Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy

27.09.2012
czwartek

Terapia szokowa

27 września 2012, czwartek,

Trwają debaty o alternatywnych formach zatrudnienia. Chodzi konkretnie o pełne obłożenie ich opodatkowaniem, w szczególności ZUS. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że takiemu rozwiązaniu przyklaskują związki zawodowe. Jednym z nielicznych wspólnych interesów pracodawców i związków powinno być dbanie o jak najwyższe zatrudnienie, a temu wysokie koszty pracy nie sprzyjają. Zamiast zatem włączać osoby na umowach cywilno-prawnych w piekiełko opodatkowania umów o pracę kierunek powinien być raczej odwrotny.

Powód takiego zachowania związków ujawnia jednak pewien cytat z wypowiedzi ich reprezentanta: „- Samymi niskimi kosztami pracy nie da się długo konkurować ze światową gospodarką – zauważa Nakonieczny. – Polskim pracodawcom potrzebna jest terapia wstrząsowa, by w końcu zaczęli być konkurencyjni także w dziedzinie innowacyjności czy lepszej organizacji pracy.” Tym powodem jest głupota, w formie dość zresztą popularnej – obrońcy uciśnionych i w komentarzach do tego bloga pisali, że pracodawcy pragną jedynie pracownika wykorzystać, poza tym zaś są zupełnie niekompetentni.

Oczywiście nie przemawia do związkowców fakt, że wszelkie kraje rozwijające się budują swoje bogactwo najpierw na taniej pracy. Nawet tak wychwalany przez wielu Tajwan rozpoczynał od osłabiania związków zawodowych i utrzymywania niskich kosztów pracy. Po wielu latach dopiero, kiedy zgromadzono kapitał, rozpoczęła się budowa nowoczesnego przemysłu. U nas place są niższe niż na zachodzie, ale trudno mówić, że konkurujemy głownie tanią silą roboczą. Samo obciążenie podatkami najniższej krajowej jest większe niż koszt pracy w wielu krajach, które właśnie tanią siłą roboczą konkurują. U nas taki stan jest niemożliwy, choćby ze względu na otwarte granice i możliwość pracy w Unii z czego nasi obywatele chętnie korzystają – i bardzo dobrze.

Wyobraźmy sobie jednak, że scenariusz opiewany przez związki zawodowe i środowiska do nich zbliżone się ziści. Koszt pracy szybuje do góry fundując przedsiębiorcom szokową terapię. Efektem terapii będzie oczywiście upadek firm bazujących na niewykwalifikowanej, a co za tym idzie tańszej pracy, co wiąże się ze zwolnieniami. Część z przedsiębiorców, idąc za wskazówkami pana Nakoniecznego, nauczy się lepszej organizacji pracy i zwolni najmniej wydajnych pracowników, zachowując miejsca pracy dla tych lepszych. Znowu najsłabiej wykwalifikowani pójdą na bruk.

W takiej sytuacji znajdą się zapewne przedsiębiorcy potrafiący działać w takim środowisku i rzeczywiście stworzą innowacyjne przedsiębiorstwa. Innowacyjne czyli takie, które potrzebują ludzi bardzo wysoko kwalifikowanych i świetnie opłacanych. Ciekawe ilu ze zwolnionych w czasie aplikowania szokowej terapii znajdzie tam zatrudnienie? I tak pięć lat później będziemy mieli gospodarkę wykorzystującą najnowsze zdobycze automatyki i organizacji pracy, zatrudniającej minimum ludzi. Wszyscy społecznie najsłabsi, o niskich kwalifikacjach i małym doświadczeniu będą zaś beneficjentami pomocy społecznej. A to wszystko przy optymistycznym założeniu, że szokowa terapia dla pracodawców nie zakończy się zamieszkami wywołanymi przez tych w czyim interesie była wywołana.

Jeśli się pomyliłem w mojej futurystycznej wizji bardzo proszę o korektę. W szczególności opis jak miałoby nastąpić gwałtowne przekwalifikowanie dziesiątek tysięcy ludzi z wykonujących prostą pracę fizyczną na inżynierów, biotechnologów etc. No chyba, że obrońcy praw pracowniczych uważają, że tych ludzi należy poświęcić w imię budowy innowacyjnej gospodarki metodami szokowymi. Ja taki odważny nie jestem.

Dziwi mnie to, że do umysłów polityków, związkowców, działaczy nie może dotrzeć prosty fakt, że najważniejsze jest to, żeby ludzie pracowali. Bezrobocie degraduje społecznie i psychicznie. Wykonywanie użytecznej pracy i otrzymywanie za to wynagrodzenia jest stanem pozwalającym budować własną godność i poczucie swojej wartości. Nie wspominając o tym, że buduje się jednocześnie bogactwo swoje i społeczeństwa. Z punktu widzenia budżetu pracujący nawet jeśli nie przynosi nawet złotówki to i tak jest zyskiem netto bo nie obciąża wydatków socjalnych. Związkowcy zaś powinni pojąć, że powinni przede wszystkim dążyć do tego by ludzie mieli pracę, a potem dopiero walczyć o poziom wynagrodzeń i zabezpieczeń. Dziś doprowadzają tylko do tego, że za przywileje pracujących płaca swoją nędza bezrobotni. No ale bezrobotni nie opłacają składek członkowskich… Jeśli ktoś sądzi, że sztywne przepisy uderzają przede wszystkim w przedsiębiorców to jest w głębokim błędzie.

Musimy szybko wymyśleć sposób by pracę w Polsce mieli wszyscy chętni, inaczej do rzeszy emerytów dołączy kohorta ludzi niezatrudnianych, a na to w obecnej sytuacji demograficznej nie jesteśmy sobie w stanie pozwolić. Dodatkowe opodatkowywanie pracy na pewno nie jest sposobem rozwiązania tego problemu. Raczej należy zastanowić się nad zniesieniem podatków od niskich dochodów, czy dla osób zaraz po studiach co spowodowałoby nie tylko pozostawienie większej ilości pieniędzy w kieszeniach najbiedniejszych, ale także zachętę do tworzenia miejsc pracy dla osób nisko kwalifikowanych. Im tańsza ich praca tym łatwiej można konkurować na rynku dzięki temu co ludzie ci mogą zaoferować. Dzięki temu zaś mieliby szanse zbudować kompetencję pozwalające później uzyskać lepiej płatną pracę – proces nieosiągalny kiedy jest się na bezrobociu. Niewielka inwestycja, która mogłaby przynieść wielki zwrot. No ale lepiej mówić, że Polska powinna stać samymi Nokiami. Ciekawe tylko kto by tam wtedy pracował…

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 34

Dodaj komentarz »
  1. Pelna zgoda ze podatki dlawia zatrudnienie ale za to nie sa odpowiedzialni zwiazkowcy. Rezim dyktatora Donka Tuska powiekszyl zatrudnienie w sektorze publicznym o dodatkowe 110 tys osob od 2007. W 1989 w sektorze publicznym pracowalo 158 tys osob, obecnie 630-1000 osob ! Rzad a raczej nie-rzad nie posiada fiskalnej dyscypliny. Kraj nie ma strategii rozwoju gospodarki. Kraj stracil 4 mln miejsc pracy po 1989 stad deficyty i wysokie podatki.

