Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy

20.09.2012
czwartek

Etyka biznesu

20 września 2012, czwartek,

Kwestia etyki w biznesie to chwytliwy temat, a podejścia do niego różnorakie. Korporacyjne podejście to wyszykowanie pięknego kodeksu, opcjonalnie okresowe szkolenia pracowników w zakresie etyki zakończone testem. Kto test zaliczy z pewnością jest wzorem uczciwości. Na uniwersytecie, gdzie pracowałem, okresowe zdawanie testu było obowiązkowe. Rekordzista zaliczył test w czasie poniżej minuty, co spowodowało, że nakazano mu test i kurs powtórzyć. Pracownik odmówił, pozwał uniwersytet do sądu i wygrał. Wygląda na to, że dopiero sądy są w stanie powstrzymać wielkie organizacje przed wtłukiwaniem umoralniających formułek w głowy swych pracowników.

Efekty takiego działania są oczywiście marne, bo przede wszystkim bycie etycznym wynika z sumienia, a nie ze zdania testu. Po drugie o etyce w firmie decydują przede wszystkim zarządy, które najwyraźniej kursów nie odbywają . Jako dowód wystarczy popatrzeć na skład indeksu firm etycznych GPW. Kryteria doboru do niego musza być dość zabawne i bazujące zapewne na tym ile razy słowo „etyka” pojawia się w wizji lub misji firmy. Jakoś nikt nie zauważa, że nie brakuje tam monopolistów, którzy na co dzień nieetycznie wykorzystujących swoją pozycję by jeszcze bardziej się umocnić kosztem innych uczestników rynku. Jakoś tak jednak jest na świecie, że największe problemy z moralnością mają te organizacje, które głoszą wszem swoje wysokie standardy.

Podejście związków zawodowych do moralności w biznesie sprowadza się głównie do pojęcia sprawiedliwości społecznej. Najogólniej oznacza ono tyle, że pracownik ma zarabiać godnie, zasadniczo niezależnie od tego co robi. Jeśli nie jest w stanie wypracować swojej pensji to jest to wina pracodawcy bo nie jest dość innowacyjny, a zatem ten ostatni powinien do godnej pensji pracownika dopłacić. W brew pozorom ten obraz to nie karykatura, a streszczenie wielu wypowiedzi komentatorów tego bloga. Do tego dominuje obraz przedsiębiorcy, którego hobby jest przesiadywanie wieczorami i zastanawianie się jakby tu pracownika oszukać, wykorzystać i najchętniej od razu zwolnić. Tylko jak tu wykorzystywać zwolnionego pracownika?

Ja osobiście nie widzę specjalnego rozróżnienia na etykę w biznesie, a etykę w ogóle. Przedsiębiorca jest człowiekiem jak każdy inny i raczej ceni sobie możliwość spojrzenia sobie w twarz w lustrze. Inaczej trudno się ogolić. Dlatego postrzeganie działań przedsiębiorcy jako rozmyślania jak tu drugiemu człowiekowi zrobić krzywdę jest świadectwem skrzywienia mentalnego tego kto świat w ten sposób widzi. Co nie oznacza oczywiście, że wszyscy przedsiębiorcy są święci. Ale tego nie może powiedzieć o sobie żadna grupa społeczna.

Pozostaje tylko pytanie dlaczego ta istniejąca grupka nieuczciwych ma rzutować na odbiór wszystkich. To tak jakby z dość rozpowszechnionego zjawiska kradzieży w miejscu pracy wnioskować, że pracownicy to złodzieje. Dlaczego buduje się obraz w którym pracownicy i pracodawcy stanowią dwa przeciwstawne i zwalczające się obozy? Ja bynajmniej nie czuję się wrogiem moich pracowników, a raczej mam poczucie że razem próbujemy utrzymać firmę bo daje ona utrzymanie nam wszystkim. Niestety w czasach kryzysu można się spodziewać zaostrzenia poczucia konfrontacji – przedsiębiorca jest łatwym celem do wskazania jako odpowiedzialnego za niskie zarobki i brak pracy. W końcu nie tak dawno Lech Wałęsa mówił, że obowiązkiem kapitalisty jest zapewnienie pełnego zatrudnienia. Skoro jest źle na rynku pracy to w końcu wiemy kto jest winny.
Biorąc pod uwagę, że wrogość nie służy ani pracownikom ani pracodawcom trzeba się zastanowić komu zależy na jej utrzymaniu. Być może to planowa akcja mająca na celu polaryzację społeczeństwa – podobnie jak to widzimy dziś w polityce, by później w jakiś sposób z tego skorzystać. A może to tylko efekt ludzkich uprzedzeń i zawiści?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 28

