przynajmniej częściowo za to odpowiedzialne gwałtownie zaprzeczył. Powiedział, ze duże firmy, szczególnie te z udziałem kapitału zagranicznego są nieczułe na koszty pracy, gdyż kluczowe znaczenie ma dla nich koszty związane z kapitałem. Czy Pan Profesor ma rację? W zakresie firm, o których powiedział – niewątpliwie tak. Zapomniał tylko dodać, że 2/3 miejsc pracy mamy w firmach małych i średnich, więc miejsca pracy w firmach wspomnianych przez Profesora to znacząca mniejszość (zwłaszcza jeśli odliczyć duże firmy bez kapitału zagranicznego). Co więcej w ostatnim roku 80% nowych miejsc pracy stworzyły właśnie firmy małe i średnie. Zatem Pan Profesor uzasadnia swoje przekonanie o braku wpływu kosztów pracy na poziom bezrobocia analizując mniejszość rynku pracy, do tego taką która właściwie nie ma wpływu na poziom bezrobocia bo nie generuje nowych miejsc pracy. To jakby stwierdzić, że ilość spożywanych płynów nie ma wpływu na przyrost masy ciała bo przecież herbata nie ma kalorii.

Ja w swojej analizie pójdę jednak nieco dalej niż Pan Profesor i stwierdzę, że wyższe koszty pracy spowodują wzrost zatrudnienia. Podnieśmy je jeszcze trochę, zwłaszcza podczas psującej się koniunktury to przekonamy kolejnych przedsiębiorców do przejścia w szarą strefę. Jeśli podzielą się z pracownikami oszczędnościami na podatkach po połowie to i tak na każdych 4 pracownikach zaoszczędzą dość by zatrudnić kogoś nowego. W ten sposób zatrudnienie wzrośnie, choć pewnie w statystykach tego nie zauważymy. Zapewne też nie o to chodzi Profesorowi Bugajowi, ale jeśli reforma rynku pracy musi się odbyć pod wpływem sytuacji, w której legalnie zatrudnieni będą prawie wyłącznie pracownicy sfery publicznej i parapublicznej niech będzie i tak. Wystarczy słuchać Profesora Bugaja.

Później Profesor postuluje przywrócenie kolejnego progu podatkowego dla najbogatszych. Pokusił się o podanie kilku cyfr – i to go zgubiło. Postulował by poziom podatku wyniósł jak dawniej 40% oraz przewidywał dodatkowe wpływy na poziomie 10 miliardów złotych. Zobaczmy zatem jakich to bogaczy chce opodatkować Profesor Bugaj. W 2011 wpływy podatkowe z wyższej stawki podatkowej (32%) wynosiły poniżej 11,2 mld złotych. Gdyby wszystkich tych ludzi opodatkować postulowaną stawką 40% przyniosłoby to dodatkowe 2,8 mld. Skąd zatem wziąć dodatkowe brakujące 7,2 mld?

Może Profesor ma na myśli zniesienie podatku liniowego dla przedsiębiorców. Gdyby wszystkich nas opodatkować skalą 40% to otrzymane wpływy wyniosłyby właśnie brakujące 7,8 miliarda. Tylko skąd pomysł, że wszyscy przedsiębiorcy to krezusi? Zresztą ci mający wysokie dochody potrafią je chronić. Niech dowodem będzie fakt, ze wprowadzenie stawki liniowej dla przedsiębiorców spowodowało wzrost wpływów podatkowych. Ten wzorcowy przykład działania krzywej Laffera pozwala nam przewidywać, że odejście od tego rozwiązania spowoduje spadek przychodów budżetowych.

Zatem by osiągnąć postulowane 10 miliardów trzeba by opodatkować stopą 40% tych, którzy dziś płacą ją w wysokości 18%. Innymi słowy bogaczami, o których myśli Profesor Bugaj są ludzie którzy zarabiają gdzieś w okolicach średniej krajowej. Pogratulować pomysłu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 24

Dodaj komentarz »
  1. A ja znam największego palanta pod każdym możliwym względem, który potrafił zawrócić w głowie połowie Polaków – co niestety świadczy o ich poziomie – ale którego słucha się z przyjemnością bo przy całym swoim kretyństwie reprezentuje inny sposób patrzenia na problemy. To jest Korwin Mikke.
    A całe te obliczenie podatkowe i analizy kosztów pracy to bla bla bla, można sobie o … otrzeć. Bardzo szanuję Bugaja, niezależnie od poglądów, on nie dał się nabrać na cały ten neoliberalizm, którego nieszczęsne skutki dzisiaj zaczynają być widoczne. Na dyskusję szkoda czasu.
    P.S. Dobrze by było gdyby Pan Kasprowicz wyjaśnił, dlaczego przywileje materialne i finansowe policji, wojska i innych składników państwowego aparatu ucisku nie mogą być likwidowane bo to „prawa nabyte” a świadczenia kolejarzy to przywileje i trzeba je odebrać. Czy Pan Kasprowicz byłby łaskaw policzyć koszty w jednym i drugim przypadku. Choć uważam, że czas świadczeń minął z komunizmem i należy je zamienić na finansowe.