    Glownym podatkiem chamujacym aktywnosc gospodarcza jest VAT. Vat na poziomie 23% to sabotaz gospodarki. Bo ogranicza konsumpcje a wiec i zatrudnienie. To z Vat-em nalezy walczyc a nie z ZUS.

    Zaluzmy ekstrmalna systuacje. ZUS znika calkowicie. 8.2 mln emerytow i rencistow gloduje, znajduja Kasprowicza i aplikuja mu terapie szokowa.

    Wtedy rowniez te 8.2 mln nic nie kupuje a wiec przedisiebrcy mniej sprzedadza. Propozycja Kasprowicza przyczyni sie do zaniku aktywnosci gospodarczej i zmniejszeniu zatrudnienia. (i spowoduje wielka zawieruche)

    Nalezy likwidowac zatrudnienie w sektorze publicznym i obnizac VAT
    Terapia szokowa nalezy sie partyjniakom. Potrzebny jest ponad partyjny i ponad kadenecyjny plan rozwoju gospodarczego Polski a przedewszystkim kompetentny rzad fachowcow.

    Kasprowicz pisze „Tajwan,… Po wielu latach dopiero, kiedy zgromadzono kapitał, rozpoczęła się budowa nowoczesnego przemysłu.”

    W Polsce sektor Bankowy nalezy do obcokrajowcow. Wypracowany kapital przez polakow jest do dyspzycji obcokrajowcow. Polska nigdy nie zgromadzi kapitalu bo jest jest tylko kolonia i bantustanem EU skazana na wyzysk !

    A pomysl budowy konkurencyjnosci na podstawie niskich zarobkow jest po prostu szalenstwem nie z tej Ziemi. Dla partyjniakow w sektorze publicznym zgoda. Az 13.5 mln polakow zyje za mniej niz $2 dziennie. Pies w shronisku zyje za 8 zl dziennie.

  2. kazdy podatek jest zly – niestety zyjemy w kraju, gdzie politycy to nie mezowie stanu, ale pospolici zlodzieje. Podobno w Szwajcarii pensja za bycie parlamentarzysta wynosi 10 000 Euro, ale rocznie. Tam prace dla kraju traktuje sie jako zaszczyt, a u nas to normalny zawod.
    Nizsze podatki to wieksze zakupy wsrod spoleczenstwa i wieksza krajowa produkcja. Wysokie podatki w Polsce to tylko zwiekszone pensje i nagrody dla sektora publicznego i zwiekszone zatrudnienie. Czyli pelne marnotrawienie…

  3. Dobry tekst.

    Zniesienie opodatkowania dla najbiedniejszych i opodatkowania drobnych usług przyniosłoby natychmiastowy efekt. Uelastycznienie czasu pracy i zniesienie ograniczeń na umowy zawierane między stronami to dalszy wzrost. Powinny temu towarzyszyć cięcia w urzędach i niepotrzebnych wydatków (powielanie sie funkcji w urzędach państwowych), mamy bowiem biurokrację gorszą niz za komuny a władza urzędników zagraża mi jako przedsiębiorcy bardziej nawet niż wysokie koszty pracy.

    Tyle, że lebby urzędnicze, które o tych sprawach decyduje, nie jest zainteresowane samolikwidacją i podjęciem pożytecznej pracy. Pańskie propozycje to atak na nich.

    Oglądałem parę dni temu rozmowę lewicowych (kawiorowych) dziennikarzy z byłym doradcą Sarkozy’ego i ich atak po linii wzrostu biedy we Francji z 5mln 20 lat temu do 10mln obecnie (czemu winni maja być jakoby źli kapitaliści). Przytomna uwaga doradcy, że towarzyszył temu wzrost wydatków państwa z 40%GDP do 60% tylko rozjuszyła towarzystwo.

    Aparat administracyjny jest tak zasiedziały, że paradygmat użytecznej pracy i sensownego gospodarowania, który Pan proponuje, nie ma szansy się przebić.

    Sądzę raczej, że nasilać się będa ataki na przedsiębiorców, jako że każdy kryzys domaga sie kozła ofiarnego. Proponuję wyciągnąć z szafy stare ubrania i nie rzucać się w oczy:))

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Kolejny rewelacyjny blog. Dzieki wielkie. Jak to milo w koncu przeczytac cos, co ma sens, a nie jest propaganda.

  6. Panie Kasprowicz
    Myślę, że jednak Pan się myli, chociaż również mam zastrzeżenia do gwałtownego wzrostu płac, który mógłby przełożyć się na wzrost bezrobocia. Trzeba jednak zauważyć, że w Polsce stawki ZUS nie są zróżnicowane w zależności od dochodu. Tak więc moim zdaniem właściwe byłoby progresywne oskładkowanie płac (jak w USA czy Szwecji). W tej sytuacji szok, który spowodowałoby oskładkowanie licznych pracowników rozłożyłby się równomiernie. Ponadto trzeba zauważyć, że Polacy należą do jednych z najbardziej zapracowanych pracowników świata (o ile już pracują). Po części jest to wina pracodawców i prawodawców solidarnie przyczyniających się do osłabiania związków zawodowych, po części zaś fakt, że jesteśmy społeczeństwem na dorobku i pracownicy sami są skłonni pracować więcej, aby osiągnąć pożądany standard życia (nie łudźmy się jednak w większości wypadków to sytuacja wymuszona przez niskie płace i presje pracodawców powodowaną przez słabość związków zawodowych).

    We wpisie wyraża Pan troskę o degradację psychiczną powodowaną przez bezrobocie proponuje Pan jednak najprostsze rozwiązania jak obniżka podatków i składek.

  7. Widzę ,ze Aksjom znowu wykazał się czekistowską czujnością.Mój szwagier też twierdzi że VAT jest kryminogenny i należałoby go zlikwidować. Zapomina jednak ,że pewnego dnia , zamiast emerytury otrzymałby kartki na posiłek do MOPS-u. Wystarczy spojrzeć na statystyki i dowiedzieć sie że to jest zródło podstawowych przychodów. Aksjom powinien też pamiętać że jest to jedyny skuteczny podatek do pobrania od najbardziej zamożnych , bo to oni konsumując luksus płacą najwięcej. Och gdzie ta marksistowsa myśl Aksjom.

