Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy

18.10.2012
czwartek

Praktyka czyni mistrza

18 października 2012, czwartek,

Uczestniczyłem niedawno w konferencji MŚP w Katowicach. Impreza duża i dość ciekawa. Chciałbym się podzielić spostrzeżeniami z dwóch sesji, które wydają mi się dość istotne. Dziś o niewątpliwie ważniejszej z nich, czyli bezrobociu wśród młodych.

Zasadniczo niewielu ma wątpliwości, że przyczyną bezrobocia wśród młodych jest niedopasowanie edukacyjne i sztywny rynek pracy. Innymi słowy lepiej za znacznie większe pieniądze kupić na rynku fachowca z doświadczeniem niż przyuczać kogoś świeżo po studiach. Takie przyuczenie jest kosztowne, ryzyko niepowodzenia duże zaś problemy z rozstaniem się z takim pracownikiem mogą być znaczące. Częściowym rozwiązaniem problemu powinny być praktyki studenckie i tego właśnie dotyczył jeden z paneli gdzie spotkali się przedstawiciele uczelni, pracodawców i studentów. Całość zaś okazała się niezwykle zabawna.

Najpierw wypowiedzieli się rektorzy. Ich głównym punktem zadumy było wpasowanie praktyk w program studiów. Z przedstawianych propozycji wskazywali oni jako słuszne praktyki jak najkrótsze – czyli w tym przypadku 3-miesięczne gdyż nie zakłócają one programu studiów. Odnotowali oni także znaczny postęp w traktowaniu studentów powracających z dłuższych praktyk, gdyż do niedawna takich studentów właściwie musieli usuwać ze studiów ze względu na opóźnienia w realizacji programu. I śmieszno i straszno.

Przedstawiciele pracodawców stwierdzili, że praktykant to koszt. Jeśli praktyki mają być organizowane to wypadałoby, żeby ktoś (w domyśle państwo) to dofinansował. Co więcej bardzo przytomnie zauważyli, że 3-miesięczne praktyki są nieporozumieniem bo tyle trwa wstępne przystosowanie do pracy. Dopiero po taki czasie można mówić o faktycznym wykonywaniu użytecznej pracy i zdobywaniu doświadczenia. Przez 3 miesiące można co najwyżej kawę robić, tudzież przepisywać pisma.

Studenci zaś wyrazili tęsknotę za dobrze zorganizowanymi praktykami, najlepiej nieźle płatnymi i gwarantującymi później zatrudnienie.

Fakt jest taki, że praktyki to element systemu edukacji realizowany przez podmioty nie będące częścią tego systemu – czyli przedsiębiorstwa. Jeśli koszt ich prowadzenia jest wysoki to nikt się an to nie zdecyduje, a dobrze przemyślane praktyki to nie jest mały koszt. Konieczne jest poświęcenie sporej ilości czasu przez najważniejszych pracowników by praktykant zdobył pożyteczne doświadczenie, ten zaś kiedy tylko zaczyna być przydatny znika. Dlatego poza korporacjami, które w znacznej części mają od dawna wypracowane procedury, los praktykanta jest dość nieciekawy. Obsługa ekspresu do kawy jest często pierwszą i jedyną zdobyta umiejętnością. Opcjonalnie praktykant dostaje do przejrzenia i uporządkowania sterty papierów, których od lat nikt nie chciał dotknąć. Kiedy praktyka się kończy obie strony oddychają z ulgą.

Zatem by praktyki miały sens konieczne jest takie ich zorganizowanie by przedsiębiorcy odczuwali płynące z nich korzyści. Oczywiście nie ma co liczyć na dofinansowanie czegokolwiek z budżetu, tak z przyczyn obiektywnych jaki i metod działania naszego państwa. Zresztą gdyby takie dofinansowanie się pojawiło to zapewne niebawem powstałyby firmy żyjące wyłącznie z tworzenia miejsc pracy dla praktykantów – typowy efekt interwencji państwowej.

Zatem kilka pomysłów jak uruchomić program praktyk.

1. Nauczyć przedsiębiorców jak prowadzić praktyki – uniwersytety powinny zapraszać przedsiębiorców by pokazywać im jak praktyka powinna wyglądać by obie strony wyciągnęły z niej jak najwięcej korzyści. Zwiększy się i chęć ich prowadzenia i ich jakość.

2. Nauczyć studentów jak być praktykantami – choćby tyle przekazać im przed pójściem na praktykę kilka podstawowych umiejętności, które mogą być natychmiast bardzo przydatne w firmie. Nie chodzi tu o rzeczy skomplikowane, ale takiej jak porządna znajomość Excela czy analizy danych.

3. Możliwie długi czas trwania praktyki. Jeśli rok nie jest możliwy to przynajmniej pół roku.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 42

Dodaj komentarz »
  1. Rok praktyki? To naprawde zabawne. Jestem praktycznie wychowany na praktykach, moja zona tez. Wszedzie i zawsze praktyki byly platne, choc na minimalnym poziomie. Przeciez koszty zatrudnienia praktykanta odejmuje sie od podatku, wiec niewiele to kosztuje pracodawce. W USA mialem praktyke bezplatna, ale wymagana do ukonczenia uczelni. Trzeba bylo odrobic 100 godzin, to dwa i pol tygodnia. Odrobilem trzy razy tyle, ale to dlatego, ze byla bardzo ciekawa i mialem okazje wiele sie nauczyc. Moja zona – lekarka – odbyla mase praktyk w roznych szpitalach i na najrozniejszych wydzialach klinicznych. Kwestia przygotowania do zawodu, to dzis nie propblem przygotowania do zawodu, ale zupelnie zbedne kierunki studiow, o ile w ogole studia sa konieczne. Corka znajomej ukonczyla „marketing”. Ilu specjalistow do marketingu jest w Polsce potrzebnych? Pracuje, jako recepcjonistka. Jej maz ukonczyl fizjoterapie, ale pracy nie moze znalezc. Pracuje, jako technik budowlany, do ktorego to zawodu nie ma absolutnie zadnych kwalifikacji, ale uczy sie w pracy (firma ojca). Za moich (dawnych) czasow istnialy szkoly fundowane przez wielkie zaklady pracy, ktore oferowaly wyksztalcenie w konkretnym zawodzie. Pewnie, ze na poziomie szkoly zawodowej, albo najwyzej technikum, ale pracownicy mogli dalej podnosic swoje kwalifikacje na studiach wieczorowych i zaocznych – za darmo! Dzis kazdy konczy studia, lecz to ludzie praktycznie bez zawodu. W pracy dopiero sie „naumia”, jesli w ogole. Koncept nauczania w Polsce jest kompletnie zwichniety, o ile nie zlamany. Ars gratia artis, to piekne haslo, ale nie stanowi podstawy gospodarki. Sam tez wiele czytam, ogladam i slucham – ale dlatego, ze mnie na to stac. Zanim mnie bylo stac, to najpierw musialem na to zarobic. Przedluzanie okresu ksztalcenia i uzaleznienia od rodzicow jest moim zdaniem bardzo szkodliwe, bo nie uczy mlodych ludzi, ze musza utrzymac sie z wlasnych, wypracowanych srodkow. Taka manna z nieba im spada do polowy lat dwudziestych, a czasem i dluzej.

    Pozdrawiam.

  2. no niestety taka prawda. studia dzisiaj daja tylko swistek papieru i garstke wiedzy teoretycznej. i jak absolwenci maja sobie radzic na rynku pracy? znalezienie dobrej posady bez umiejetnosci praktycznych jest niezmiernie trudne. malo jest firm, jak np eniro, w ktorej bracuje moj bratanek gdzie zatrudniaja bez doswiadczenia w branzy i daja do podpisania umowe o prace na czas niekreslony. niestety wiekszosc absolwentow jest skazana na najczesciej darmowe praktyki, gdzie zglebiaja tajniki obslugi ksero i parzenia kawy. na dzien dzisiejszy nie widac, zeby w najblizszym czasie mialo sie to zmienic…

  3. Zależy jakie studia i jaka uczelnia. Studenci wyższych lat kierunków IT na mojej uczelni (AGH) w zasadzie sami są kowalami swojego losu. Znajomość jednego środowiska programowego (AutoCAD, Labview, Matlab, Simulink itp) jest dobrym punktem wyjściowym do zdobycia stażu w dobrej firmie, szczególnie jeśli dobierze się dobry temat oraz dobrego promotora, który może potem pomóc. Wystarczy mieć trochę szczęścia i oleju w głowie. No, ale jak się wybiera marketing jako swój pierwszy kierunek, to faktycznie czegoś tu brakuje.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Kiedy pracuje na kupionej trzy lata temu obrabiarce znanej austriackiej firmy (jakość Mercedesa), myśle o inżynierach-konstruktorach tej maszyny. I zastanawiam się czy kiedykolwiek pracowali na skonstruowanych przez siebie maszynach. Po prostu jest to maszyna mająca funkcje dwóch (piła i frezarka), wyłącznik natomiast jest jeden. Żeby załączyć piłę trzeba się pochylić w dół i w prawo, natomiast żeby załączyć frezarke trzeba obejść całą maszynę, lub sięgnąć do wyłącznika przechylając sie przez blat stołu. Gdyby konstruktor miał jakiekolwiek doświadczenie w pracy na jakiejkolwiek maszynie, wiedział by co to jest ergonomia. Moj pomysł. Studenci np. politechniki, powinni po trzecim roku iść na roczne praktyki, ale nie do biur konstrukcyjnych, ale do normalnej pracy na urządzeniach które będą kiedyś projektować. Np przyszły inżynier budowy maszyn – pracuje na obrabiarkach, inż. budownictwa – na budowie. Może niektórzy będą się śmiać z tego co piszę, ale ja sam podobną drogę zawodową przeszedłem. Zaczynalem naukę w szkole zawodowej ksztalcącej przeszłych elektroników, w pierwszej klasie na praktykach uczono nas …ślusarki. Potem było technikum wieczorowe , nie mylić z dzisiejszymi szkołami zaocznymi, następnie egzamin na studia wieczorowe na politechnice. Niestety zabrakło punktów za pochodzenie. Ale w tamtych czasach mieliśmy kilkakrotnie mniej studentów na milion mieszkańców niż dzisiaj, z tym że ilość nie przeszła w jakość. System który przedstawilem był moim zdaniem najbardziej efektywnym, po drodze po skończeniu kolejnych szkół następowała naturalna selekcja.
    Tak na marginesie. Czy żeby dowiedzieć się jak ważna jest praktyka zawodowa trzeba aż zwoływać konferencje za grube tysiące? Wystarczyło zapytać pierwszego z brzegu rzemieślnika.
    Pozdrawiam

  6. Znowu skomlenie przedsiebiorcow; sztywny rynek pracy, kosztowne przeszkolenia,…. Co za siertoty ci przedsiebiorcy, ciagle o cos zebrza. Wstyd !!!