Dodaj komentarz »
  1. Powołujemy się na etykę gdy chcemy zmusić pracodawców by działali wbrew swojemu interesowi.
    To nic nie da. Etyka biznesu to jeszcze jednen towar na rynku usług …
    Pora się pogodzić z ładem korporacyjnym i chwałą wartości dodanej

  2. „Ja osobiście nie widzę specjalnego rozróżnienia na etykę w biznesie, a etykę w ogóle. ”

    Dokładnie tak myślę, osoba zachowująca się etycznie nie rozróżnia czy jest w pracy, czy poza nią i jakie stanowisko zajmuje, pracodawcy czy pracownika, w korporacji wszyscy są pracownikami na przykład.

  3. etyka biznesu jako oddzielny zbior idei wynika z natury firm jako organizacji, bedacych wypadkowa celow, ludzi, procesow, zasobow i lokalizacji. No i oczywiscie kwestii nadzoru (najczesciej nieobecnego).
    Stad „etyczni ludzie” w pojedynke to nie to samo co grupa.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Nie na temat, ale zanim zapomnę. Niemieckie radio podało, że wpływy podatkowe w BRD (federalne i krajowe) wzrosły w pierszym półroczu 2012 o 13% w porównaniu do 2011.I gdzie ten kryzys?. Natomiast na Bawarii jest wolnych 10000 miejsc pracy w rzemiośle. Ale taka praca naszych absolwentów politologii oczywiście nie zainteresuje.

  6. Wydaje mi się, że firma nie może się zachowywać nieetycznie lub etycznie, że do etycznego zachowania się jest zdolny tylko człowiek. Nawet jak grupa ludzi się zachowuje nieetycznie, to jest to tylko suma zachowań pojedynczych ludzi. Że działają oni wspólnie, to nieetyczność jednych przekłada się na taką samą postawę innych którzy jej ulegają. Wygląda to jakby grupa mogła się zachowywać etycznie lub nie, ale w istocie tak nie jest. Dlatego pojęcie etyki biznesu uważam za mylące i zamazujące istotę problemu. Stare przysłowie mówi, jaki pan, taki kram. Moje wieloletnie doświadczenie potwierdza tę prawdę, więcej, nie natknąłem się na wyjątek od tej reguły

  7. @parker: etyka firmy zalezy od sily i celow wlascicieli, a w przypadku ich slabosci, od osobistych intencji menedzerow. innej „etyki” nie ma.

  8. Bez konkretnych przykładów to tylko mlaskanie językiem po próżnicy.

    Niemiecki koncern zakupił oddział amerykańskiego koncernu. Wywołało to wielkie zaniepokojenie pracowników z tych działów, które były zdublowane w obu firmach. Niemcom powiedziano to samo co Amerykanom – zwolnień nie będzie, a jak już, to minimalne, bo o żadnych wielkich nakładaniach się kompetencji, rynków czy produktów mowy nie ma. Perfect fit! „Perfect fit” był powtarzany jak slogan na dziesiątkach spotkań. Potem zaczęły się (oczywiście po cichu) zwolnienia.

    Czy szefostwo zachowało się etycznie kłamiąc w żywe oczy swoim pracownikom o braku jakichkolwiek planów co do redukcji? Które to zapewnienia były powtarzane przez rok lub więcej, w zależności od działu?

    ———————–

    Firma planuje przeniesienie produkcji do taniego kraju.
    Zwykle do Azji lub do Europy Wschodniej.
    W przemyśle samochodowym niczego nie można zrobić ani z dnia na dzień ani nawet z roku na rok. Minimalny czas testów nowych produktów powstałych na nowych liniach produkcyjnych to rok, półtora roku. Zapowiedzenie inżynierom zwolnienia z dwuletnim wyprzedzeniem zakończyłoby się masowymi odejściami w terminie kilku miesięcy i utratą kadry. Utratą know-how potrzebnego do utrzymania bieżącej produkcji jak i potrzebnej do wyszkolenia następców, czyli Chińczyków lub Czechów. Co robi kierownictwo?