  8. cd. Uważam, że gdyby doszło do oskładkowania płac na proponowanych przeze mnie warunkach nie przełożyłoby się na znaczący wzrost bezrobocia. Ponadto uważam, że jest warta rozważenia propozycja profesora Witolda Modzelewskiego mówiąca o przeszczepieniu na polski grunt programu mini pracy (z Niemiec)co przełożyłaby się na wzrost liczby zatrudnionych na część etatu z korzyścią dla życia rodzinnego matek (czy też biorąc pod uwagę przemiany obyczajowe ojców) wychowujących dzieci i muszących godzić obowiązki zawodowe z rodzinnymi. Inaczej staniemy się w dużej części społeczeństwem bezdzietnych bez przyszłości. Program może zostać zrealizowany przez przywrócenie starych składek podatkowych PIT dla najlepiej zarabiających (18, 30, 40% dochodu).

  9. „We wpisie wyraża Pan troskę o degradację psychiczną powodowaną przez bezrobocie proponuje Pan jednak najprostsze rozwiązania jak obniżka podatków i składek.”

    Skomplikowane rozwiązania mamy dzisiaj.
    Co jest złego w prostych rozwiązaniach?
    Że trzeba mnie urzędników?
    Jestem za jeszcze prostszym rozwiązaniem.
    Wszyscy na samozatrudnienie, budżetówka też. Kontrakty zamiast umów o pracę, w budżetówce też, w kontrakcie zapisane, miesiąc, trzy, pól roku wypowiedzenia.
    I progresywny podatek dochodowy, niezależnie skąd dochody pochodzą, z pracy, inwestycji kapitałowych itd. I jedna minimalna emerytura równa dla wszyskich płacona z budżetu. I likwidacja CIT, bo to liniowy, szkodliwy dla gospodarki podatek. Ludzie płacą podatki, firma albo inwestuje, albo płaci ludziom których zatrudnia, jak inwestuje, niech inwestuje wszystko, jak wypłaci zatrudnionym, oni zapłacą podatek.
    I VAT , kto dużo konsumuje, dużo płaci. Najbogatsi najpierw dochodowy, potem VAT.
    Proste?

  10. Wiesław K.
    28 września o godz. 14:00
    Kompletnie bledna diagnoza.

    VAT na tym poziomie dlawi gospodarke i powoduje ze biedni placa wiecej. Bogaty czy biedny maja jednakowe zoladki i nie ma znaczacych roznic w konsumcji jednostek. Bogatych jest 5% spoleczenstwa biednych 85%. Ja nie pisalem by zlikwidowac VAT calkowicie. Tygodnie temu pisalm ze VAT powinien byc na poziomie 4-5%. VAT nie ma nic bezposrednio wspolnego z emeryturami.
    Fakt ze budzet doplaca do emerytur nie ozncza ze te pinieadze pochodza z przychodow z VAT. Dlaczego nie z pozyczek finasujacych deficyty.
    Obecnie skladnik VAT w cenie produkow jest wiekszy od wynagrodzen pracownikow. VAT jest najwiekszym skladnikeim w cenach produkotw.

    Zmniejszony VAT spowoduje wzrost konsumpcji, wzrost aktywnosci gospodarczej i zwiekszenie zatrudnienia przez co dochody z PIT i CIT wzrosna i dochody ZUS wzrosna. I o to przeciez chodzi.

  11. Bogaty czy biedny maja jednakowe zoladki i nie ma znaczacych roznic w konsumcji jednostek.

    Biedny i bogaty wydaje tyle samo:))))

    Nawet do 100% zliczyć nie potrafi.
    Jak ty się pisać i czytać nauczyłeś?

  12. parker
    28 września o godz. 16:04

    Obylo by sie bez tej tak prymitywnej warcholskiej agrsji. Matolku pomysl ile hamburgerow potrafi zjesc np Kulczyk dziennie a ile paprykarz spod Lodzi ?

    Mniej wiecej tyle samo podpowiem ci bo na pewno nie wiesz.

    Bogaczy jest nie wiecej niz 5% biednych 85%. Przychod budzetu z Vat w 85% pochodzi od biedoty. Mlotku jeszcze jedno, na jakiej podstawie zakladasz ze cale dochody bogaczy sa wydawane z czego placa VAT?

    Repezentujesz typowy przykald prostactwa, warcholski pysk i pusty leb !

  13. I ze trzydzieści procent średniaków, razem 120% :)))))
    Mój domowy budżet na wydatki to 15 tysięcy, wszysko ovatowane, średnia krajowa to mniej niż trzy tysiące netto. Rodziny które mają budżet na wydatki 3 tysiące nie uchodzą za najbiedniejsze, ja wydaję na pasztet z zająca, oni pasztetową cienko smarują. Kulczyk i hamburgery, ty w życiu Kulczyka nie widziałeś. Pewnie nie wpuszczają cię do takich dzielnic i na wszystko z perspektywy swojego slumsu patrzysz. Umyj się, przebierz w lepsze ciuchy, idź do lepszej dzielnicy, zobaczysz na co bogaci wydają.

  14. Axiom wybacz ale sam wystawiasz się na cios, chłopie. 23 % podatku Vat od Mercedesa, BMW czy infiniti to nie tyle samo co od Fiata Pandy. 23 % od hamburgera to nie 23 od sushi itd itp. A już zupełnie powaliłeś mnie ze śmiechu tymi równymi żoładkami, jak najszybciej złóż swoją aplikację rządowi Grecji jako specjalista od makro gospodarki . Jak przyjmą ofertę, to Kononowicz pewny

  15. Panie TK
    Dla ścisłości, VAT od sushi to 8%, to żywność. Na kwiaty teź, bo jak wiadomo biednych trzeba wspierać, a to oni najczęściej kwiaty kupują:)))

  16. A przepraszam, pomyliłem Pana z gospodarzem:)

  17. wiesław kasprowicz
    28 września o godz. 17:38
    Ile jest sprzedawanych Mercedesow ? Ile Fordow, ile Fiatow? Przemysl co napisales. To twoje makro wymaga naprawy. A Kulczyk nie jest w stanie zjesc wiecej hamburgerow od ciebie i niezaleznie od waszej roznicy dochodow.

  18. Nie do wiary, to nie jest możliwe że aksjom jest prawdziwy, to przecież prowokacja, przecież dyskusja dotyczy tego, czy ktoś kto zarabia więcej więc więcej wydaje więcej płaci VAT niż ten który zarabia mniej więc wydaje mniej i mniej płaci VAT.
    A aksjom, że zarabiających mniej jest więcej więc więcej płacą VAT w sumie. Tego nikt nie neguje, VAT jest podatkiem liniowym więc nie może być inaczej, nie da się wprowadzić progresywnego VAT chociaż obniżona stawka na żywność ma temu służyć. Ci co większość zarobków wydają na żywność płacą proporcjonalnie do swoich zarobków niższy VAT niż bogaci w których koszyku produkty o preferencyjnej stawce stanowią mniejszy procent.