  2. Szanowny Autor nie ma zaufania do preofesorow, a ja tez nie, szczegolnie widzac profesorow najroznieszych dziedzin, wypowiadajacych sie na publicznym forum. Oszczedze tu sobie inwektyw, ale chyba wszyscy widza poziom naszych profesorow i potrafia sobie wyrobic o nich samodzielne zdanie. Ten obraz jednak rzutuje na cala polske kadre naukowa. To, co opowiada prof. Bugaj, to bzdura, ale Szanowny Autor i tak jest konserwatywny w ocenie wplywu malych i srednich przesiebiorstw na gospodarke. W USA, z tego, co wiem, to właśnie te male i srednie przedsiebiorstwa zapewniaja 80 procent miejc pracy – czyli znaczaco więcej niż 2/3.

    Podniesienie podatkow jest krokiem naprzod, na skraju przepasci. No bo policzmy; ZUS ok. 40 procent, podatek dochodowy – najnizszy – ok. 20 procent, VAT tez ok. 20 procent. To co z tych zarobkow zostaje? Nic dziwnego, ze coraz więcej ludzi ucieka w szara strefe, albo wrecz ucieka z kraju. Reagan wymyslil (wlasciwie jego sztab) tzw. „trickle down economy”, polegajaca na zmniejszeniu podatkow, z mysla, ze oszczednosci splyna na pracownikow. Zdania na temat skutecznosci takiej polityki są podzielone, tym niemniej niezaprzeczalnie opanowal kryzys pozostaly po Carterze i wydzwignal amerykanska gospodarke. To samo zrobila Zelazna Dama w Wielkiej Brytanii. Podatki latwo jest podniesc, tylko piekielnie trudno je wyegzekwowac. Kapital odplywa, wraz z nim miejsca pracy oraz dochody spoleczenstwa.

    Niestety studiowalem ekonomie polityczna za czasow komunizmu pod kierunkiem tez takiego profesora, którego nazwiska nie będę wymienial, ale który nie potrafil sklecic dwoch zdan poprawnie, po polsku. Dlatego ten tytul coraz bardziej mnie smieszy, bo myslalem, ze to odium splynie zen po upadku komunistycznego systemu. Nie splynelo, robi się jeszcze gorzej. Co mnie smuci, bo wolabym patrzec na profesorow jako luminarzy nauki, a nie klaunow prostytuujacych się w telewizji.

    Pozdrawiam

  3. Profesor nie ozywał prawdopodobnie żadnych symulacji, tylko powiedział „z głowy, czyli z niczego”. Ludzie chętnie słuchają prostych i nie wymagających wysiłku recept – w oczach nurtu umysłowego, który reprezentuje prof. Bugaj pieniądze biorą się nie z pracy, tylko z opodatkowania tych, co je mają. „Grab zagrabliennoje”.

    Dobrym przykładem jest Francja, w której podatek dochodowy na poziomie 75% plus podatek od fortuny plus świadczenia socjalne powodują, że od każdego zarobionego (ponad 1 mln) Euro należy zapłacić podatek większy niż 1 Euro (ponad 100% opodatkowania). Ichni trybunał konstytucyjny na razie odrzucił ten pomysł jako konfiskatę, ale w niczym nie zraził francuskich socjalistów.

    Swoją drogą w takich rozmowach posługiwanie się tytułami naukowymi ma charakter ideologiczny. Pan wyżej wykazał to, co dla wielu przedsiębiorców bez formalnego wykształcenia jest rzeczą oczywistą. Nie potrzebują profesorów ekonomi, aby ogarnąć te proste zależności.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Być może profesor popełnił babola, ale pan publicysta popełnił go także. Otóż, gdyby Pan nie zauważył, to zniesienie 40% stawki PIT powiązane było także z przesunięciem progów dochodowych. I tak 32% podatku płacone jest dziś nie od dochodu miedzy 44,5 tys. zł a 85 tys. zł, ale od dochodu powyżej 85,5 tys. zł.

    W ostatnim roku obowiązywania poprzednich stawek podatkowych dochód budżetu od podatników łapiących się do dwóch najwyższych stawek podatkowych wyniósł łącznie 21 mld zł. W 2011 roku dochód fiskusa od podatników z najwyższej stawki podatkowej wyniósł, jak pan publicysta zauważył, 11,2 mld zł.