    Ale rowniez dyskryminuja i nalogowo uprawiaja nepotyzm. Za male sa kary panie Kasprowicz. Proponuje za dyskryminacje 3 lata wiezienia, za nepotyzm 1 million zl kary, za skomlenie 50 batow publicznie.

    Hipokryzji nie moge sie nadziwic. Tak nie powinno sie wspomagac prywatnych biznesow. Ale,… czym jest odpisanie od podatkow kosztow szkolenia studenta-pracownika. To przeciez forma przerzucania swych kosztow na podatnika.

  7. @ axiom1
    19 października o godz. 17:38

    Szanowny Komentator tak miesza, ze trudno sie do tego ustosunkowac. Jakie „skomlenie” przedsiebiorcow. Przeciez to ludzie, ktorzy inwestuja wlasne pieniadze i – ryzykuja je – we wlasne firmy. Nie maja zadnych publicznych zobowiazan oprocz placenia podatkow. Moga zatrudniac wylacznie czlonkow rodziny. To ich swiete prawo. Dyskryminacja? No, to zacznijmy od Kosciola, ktory nie zatrudnia kobiet na stanowiska duchownych.

    A koszty pracy zawsze odejmuje sie od podatkow, bo to takie same koszty, jak zakupu materialow. Podatek placi sie od zysku, choc kiedys byl taki dziwaczny ”podatek obrotowy”, ktory chce sie ponownie wprowadzic w stosunku do bankow. Jednak rezultat jest taki, ze to zawsze konsument ponosi koszty, czy w formie wyzszej ceny, czy w formie podatku. Cudow, Szanowny Komentatorze, nie ma. A przedsiebiorca zawsze i tak ponosi najwieksze ryzyko, bo za bankructwo nikt mu nie zaplaci, a traci wlasne pieniadze. Pracownik natomiast, to rzecz nabyta, jak kon. Ma prawa zagwarantowane przez najrozniejsze przepisy, ale nie wiecej. Dobry i ceniony pracownik, to co innego, ale na to trzeba zasluzyc i to nie w okresie praktyki.

    @ student
    19 października o godz. 15:40

    Zycze powodzenia i mam nadzieje, ze spelnia sie wszystkie oczekiwania Szanownego Komentatora.

    @ Andrzej52
    19 października o godz. 17:08

    Szanowny Komentator ma calkowita racje. Zanim zaczalem studia na Akademii Ekonomicznej musialem odbyc miesieczna praktyke, polegajaca na kopaniu rowow – recznie, kilofem i lopata. Wydawalo mi sie to wtedy idiotyczne, ale po latach i doswiadczeniach zrozumialem, ze szacunek jest istotny dla kazdej pracy, a doswiadczenie pomoglo mi przetrwac wiele trudnych chwil. Dzisiejsze studia tego nie daja. A – nawiasem piszac – bardzo jestem ciekaw ilu wysoko wyksztalconych inzynierow mogloby stanac przy panskiej obrabiarce. Przypuszczam, ze zaden.

    I taki jest rezultat wyksztalcenia. Choc nie lubie pozytywistow, to jednak trzeba pamietac o pracy u podstaw. Zapomnielismy o tym.

    Pozdrawiam.

  8. Szanowny Werbalisto
    Z axiomem nie ma sensu dyskutować. On ma jedna kalkę, którą co jakiś czas wkleja na wszystkich blogach. Ja, przewijam.
    Dzisiaj nawet w szkole zawodowej, której uczniowie odbywają praktyki w warsztatach rzemieślniczych, ograniczono czas praktyki zawodowej. W przeszłości nawet kandydat na ksiedza musial odbyć roczną praktykę w zawodzie robotniczym, żeby w przyszlosci lepiej rozumieć ludzi.
    Ale dzisiaj wszystkim wydaje się, że jedynym miejscem pracy jest biuro, a wszystkie dobra materialne biorą sie „ze ściany”, tak jak pieniądze wypłacane „ze sciany”
    Pozdrawiam.

  9. @ Andrzej52
    20 października o godz. 4:18

    Zgadzam sie. Jeden z moich majblizszych przyjaciol chodzil do zawodowki i wcale nie uwazalem go za glupszego od moich kolegow z liceum. Potem, juz pracujac, skonczyl technikum i zostal wysoce cenionym fachowcem, bo mial jednoczesnie i wyksztalcenie i doswiadczenie.

    Sam – emigrujac z Polski – mimo wyksztalcenia i doswiadczenia – spadlem na dno drabiny zawodowej, podobnie, jak moja zona. Ale dzieki temu, ze pracy sie nie balismy, powoli zaczelismy sie wdrapywac spowrotem na odpowiedni szczebelek. Dlatego zupelnie nie rozumiem, dlaczego teraz kladzie sie w Polsce taki nacisk na studia wyzsze. Magistrowie zostaja posadzkarzami, albo malarzami, bo juz zeby byc hydraulikiem albo kominiarzem, to trzeba miec kwalifikacje. A bezsensowne studia tylko opozniaja wkroczenie w zycie zawodowe i nie tylko nie daja zadnych kwalifikacji, ale buduja jakies absurdalne poczucie wlasnej wartosci, ktore nie ma zadnego odzwierciedlenia w praktyce. To ja, Szanowny Andrzeju, wole pogadac z operatorem obrabiarki niz z absolwentem marketingu, czy psychologii. Moj, tez bliski przyjaciel, ktory juz odszedl – byl wysoko kwalifikowanym spawaczem. Przechodzil wszystkie testy i proby, ktorych nie przeszliby inzynierowie. To nie, ze mam cos przeciwko wyksztalceniu, ale caly swiat nie moze sie skladac z abstrakcyjnie myslacych naukowcow. Ktos musi cos robic – prawda?

    Tez serdecznie pozdrawiam.

  10. @Werbalista, co za szalencze poglady prezentujesz.
    „Dobroc premiera Tuska polega na stabilizacji w Polsce”. Skad te brednie. Fox News i CNN podejrzewam. Dlug publiczny w 2007 580 mld zl. Dlud publiczny obecnie 1000 mld zl. W tym ‚dobroc’ Tuska, bo zniszczyl zycie polskim dzieciom i tym nawet nie urodzonym.

    Historyk okupujacy pozycje premiera reprezentuje najwyzszy stopien szkodliwosci spolecznej. To wrog publiczny No.1 !

    Mylisz sie piszac ze prywatni wlasciciele firm nie maja zadnych publicznych zobowiazan poza placeniem podatkow. Przedeszystkim istnieja aby wypelniac pewne publiczne potrzeby. Maja obowiazek postrzegac prawo ktore w oczywisty sposob zabrania dyskryminacji. Przyponme ci ze w UsA dyskryminacje na rynku pracy rzad zdecydowanie zaadresowal. Tak tez powinno byc w Polsce. Kazdy biznes zatrudniajacy ponad 10 osob musi zatrudniac zgodnie z profilem demograficznym kraju. Jak bys sie czul w USA gdyby przedsiebiorcy wywieszali tabliczki ‚polakow nie przymujemy’. A w Polsce tak wlasne jest, bo jest dyskryminacja. Biznesy ktore dyskryminuja powinny byc bojkotowane.
    A osoby dyskryminiwane zwolnione z podatku.

  11. Andrzej52
    20 października o godz. 4:18
    Chlopie, juz przez 30 lat stoisz w miejscu a swiat idzie na przod. Juz dawno nie powinnes pracowac na maszynach. Dzis powinnes projektowac takie maszyny, produkowac je i exportowac na caly swiat.

  12. Panie Kasprowicz, dosc skomlenia w imieniu przedsiebiorcow. Reprezentuje pan srodowisko zdemoralizowane i przestepcze.