    Powołuje ścisły, mały zespół przygotowujący zamknięcie produkcji w USA i otworzenie jej w innych krajach. Koncentruje procesy decyzyjne tak, aby tylko pewna mała ilość osób była w nie zaangażowana. Odcina resztę od przepływu pewnych informacji, konferencji, serwerów, wyjazdów, narad, itd., itp. Rezerwacje pokoi konferencyjnych zaczynają się odbywać w bardzo późnych lub bardzo wczesnych godzinach a pewni pracownicy zaczynają bywać w biurze tylko wcześnie rano albo tylko późno wieczorem.

    Ludzie nie są idiotami i zaczynają zauważać.
    Ależ skąd! Nic nie jest planowane!

    W naszych laboratoriach testuje się produkty konkurencji. Poddaje się je takim samym torturom jak nasze własne.
    Ależ skąd! Nikt nie przygotowywuje czasowego zastąpienia naszych wyrobów wyobami konkurencji! Żaden Ford ani GM nie chcą się zabezpieczyć na czas transferu naszej produkcji gdzie indziej! To wszystko plotki! My sami chcemy porównać jakośc produktów konkurencji, no wiecie, taki zwykły benchmarking. Nie macie się co denerwować!
    Fabryki – w prywatnych rozmowach – donoszą, że zwiększono im zamówienia dwa razy. Pracują na trzy zmiany. Nigdy tego nie było, w trzydziestoletniej historii fabryki!
    Ależ skąd, nikt nie gromadzi zapasów! Ludzie, usokójcie się, bez paniki, wy tylko siejecie paranoiczne plotki o tej przeprowadzce.

    Działom utrzymania ruchu, konserwatorom, obcina się budżet. Praktycznie do samej kości. Zatrzymane są jakiekolwiek remonty maszyn. Nawet zatkane spłuczki czy sedesy w łazienkach albo nie są przetykane albo czekają na hydraulika tygodniami. Łazienki z zalanymi podłogami zamyka się a prowadzący do nich korytarz przegradza plastykową taśmą.

    Po fabrykach i po budynkach biurowych zaczynają być oprowadzane delegacje nieznajomych oficjeli. Sprzątaczki znajdują w kubłach w stołówce powyrzucane materiały reklamowe firm zajmujących się utylizacją używanego wyposażenia biur. Remontami i przebudową starych budynków biurowych. Handlem nieruchomościami w dziedzinie budynków produkcyjnych.
    Ależ skąd! Jakie tam plany przenosin do taniego kraju! Ludzie, uspokujcie się! Co wam znowu chodzi po głowach! Tak nie można, co my jeszcze możemy dla was zrobić, żeby was uspokoić?

    Piknik zrobili. Hamburgery, sałatki, cola, lód, kanapki, fasolka, co kto chciał. Do wyboru, do koloru! Trzech kelnerów z firmy cateringowej przyjechało z termosami z jedzeniem! Tak niewielu na tyle żarcia, bo pracownikom deser nakładali na talerzyki sami najwyżsi dyrektorzy firmy! Serniczki, jabłeczniczki, lody. A jakże! Pan vice-prezio X, pan vice-prezio Y, w koszulkach polo, a jakże, swobodnie do raboczego klasa wyszli, bez krawata i nawet bez marynarki!
    Patrz raboczy klasie, my z wami! Przecież my was nie oszukamy! Czy te oczy mogą kłamać? No, nałożę wam jeszcze jedna porcje lodów, dobrze nam inżynierujecie towarzyszu tutaj, to, wicie, władza docenia i gałkę lodów wam, Iksiński, doda.

    W końcu szydło wychodzi z worka. Iksiński poskładał do kupy wyniki testów oraz odarte z opakowania wnętrza kilku produktów, gdzie okazało się, że konkurencja została zatrudniona do wykonania serii wyrobów według naszych projektów i z naszym oprogramowaniem. Przetestowanych u nas naszymi testami. Dostarczonych naszym odbiorcom. Że dział prawny podpisał NDA z konkurencja na ograniczoną w czasie produkcje. Iksiński znalazł dowody, że firma typu „foundry”, czyli produkująca tylko na zlecenie a nie według swoich projektów wchodzi właśnie w etap testowania wyrobów w/g naszych planów. Ktoś gdzieś na ogólnodostepnym serwerze „zapomiał się” i zostawił prezentację z kalendarzem współpracy z „foundry” wraz z wielkością zamówień na przyszłe lata.
    Wszystki infomacje Iksiński poskładał do kupy i rozesłał tylu pracownikom, ile tylko mógł znaleźć adresów emailowych. Kilka tysięcy ludzi dostało emaila w samym oddziale amerykańskim.