    Nie wiem, co dokładnie powiedział Bugaj. Podejrzewam, że odnosił się dokładnie do tej różnicy: 10 mld zł niższych wpływów z podatku PIT od podatników z najwyższych grup dochodowych. Jeśli tak było, to miał rację. Co więcej, ponieważ od 2008 roku gospodarka urosła co nieco, a co za tym idzie dochody budżetu byłyby z pewnością wyższe.

    To wszystko można znaleźć w dokumentach minfinu. Ale oczywiście dla publicysty gospodarczego sięganie do źródeł to zajęcie poniżej godności. Lepiej ssać z palca. Łatwiej i pasuje do tezy.

  6. „Zatem Pan Profesor uzasadnia swoje przekonanie o braku wpływu kosztów pracy na poziom bezrobocia analizując mniejszość rynku pracy, do tego taką która właściwie nie ma wpływu na poziom bezrobocia bo nie generuje nowych miejsc pracy. To jakby stwierdzić, że ilość spożywanych płynów nie ma wpływu na przyrost masy ciała bo przecież herbata nie ma kalorii”.

    Sugeruje Pan, że małe i średnie firmy mają łatwiejszy dostęp do kapitału niż te duże? Tak musi być, skoro zatrudniają więcej pracowników. A może jest inaczej, może dla nich po prostu koszty pracy nie mają tak dużego znaczenia? Coś ta Pana logika pokrętna. Czego się jednak nie robi dla obrony interesów swoich i kolegów…

  7. Amerykanie maja dobry zwyczaj przygladania sie czlowiekowi zanim go nominuja na jakies stanowisko, pokaz co osiagnales dotad w zyciu – mozesz liczyc na awans, zreszta praca w rzadzie nie jset zadna synekura, tylko zaszczytem, np bycie lawnikiem – za godzine placa cos ponad $2 a jest to obawiazek obywatelski.
    zasada powinna byc prosta, z biznesu (wlasnego najlepiej) na urzad. profesorowie sluza rada, nigdy nie podejmuja decyzji, bo najgorzej jest gdy budzetowiec decyduje o zarabianych przez nas pieniadzach. Bugaj jak wiadomo nigdy nie mial wlasnej firmy, nigdy nie schanbil sie zarabianiem pieniedzy rekoma i nie podejmowal ryzyka, mial zawsze na czas swoje budzetowe. budzetowcy niestety decyduja o pieniadzach w Pl i dokad tak bedzie, bedzie jak jest.

  8. „Polska profesura prezentuje bardzo różnoraki poziom”.
    I to się sprawdza także w przypadku „eksportowych hitów smolenskich” w postaci imć Biniendy, imć Szuladzińskiego, i chyba jeszcze jakiegoś imcia profesora. Nad Wisłą ich wyprodukowano tak, ze nawet Hameryka nie pomogła. A Australia to „mniejszy brat”, więc tym bardziej – nie.

  9. @ZWO
    A czy ja twierdzę, że przywileje policji etc nie moga być likwidowane. Ja się z Panem w całej rozciągłości zgadzam, że czas takich rozwiązań się skonczył i lepsze jest czyste rozliczenie finansowe.

    @Art63
    Dodam tylko, że nasz Trybunał Konstytucyny odrzucił stawkę podatku PIt na poziomie 50% jako niezgodną z konstytucją.

    @barman
    Chetnie będę prostował jesli napisałem źle. Proszę jednak zwrócić uwagę na 2 kwestie:
    – od tego czasu progi nie były zmieniane, zatem z powodu wzrostu gospdoarczego i infalcji w ten próg wpada więcej osób niż wtedy.
    – w mojej symulacji objąłem wszystkie dochody tych osób podatkiem 40%
    Zatem chyba jednak spadek dochodów z PIT nie mógłby być taki jak Pan pisze. Podejrzenie moje potwierdzają dane. W 2008 (ostatni rok obowiązywania stawki 40%) wpływy z PIT to 67 mld, a w 2009 to prawie 63 mld (pomimo generlanego obniżenia stawek z 30% do 18% i 19% do 18%). Więc „strata” to maksymalnie 4 mld – nawet nie połowa tego o czym mówi Profesor.
    Czyzby komentatorowi też łatwiej było ssać z palca niż zajrzeć do źródeł?