    „Przedsiębiorcy nie płacą ZUS. Kantują państwo i nas”
    Więcej… ***http://wyborcza.biz/Firma/1,101618,12705964,Przedsiebiorcy_nie_placa_ZUS__bo__koszty_sa_zabojcze__.html#ixzz29q9pKQd9

  13. @ axiom1
    20 października o godz. 8:01

    Nie pisalem o dyskryminacji, tylko o nepotyzmie. To dwie rozne rzeczy. A jak chodzi o dyskryminacje chodzi, to w USA dalej wystepuje, tylko w bardziej zawoalowanej formie. Mialem okazje pracowac w firmie prawnej, ktora tym sie zajmowala. Bylem jedynem – nie, ze Polakiem – ale w ogole bialym, bo pracowali tam sami Murzyni (zreszta swietni prawnicy). Ale pewnie Szanowny Komentator nie wie, jak bardzo trudno wygrac sprawe o dyskryminacje i, ze ciagnie sie latami. A w Polsce, to juz nie wiem o jakiej dyskryminacji Szanowny Komentator pisze. Czy zeby wprowadzic prawa zakazu zatrudnienia mezczyzn nikczemnego wzrostu, czy kulawych, czy w ogole – kogo? Polska jest dosc homogeniczna rasowo i kulturowo, wiec o jakiej dyskryminacji mowa?

    A nepotyzm zawsze i wszedzie istnial. I nie jest to problem jesli dotyczy firm prywatnych. Jesli chodzi o urzedy panstwowe, to zupelnie inna sprawa. Ale tak, czy inaczej, dla wplywowej osoby zalatwienie pracy dla dziecka, kuzyna, siostrzenca, czy brata kolezanki zony nigdy nie bedzie problemem. Tak juz jest.

    Od Szanownego Andrzeja52 prosze sie odczepic. Robi, co lubi. Pisalem, ze mialem kolege – znakomitego spawacza, ktory nie chcial projektowac masek, ani spawarek. Po pracy szedl do domu i zajmowal sie swoimi wlasnymi zainteresowaniami, a mial ich wiele. Ale praca nie siedziala mu na glowie, jak mnie, na przyklad. Odrobil swoje 8 godzin i do widzenia. Tez takie prace mialem i jest to duzy komfort, by po pracy nie zastanawiac sie juz nad tym. Nie kazdemu to odpowiada, ale znam te sprawe z obu stron. I, Szanowny Aksjomie1, gdybym mogl osiagnac odpowiednio wysokie zarobki w takiej pracy, to wolalbym sie taka praca zajac. Ale do tego nie mam kwalifikacji, wiec to nierealne.

    To, co pisze Szanowny Pan o dlugu publicznym – to kompletna bzdura. Kazdy ma jakis dlug, do splacenia, albo mu nalezny. Czy Szanownemu Komentatorowi placa codziennie za wykonana prace? Pewno nie. To znaczy, ze pracuje Pan na kredyt, ktory jest splacany dopiero po jakims czasie. To dlug. Czy Szanowny Pan zakupil kiedys samochod albo dom na kredyt, to znaczy nie za gotowke? To dlug. Wysokosc dlugu nie ma znaczenia, tylko zdolnosc platnicza. Wszyscy bierzemy i udzielamy pozyczek. Tak dlugo, jak sie mozna wywiazac ze swoich zobowiazan, wysokosc dlugu nie ma znaczenia, a to, co Szanowny Komentator robi – to demonizowanie normalnych finansow panstwa.

    To, co pisze Szanowny Komentator o przedsiebiorcach, to dopiero bzdura! Co Szanowny Komentator proponuje w zamian? Nacjonalizacje? Centralne planowanie? Chyba juz te tematy przerabialismy. Przedsiebiorcy sa motorem napedowym gospodarki w kazdym kraju. W USA male przedsiebiorstwa zapewniaja 80 procent stanowisk pracy w kraju, mimo istnienia takich molochow, jak Ford, czy IBM. Daje do myslenia, nie? Pewnie, ze zdarzaja sie i przestepcy podatkowi, ale to raczej wyjatek, niz regula. A w Polsce to sie nawet nie dziwie. Podatek ZUS (placony przez przedsiebiorce) to 40 procent. Dodatkowo pracownik placi co najmniej 20 procent ze swojej pensji. Do tego dochodzi VAT okolo 20 procent. Rachunek jest prosty, jak parasol. Panstwo zyczy sobie 80 procent od zarobku i niewazne, kto zaplaci – przedsiebiorca, czy pracownik. Nie za duzo troche? Do tego dochodzi problem 3 miesiecznej odprawy dla zwolnionego pracownika. Stad chore stosunki pomiedzy pracownikiem, a pracodawca. I tez bym nie zatrudnil nawet recepcjonistki, wolalbym wziac dziewczyne z agencji towarzyskiej – taniej by wyszlo. Przerysowane, ale prawdziwe.

    Pozdrawiam.

  14. Szanowny Werbalisto
    Pytasz dlaczego w Polsce jest taki nacisk na posiadanie tytułu mgr. przed nazwiskiem. Odpowiedź jest bardzo prosta. Londynskie puby wymagają od kandydatów na pomywaczy naczyń ukończenia co najmniej jednego kierunku na Wyższej Szkole Czegoś Tam.
    A tak na poważnie, też zastanawialem sie nad tym zjawiskiem. Jest chyba kilka przyczyn.
    Po pierwsze model edukacji po slawnych reformach Buzka, a co za tym idzie likwidacja szkół zawodowych i techników, a nacisk na licea.
    Po drugie czynnik spoleczny. Rodzice tych bezrobotnych absolwentów czegoś tam, byli pokoleniem które za Gierka przenioslo sie ze wsi do miast, pracując fizycznie w dużych zakładach. Często o wyksztalceniu wyższym niz zawodowe mogli tylko pomarzyć, teraz chcą żeby ich dzieci osiągnęły poprzez wyższe wyksztalcenia wyższy status spoleczny. A, że to wyzsze wyksztalcenie poprzez powyższe reformy i masowość tego wyksztalcenia zdewaluowało sie, to mamy masę nikomu nie potrzebnych różnych –logów.
    Po trzecie media. W różnych serialach i reklamach praca pokazana jest jako nic nierobienie w biurze, nie pokazuje sie pracy przysparzającej jakichś dóbr.
    Po czwarte reklama. Na każdym kroku, nawet na stronach Polityki, reklamują sie nachalnie wyższe szkoly ksztalcące jakichś –logów.
    Są to tylko moje skromne przemyślenia, zwykłego technika rzemieślnika, nawet nie pracujacego w swoim wyuczonym zawodzie. jeśli ktoś poczuł sie urażony, z góry przepraszam.
    Ktoś musi coś robić – znakomicie to ująłeś.
    Pozdrawiam, miłej niedzieli.

  15. @ Andrzej52
    20 października o godz. 20:00

    Tez nie bardzo moge sie zgodzic. W czasach socjalizmu wyksztalcenie na studiach wyzszych bylo bezplatne – dziennych, wieczorowych, czy zaocznych. Tyle, ze nie wszyscy chcieli. Mama miala „mala” mature, a na jej stanowisku wymagano wyksztalcenia sredniego (co najmniej). Poszla wiec do szkoly wieczorowej i uczylismy sie razem i razem zdawalismy mature (to znaczy – w tym samym czasie). Do czego bylo to komu potrzebne, do dzisiaj niewiadomo. Miala juz ponad dwudziestoletnie doswiadczenie zawodowe i z pewnoscia swietnie radzila sobie w swojej pracy. Ale … ktos wymyslil. To jednak bylo za czasow socjalizmu w panstwowym przedsiebiorstwie. Szanowny Gospodarz jest przedsiebiorca prywatnym, a tym na ogol guzik zalezy na tytulach. Licza sie umiejetnosci i doswiadczenie. Pisalem juz wczesniej, ze tacy przedsiebiorcy w USA zapewniaja 80 procent miejsc pracy, nie – wielkie firmy. I te firmy szukaja pracownikow, na ktorych mozna polegac, ktorzy wiedza, co robia i ktorych mozna przeszkolic przez minimum czasu. Docent, doktor habilitowany raczej nie ma szansy na zatrudnienie w takiej firmie. Jak wlasciciel firmy chce zeby ktos sie madrzyl, to zatrudnia firme konsultancka, a nie pracownika. Tez jestem konsultantem w pewnych sprawach, to wiem. Kontrakt i tyle. Zadne zatrudnienie.

    Stad dalej nie rozumiem tego nacisku na studia wyzsze, skoro pracy i tak nie mozna znalezc. Ludzie ze wsi przeprowadzali sie glownie za Gomulki, kiedy byly wielkie budowy i brakowalo rak do pracy. Za Gierka juz nie tak bardzo. Wtedy bardziej oplacilo sie siedziec na wsi. Dzis, z doplatami unijnymi, chyba tez. Ale dzis ta presja przekracza wszelkie granice. Wstyd nie skonczyc studiow. Moja przyjaciolka sie wstydzi, bo skonczyla tylko liceum, a jej dzieci sa magistrami. To nic, ze na wlasna reke te dzieci wychowala, to nic, ze zajmowala przez lata odpowiedzialne stanowiska (z finansowa odpowiedzialnoscia). To nic, ze dzieci po studiach pracuja jako recepcjonistki i kafelkarze. Dlatego tego nie rozumiem. To nie lepiej nauczyc sie konkretnego zawodu, zdobywac doswiadczenie i ewentualnie ksztalcic sie dalej? Dlaczego przedluzac dziecinstwo do polowy lat dwudziestych, zyjac na koszt rodzicow i chodzic na studia, ktore absolutnie nic nie daja? I nawet nie niepokoi mnie to, ze tak sie dzieje, ile ze mlodzi ludzi pelni sa oczekiwan, ktore nigdy nie zostana spelnione. A takie spoleczenstwo w Polsce wyrasta. Nie interesuje ich praca, tylko pieniadze – ale za co?