    Firma/dyrekcja nie miała wyjścia – prezesi zostali złapani z majtkami w okolicy kostek – do końca kawlifikacji wyrobów zarówno w foundry jak i u konkurencji (czasowo) zabrakło im jeszcze około roku.

    Firma musiała zaproponować każdemu pracownikowi kontrakt na „pracę tak długo, jak długo będziesz potrzebny”, czyli do zwolnienia. Pod warunkiem – oczywiście – uprzedniego wyszkolenia swojego zastępcy z taniego kraju. Tak, tak, firma oficjalnie przyznała, usteczkami tych samych, etycznych dyrektorów, że jest planowane zamknięcie zakładów w USA i przeniesienie produkcji gdzie indziej.

    Większości inzynierów zaproponowanio dodatkowe wynagrodzenie w wysokości rocznej pensji za to „pozostanie do końca”. Niektórzy podpisali i zostali. A niektórzy wprawdzie podpisali ale i tak i tak szybko trzasnęli drzwiami i sobie poszli gdzie indziej. Komentując, że drugi raz w życiu nigdy, przenigdy nie będą lekceważyć zataknych tygodniami sedesów i zalanych podług w łazience.

    Prawda, że dyrektorzy etycznymi ludźmi są i w lustro sobie spojrzeć mogą? Przecież oni od poczatku te bonusy zaplanowali. Jakże by inaczej. Oni wcale nie liczyli na to, że jak się „mleko rozleje” i wszyscy się dowiedzą, to już produkcja i kwalifikacyjne testy nie będą tak bardzo zaawansowane, że wystarczy się skrzywić i powiedzieć Iksińskim: „No, róbcie jak chcecie, możecie sobie odejść nawet jutro, ale zastanówcie się, czy tak łatwo pracę znajdziecie?” Jestem pewien, że rok później takie same umowy o premii w wysokości rocznej pensji byłyby tak samo podsuwane.
    Bo to etyczni ludzie byli.

    A wogóle to nie ma o czym gadać, bo co z tego, że jakiś Amerykanin czy Niemiec robotę straciłi. Bogaci są to sobie dadzą radę. Jeden stracił a Filipińczyk, Tajwańczyk i Czech robotę dostali. Ktoś się zmartwił. Ktoś ucieszył. W skali globalnej zasada zachowania etyki pozostała nienaruszona.

  9. @zza kałuży
    To bardzo ciekawe, widać, że napisane z praktycznego doświadczenia. Można się z tego nieźle pośmiać bo wiadomo, że na końcu ci z góry też wylecą. W europejskiej praktyce bardziej znane jest inne podejście: W poniedziałek ludzie przychodzą do pracy a zakładu niema bo został wywieziony do Czech. Na szczęście w Europie ludzie w przypadku zagrożenia pilnują przy bramie, a właściciel w razie czego dostaje po fizjonomii. Szczególnie cenne są tutaj zwyczaje Francuzów, którzy jak nikt nie dają sobie nadmuchać.
    Inaczej jest z koncernami, szczególnie amerykańskimi. Europejska pendant amerykańskiego koncernu został skonstruowany tak, że wszystko co wymyśla, jest własnością mamusi, a wszystkie koszty są jego. Nawet za własne projekty muszą mamusi płacić. Swoje produkty wolno im sprzedawać tylko w Europie żeby nie robić mamusi konkurencji ale mamusia sprzedaje swoje dowolnie. Kiedy zrobiło się cienko mamusia obiecała sprzedać i na to konto dostali od rządu 5 mld euro, a kiedy poszło lepiej, zmieniła zdanie. I ciągle zmienia (wyrzuca) CEO bo myśli, że w Europie zmiany można robić na kolanie. Co roku 10% mniej. Marnie się to skończy.
    Dlatego radzę ostrożność z antyniemieckim szowinizmem.

  10. Moralnosc, etyka ??? O cym tu mowa ? System edukacj w Polsce jest zdominowany przez KK. Od zlobka do wyzszych uczelni. W sluzbach mundurowych, szpitalach i nawet w zarzadach spolek. 1100 klechow siedzi w zarzadach spolek !!!

    KK – pasozyt, klamca zlodziej i bandyta wychowuje w taki sposob aby wyzyskiwac osobnika przez cale zycie i do konca zycia.