  10. Nurtuje mnie pytanie: czy i w jakim stopniu ekonomia jest nauką?
    Myślę o podziale anglosaskim na Science i Arts.

  11. barman
    Z twego wpisu widać, że na ekonomi się nie znasz. To nie matematyka i tu takie liczenie jak twoje jest bez sensu. Bugaj to wg mnie ignorant i polityk z tytułem naukowym. Nie daj Boże dopuścić takich do realizowania polityki ekonomicznej kraju.
    Znamy z historii przykłady ogromnych zmian wysokości podatków np w Ameryce w krótkim czasie podatki wzrosły do niebotycznej wysokości 94% i ciekawostka jest fakt, że praktycznie nie miało to wpływu ma budżet tego kraju który pozostawał praktycznie niezmienny. Ważna jest bowiem struktura podatków progi itd.
    Krzywa Krzywa Laffera – koncepcja teoretyczna, która za pomocą krzywej ilustruje zależność między stawką opodatkowania a dochodami budżetowymi państwa dotyczy globalnych sumarycznych podatków , ale to teoria.
    Obecnie niektóre stany Ameryki chcą w ogóle zrezygnować z podatku dochodowego! , co nie znaczy, że nie będą pobierać innych podatków.
    Podatki nowoczesne państwo pobierać musi , ale polityka podatkowa to bardzo delikatny instrument i można nieźle narozrabiać , bo skutki idą z dużym opóźnieniem.

  12. Szanowny Panie Kasprowicz,
    Zgoda, że polska profesura prezentuje bardzo różnoraki poziom, i że się on w pogarsza mniej więcej od końca lat 1970. I zgoda, że bezrobocie, w III-IV RP praktycznie zawsze realnie ponad 10% i znów rosnące, słusznie staje się gorącym tematem oraz naszym największym problemem. Ale koszta pracy nie mają tu nic do rzeczy. Jak to słusznie zauważył Profesor Bugaj, one są w Polsce wręcz śmiesznie niskie. Duże i średniej wielkości firmy, szczególnie te z udziałem kapitału zagranicznego (gdyż ów kapitał przejął je, praktycznie za pół darmo, po roku 1990) są nieczułe na koszty pracy, gdyż kluczowe znaczenie mają dla nich koszty związane z kapitałem. A co do owych 2/3 miejsc pracy, które mamy dziś w firmach mikro i małych (nie “małych i średnich”, jak to Pan błędnie stwierdził), to one po prostu nie są rentowne, a to, co ich właściciele mylnie biorą za swój zysk, jest tylko raczej skromnym wynagrodzeniem za ich (oraz często też ich najbliższej rodziny), na ogół bardzo ciężką pracę, a raczej harówkę, samoeksploatację i samowyzysk. Oczywiście, są też w Polsce małe a nawet i mikro firmy, które są rentowne (np. będące własnością lekarzy, dentystów, adwokatów czy też notariuszy, czyli przedstawicieli tzw. zawodów korporacyjnych, a więc regulowanych metodami pozarynkowymi), ale wtedy to koszta pracy nie są dla nich problemem, a ich właściciele tylko rytualnie narzekają na owe, rzekomo w Polsce wysokie, koszta pracy, aby zwiększyć swe zyski poprzez obniżkę płac ich personelu (najczęściej pomocniczego). Ale to przecież właśnie niskie płace są głównym powodem wysokiego bezrobocia, gdyż im niższe są płace, tym niższy jest popyt, a im niższy jest popyt, to tym wyższe jest bezrobocie, a więc jeszcze niższy jest popyt itd.
    Także dane statystyczne potwierdzają to, że niskie płace są skorelowane z wysokim bezrobociem w tym sensie, że im niższe mamy w danym kraju płace, tym wyższe mamy w tym kraju bezrobocie (dokładniej stopę bezrobocia). Jeśli przyjąć, co jest zresztą wręcz oczywiste, że poziom płac jest wysoko skorelowany z poziomem PKB per capita, to możemy sami to łatwo to stwierdzić licząc np. współczynnik korelacji pomiędzy wysokością PKB per capita a stopą bezrobocia. Poza nielicznymi wyjątkami (takimi jak np. Rumunia, Hiszpania czy Irlandia), to kraje z wysokimi płacami mają w Europie niskie bezrobocie i na odwrót. Wykonałem szacunek dla korelacji pomiędzy wysokością średniej płacy a stopą bezrobocia dla Europy w roku 2010 (dokładniej dla Europejskiego Obszaru Gospodarczego, który obejmuje poza Unią Europejską także Szwajcarię i Norwegię), otrzymując R2=-0.558, czyli że gdy płace rosną, to bezrobocie maleje, choć trzeba przyznać, że nie jest to specjalnie silna korelacja. Oczywiście, to są tylko wstępne szacunki, wiec proszę się nie czepiać do szczegółów. Dla bardziej zorientowanych w statystyce:
    Sample size: 29
    Mean x (x̄): 3337.0689655172 (średnia płaca w EEA to USD 3337)
    Mean y (ȳ): 95.034482758621 (czyli że średnia stopa bezrobocia w EEA to 9.5%)
    Intercept (a): 138.39159688949 (hipotetyczna stopa bezrobocia w EEA wynosi 13.8% przy zerowej płacy)
    Slope (b): -0.012992573596437 (ujemna korelacja, a wiec bezrobocie maleje, gdy płaca rośnie)
    Regression line equation: y=138.39159688949-0.012992573596437x
    http://www.alcula.com/calculators/statistics/linear-regression/