    Pozdrawiam.

  16. Proletariusze ! Werbalista & Andrzej52
    Proletariusze wszystkich krajow laczcie sie, wspomagajcie sie.

    Macie racje. Po co sie uczyc? Polska przechodzi obecnie bolszewicki eksperyment z lat 1920-ych. Na zadno z publicznych stanowisk nie ma wymogow minimalnych kwalifikacji. Kandydaci zamiast wiedzy i dyplomow musza miec uklady z partyjnymi dyktatorami. To sa kwalifikacje !!! Uklady z partyjnymi dykatorami. W Polsce rzadzonej przez tumanow w zabetonowanym systemie wladzy nie ma miejsca dla nauki ani techniki. Pelna wiec zgoda, nie warto studiowac ani niczego sie uczyc.

  17. @ axiom1
    21 października o godz. 16:24

    Jacy proletariusze? Prosze pisac za siebie. Poza tym wole czeskie haslo: ”Golodupki, hop do kupki”‚.

    Nie wiem w jaki sposob wysnul Szanowny Pan wniosek, ze Andrzej52 i ja – jestesmy przeciwko wyksztalceniu? Przeciwnie, jestesmy za wyksztalceniem, ale nie bezsensownym studiom, ktore nie daja zadnych kwalifikacji, natomiast bezpodstawne nadzieje na „dobra” prace. To ja wole wykwalikowanego rzemieslnika, ktory umie cos zrobic, niz absolwenta studiow, po kierunku zupelnie niepotrzebnym, ktory nie umie absolutnie nic.

    Wyksztalcenie ma oczywiscie sens, ale musi czemus sluzyc. Chyba, ze kogos stac na studiowanie ezoterycznego kierunku dla czystej przyjemnosci studiowania.

    Pozdrawiam.

  18. Werbalista
    21 października o godz. 18:45
    Szanowny Kolego, axiom nachlastał sie czeskiego metanolu i plecie trzy po trzy.
    Również Niemcy mają problem ze znalezieniem pracowników do zawodów powiedzmy fizycznych. Miesiąc temu na tym blogu napisalem, podając za radiem Antenne Bayern, że w samej Bawarii rzemiosło potrzebuje 10000 wykwalifikowanych pracowników. Zostałem za to przez jednego z blogowiczów zmieszany z błotem. współpracuje z bawarskim tartakiem, średnia wieku pracowników w tej firmie to 50 lat, a drewno kupujacemu wydaja ludzie po szescdziesiątce. Kiedyś zapytałem co z młodymi, odpowiedż byla taka jak u nas : nie będą pracować, przyjdą na praktyke a potem uciekaja. Interesuje ich tylko praca za biurkiem. Nie wiem czy to taki ogólnoeuropejski trend.
    Cech rzemieślniczy w Rybniku jakieś dwa lata temu otworzył własną szkolę zawodowa, gdzie uczy się młodzież na potrzeby miejsowego rzemiosla.
    Moze wypowie sie na tym forum jakiś blogowicz, który skonczył jakieś studia humanistyczne i uświadomi nas co go skłoniło do studiowania.
    Pozdrawiam

  19. @ Andrzej52
    21 października o godz. 20:00

    I chyba trafil Szanowny Kolega w samo sedno. Mlodzi ludzie studiuja po to, by siedziec za biurkiem, ale tylu posad za biurkiem po prostu nie ma, wiec koncza jako pracownicy fizyczni, a do tej pracy z kolei nie maja zadnych kwalifikacji. Czyli impas. Sam pracowalem w obu grupach i wiem, jak okropne jest spotkac sie z wykwalifikowanym rzemieslnikiem i probowac cos robic, o czym nie ma sie zielonego pojecia. Wysmieje i wydrwi, albo – jak bedzie bardzo uprzejmy – to pokaze, jak cos zrobic. Mimo to, nie daje to kwalifikacji zawodowych. Od wielu juz lat pracuje za biurkiem, ale w swojej wlasnej firmie, wiec chyba wiem, co robie. I tez studiowalem latami, aby osiagnac to, co mam. Ale rozne studia konczylem wieczorowo, czy zaocznie, albo pracujac na nocna zmiane. Nic za darmo. Dlatego bardzo dziwi mnie ten trend, ze mlodziez idzie na studia, na ktorych niczego sie nie uczy. Tez mam kolege, ktory zaplacil wiele tysiecy dolarow za studia programisty i nikt go nie zatrudnil. Pieniadze wyrzucone w bloto. Teraz pracuje jako zawodowy kierowca i zarabia duze pieniadze, bo sie na tym zna (poprzez lata doswiadczenia). Dla mnie to idiotyzm zeby mlodych ludzi kierowac na marketing, czy politologie zamiast najpierw nauczyc ich jakiegos konkretnego zawodu – wszystko jedno, jakiego. Studia zawsze mozna kontynuowac po uzyskaniu konkretnej pracy. Bedac ostatnio w Polsce nie spotkalem ani jednej mlodej osoby pracujacej w zawodzie odpowiednim do kierunku studiow. Wyjatkiem jest moj przyjaciel, ktory jest (byl) zecerem w drukarni. Technologia sie zmienila, ale sie dostosowal i jest cenionym fachowcem – bez studiow.

    Innym aspektem tego polskiego trendu jest to, ze sztucznie przedluza sie mlodosc i brak odpowiedzialnosci za siebie i swoje zarobkowanie. O tym nikt nie napisal ani slowa. Pelnoletnosc, to pora, aby wziac sie za prace i odpowiadac za swoje czyny i zarobki. Pewnie, ze poczatki sa ciezkie, ale kazdy przez to przeszedl. Obecnie mlodzi ludzie zaczynaja pracowac (o ile dostana prace) w wieku dwudziestu kilku lat, czesto juz z zona (mezem), a do tego czasu utrzymuja ich rodzice. To nienormalne. W USA zaczynaja pracowac dzieci, w wieku 12 lat, a w wieku 16 lat, wiekszosc – jesli chca zaplacic za swoj samochod, ubezpieczenie i inne oplaty. Tylko bogaci moga pozwolic swoim dzieciom, by nie pracowaly. Moze to nie najlepsze rozwiazanie, ale uczy odpowiedzialnosci za siebie i gospodarowania zarobionymi pieniedzmi.

    Pozdrawiam.

  20. @Andrzej52 i werbalista
    Bardzo inspirująca dyskusja. Postaram się wtrącić też moje 3 grosze.

    Pęd do wykształcenia wynika z wszystkich przesłanek, o których Państwo piszecie. Może i nie byłoby w tym nic złego (zaznaczam może) gdyby ten pęd był odpowiednio ukierunkowany. Gdybyśmy mieli teraz te miliony inzynierów, informatyków etc to pewnie coś by się dąlo z tym zrobić. Ale wygrały kierunki miękkie i to z kilku powodów:
    – dostęp do nich był latwiejszy – łatwiej otworzyć wydział zarządzania niż inzynieryjny. Zatem podaż wartościowych kierunków (może poza informatyką) była ograniczona co przy rosnącym popycie dało znane efekty
    – same kierunki są łatwiejsze – 50% populacji nie posiada wystarczających możliwości intelektualnych by podołac studiom. Gdyby studiowało 15-20% populacji poziom studiów byłby inny, a i praca łatwiejsza po nich do zdobycia. Masowość studiów doprowadizła do drastycznego obniżenia poziomu
    – brak pomocy młodziezy w wyborze kierunku rozwoju (doradztwa zawodowego) – sam jestem po zarządzanaiu i marketingu i jako młody człowiek nie mialem pojęcia w czym wybierać. Zarządzanie i marketing (itp) to takie przedłużenie liceum gdzie można się rozejrzeć w świecie. Dopiero po kilu latach doszedłem do wniosku, że to pomyłka i zaczałem się przebranżawiać w kierunki matematyczno/informatyczno/finansowe co wydawało mi się ciekawsze zarówno intelektualnie jak i pod względem kompetencji.

  21. @ Tomasz Kasprowicz
    22 października o godz. 9:18

    Bardzo slusznie Sznowny Gospodarz pisze. Tylko co daja „miekkie” kierunki humanistyczne? Ano nic, zadnego przygotowania zawodowego. Tez konczylem studia w specjalizacji – organizacja i zarzadzanie przedsiebiorstw przemyslowych. Prace pisalem z prawa pracy. W przedsiebiorstwach przemyslowych bywalem z wizyta, bo pracowalem w handlu zagranicznym. Ale to byly czasy panstwowych przedsiebiorstw – molochow i monopoli panstwowych. Inna sytuacja rynkowa, inne warunki. Ojciec przepracowal w jednej firmie ponad 30 lata, mama – 40. Dzis to niemozliwe, o czym dopiero przekonalem sie przyjezdzajac do USA. Liczy sie mobilnosc, dyspozycyjnosc, umiejetnosc dostosowania sie do „kultury” firmy, no a przede wszystkim – umiejetnosc szybkiego uczenia sie i kwalifikacje. Ale nie papierkowe, tylko rzeczywiste. Kazdy pracodawca liczy, ze po okresie wstepnym (miesiac, do 6 tygodni) nowy pracownik bedzie juz mogl pracowac zupelnie samodzielnie. Oczywiscie, pod kontrola, ale kontrola jakosci, a nie bez konca pokazywania mu jak ma co zrobic.