  19. A kto to jest ten Pan Nakonieczny? Jakie są jego osiągnięcia w organizacji pracy?
    Częściowo ma racje, lepsza organizacja pracy przydałaby się, szczególnie w najmniejszych firmach. A co do innowacyjności. Jeśli ten pan rozumie pojęcie innowacyjności poprzez tworzenie wyłącznie firm opartych na elektronice, to pytam sie, kto temu panu wybuduje dom, naprawi samochód, upiecze chleb, jeśli wszyscy będa pracować jako informatycy czy specjalisci od biotechnologii.
    A czy u nas praca jest tak tania?
    Od pięciu lat kupuję twarde drewno na Bawarii. Pracownik zarabia tam ok trzykrotnie wiecej niz w Polsce , pracuja na tych samych maszynach co w Polsce, dodatkowo drewno jest przez rok sezonowane, co znacznie podnosi koszty, a cena sprzedaży jest ok 10% niższa niż w Polsce, nie wspominam juz o takich szczegółach jak jakość obsługi klienta. 60% produkcji sprzedaja do Polski,
    I gdzie są niższe koszty pracy? Chyba Bawarczyk nie dopłaca do interesu.
    Pozdrawiam.

  20. „Kolejnym ustępstwem rządu miałoby też być wprowadzenie rocznego rozliczania czasu pracy. O takie rozwiązanie walczą głównie duże przedsiębiorstwa przemysłowe.
    – Pozwoliłoby ono pracodawcom szybko reagować na duże spadki i wzrosty zamówień. Nie musieliby wówczas płacić pracownikom przestojowego czy nadgodzin – mówi Jeremi Mordasewicz.”

    Ciekawe, ciekawe. To ja, kompletny ekonomiczny ignorant, w wielkim USA swoja własną głową prawie to samo wymyśliłem! Moje pomysły były nawet bardziej radykalne, bo ja mówiłem o rozliczaniu czasu pracy w cyklu 2-3 lat. I to wcale nie jako odpowiedź na jakieś prymitywne „spadki i wzrosty zamówień”. W końcu nie pracowałem w masowej produkcji gdzie wszystko jest dzielone czy mnożone przez liczbę nagwintowanych nakretek czy zakorkowanych butelek. Moje „rozliczanie” miało polegać na ocenie jakości produkcji przy zadanej jej ilości. Czyli w ppm. Ja obserwowałem sposób, w jaki pracuje kadra inżynierska. I wykombinowałem, że każdy z młodych ale już samodzielnych inżynierów ma po dziurki w nosie systemu, w którym do produkcji idzie każdy złom, każdy soft, prawie niezależnie od ilości błedów i niedoróbek. Zaplanowane terminy i koszty MUSZĄ być dotrzymane, choćby świat walił sie i palił. Dopiero POTEM, już w praniu, przychodzi czas na niemal dowolną ilość pieniędzy i środków wydawanych i przeznaczanych na GASZENIE POŻARÓW.
    Zero prewencji i 100% uwagi skupione na leczeniu.

    Gadałem ludziom, że inżynierowie powinni być zatrudniani na stałe, ale rozliczani w okresie trzyletnim, tak płacowo jak i czasowo. Np. będzie im zapłacone 250 tys. za 6000 godzin przy założeniu, że ich produkt będzie miał nie więcej niż 4 ppm, odpowiednio przeliczone statystycznie na początkowe ilości produkcyjne i „dojrzewanie” produktu.
    Czyli, że jak jesteś sprytny i znasz się na rzeczy to robisz przez 2 lata po 3000 godzin rocznie, ostatni zaś rok spędzasz na plaży na Hawajach.

    Odpowiedź moich amerykańskich kolegów była ZAWSZE taka sama – zwariowałeś! Żaden szef w USA nigdy nie uszanuje uzgodnionego w umowie czasu pracy i nie pozwoli ci się wyprowadzić na Hawaje. Tak jak teraz nie szanują całkowicie fikcyjnych 2080 godzin rocznie i każą nam zaper.alać tyle „ile jest w danej chwili konieczne” tak jak tylko ich przekonasz, że zakończyłeś z sukcesem jeden projekt to dowalą ci następny. W całym USA nie znajdziesz żadnego inżyniera, który by zaufał pracodawcy, że tak nie będzie.

  21. Co ważne, podjęte po 2003 r. radykalne reformy rynkowe Saakaszwili utrwalił, forsując w 2009 roku „Akt Wolności Gospodarczej”. To zestaw ustaw konstytucyjnych, które gwarantują nieodwracalność fundamentów gruzińskiego modelu ekonomicznego, takich jak m.in.:

    – zwiększanie obciążeń podatkowych tylko w drodze referendum;

    – zamrożenie dotychczasowego spisu wymaganych zezwoleń i koncesji na działalność biznesową;

    – zakaz tworzenia nowych państwowych regulatorów;

    – zakaz państwowej regulacji cen towarów i usług;

    – górny próg wydatków budżetowych na poziomie 30 proc. PKB;

    – maksymalny deficyt 3 proc. PKB;

    – zadłużenie państwa nie może przekraczać 60 proc. PKB;

    – zakaz inwestowania państwo w banki komercyjne.
    http://www.tvn24.pl/raj-dla-biznesu-a-policja-nie-bierze-saakaszwili-zmienil-gruzje,279640,s.html
    =============

    Interesujące…..

  22. @axiom1
    Naprawdę uważasz, że Kulczyk spożywa hamburgery dla biedoty? Ubiera się w lumpeksie i jeździ tramwajem?

  23. Myli się Pan i łatwo to wykazać. Według Pana problem dotknąć miałby tylko niewykwalifikowanych. Architekci w naszym kraju również pracują bez umów o pracę, lub na umowę o pracę dostają niewielką część zarobków a resztę na umowę zlecenie (formalnie od innego pracodawcy). Myli się więc Pan twierdząc, że proponowane zmiany nie uderzą w wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Biotechnolodzy? Naukowcy? Zatrudnieni w na etatach, żyją z umów o dzieło, umów zleceń. Dołóżmy do tych umów ZUS i czeka ich taki sam los jak niewykwalifikowanych pracowników. Zdecydowanie przesadził Pan z optymizmem, destrukcyjny charakter proponowanych rozwiązań będzie zdecydowanie większy niż Pan to opisuje i obejmie całe spektrum społeczeństwa. Proszę nie umniejszać głupoty związkowców, ona nie jest duża, jest bezgraniczna. Mogą się poczuć się urażeni niedoszacowaniem zniszczenia jakie siałyby ich pomysły.