    A co do owej ‘nieformalnej’ strefy gospodarki, to czarny sektor jest oczywistym jej obciążeniem, bowiem ‘produkuje’ on np. narkomanów, którzy później albo muszą być leczeni na koszt wszystkich uczciwych podatników, albo też okradają tychże podatników, aby zdobyć pieniądze na narkotyki. Szary sektor jest też obciążeniem, bowiem nie płaci on podatków, więc uczciwi pracownicy i uczciwe firmy muszą płacić wyższe podatki, aby zapełnić dziurę w budżecie, wykreowaną przez ich mniej uczciwych rodaków.
    Pozornie, bezrobocie jest dobre dla pracodawców, a więc też i dla Pana Kasprowicza, gdyż w warunkach wysokiego bezrobocia bo pracownicy pracują intensywniej a czasem nawet i wydajniej, ale tylko na krótką metę, bowiem nie da się na dłuższa metę pracować pod silną presją (stad też te, tak popularne w Ameryce, psychozy a nawet choroby psychiczne). Na dłuższą zaś metę, to bezrobotni obniżają tzw. aggregate demand (zagregowany popyt), co powoduje kolejną recesje, której początki znów obserwujemy w Polsce.
    A co do podatków tu nie wystarczy wyższe opodatkowanie najbogatszych w ramach podatku PIT, ale także należy objąć podatkiem CIT te firmy, które są dziś z niego zwolnione, czyli głównie firmy zagraniczne oraz najbogatszych rolników oraz Kościół Katolicki. Wtedy znajdzie się więcej, niż te brakujące 7,2 mld. zł. Trzeba też znieść podatek liniowy dla przedsiębiorców, zastępując go dość ostrą progresją, gdyż im wyższy jest dochód, tym większa jest zdolność do płacenia podatku, tym mniej ów podatek “boli” podatnika, a także tym większy jest interes podatnika w utrzymaniu systemu gospodarki rynkowej.
    A co do krzywej Laffera, to jest typowy, skrajnie uproszczony model jednoczynnikowy. Przecież aby stwierdzić, że spadek dochodów budżetu jest wynikiem podniesienia stóp podatkowych, to trzeba by usunąć wszystkie inne czynniki, które wpływają na dochody budżetu i zostawić tylko podatki, a dokładniej wysokość stóp podatkowych i progów podatkowych. Tymczasem zwolennicy tego modelu operują danymi, opartymi na porównaniu dochodów budżetu w różnych latach, a więc też i w warunkach innej koniunktury gospodarczej.

  13. Ciekawe, że jakoś nikt nie tyka przywilejów urzędasów(rządowych i samorządowych) – ich praktycznej nieusuwalności, tego że ,mimo wprowadzenie gospodarki rynkowej, jest ich prawie 4 razy tyle co w PRL i tego, że ich działania duszą gospodarkę ale i inne dziedziny życia. To redukcja tego pasożytniczego grona, a nie wzrost podatków, umożliwiłaby wyjście z kryzysu!!!

  14. Utytulowani przedstawiciele nauk spoleczno-humanistycznych i ekonomi to zwykly motloch. W elektryku widzieli swego wodza i przywodce. I to wystarcza by miec opinie.

    Smiech mnie dobija gdy czytam o pracach doctorskich jak ta ktora sie zblaznil Lech Kaczynski. Na podobnych pierdolach opieraja sie tytuly setek tysiecy przedstawicieli armi darmozjadow, przedstawicieli nauk spoleczno-humanistycznych i ekonomicznych podczas gdy stosunki spoleczne w Polsce zeszly juz do poziomu dzikiego bydla a ekonomicznie Polska pedzi do totalnej bankrupcji .

    Kasprowicz rowniez nie zachwyca. Doktorat wymaga uzywania glowy. Kasprowicz natomiast z upartoscia maniaka powtarza bajki nie z tej Ziemi o niewidzialnej rece, cudach wolnego rynku i Mikolaju Santa. Podczs gdy ten zgnily system zlodziejsko-bandycki spowodowat strate $700 trillionow w skali siwatowej. Od doktora ekonomi nalezy wymagac rozumu panie Kasporwicz a przedewszystkim uczciwosci i pomimo ideologicznego zaszczucia.