    Biorac to wszystko pod uwage, bylbym sklonny zamknac wiekszosc wyzszych uczelni w Polsce i zainwestowac zamiast tego znowu w szkoly zawodowe i technika, gdzie przynajmniej uczylo sie czegos konkretnego. Co to szkodzi, by elektryk po zawodowce, majac juz kwalifikacje, kontynuowal nauke w wieczorowym technikum, a potem na politechnice? Przynajmniej wychodzac ze szkoly zawodowej mialby juz fach w reku. A dzisiejsi absolwenci uczelni nie maja doslownie nic.

    Pamietam jeszcze z dziecinstwa jak rodzice straszyli dzieci: Jak sie nie bedziesz uczyl, to cie oddamy do terminu u szewca. W latach 60 i 70 – szewcy zarabiali kokosy, bo panstwowe wytwornie wyrabialy buty brzydkie, niewygodne i niemodne. To o wiele lepiej bylo byc szewcem niz inzynierem. Wieksze pieniadze, szacuneks, no i wlasny warsztat pracy. To tak, takie wspominki, ale przypomina mi to obecna sytuacje, gdy ciezko znalezc hydraulika, czy – nie daj Boze – zduna, ale rzucajac cegla na oslep, zawsze sie trafi w jakiegos magistra.

    Pozdrawiam.

  22. W PRL byly swietne czasy. Rzemielsnikow i fachowcow bylo duzo. Wszyscy pracowali i swietnie zarabiali. Np absolwent szkoly podstawowej z Popopowa, przyuczony do fachu elektryka. Stac go bylo na siedmioro dzieci. A dzis kto moze sobie pozwolic na taka ekstrawagancje ??? Nawet magistra na to nie stac. Gdzie tam, wiekszosc nie jest w stanie zaadopowac nawet psa. To jeden z wymiarow ‚cudu tranformacyjnego’ panie Kasprowicz.

    Kierunki jak zarządzanie i marketing sa bardzo przydatne w biznesie. To nie jest strata czasu ani pieniedzy. Nie wydaje mi sie ze mozna to nazywac przedluzeniem liceum. Oczywiscie wiedza specjalistyczna zawsze pomaga.

    Problemem sa zawody pasozytnicze z poza sektora wytworczego. Socjolodzy, poliytolodzy, archeolodzy, filozofy, historycy, teolodzy,…i dziennikarze oszusci partyjni propagandzisci ktorych w Polityce pelno. Te pasozytnicze armie reprezentuja gigantyczne straty bo pasozytuja na sektorze wytworczym, oglupiaja i demoralizuja spoleczenstwo.

    Juz przez 23 lata Polska nie ma ani planu rozwoju gospodarczego ani planu edukacji. Istnieje kompletny nielad i chaos i tylko tego nalezy sie spodziewac. Bo historyk nawet nie wie czego nie wie.

  23. Panie Tomaszu, @Werbalista
    ” brak pomocy młodziezy w wyborze kierunku rozwoju (doradztwa zawodowego)”
    Nie bardzo rozumie. a gdzie są rodzice, gdzie są nauczyciele. To oni powinni przede wszystkim doradzić młodzieży i to juz w gimnazjum wybór drogi życiowej. Nawet juz w przedszkolu dokonuje sie oceny dzieci pod katem ich zdolności (żona jest przedszkolanką).
    W piątkowe GW był dodatek „Oświatowe abc”. Zaciekawil mnie fragment „Od montera do inżyniera” w którym są podane przykłady „ścieżek ksztalcenia” po gimnazjum. I piszą bardzo mądrze, że można iść np. tą droga którą ja przeszedłem. Już myślałem że ktoś w Min. Oświaty wreszcie zmądrzał, ale zobaczyłem na stronie dopisek -dodatek reklamowy i linki do różnych doradców zawodowych. Czyli zrobił sie nowy biznes, nowy sposób na wyciągnięcie pieniędzy z kieszeni rodziców.
    U mnie na Ślasku od zawsze rodzice kładli nacisk na zdobycie konkretnego zawodu, a potem na dalszą edukację.
    Werbalista ma racje, wiekszość dzisiejszych szkół wyższych należałoby po prostu pozamykać, bo nie są to szkoły tylko zwykłe biznesy, które oferuja bardzo kiepskiej jakości towar.
    Pozdrawiam

  24. Panowie….
    Decydenci z nowego miotu wymyślili, że ma być inaczej.
    I jest….
    Kształcenie politechniczne kosztuje. Potrzebne są warsztaty, materiały, maszyny. Przedtem te koszty były ukryte w funduszach resortowych, czy zakładowych. Obecnie przerzucono je na gminy- które szukają OSZCZĘDNOŚCI.
    Pracownie chemiczne, biologiczne, pomoce naukowe do nich, gabinety dentystyczne, lekarskie, poszły pod młotek- nawet w podstawówkach.
    Odtworzenie tego majątku będzie dość kosztowne.

    To samo ze studiami.
    Koszt wyprodukowania inżyniera to nie tylko podręczniki- jak w przypadku politologa. Nie da się skokowo zwiększyć ich ilości bez zaplecza technicznego.
    Nieprzemyślane decyzje rodzą kilkunastoletnie skutki. A luka pokoleniowa u górników, kolejarzy, tokarzy, elektryków, ślusarzy, mechaników, będzie narastać.

  25. @ axiom1
    22 października o godz. 19:34

    Ano nioe bylo tak zle w PRL. Fachowcow bylo duzo, a juz rzemieslnik, to byl panisko. Malo bylo prywatnych firm, ale wlasciciele zarabiali majatki w porownaniu do pracownikow na panstwowych posadach. Prawie kazdy mial dom, co (poza rolnictwem) bylo niemalym osiagnieciem. Mieszkalem na takim osiedlu, wiec wiem.

    Zgadzam sie Andrzejem52, ze pierwszym celem edukacji powinno byc zdobycie zawodu. Marketing i zarzadzanie i te inne, o ktorych pisze Aksjom1, to nie zadne zawody, jak slusznie zauwazyl gospodarz. Dopiero potem w pracy trzeba zrobic drugie studia, choc juz na wlasna reke. Wiem, bo tez skonczylem organizacje i zarzadzanie – nigdy nie pracowalem w tej specjalnosci, ale bylem w o tyle lepszej sytuacji, ze kazdy absolwent mial zagwarantowana prace. Gdzie – to inna sprawa. Zalezala od znajomosci albo od szczescia. Ja mialem szczescie, ale zajelo mi nastepne dwa lata zeby nauczyc sie zawodu, bo nic, co wynioslem ze studiow nie tylko nie przystawalo do praktyki, ale trzeba bylo jeszcze wiedzy fachowej, ktorej chyba uczono tylko na SGPiS – jedynej uczelni w Polsce. Ale to bylo wtedy, a dzis jest dzis. Gdzie by Pan zaproponowal zatrudnienie tych wszystkich absolwentow? Bo ja nie widze takiej ilosci miejsc pracy dla absolwentow. Ale obiecuje, ze bedac nastepnym razem w Polsce popytam sprzedawcow i sprzedawczynie w sieciach handlowych o wyksztalcenie. Nie wiem, ale prawie gotow jestem sie zalozyc, ze 50 procent ma ukonczone studia. Po co?

    Pozdrawiam.

  26. @Werbalista
    W PRL proletariat nie mial zle. Pelne zatrudnienie, przyzwoite place i nawet byli tacy, absolwenci szkol podstawowych, ktorych bylo stac na siedem dzieci i nie pracujaca zone.

    Gdzie w jakiem kapitalistycznym raju bylo to mozliwe ??? Panie Kasprowicz, swiatowy czlowieku, prosze wskazac taki raj.

    Ale warcholy-proletariat sie zbuntowali, postanowili wywalczyc przywileje dla burzuazji. I jest co jest, nedza, bezrobocie, dlugi brak jakiejkolwiek przyszlosci. Nawet psa nie sa w stanie zaadoptowac bo wiekszosc nie spelnia minimalnych warunkow wymaganych dla psa.

    Pies w schronisku zyje za 8 zl dziennie, przecietny jakze wolny i jakze otumaniony polak za 18.50. Niewielka roznica. Na proletariackim buncie przeciwko sobie samym (taki zdolny ten polski proletariat) pojawila sie nowa klasa krwopijcow. Widzimy co oni potrafia. Dac chlopu pioro do reki (albo klawiature) i sam siebie zacznie rowniez niszczyc. Bo innaczej nie potrafi. To to do czego Kasprowicz nawoluje z kargulska determinacja. Wydymac procownika, oszukac konsumenta,.. I co dalej,…. Tak niszczy sie swoj wlasny rynek zbytu panie Kasprowicz.

    Oczywiscie ze tylko studia ‘zarzadzania’ i nie tylko przedsiebiorstwami przemyslowymi prowadza do nikad. To dobre dla inzyniera po 20 latach praktyki i dla rzemielsnikow ktorzy chca zalozyc wlasne biznesy.

    Najpierw trzeba cos umiec zeby zarzadzac. Np Andrzej52, po 30 latach stania w miejscu z cala pewnoscia zyskalby po skonczeniu studiow zarzadzania. Caly Slask by podziwial.

    Jednak udreka dla ekonomi sa te pasozytnicze zawody spoza sektora wytworczego. Takim jak historycy zadne dodatkowe studia nie pomoga. Tych najlepiej zamknac w lochu i wyrzucic klucz.