  24. wiesiek59
    29 września o godz. 13:46
    Saakaszwili przeksztalcil Gruzje w kolonie zachodu. To tylko namiestnik reprezentujacy interesy zachodnich korporacji i zachodnih rzadow. Tak jak Tusk.

  25. @zza kałuży,

    Ma Pan rację co do przedsiębiorców i mozliwości umawania się z nimi. Ale w USA łatwiej rozstać się z pracownikiem niż w Europie, uelastycznienie czasu pracy ma więc sens.

    Zresztą obowiązuje już w Polsce wersja vpremiera Pawlaka, tyle tylko że jest tak skomplikowana, że nieskuteczna. Skierowana jest nie do inżynierów, których bezrobocie dotyka najmniej, tylko do pracowników o podstawowych kwalifikacjach, a więc najbardziej zagrożonych.

    Samo zaś uelastycznienie czasu pracy to wobec zmniejszonego popytu próba zatrzymania pracowników (zamiast ich zwalniać oferuje się modulację czasu) i unikania czasowego zamykania zakładów, cięcia pensji itp. Czyli mniejsze zło.

  26. Zastanawia mnie jak dalece słowa przestały znaczyć to co znaczą. Oczywistym jest, że w 99% przypadków bogaty zaplaci większy podatek niż biedny. Najpierw ma podatek dochodowy, a za resztę kupi towary i usługi i zapłaci VAT. W sumie licząc złotówki zaplaci do budzetu znacznie więcej niż biedny.
    Jednak tutaj pojawia się jakże czesta próba zmanipulowania znaczenia słow. BO jesli zapłaci mniej w stosunku do dochodu – to wielu gotowych powiedzieć, że zapłacił mniej bez jakichkolwiek kwantyfikatorów. i nei wazne, ze wrzucil do wspólnej kasy 10 000 – a biedny tylko 500 – dalej będzie mówiło się że bogaci płaca mniej.
    Bynajmniej nie jest to mój glos by stosowac podatek poglowny etc – prosze tylko by odpowiednie dać rzeczy słowo i pisać bez skrotów myslowych prowadzacych do nieporozumień.

    @Samael
    Nie tyle można opodatkowywac progrsywnie ZUS, ale wręcz trzeba będzie – bo się system niedomyka i predzej czy póxniej się zawali. Właściwe to co napisałem w pełni zgadza się z Pana poglądem – by płac najniższych nie opodatkowywac wogóle – co przekalda się na progresję w zakresie ZUS.
    Dlugie przepracowane godziny to także efekt naszej niskiej wydajnosci – prosze tez o tym pamiętać.
    Co do moich rozwiązań – prostota rozwiązania w mojej ocenie to zaleta a nie wada. Łatwiej przewidzieć skutki i mniejsze szanse, ze w twarz nam wypali.

    @wykształciuch
    Ja nie twierdzę, że roziwązanie to nie uderzy także w tych z wyższymi kwalifikacjami – ma Pan rację – uderzy. Ale oni od teog pracy nie stracą – bedzie im się po rpostu gorzej wiodło. Tymczasem uderzenie w najsłabiej wykwalifikowanych bedzie największe i to właśnie obnaza antyhumanistyczne podejście związków zawodowych – cecha o którą najczęściej oskarża się przedsiębiorców.

  27. W krajach os strukturze podatkowej PIT-VAT podobnie jak w Polsce biedni placa wiecej podatkow – mierzone jako procent dochodow.
    Np w USA niedawno debatowano podatki republikanskiego kandydata.
    On placil 15% (an nawet tylko 13%) od swego dochodu a jego sekretarka ponad dwa razy wiecej.

    W malych przedsiebiorstwach wlasciciel rozlicza sie z podatku razem z przesiebiorstwem. Co pozwala klasyfikowac osobiste wydatki jako koszty firmy i w sumie placic niskie podatki.

    Dosc bajeru panie Kasporwicz. Oh,… jacy biedni sa ci bogaci. Ilez oni placa. Na pewno placa wiecej lapowek niz podatkow. Zwiekszyc CIT trzyktortnie, zwiekszyc PIT dwukrotnie, zmniejszyc VAT do 5%.

  28. @Tomasz Kasprowicz
    Dawno nie czytałem tylu dziwactw na raz. Wydaje się Pan być kompletnie odporny na argumenty. Gdyby jeszcze argumentował Pan rzeczowo, można by się do tego odnieść, ale tu tylko insynuacje i własne mrzonki zamiast faktów. Już 3 dni myślę, jak to skomentować.
    1. Związki zawodowe są absolutnie konieczne i potrzebne. Każdy prawdziwy przedsiębiorstwa sobie je ceni jako partnera do rozmowy zamiast wrzeszczącego i niezorganizowanego tłumu. To bardzo obniża koszty produkcji. I są oni gotowi prawie zawsze podjąć ryzyko i ponieść ofiary dla miejsc pracy i zakładu pod jednym warunkiem: że się je szanuje i traktuje poważnie. W żadnym wypadku tak jak Pan, który nimi pogardza i chce je z zasady zniszczyć. Przy takim nastawieniu Pan się z nimi nigdy nie porozumie. Pieniactwo związków to oznaka bezsilności i jedyna możliwość dla ludzi, którymi się poniewiera. I zanim mi Pan odpowie proszę pojechać do Poznania i porozmawiać u Cegielskiego. To jedyny mi znany zakład, gdzie związki od niedawna traktuje się poważnie. Proszę się pouczyć. Żadnej innej odpowiedzi nie przyjmuję. Niemcy przeżywały największy wzrost gospodarczy w czasach, kiedy związki zawodowe były najsilniejsze. Tego też Pan się nie nauczył.
    2 Teza, że obniżanie pensji pracowników doprowadzi do wzrostu dobrobytu to brednia perwersyjna. Przypomnę tylko, że dobrobyt w Europie rósł właśnie razem z rozwojem gospodarczym. W Niemczech w latach 60-tych, w czasach najsilniejszego rozwoju podwyżki płac wynosiły nawet 11% rocznie i wszystkim powodziło się coraz lepiej a nie gorzej. Pracodawcy byli bardzo zadowoleni bo silne związki wstrzymywały dzikie strajki. I było to 16 lat po powstaniu Bundesrepubliki, a Pan dzisiaj, po 23 latach rozwoju ciągle używa wymówek, że to dopiero początek. Bzdura. To już koniec fazy rozwoju. Rozpoczyna się inna faza, w Niemczech to była rewolucja roku 1968. A w PL ciągle intelekt jak 25 lat temu. Rozwój umysłowy żaden. I proszę nie bajdurzyć przykładami z Hongkongu bo tutaj jest Europa i zupełnie inne warunki. Zresztą i Polska znajduje się w innej sytuacji bo przychodzi na gotowe. Metody wypracowane przez dziesiątki lat przychodzą w ciągu paru dni wraz z nowym zakładem. I dlatego wydaje się, że można taniej produkować obniżając płace. To zupełna nieprawda na dłuższą metę bo rozwój gospodarczy i rozwój dobrobytu mamy tylko, kiedy płace rosną odpowiednio do wzrostu wydajności. I ciekawe, że to nie pracownicy tylko związki zawsze pierwsze nakłaniają ludzi do wyrzeczeń w kryzysie. Obniżki płac o 10-20% są na porządku dziennym, ale tylko tam, gdzie są silne związki.
    3. Urzędnicy i durna teza, że im mniej państwa tym lepiej. To mentalność średniowiecza. Nawet Smith, autor „niewidzialnej ręki” i ojciec kapitalizmu w swojej podstawowej pracy w 1773 roku aż 29 razy napisał, że nie wolno wszystkiego oddawać w ręce prywatne i konieczne są państwowe interwencje. Brak Panu oczytania Panie Kasprowicz. W Polsce urzędnicy to 9% zatrudnionych, a w Luxembourgu 25%, we Francji 21% itd. Im bardziej rozwinięte państwo tym większa liczba ludzi musi zajmować się jego organizacją. A Pan chce powrócić do Piasta Kołodzieja. Natomiast czym innym jest efektywność ich pracy. Widzi Pan, to nie pierwsza dyskusja o tym. Tylko ja w międzyczasie postanowiłem przy każdej wizycie w urzędzie pytać, dlaczego urzędnicy są tacy niesprawni. Ze swej strony oni są bardzo sprawni wobec przełożonych i wobec prawa. Tu są potrzebne zmiany. A o petentach mają zdanie, że przychodzą jak Pan z gotową tezą i zaczynają od awantury. Poprawianie proszę więc zacząć od siebie.
    Chyba starczy tego na razie
    Wszystkiego