    Jednakze mam pelny szacunek dla osob i ich tytulow reprezentuajcych nauki scisle i techniczne. (w Polsce i poza Polska). Tych profesorow i doktorow media nie zapraszaja do televizyjnych dyskusji

  15. Kasprowicz to również i mnie nie zachwyca.

  16. @axiom1
    Binienda?Hudzik?Nowaczyk? Jurga? Szuladziński? Musiał?Choiński? Tych też ich uwielbiasz? A zaraz, zaraz, to przypadkiem niejaki Handtke z AGH rozłożył system szkolnictwa, a niejaki Buzek z Politechniki Gliwickiej firmował większość reform z lat 1997 – 2001? Zapraszam na politechniki czy wydziały ścisłe uniwersytetów. Tam naprawdę robota intelektualna aż kwitnie. Stężenie chamstwa połączonego z deklaracjami „nic nie czytam, nic mnie nie interesuje” słyszanymi od każdego „utytułowanego” to miara poziomu większość, tak uwielbianego przez Ciebie środowiska. Do tego notoryczna nieumiejętność wypowiadania się, błędy językowe i ortograficzne (tak, tak!), podręczniki np,. do budowy maszyn z lat 60 w powszechnym użyciu, ukierunkowanie na przemysł B i uczenie o technologiach dziś już nieużywanych. Dziękuję, to ja już wolę to bydło, jakim – również mnie – raczyłeś mnie określić przedstawicielu najbardziej dziś głośnego gatunku – cymbałów…

  17. Oj, cos ten blog umiera smiercia naturalna, po wyliminowaniu z niego osob o pogladach chocby tylko troche innych, niz jego zalozyciela…

  18. Niezły tekst prof. Kieżuna……
    http://www.naszdziennik.pl/mysl/22767,demokracja-kontrolowana.html

    Wiele argumentów do mnie przemawia.

  19. @gsj
    Dobre pytanie. Chyba jednak science choć ledwo.

    @maciek.g
    Polityka podatkowa to rzeczywiście dość ciekawy temat. W zasadzie mamy w niej do podjęcia kilka kluczowych decyzji. Po pierwsze – co opodatkowujemy; po drugie – jak wysoko. Z mojej perspektywy najważniejsze jest uwzględnienie kosztu poboru podatku (po wszystkich stronach). im podatek bardziej przezroczysty tym mniejszy przed nim opór i zasadniczo wszyscy lepiej go znoszą. Podatki dochodowe są strasznie upierdliwe, a jednocześnie nie dają zbyt wysokich przychodów – stąd próby ich upraszczania lub likwidacji. Podatki takie jak od dochodów kapitałowych, akcyza czy VAT są dużo bardziej przezroczyste.

    @Ekonom
    Jak ja nie rozumiem takiego podejścia. Lekcewarzące podejście do firm dających 2/3 zatrudnienia i skupienanie się na mniejszości. Dane jasno pokazują gdzie są tworozne nowe miejsca pracy i gdzie nalezy dzialać by ich było więcej. No ale jeśli fakty przeczą naszej wizji tym gorzej dla faktów?
    To co Pan pisze o popycie tez oczywiście jest nieprawdą. Najlepszym przykąłdem Chiny gdzie wewnętrznego popytu nie ma, a podniesienie płac bynajmniej by gospodarce nei pomogło. Tak samo u nas gdyby nagle każdy znalazł pod poduszką 1000 PLN to większość i tak wpłynęłaby do kas zagranicznych firm bo sporo importujemy. Kluczem bowiem nie jest popyt – bo ten zaspokoi zagranica. Kluczem jest stworzenie bazy produkcyjnej by być w stanie aspokoić popyt krajowy i zagraniczny. To można budować bazując na różnych przewagach. Naszą jest przyzwoita kultura pracy przy niewygórowanych wynagrodzeniach.
    Co do badania fajnie by bylo powiększyć próbkę o kraje spoza UE. Warto też byłoby dodać dodatkowe zmienne – na przykład wydajność pracy. Przy wysokiej wydajności będziemy mieli właśnie wysokie płace i niskie bezrobocie, ale to wydajność będzie czynnikiem sprawczym. innymi słowy być może Pan wykrył korelację ale niekoniecznie przyczynowość.
    Nie łączybym strefy czarnej i szarej -to jednak nieco inne bajki. Rozrost szarej strefy jest natomiast sygnalem dla polityków, że coś złego się dzieje. Niestety efektem tej refleksji są nasilone represje zamiast zmiany systemu, który wpycha ludzi w objecia szarej strefy.
    Męczą mnie insynuacje, że jestem zwolennikiemi korzystam na wysokiej stopie bezrobocia.
    Co do szukania brakujących 7,2mld – pokazałem, ze nie tak latwo je znaleźć. Zapraszam do przedstawienia wyliczeń bo takich „rzucanych” pomysłów bez głębszego uzasadnienia i wyliczenia sporo już było.
    Każdy model jest uproszczony – to definicja modelu. Niektóre modele są użyteczne. Ten niewątpliwie jest i jak pokazała najnowsza historia Polski kilka razy się sprawdził.