  27. @ axiom1
    23 października o godz. 8:24

    Czemu za kazdym razem chce pan przekrecic moje slowa? Za PRL bylo bardzo zle i ja nie czulem sie dobrze ani w atmosferze zatrudnienia, ani politycznej. Nie mozna zrownywac dwoch systemow, ktore sa diametralnie rozne. W PRL zarabialo sie bardzo malo i choc starczalo to na zycie, to wiele dobr bylo w ogole niedostepnych. Kto mogl pomarzyc o samochodzie? O mieszkaniu, na ktore czekalo sie dekadami, a o domu w ogole nie mozna bylo pomyslec. Wiec nie jestem apologetykiem PRL, tylko zwracam uwage na odmienne warunki zycia i zatrudnienia.

    W kazdym kraju mozna utrzymac siedmioro dzieci, wiem bo mialem taka sasiadke z – co proawda tylko pieciorgiem dzieci – ale w rekompensacie kazde mialo innego ojca. Zapomogi oraz aktualny partner placili za wynajecie domu (nie – mieszkania) oraz bony zywnosciowe i jeszcze nie wiadomo za co, bo pomoca spoleczna sie nie interesowalem. Wiec, wychowanie siedmiorga, to pewnie tez zaden cud, tylko malo ktora kobieta tego chce i to nie ze wzgledow finansowych.

    Zaden „normalny” przedsiebiorca nie dazy do tego, aby oferowac substandardowe towary, czy uslugi. Nie moze sobie rowniez pozwolic, aby lekcewazyc pracownikow. Nie z powodow etycznych, ale konkurencja na to nie pozwala. Na tym polega kapitalizm, czego Szanowny Komentator zdaje sie nie dostrzegac. Owszem da sie oszukac konsumenta, tak jak mozna placic pracownikowi mniej, niz na rynku. Ale, Szanowny Komentatorze, jak dlugo taka firma utrzyma sie na rynku. Popularne powiedzenie w USA to, ze jeden niezadowolony klient zabiera firmie dziesieciu nowych, potencjalnych klientow, bo mowi o swojej krzywdzie wszem i wobec. Wiec sie nie oplaca. Wykwalifikowany pracownik doskonale wie ile jest warty na rynku pracy i dlugo miejsca nie zagrzeje w firmie, ktora nie placi rynkowej stawki. Niewykwalifikowany – coz, sa place minimalne, a kwalifikacji gdzies trzeba nabyc.

    A z tym, ze Szanowny Andrzej52 jest zadowolony ze swojej pracy po 30 latach moge sie tylko zgodzic i pozazdroscic. Szanowny Aksjom1 zapomina chyba o Zasadzie Petera, ktora mowi, ze „W organizacji hierarchicznej każdy awansuje aż do osiągnięcia własnego progu niekompetencji.” W dodatku nie rozumiem, co to znaczy „stanie w miejscu”. Przeciez kazda praca wymaga stalego dokwalifikowania sie, ciaglego nauczania sie – to nie stanie w miejscu.

    A jeszcze jedno – chyba najwazniejsze – to czerpanie satysfakcji z wykonywanej pracy. Z badan, o ktorych czytalem, wynikalo, ze to nawet wazniejsze od wysokosci zarobkow. Wiec jesli ktos jest usatysfacjonowany w swojej pracy, to po co pchac go do awansu, dalszych studiow. Studiowac i tak musi kazdy pracownik, z tym, ze nie musza byc to formalne studia, ale podnoszenie kwalifikacji.

    Co do „krwiopijcow” – to juz zupelnie nie rozumiem. Czy Szanownemu Komentatorowi ktos teraz zabrania otworzenia wlasnej firmy, zatrudnienia tam pracownikow i czerpania zysku z ich pracy?

    Pozdrawiam.

  28. @Werbalista
    Text @8.34 jest moim textem. Twoj atak jest nie uzasadniony. Gdy uzywam texty innych komentatorow to je cytuje.
    Np;
    „W PRL zarabialo sie bardzo malo i choc starczalo to na zycie, to wiele dobr bylo w ogole niedostepnych.”

    Zarabialo sie malo ale czy mniej od obecnych 18.5 zl (netto) na glowe. ???
    Czy obecnie 18.5 zl na glowe polaka starcza na zycie ?

    Odnosnie dobr niedostepnych w PRL;
    Obecnie w Polsce produkuje sie nawet mniej dobr niz w 1980 !!! Polska stracila 4-6.8 mln miejsc pracy i okolo 5 mln ludzi po przez emigracje. Fakt ze w sklepach polki sa pelne. Bo duzo towarow pochodzi z importu. W supermarketach 60-70% towaru pochodzi z importu. W sklepach elektroniczno-elektrycznych ponad 90% to import.

    Tak wyglada obecny dobrobyt na koszt dlugu handlu zagranicznego (63 mld zl) i na kozt dlugu publicznego 1000 mld zl i na koszt dlugow gospodarstw domowych, nastepne 760 mld zl.

    Werbalisto, popelniasz powszechny blad. Widze ze masz zaniedbania w ksiegowosci.

    Obecnie przecietny polak kupuje i zaciaga dlugi. Kupuje samochod za 50 tys zl i zaciaga dlug 50 tys zl. Podobnie z nieruchomosciami. Po takich tranzakcjach pozycja zamoznosci sie nie zmienia. A ty widzac te samochody i domy myslisz ze to dobrobyt.
    Np w Polsce, okazalo sie ze paprykarz ktory zapytal premiera ‚jak zyc za 1000 zl miesiecznie’ (brutto) to ‚bogaty cham’. Bo kupil sobie nowa koszule, bylo w uzasadneniu. Nie daj sie otumanic takimi definicjami dobrobytu.

  29. Pieknie napisane:
    „Zaden „normalny” przedsiebiorca nie dazy do tego, aby oferowac substandardowe towary, czy uslugi. Nie moze sobie rowniez pozwolic, aby lekcewazyc pracownikow. Nie z powodow etycznych, ale konkurencja na to nie pozwala. Na tym polega kapitalizm, czego Szanowny Komentator zdaje sie nie dostrzegac. Owszem da sie oszukac konsumenta, tak jak mozna placic pracownikowi mniej, niz na rynku. Ale, Szanowny Komentatorze, jak dlugo taka firma utrzyma sie na rynku. Popularne powiedzenie w USA to, ze jeden niezadowolony klient zabiera firmie dziesieciu nowych, potencjalnych klientow, bo mowi o swojej krzywdzie wszem i wobec. Wiec sie nie oplaca.”

    Polski przedsiebiorca-krwiopijaca zabije za 4 gosze i nawet samego siebie. Zamiescilem powyzej jak ZUS jest oszukiwany. Jest oczywiste ze za skutki oszustwa ZUS polski krwiopijaca rowniez cierpi. Polska prasa regularnie donosi; mleka nie ma w mleku, miesa nie ma w wedlinie, czekolady nie ma w czekoladzie. Ale metanol byl w wodce. Kilka osob zmarlo z tego powodu.
    Niedawno sol przemyslowa, ta do posypyania ulic w zime trafila do zywnosci. I nie ma winnych.

    Ten ostatni przyklad pokazuje jak zachlanny jest polski krwiopijaca. Pazernosc nie pozwala mu nawet sobie uswiadomic ze po otruciu konsumenta straci on dochody od tego konsumenta. To przykald w jaki sposob polski krwiopijaca niszczy siebie samego przez pazernosc.

    Werbalisto zejdz na Ziemie. W kraju 2.5 milionow bezrobotnych i 5 milionowej emigracj zarobkowej pracownik nie jest w stanie zmieniac pracy za rynkowa place. Gdy pojedziesz do Polski wez ze soba swoje kanapki i nawet wode na czas pobytu.

  30. Werbalista
    „A jeszcze jedno – chyba najwazniejsze – to czerpanie satysfakcji z wykonywanej pracy. Z badan, o ktorych czytalem, wynikalo, ze to nawet wazniejsze od wysokosci zarobkow.”
    Całkowita zgoda. Kiedyś nawet axiomowi odpowiedziałem, że dla mnie ważniejsze od pieniędzy jest gdy klient znający sie na rzeczy powie mi „Du bist meister”. A poza tym stara maksyma głosi że, „wiecej zjesz jedząc powoli mała łyzka niż szybko chochlą”.
    Pozdrawiam
    axiom
    Miło mi że tak sie martwisz o mnie, ale wytłumacz mi proszę jak to sie stalo, że w latach 92-96 co roku podwajałem sprzedaz, obecnie co roku produkuje o 5-8% więcej, a nie mam studiów z zarzadzania. jak to mozliwe , że bez studiów z marketingu znalazłem klientów w takich krajach jak DK, DE, NL, jak znalazlem dostawców w DE i CZ, i to bez niczyjej pomocy.
    ” Polska stracila 4-6.8 mln miejsc pracy i okolo 5 mln ludzi po przez emigracje.”
    a nie pomyślałeś, że te miliony miejsc pracy , w PRL-u były ukrytym bezrobociem.

  31. @ axiom1
    23 października o godz. 10:37

    Juz jestem troche zmeczony tlumaczeniem tego samego. Szanowny Axiomie1, piszesz:

    „Obecnie przecietny polak kupuje i zaciaga dlugi. Kupuje samochod za 50 tys zl i zaciaga dlug 50 tys zl. Podobnie z nieruchomosciami. Po takich tranzakcjach pozycja zamoznosci sie nie zmienia. A ty widzac te samochody i domy myslisz ze to dobrobyt.”