  29. Jeszcze uzupełnienie bo mi się przypomniało: Nigdzie na świecie nie można stwierdzić, że niższe płace prowadzą do zmniejszenia bezrobocia. Najlepszy przykład to kryzys lat 20-tych. To właśnie fakt, że płace spadają a bezrobocie szaleńczo i tak rośnie, zauważył Keynes. Zaprzeczenie tej tezie stało się podstawą teorii Keynsianizmu: likwidacji kryzysu poprzez stymulację gospodarki. Która to teoria oczywiście też nie jest absolutnie prawdziwa do dzisiaj. Można powiedzieć, że poglądy Pana Kasprowicza to mniej więcej rok 1928. Trochę spóźnione.
    Druga teza, że
    Podobno bezrobocie ma prowadzić do degeneracji. A może Pan to jakoś udowodnić, że tylko to? Bo ja uważam, że praca za zbyt niską pensję na poziomie niewolnika jest jeszcze gorsza, jeszcze bardziej degeneruje i pozbawia człowieka poczucia wartości. Uniemożliwia mu branie adekwatnego udziału w życiu społecznym i redukuje do bezmyślnego muła roboczego w ten sposób obniżając także jakość jego pracy. Widać to choćby dzisiaj w USA u ludzi, którzy muszą pracować na 2-3 etaty żeby wyżyć, a nie żeby utrzymać standard życia. Człowiek, który dłużej pracował w takich warunkach nie będzie – podobnie jak długotrwały bezrobotny – zdolny do wykwalifikowanej pracy w nowoczesnym zakładzie.
    Dobranoc

  30. ZWO
    1 października o godz. 21:44

    Ocywiscie, niskie place nie zmniejszaja bezrobocia. Glownie dlatego ze rynek czyli wszyscy pracownicy wszystkich firm nie maja funduszy by kupowac i konsumowac. A gdy firmy nie sprzedadza wiecej nie beda wiecej produkowac i zatrudniac wiecej osob. Pisalem poprzednio, niskie place niszcza rynek konsumencki. Czyli Kasprowicz chce zniszczyc samego siebie. Aby dobrze operowac Kasprowicz powinien placic ponad przecietne place.

    Kasprowicz nie ma pojecia o budowie kompetytywnej pozycji biznesu. Wydymac pracownika to jedyna droga rozwoju dla biznesu Kasprowicza. Nie dziwie sie. Kasprowicz studiowal w najbardziej swiatopogladowo zacofanej czesci UsA. To tam Antek Macierewicz czesto lata po inspiracje.

  31. Dedykuje ponizsze linki dla Gospodarza. Ja to rozumiem, studiujac w krainie skazonej kretynstwem Miltona Fridmana Kasporwicz nie jest w stanie nic innego tu zaproponowac dla biznesu, to jest, poza wydymaniem pracownika. Filozofia Friedmana przez diesieciolecia starala sie spowadzic biznes do ery kaninbalizmu. I to sie udalo w wielu czesciach swata, miedzy innymy czesciowo w Polsce.

    Szkoda ze Kasprowicz nie zapoznal sie z tworczoscia innych naukowcow. Np z pracami Michaela Portera. Bo wtedy mialby cos ciekawego do zaoferowania polskim przedsiebiorcom.

    ***http://www.amazon.com/s/ref=nb_sb_noss_2?url=search-alias%3Dstripbooks&field-keywords=michael+porter+

    ***http://www.amazon.com/Competitive-Advantage-Creating-Sustaining-Performance/dp/0684841460/ref=sr_1_6?s=books&ie=UTF8&qid=1349171749&sr=1-6&keywords=michael+porter

    Tak wiec panie Kasprowicz, niech pan wiecej nie skomli o niskich zaroblach jakby od tego wszystko zalezalo. To nie prawda. Koszty pracownika to tylko czesc kosztow ogolnych. Produktywnosc jest nawet wazniejsza ale za to odpowiada przedsiebiorca a wiec Kasporwicz nie zna tego tematu. Konkurencyjna pozycja biznesu nawet malego biznesu zalezy od okolo 10-20 parametrow.
    Jednym z tych parametrow jest przedsiebiorca, jego wizja i zdolnosci tworcze.