    @Trofi
    A dziękuję – nie narzekam. W tym tygodniu został pobity rekord odsłon (i to o znaczący procent). Widać tylko mniej nastawionych na dyskusję wizytujących. Cieszymy, że Pan(i?) się zdecydował.

  20. Mysle, ze ekonom nie lekcewazy sobie owych malych firm, tylko boleje nad tym, ze one marnie placa swym pracownikom, przez co nie generuja one dostatecznego popytu, aby rozruszac gospodarke. I nie jest tez prawda, ze w Chinach nie ma dzis wewnetrznego popytu, skoro np. Chiny sa dzis zarowno najwiekszym producentem samochodow, jak tez i i najwiekszym rynkiem zbytu na owe samochody, a to wlasnie dla tego, ze rynek chinski, w odroznieniu od europejskiego czy amerykanskiego a szczegolnie japonskiego, nie jest jeszcze nasycony w samochody (i inne dobra tez).
    I zgoda, w Polsce, gdzie wiekszosc towarow pochodzi dzis z importu, nie rozrusza sie gospodarki rzucajac na rynek dodatkowe pieniadze, chyba, ze wrocilibysmy do cel na import i odbudowalibysmy nasz wlasny przemysl. Ale w Chinach, ktore sa dzis fabryka swiata (jak to byla nia Anglia w XIX, a Ameryka w XX wieku), to polityka slabego pieniadza daje pozytwne efekty, i od wielu dziesiecioleci.
    I zgoda, ze wysokie place to glownie wynik wysokiej wydajnosci pracy, ale czemu wiec np. Polacy pracujacy u Opla w Gliwicach zarabiaja kilka razy mniej niz pracownicy tego samego Opla np. w Niemczech, mimo iz Polacy pracujacy u Opla w Gliwicach maja taka sama, jak nie wyzsza wydajnosc pracy niz pracownicy Opla z Niemiec?
    I na koniec – niestety, ale polscy przedsiebiorcy staraja sie wykorzystac owa wysoka stope bezrobocia, oferujac smiesznie niskie place, gdyz wiedza, ze w sytuacji wysokiego bezrobocia to przedsiebiorca, czyli wlasciwie pracobiorca (ten, ktory bierze prace od pracownika) decyduje o wyskosci placy, a nie pracownik, czyli wlasciwie pracodawca (czyli ten, ktore daje prace przedsiebiorcy), jako iz rynek pracy w Polsce jest od roku 1990 rynkiem konsumenta (przedsiebiorcy jako pracobiorcy czyli odbiorcy pracy) a nie rynkiem producenta (pracownika jako pracodawcy czyli dawcy pracy).
    Co do owych brakujacych miliardow – jak by je szukal tam, gdzie je znalazl przed wojna Grabski, czyli u najbogatszych, a nie, jak dzis, u sredniakow i najubozszych.
    I mysle tez, ze dawniejsze dyskusje byly ciekawsze, ale moze sie myle.

  21. @ Tomasz Kasprowicz
    „Rosnące bezrobocie słusznie staje się gorącym tematem – to nasz największy problem. Profesor Bugaj zapytany czy rosnące koszty pracy nie są przynajmniej częściowo za to odpowiedzialne gwałtownie zaprzeczył.”
    Zanim odpowiemy sobie na pytanie czy profesor Bugay ma racje sprobujmy sie zastanowic dlaczego rosnie w Polsce bezrobocie?
    Z likwidacja miejsc pracy mamy do czynienia od 1989 roku, o czym wie kazdy kto obserwuje sytuacje kraju. Ostatnio zlikwidowanym duzym zakladem jest Zachem Bydgoszcz. Nie trzeba wielkiej wyobrazni aby stwierdzic ze nowi byznesmeni na ktorych liczy rzad ze beda zastepowali go w tworzeniu miejsc pracy dla dorastajacej mlodziezy jest liczeniem na gruszki na wierzbie.
    I tu jest caly pies pogrzebany. Nie ma wiekszego znaczenia to czy popyt wzrosnie na rynku bo ludzie maja wiecej pieniedzy dlatego ze wiecej zarabiaja gdy dla pozostalych nie ma pracy. Jezeli Kowalski dostanie podwyzke i bedzie go stac na nowy telewizor, albo samochod, jaka jest gwarancja ze te pieniadze beda w czesci przeznaczone dla jego znajomego ktory pracuje w fabryce telewizorow lub samochodow? Przeciez obydwie firmy o ktorych wspominam sa tylko montowniami i calkiem mozliwe ze one sa przykrywka dla wypychania z rynku innych firm z produktami wykonanymi we wlasnym kraju, a tylko tym sie rozniacymi od innych zagranicznych, ze maja filie w Polsce i sa zwolnione z tego tytulu z szeregu oplat. Moim zdaniem Polska nie jest w wyjatkowej sytuacji. Jezeli w Hiszpanii jest 50% bezrobocia wsrod mlodych absolwentow szkol, do podobnej sytuacji zmierza Polska. Czy ktos jest w stanie ruszyc glowa jak temu zaradzic? Bardzo watpie. Na alarm sie zacznie bic gdy wyjda ci mlodzi na ulice, a to juz bedzie za pozno.