    Owszem, mozna mieszkac w namiocie i jezdzic na hulajnodze. Pozycja zamoznosci sie nie zmieni, a i dlugu nie bedzie. Tylko co z tego? Dom ktos musi zbudowac, podobnie jak samochod. Wiec pozycja zamoznosci sie zmienia, bo dzieki zakupom (na kredyt) wielu ludzi ma prace. A domu, ani samochodu nie kupuje sie dla zmiany pozycji zamoznosci, tylko dla osobistej wygody. Wydaje Szanowny Pan pieniadze na kino, na przyklad? Przeciez nic Pan na tym nie zyskuje oprocz przyjemnosci obejrzenia filmu. Pisze Pan tutaj, wiec zapewne placi Pan za dostep do Internetu. Bez tego mozna zyc. Ale Pan placi. Jak to zmienia pozycje zamoznosci? Placi Pan, bo Pan chce i to jest panskie prawo.

    Z dlugiem to juz pisalem, ze to idiotyzm przeliczac dlug na nedze kraju, albo przedsiebiorstwa. Chrysler (firma taka) zaciagnal olbrzymi dlug (gwarantowany przez panstwo, wiec bez ryzyka dla bankow) i splacil go przed czasem. Kazdy powazny biznes ma kredyt operacyjny, bez ktorego nie moglby funkcjonowac – to tez dlug, bo korzysta sie z niego przez caly czas. Jak ja moglbym kupic dom bez kredytu? Oczywiscie, moglbym oszczedzac, ale w miedzyczasie tez trzeba placic by gdzies mieszkac, wiec zajeloby to bardzo wiele lat.

    W ksiegowosci to ja raczej nie mam brakow. Ale meczy mnie wyjasnianie ciagle tego samego; mianowicie – ze nie liczy sie wysokosc dlugu, tylko mozliwosci splacenia go. Tlumaczylem juz przedtem, ze zyjemy w swiecie kredytu, wiec kazdy ma jakis dlug i jednoczesnie kazdy jest wierzycielem. Taka jest natura ekonomii opartej na pieniadzu. W USA probowano stworzyc grupy barterowe, tj. oparte na wymianie uslug i towarow, zamiast pieniadza. Nie wyszlo, z tego co wiem. Bo to wymiana teoretyczna, cos w zamian za obietnice, ktora bedzie albo nie bedzie spelniona. Niekoniecznie z oszustwa, ktos sie przeprowadzi, straci prace i juz obietnica rozplywa sie w powietrzu. Wiec pieniadz, a przede wszystkim kredyt – to podstawa gospodarki. Z kredytem zas wiaze sie dlug – wazne tylko, czy jest splacalny. Jak sie przekonuje Hiszpania, Grecja, a moze niebawem Wlochy – nie zawsze. Ale to kwestia zastoju gospodarki, a nie nadmiernego dlugu.

    A co do bezrobocia, to sie wypowiadalem na ten temat. 2.5 miliona bezrobotnych? To moze tak musi byc. Jak zatrudnic ludzi bez kwalifikacji? Moze przy budowie autostrad. Byliby tansi niz Chinczycy. No, ale przeciez „magistrowie” nie beda tego robic. Podobny problem mamy w USA. Rzad zaczal scisle kontrolowac nielegalnych imigrantow oraz firmy ich zatrudniajace, tez z powodu bezrobocia. Nagle okazalo sie, ze nie ma kto zbierac truskawek, czy salaty, bo to bardzo ciezka praca, zgiety w pol od switu do zmroku (bo sezon). Bezrobotni nie byli zainteresowani. Najbardziej rozsmieszyl mnie list farmera, ktory oglosil zapotrzebowanie na stu pracownikow. Zglosilo sie dziesieciu, a po trzech dniach pozostal jeden. Po prostu nie chce im sie pracowac, a nie tam – bezrobocie. Nie szukaja pracy, z ktorej mozna sie utrzymac, tylko „zgodnie z wyksztalceniem”, a zapotrzebowania na fikcyjne wyksztalcenie nie ma.

    Sam wiem, bo pracowalem w dziale personalnym w rzezni. Bardzo ciezka praca (tez zaczynalem od zera). Po roku na stu przyjetych pracownikow pozostawalo mniej niz dziesieciu.

    Wiec prosze mi nie pisac o tych „bezrobotnych”. A ci, co wyjezdzaja. Szukaja lepszych warunkow. Tak jest na calym swiecie.

    @ Andrzej52
    23 października o godz. 16:57

    Bardzo mnie cieszy, ze sie zgadzamy. Musi – jedno pokolenie i podobne doswiadczenia.

    Pozdrawiam.

  32. Werbalista
    23 października o godz. 18:23

    Mylisz finansowanie biznesu z finansami publicznymi. Finasowanie dlugami biznesu nie jest problemem. To jest nawet potrzebne. np dla optymizacji zarobkow akcjonariuszy. Np w celu finasowania projektu, inwestycji.

    Natomiast dlugi zaciagane na szczblu rzadu reprezentuja sztuczny poziom zycia obecnie zyjacych. Bo zyja na koszt przyszlych pokolen. To pedofilia ekonomiczna.

    Rozwaz sytucje ekstremalne.
    1) Nikt nie moze dostac kredytu. Wszyscy zyja na poziomie na jaki ich stac.
    2) Z drugiej strony gdy kazdy dostaje kredyt nastepuje ozywienie gospodarki. Boom, raj i dobrobyt. Ale… tylko do momentu wyczerpania granic kredytu. Po osignieciu granic kredytu gospdarka wraca do poziomu 1) jak w sytuacji ‚nikt nie moze dostac kredytu’. Z tym ze teraz po wyczerpaniu kredytu sa odsetki i kapital ktory trzeba splacac.

    Podobnie wyglada historia ostatnich 30 lat gospodarek zachodnich.
    Obecnie wszelkie granice ostroznosci juz przekroczono. Na poziomie fiansow publicznych i gospodarstw domowych.

    Podobnie w Polsce w sztuczny sposob napedzano poziom zycia. Na koszt dzieci i przyszlych pokolen. To lajdactwo najwyzszego rzedu.

    Pamietam. na poczatku lat 1980-ych w krajach zachodu byly limity na kredyt. Nikt nie mogl byc w sytuacji gdzie miesieczne splaty kredytow przekraczaly 25% jego dochodu netto. Reagan, Clinton i Bush ignorowali te wytyczne i to jest glowna przyczyna kryzysu. Podobnie jest w Polsce.

    W sprawie bezrobocia, nie to nie musi tak byc. Bezrobocie jest swiadectwem braku kompetencji rzadzacych. Ale to oddzielny temat.

    @Andrzej52
    Pieknie sobie radzisz stojac w miejscu. Ale gybys zdobyl magistra w zarzadzaniu radzilbys sobie jeszcze lepiej. Slask byl by dumny i Warszawa tez.

  33. @ axiom1
    23 października o godz. 19:16

    Oj, Szanowny Axiomie1, ile razy mozna tlumaczyc? W USA kazde miasto wypuszcza obligacje na finansowanie swoich projektow, zwane „municipal bonds” – to dlugi miasta. Rowniez panstwo sprzedaje obligacje – tez dlug. Tym niemniej ludzie chetnie je kupuja, bo – choc nie przynosza duzego zysku, jak akcje – to maja te zalete, ze sa bezpieczne oraz zwolnione od podatku. Taki instrument finansowy. I nie reprezentuja „sztucznie zawyzonego poziomu zycia na koszt przyszlych pokolen”, tylko normalna polityke finansowa panstwa.

    Przyklady ekstremalne, ktore podajesz nie maja sensu – zadnego. Podam przyklad – jesli dzis nie mozesz wyciagnac z kieszeni kilkunastu albo kilkudziesieciu tysiecy zlotych na nowy samochod, a nie dostaniesz kredytu – to nie kupisz samochodu i tyle. I podobnie z wieloma sprawami. Nie liczy sie wysokosc kredytu, tylko mozliwosc splaty. Pewno, ze moge oszczedzac na dom przez 50 lat, tylko po co mi potem taki dom? Pewno, ze moge oszczedzac na samochod przez kilkanascie lat, ale po co? Bez kredytu, gospodarka stanelaby w miejscu, bo kazdy chce dostac jakies dobra natychmiast, kalkulujac jednak mozliwosc splaty kredytu. Banki tez to kalkuluja.

    A kryzys wynika z wielu skomplikowanych przyczyn. (Zreszta – jaki kryzys w Polsce?). Sprowadzanie przyczyn kryzysu swiatowej gospodarki to prymitywizm ekonomiczny, swiadczacy o kompletnej ignorancji swiatowej ekonomii. (Prosze sie nie obrazac).

    Co maja rzadzacy do bezrobocia? Bezrobocie to funkcja gospodarki, a nie problem rzadzacych. Choc zgadzam sie z Szanownym Gospodarzem, ze robi sie o wiele za malo, by pobudzic inicjatywe rodzimych firm, a podatki i przepisy o zatrudnieniu po prostu dusza te firmy. To jest problem.

    @ Andrzej52

    Nie przejmuj sie. Axiom1 chce powrotu komunizmu (no, socjalizmu). Taki prawicowy lewicowiec. Ja nie uwazam, ze stoisz w miejscu. A Axiom1 nie rozumie tego, ze nie kazda firma chce sie tak bardzo rozrosc. Rozwiniecie dzialalnosci jest wazne, ale w pewnym momencie rozwoju zaczyna pochlaniac kazda wolna minute wlasciciela, a nie wszyscy tego chca. Wolny czas, albo pieniadze. Ja wybralem rodzaj sredni, aby stac mnie bylo na wygodne zycie i rowniez na zycie prywatne. Dlatego milionerem nigdy nie bede, ale wcale tego nie zaluje.

    Pozdrawiam.