  32. @ZWO
    Mam wątpliwości czy aby na pewno czyta Pan to co napisałem, czy tez może chce czytać to co Panu do tezy pasuje. Prosze więc zastanowić się nad nastepującymi kwestiami w ramach punktów, które sam Pan przedstawił:
    1. Zgadzam się, ze związki zawodowe są absolutnie potrzebne. Nie wiem gdzie Pan wyczytał, że uważam inaczej lub, że co gorsza nimi pogardzam lub chcę niszczyć. Sam znam kilka zakładów gdzie związki spełniają bardzo pożyteczną rolę. Co nie zmienia faktu, że niektóre wypowiedzi i poglądy związkowców – zwłaszcza tych z central związkowych, są idiotyczne i godzące w interes ludzi pracy. Taki przykład dalem tutaj. I tylko tyle.
    2. Myli Pan chyba przyczynę ze skutkiem. Przyczyną jest wysoka wydajność i kompetencje powodujące produkcję wysokomarżowych produktów co pozwala wynagradzać pracownika. Czy uważa Pan, że jesliby podnieść płacę minimalną w Polsce do 15 000 złotych to nagle w Polsce będzie dobrobyt?
    Niestety jest tak, że aby było bogactwo to trzeba je najpierw jakoś wypracować. Niestety kolejny absolwent psychologii, socjologii etc nie jest w stanie wypracować tych 15 000 i w związku z tym nie zostanie zatrudniony. Będzie zatem klepał biedę na bezrobociu i obciążał pomoc społeczną razem z 80% społeczeństwa, które też nie jest w stanie tyle wypracować. Oczywiście najłatwiej jest zrzucić odpowiedzialność na kogoś innego – w tym przypadku słowo wytrych – niech przedsiębiorca zapewni takie warunki by każdy był w stanie wypracować płace minimalną. Tylko dlaczego przedsiąbiorca ma nagle być cudotwórcą? Czemu odpowiedzialność nie spada także na pracownika by odpowiedni kompetencje zdobył? Nie za wygodne to intelektualnie?
    3. Oczywiście ma Pan rację, że urzędnicy często są skrępowani idiotycznym prawem. Zasadniczmym błędem tego prawa jest właśnie to, że stara się ono regulować wszystkich i wszedzie co oczywiście jest niemożliwe i powoduje niewydolność systemu. Dlatego postuluję deregulację by państwo zajęło się tym co powinno a nie wszystkim.
    To powiedziawszy urzednicy też nie są bez wizny bo w ramach idiotycznego prawa tworzą oni nie mniej idiotyczne elementy pzoaprawne. Architekt, który pomagał mi przy wniosku o pozwolenie na budowę przygotował mi po 6 wersji niektórych dokumentów wiedząc z doświadczenia, że w różnych urzedach wymaga się zupełnie innych rzeczy – wszytko na podstawie tego samego prawa. Więc i tu nie można zaaplikować wygodnego, bo niewymagającego intelektualnie wniosku, że urzednicy są cacy tylko to prawo takie niedobre.
    Proszę także pamiętać, że urzędnik niczego nie wytwarza i musi żyć z nadwyżki wyprodukowanej przez innych pracujących. Jeśli nadwyżki dużo to urzednik nie ciąży, jezli mało to jest przyczyną nędzy.
    4 (uzupłenienie) Znowu myli Pan przyczynę ze skutkiem. Spadek płac nie był przyczyną kryzysu, ale kryzys przyczyną spadku płac i bezrobocia.
    Jendnym z podstawowych problemów Kenysizmu jest nadmierna agregacja. „Stymulowanie gospodarki” powoduje wpływ pieniądza w bardzo określone jej działy, które zawsze na tym korzystają i zazwyczaj nie są to branże nie będące motorem gospodarki. Jednocześnie dotowanie z budżetu powoduje dalsze osłabienie branż w trudnej sytuacji.W tym samym czasie Suma – jako wzrost PKB się zgadza tzn mamy wzrost – szkoda tylko, że wzrost branż mało efektywnych (bo dotowanych) kosztem branż potencjalnie rozwojowych. Nie jestem przekonany, że to najlepsze rozwiązanie (szczególnie, że wyraźnie widać dziś, że nie działa).
    5. Dlaczego stawia mi Pan gotowe tezy, których mam bronić? Oczywiście, że wiele rzeczy może prowadzić do degeneracji. Dlaczego mam udowadniać, że tylko bezrobocie? To niezbyt uczciwe z Pana strony nie mówiąc o tym, że w żadne sposób nie przeczy moim słowom. To jakby na moje słowa, że cyjanek zabija ludzi kontrował Pan, że mam udowadniać, że tylko cyjanek to czyni i przywoływał jako kontrę, że strychnina też. Gdzie logika?
    Więc ja Pana prosze o uzasadnienie (w żaden sposób nie stwierdzając, że jest to sytuacja dobra) dlaczego długotrwale bezrobotny jest w takiej samej sytuacji na rynku pracy jak osoba pracująca na 2 etaty? Dlaczego ma być równie źle przystosowana? Bo ja tu zalezności nie widzę.
    Ja sam tak pracowałem na 2 etaty i nie wspominam tego zbyt mile, ale akurat dla rozwoju zawodowego były to same plusy.
    Do inwektyw i insynuacji jak zwykle nie odnosze się.

    @axiom1
    Pan jak zwykle mądrzejszy od noblistów. Kilka słów do przemyślenia.
    Gdzie Pan wyczytał, że bogaci są biedni. Ja tylko prosze o elementarną uczciwość w użyciu języka. Buffet płaci więcej podatkó niż jego sekretarka. Zużywa na to mniej swoich dochodów, co jednak nie zmienia faktu, że płaci więcej. Na ale jak się pisze komunistyczne pamflety to nie brzmi to tak dobrze.
    Jest Pan niestety na dość niskim poziomie rozumienia gospodarki i dostrzega Pan jedynie stronę popytową, a o podazy Pan ciągle zapomina (bo to wygodne). Pieniądze to tylko sposób redystrybucji. Wysokie płace przy braku produkcji to tylko inflacja lub puste półki (przerabialiśmy w Pana ulubionym systemie).
    Zatem jest tych wiele parametrów od których zalezy zyskowność przedsiębiorstwa. Jednym z nich jest przedsiębiorca. Innym jest pracownik i od niego też zalezy produktywność – ale o tym Pan nie pisze.
    Swoją droga pisze Pan, ze jest doradcą przedsiębiorstw. Ciekaw jestem iluż z nich dał Pan następującą radę: „Niech Pan(i) podniesie wszysktim swoim pracownikom pensję x2 bo to wtedy rozrusza popyt w kraju i Pan(i) na tym skorzysta”. No i oczywiście ilu z nich było jeszcze zainteresowanych dalszą współpracą.
    No a jesli nikomu Pan tak nie doradził to może czas wdrożyć swoje idee w życie, a nie ograniczać się tylko do wpisów na blogu. Jelsi ma Pan pracowników proponuje od razu płace x10, a jesli nie to chociaż płacić w sklepie podwójne ceny, dawać napiwek będący 10krotnością rachunku. Przecież Pan wtedy popyt nakręci i sam na tym skorzysta. Jelsi Pan tak nie robi to widzę, że jedyny spób na życie jaki Pan zna to wydymanie swoich współobywateli i chce Pan zniszczyć samego siebie.
    Także trzymam Pana za słowo i oferuję puste butelki po piwie za jedyne 100zł za sztukę. Jeśli Pan nie będzie u mnie ich kupował znaczy jest Pan wysykiwaczem. Ja się deklaruję, że zarobek w pełni przekażę na dobroczynność. Kiedy i na jaki adres mam wysłac pierwszą cięzarówkę? Na kogo wystawić fakturę?