  22. @Max
    Fakty sa niepodwazalne.
    Stosunki spoleczne w Polsce zeszly do poziomu dzikiego bydla, nawet ponizej. Wsrod dzikiego bydla gdy jedno padnie pozostale sie tym nie interseuja. Tak tez jest w Polsce. Bezrobocie nikogo nie interesuje ani skrajna bieda 70% polakow.
    Gigantyczne armie przedstawicieli nauk spoleczno humanistycznych nawet tego nie zauwazyly. A powinny nie tylko zauwazyc ale naprawiac i zapobiegac pospolitemu zdziczeniu ktore sie szerzy pod wodza tymanskich nie-rzadow ostatnich 23 tal. To swiadczy o wartosci dyplomow przedstawicieli nauk spoleczno humanistycznych. Sa gowno warte i tyle.

    Wystarczylo 23 lata ‘cudownej transformacji’ by odwrocic zdobycze cywilizacji i ludzkosci.

    Podobnie jest z polska mysla ekonomiczna. To zwykla holota. Juz przez 23 lata sytuacja ekonomiczna Polski systematycznie sie pogarsza. A te cmoki tzw ekonomisci nawet o tym nie wiedza. Nawet tego nie zauwazyli. Co wiec warte sa ich dyplomy, magistraty, dokoraty i profesury ??? Sa gowno warte.

    Przeciez nawet bydlo nie wejdzie dwa razy w to samo bagno. A polski ekonomista siedzi juz w nim przez 23 lata i jeszcze o tym nie wie. Poza powtarzaniem jak pacierza fantastycznych teori neo-linberalnych polski ekonomista nie ma o niczym pojecia. Nawet nie co to jest ekonomia.

    To nauka o stwarzaniu wartosci pozytywnej !!!

    O polskiej mysli technicznej napisze pozniej.

    @Wiesiek59
    Pelna zgoda z Prof Kierzuniem. Widac ze spedzil duzo lat poza granicami Polski i nie podlegl procesowi pospolitego skurwienia. Ma racje we wszystkim co mowi. To dowod ze polska mysl ekonomiczna ma szanse przetrwac tylko poza granicami Polski.

  23. Rzesze obywateli coraz bardziej frustrowała potęga korporacji i to, że multimilionerzy płacili niemal takie same podatki jak ludzie zarabiający kilkaset dolarów rocznie. Radykalizacja nastrojów sprawiła, że niektórzy bogacze na czele z Andrew Carnegim publicznie przyznawali, iż by utrzymać spokój, należy wprowadzić podatek dochodowy.
    http://www.forbes.pl/danina-patriotyczna,artykuly,137530,1,2.html
    =============
    Ładny rys historyczny…..

  24. @ axiom1
    „Pelna zgoda z Prof Kierzuniem. Widac ze spedzil duzo lat poza granicami Polski i nie podlegl procesowi pospolitego skurwienia. Ma racje we wszystkim co mowi.”
    Szczytem obludy jest to ze Balcerowicz (profesor!!) ktory jest odpowiedzialny za dzika transformacje teraz gdy jej skutki daja juz mocno znac o sobie wstawil do internetu zegar dlugu. Ja mysle ze w Polsce stworzono trzeci rodzaj ekonomii dodajac ja do dwoch juz istnejacych: „Ekonomia Kapitalizmu, Ekonomia Socjalizmu i ta nowa rodzima „Ekonomia Tummanizmu”.
    W ekonomii tumanizmu chodzi o to aby pokazac spoleczenstwu, ze wyprzedaz majatku narodowego jest wielka zasluga i najwyzszym sukcesem tzw. Szkoly Balcerowicza. Nic tak nie cieszy jak rzesza ekonodebili ktorzy nie zdolali dotad pojac ze wielki przekret o ktorym w szczegolach mowi profesor Kerzun
    jak dotad nie spotkal sie w tym kraju z potepieniem. Wrecz zwolennicy wielkiego przekretu ciagle sa na fali i robia wszystko aby oglupic reszte krajowego jak tez zagranicznego audytorium do wychwalania „drogi polskiej”
    czyli przyslowiowej: zamiany siekierki na kijek.

  25. Trofi – jak możesz pisać, że sektor MŚP nie jest w stanie w Polsce rozruszać gospodarki? spójrz proszę w statystyki, przeanalizuj suche fakty.

css.php