  34. Werbalista
    Ja sie nie przejmuję @axiomem. Mam coś takiego w rodzinie i staram sie tej osoby unikać (teściowie). @axiom marzy o Korei, ale tej lepszej , Północnej.
    Co do rozwoju firmy. W latach dziewięćdziesiatych, zatrudniając 5-6 pracowników też myślałem o dalszej rozbudowie. Ale własnie ci pracownicy skutecznie mnie wyleczyli z takich myśli. Dochodzisz do wniosku, że zatrudniając kolejnych nie zauważasz wzrostu dochodów. A 5-6 pracowników, jest to górna granica zatrudnienia nad którym osobiscie panujesz. powyzej potrzebni są następni do pilnowania poprzednich (brygadzisci itp), poza tym następuje lawinowy wzrost obowiązków zwiazanych z prawem pracy itp.
    Dzisiaj pracuję sam i mam z tego więcej niż zatrudniając pracowników. A poza tym zawsze było dla mnie ważniejsze „być niż mieć”. Nowego samochodu z gwiazdą na masce nie potrzebuję.
    Pozdrawiam.

  35. @ Andrzej52
    24 października o godz. 4:18

    Tez pracuje sam, na miare swoich mozliwosci i nie przyjmujac zamowien wiecej niz mozna przerobic w rozsadnym czasie pracy (tzn. poswiecajac na prace kazda chwile). Nie jestem juz w tym wieku by marzyc o zamku nad Loara, czy willi w Monte Carlo. Ale samochod z gwiazda nabylem w zeszlym roku i jestem mocno rozczarowany. Chyba w przyszlym roku wroce do Cadillaca.

    A Szanowny Axiom1 niech sobie pisze, bo najwyrazniej tego nie rozumie, podobnie jak problemu dlugu publicznego.

    Pozdrawiam.

  36. @Werbalista, zyjesz w krainie utopi, obledu, obludy i Fox News. I niech ci dobrze bedzie.
    ***http://www.usdebtclock.org/

    @Andrzej52, swoja postawa demonstrujesz ze nie ma w Polsce warunkow dla rozwoju malego biznesu. Juz przez 30 lat stoisz w miejscu i bronisz sie przed wiedza. Nawet KK w tym czasie sie unowoczesnil. Dla ciebie wiedza jest nie potrzbna dlatego ze ty jej nie masz. Dlatego ze rezim i system polityczny daja zly przyklad. Na zadno ze stanowisk publicznych nie ma wymogow kwalifikacyjnych.
    Ale mysle ze to pazernosc nie pozwolila ci rozwinac swego biznesu, wypelnic swego patriotycznego obowiazku, zatrudnic slazakow oczywiscie. Wizja pozbywania sie gotowki wyplacanej pracownikom jest oczywiscie nie do przyjecia. Chyba ze zgodzili by sie pracowac z 5 zl miesiecznie na umowie smieciowej a najlepiej na czarno. Taka wizje ma rowniez Kasprowicz. Jak widzimy nie tylko proletariusze sie lacza.

  37. @ axiom1
    24 października o godz. 11:13

    Tak, obejrzalem latajace cyferki i wyszlo mi, ze US jest zadluzone na 16 miliardow, z dochodem na 15 miliardow. Czyli calkowity dlug w stosunku do rocznego GPD to 1 miliard dolarow. Suma dla obywatela przerazajaca, ale dla panstwa? „Calkowity” dlug – 58 miliardow, ale stan posiadania obywateli to 62 miliardy, nie liczac w tym ani korporacji ani niewielkich biznesow. Jak juz pisalem, Szanowny Axiomie1, ze statystykami mozna zrobic najrozniejsze rzeczy. Jak na pytanie: ”Co slychac?” – mozna odpowiedziec: „Zalezy, gdzie sie ucho przylozy.”

    Jak Szanowny Axiom1 zechce spojrzec na swoje, cytowane statystyki – przecietny stan posiadania obywatela USA, to (wg. tabeli) 277 tysiecy dolarow. I po mojemu sie zgadza, patrzac na stan posiadania moich znajomych. Niektorzy maja wiecej, a niektorzy mniej, ale szybko doskocza. To moge zapytac Szanowny Axiomie1; gdzie tu obled, utopia i obluda?

    Chcialbym tylko dodac, ze statystyki tez trzeba umiec czytac. Pisalem o tym poprzednio, ale jakos nie dotarlo.

    Pozdrawiam.

  38. Słyszałem dzisiaj w jednej TV, ze co roku mury polskich uczelni opuszcza 400 000 absolwentów. Z tego 10% to inżynierowie, a pozostali to humanisci. Porażajace.

  39. Werbalista
    24 października o godz. 18:59
    Jakie miliardy ??? To sa trilliony !!! To pomylka 1 000 000 razy. Masz racje statystyki trzeba umiec interpretowac. W polskim rozumieniu oczywiscie to sa biliiony. Twa pomylka to ciagle 1000 razy !!! A wiec dziecko drogie juz wiem kim jestes. Wroc do zielonej wyspy gdzie jak pisales nie ma kryzysu. Bo w USA zaglada. 47 mln dostaje kartki zywnosciowe, 107 mln dostaje pomoc socjalna, 314 mln dostaje subsydia zywnosciowe. Kosztem nowych dlugow ktorymi obarczacie dzieci. O czym oczywiscie nie wiesz bo w Fox News nie bylo. Tylko dlug publiczny rosnie o dalsze $1.2-1.5 trilliona kazdego roku. Wez sie do roboty leniu-nierobie bo to po prostu wstyd tak sie lajdaczyc na konto dzieci i nawet jeszcze nie urodzonych.

    Tu sie dowiesz co sie u ciebie na podworku dzieje. Gdybys tylko zrozumial. ***http://www.globalresearch.ca/search?q=us%20economy%20impending%20destruction

  40. @ axiom1
    25 października o godz. 12:01

    Moze, Szanowny Axiomie1, masz racje. Troche sie odzwyczailem od systemu metrycznego. Co jednak nie zaprzecza statystycznym stosunkom. Bony zywnosciowe rzeczywiscie dostaje ok. 44 milionow Amerykanow, co stanowi wiecej niz 10 procent populacji.

    Tym niemniej nie podwaza to moich argumentow. Obecny stan bezrobocia to niecale 8 procent. Jakie jest bezrobocie w Europie? Albo w Polsce?

    I tak, Szanowny Axiomie1, mozemy jechac po wszystkich statystykach. Jaka bedzie przyszlosc, tego nikt nie wie. Zyje od wielu juz lat i widze tylko, ze przyszlosc jest coraz lepsza. Martwiac sie o przyszlosc, zamiast o to, co jest tu i teraz bardzo mi przypomina los pisarza Berlioza z powiesci Bulhakowa, ktory byl absolutnie przekonany, ze wieczorem bedzie na konferencji, ale Anuszka juz rozlala olej i tramwaj obcial mu glowe. Podobnie, jak dawniej (nie chce mi sie szukac zrodla) przepowiadano, jak to konskie odchody zaleja cale miasta. Nic sie nie stalo. Trzeba starac sie o to, co dzieje sie dzis, przyszlosc zadba sama o siebie.

    Pozdrawiam.

  41. Werbalista
    25 października o godz. 12:47
    Aha, zaskakujesz. Ale na cuda nie licz. Tego juz nie da sie odwrocic. Ale rozwaz to; budzet US, rzadu federalnego, stanowi 20% ich PKB. W zielonej wyspie 44% !!!
    Przecietny amarykanin pracuje 90 dni w roku na podatki. Obywatel zielonej wyspy 182 dni. Rezim zielonej wyspy zatrudnia 8.5 razy wiecej pracownikow na glowe mieszkanca w porownaniu z US. Liczba poslow-senatorow w zielonej wyspy na glowe mieszkanca jest 10.5 razy wieksza w porownaniu z US.
    ‚Wolny’ polak zyje za 18.5 zl dzeinnie, pies w schronisku za 8 zl a wiezien za 63 zl. (wszystko netto) Awansem jest dostanie sie do wiezienia.
    I to sie nazywa cudem transformacji wedlug Kasprowicza. Na taka oblude brakuje slow. To wiecej niz obelga ! Cudem jest poziom zaszczucia Kasprowicza. Jak to mozliwe ?

  42. @ axiom1
    25 października o godz. 17:41

    Wreszcie, axiomie1, dochodzimy do sedna rzeczy i tego miejsca, gdzie absolutnie sie zgadzamy. Polska ma mniej wiecej tylu poslow i senatorow, co Ameryka – kraj 10 razy ludniejszy. Przerost administracyjny jest nieprawdopodobny. Wysokosc podatkow jest przerazajaca. Z mojej strony nie ma tu zadnych kontrargumentow. Bylem, widzialem – wystraszylem sie.

    Teraz przynajmniej jestesmy na tej samej fali. Jednak dyskusja byla o przedsiebiorcach i pracownikach oraz ich kwalifikacjach. To troche co innego. Wlasnie, to o czym piszesz, Szanowny axiomie1, do dokladny dowod tego, ze z Polski mlodzi ludzie uciekaja, a firmy nie chca przyjmowac „absolwentow” bez kwalifikacji, ani w ogole – nikogo – za duza odpowiedzialnosc finansowa. Ale robi sie cos na ten temat? Owszem, dodatkowo opodatkowac. Dziwne, ze nikt nie chce sie podejmowac nowej dzialalnosci gospodarczej? Chyba nie.

    Ciesze sie, ze wreszcie wkroczylismy na wspolny grunt.

    Pozdrawiam.

  43. Pingback: URL

css.php