  33. Kasprowicz ciagle nie rozumie ze warunkiem dobrobytu kazdego biznesu sa zdolnosci nabywcze wszystkich obywateli.

    Oczywiscie ze niskie place spowodowaly Great Depression 1929-1939.
    W latach 1920-ych ubieglego stulecia dziki kapitalizm powodowal knocntracje bogactwa co spowodowalo zanik sily nabywczej rynku konsumenckiego, przeceny wartosci firm, bankrupcje i depresje.
    Polecam przeanalizowac Gini Index i tepo wzrostu PKB czolowych krajow swiata.
    Wysoki Gini oznacza recesje zanik wzrostu gospodarczego, niski Gini to boom gospodarczy.
    Widac to wyraznie na wykresach w linku.
    ***http://www.gini-research.org/system/uploads/19/original/Atkinson_GINI_Mar2010_.pdf?1269619027
    Tu warto rozpoznac ze w koncowych latach 1990 Gini zaczal gwaltownie wzrastac (zasluga bandyckiej ideologi neo-libaralnej) co spowodowalo zanik wzrostu PKB, wyczerpanie kredytu, recesje i kryzys.

    Nie wiem dlaczego Kasprowicz ma problem z tak oczywistymi faktami. Kasprowicz zaklamuje samego siebie. Uparl sie chlop i tyle.
    Przeciez to oczywiste !!! Np 13.5 mln polakow zyje za mniej niz $2 dzinnie. (pies w schronisku za 8 z dziennie). Przeciez to oczywiste ze te 13.5 mln nie odgrywa zadnej roli na rynku konsumenckim, podobnie jak nastepne 8.2 mln recistow i emerytow i 4-5 mln emigrantow ktorzy nie docenili ‚cudownej transformacji’. I wiekszosc pracujacych ktorym Kasprowicz chcialby placic 5 zl za miesiac pracy. Zachlannosc i pazernosc nie zna granic. Nawet jezeli rezultatem jest zniszczenie samego siebie.
    Polska ma najwyzszy Gini w Europie.

  34. Tomasz Kasprowicz.
    Odgryzać i odszczekiwać się potrafi Pan. Gorzej z argumentacją.
    Niestety sam podlegam stawianym regułom: Inwektywy i pieniactwo to tylko wynik poczucia bezradności. To pozbawia ludzi poczucia odpowiedzialności. Pan ma przewagę i może odgrywać Wielkiego Dyskutanta. Ale niestety w żadnym punkcie nie odpowiada Pan na argumenty tylko próbuje pokazać, że Pan wszystko wie lepiej i już napisał, że nic nie wiem i niczego nie umiem i po prostu jestem głupi. Zwracam Panu uwagę, że to niema nic wspólnego z dyskusją. To jest gorsze niż wyzwiska Axioma. Dyskutujemy od pół roku i ani jeden raz nie wykazał się Pan elastycznością i reagowaniem na argumenty. Stąd moja bezradność. Nazwałem to odpornością na argumenty. Odbija Pan piłeczkę, ale to nie jest dyskusja a wartość Pana argumentów jest minimalna.
    Do dzisiaj nie zauważył Pan nawet, że wszystkie teksty na takim forum muszą być z konieczności skrócone i zawierać wszystkich argumentów. Stąd argumentowanie, że czegoś brak to strzelanie w płot. Tylko Pan może wyrażać się w całości.

    A argument o tym, że dobrobyt trzeba najpierw wypracować to bajka ewidentna. W Polsce przyszedł z zewnątrz. Przyjechały gotowe fabryki i miejsca pracy. Polski wkład to sprzątaczki. Znam wielu ludzi, którzy w takich firmach zaczęli pracę od owych 15 tys miesięcznie choć studiowali polonistykę. Więc dlaczego mi Pan wymyśla?

  35. -Po pierwsze określanie wszystkich umów mianem śmieciowych to patologia. Od umów zleceń (większości) opłacane są wszystkie składki ZUS. Ludzi zatrudnionych na etacie też można traktować jak śmieci, np. przerwy dla kasjerek co 5 godzin. Nie ma przymusu pracy na takiej umowie. Pracownik, jeśli tylko znajdzie lepszą pracę, może błyskawicznie rozstać się z dotychczasowym pracodawcą. W umowie zleceniu mogą zostać zawarte liczne bonusy, np. płatny urlop itp. Problemem nie są umowy tylko brak pracy.

    Alternatywą dla umowy zlecenia nie jest etat tylko brak pracy.

    Sytuacja drobnych przedsiębiorców jest często nawet gorsza niż pracowników zatrudnionych na umowach. Drobny przedsiębiorca
    – nie ma płatnego urlopu,
    -dostanie głodową emeryturę, chociaż nie płaci głodowych składek,
    – nie ma wypowiedzenia – wystarczy brak zamówień = szybka utrata pracy
    – chorobowe to fikcja – jeśli nie pracuję, to nie zarabiam
    – nadgodziny, wolne żarty, ilu z nas pracuje od świtu do nocy również w święta! ”

    Solidarność na Facebooku oburzała się na umowy wolnościowe (nazywane przez specjalistów od PR Solidarności śmieciowymi) stosowane w sądach.
    Niedawno zwolniono 1600 osób pracujących w sądach na takich umowach. O to wam chodziło? Szkoda tych biednych ludzi. Dla wielu z nich to było jedyne źródło utrzymania. Wielu studentów opłacało studia, a teraz będą musieli je przerwać. Ktoś miał potwornie niską emeryturę i ta praca pozwalała mu godnie przeżyć bez potrzeby zbierania puszek na śmietnikach.
    Politycy i presja związkowców sprawiła, że potraktowano tych ludzi jak śmieci i brutalnie wywalono na bruk pozostawiając bez środków do życia. Taki sposób na rozwiązanie problemu bezrobocia i biedy mają politycy i związkowcy. Ludzie zatrudnieni na takich umowach to najczęściej słabo wykształceni oraz mało konkurencyjni z różnych względów pracownicy dla których jedyną alternatywą jest bezrobocie.
    Najgorsze jest to, że politycy i związkowcy takim postępowaniem krzywdzą bardzo wielu ludzi, ale nie przeszkadza im to fałszywie twierdzić że robią to dla ich dobra.

css.php