    Pozbyc sie KK – klamcy, zlodzieja, bandyty, pasozyta i demoralizatora. To pierwszy krok w celu poprawy wizerunku polakow i polskiego buiznesu.

  11. Tym razem wyjatkowo zgadzam sie z @axiomem, chociaż jest to tylko część prawdy. Mlodzi ludzie powinni z etycznym zachowaniem spotkać się najpierw w rodzinie, a tu sytuacje doskonale oddaje przyslowie „niedaleko pada jabłko od jabłoni”.
    Niestety 45 lat socjalizmu zrobiło swoje.
    Niedawno w Polityce był artykuł o kradzieżach pracowniczych, oraz burzliwa dyskusja. Niestety, ale 99% uczestników dyskusji uwazało za cos normalnego przegladanie internetu w pracy, robienie ksero na prywatne potrzeby , obijanie sie itp. Jak tacy rodzice te wartosci przekażą swoim dzieciom, to nawet za 1000 lat w tym kraju lepiej nie będzie.

  12. ja sobie odpuscilem uczenie „etyki biznesu”, bo do studentow to nie dociera – farmazony filozoficzne, odnosniki do idei nie do pojecia dzisiaj, brak realnych przykladow „za”, itp.
    zamiast tego prowadze przedmiot o samych case’ach i dyskujse o kalkulacji etycznego/nieetycznego zachowania w biznesie.
    dopiero wtedy jest jakakolwiek reakcja na sali. nie „dlaczego powinni byc swieci” ale „dlaczego nie sa, nie chca i nie beda”.
    przeciez jak nie wynosza nic z domu to jedynie mozna z nimi rozmawiac o kalkulacji…

  13. @Marcin
    Szanowny Panie.
    To trochę nie na temat tego, co pisze Pan Kasprowicz, mimo tytułu. Ale zwracam uwagę, że całe te bajeczki o etyce i moralności to popłuczyny po kościelnej wizji świata, gdzie ciągle pokutują dziwaczne pojęcia „dobro” czy „zło”. I znowu, zamiast wymyślać proch od nowa – w czym Polacy się specjalizują z fatalnym skutkiem bo im się to w ogóle nie udaje (np. OFE) – może lepiej byłoby poczytać, co osiągnęli już inni. Już 50 lat temu zauważono, że pojęcia etyki i moralności kompletnie nie nadają się do regulacji życia społecznego i zostały zarzucone. Jedyną podstawą do działania jest zgodność z prawem. I zamiast chrzanić jak kościelny pajac w telewizji należy po prostu dbać o dobre prawo.
    Używając pojęć typu dobro i zło wprowadzamy rozróżnienie ludzi na lepszych i gorszych (co w PL widać co dzień), a to jest całkowicie sprzeczne z pojęciami demokracji. Widać to choćby po tym, co pisze Kasprowicz o urzędnikach. Nie pisze o poprawie państwa tylko próbuje poniżyć tych ludzi i to jest mój punkt krytyki.
    Niema nic bardziej względnego i indywidualistycznego niż moralność i nigdy żadna wspólna moralność ani zasady etyki nie będą w społeczeństwie obowiązywać. Bo muzułmanie chcą świętować w piątek, chrześcijanie w niedzielę a żydzi w sobotę. Tego się nie da pogodzić i jedynym rozwiązaniem jest wybranie na święto dowolnego dnia zgodnie z prawem a nie ichnią moralnością. Podobnie seryjny morderca też ma swoją moralność tylko inną niż moja. Gdyby oceniać ludzi zgodnie z zasadami moralnymi nie można by go ukarać bo on jest moralny. Wszystkie te polskie dyskusje to tylko bełkot.
    itd. itp. bo brak miejsca.
    Dlatego może dobrze, że Pan nie uczy studentów tych przestarzałych bajek. Bo etykę i moralność niech każdy zachowuje dla siebie, a na zewnątrz postępuje zgodnie z prawem nawet, jeśli to się z jego moralnością nie zgadza (częsty przypadek w PL)
    Pozdrawiam

  14. @ZWO
    Czytając Twój komentarz resztki włosów stanęły mi na głowie. Czy to znaczy, ze gdyby nie obawa przed organami ścigania, to byłbys sklonny do kradzieży, zabijania, nie mialbys żadnych oporów wewnetrznych, skoro takie pojecie jak etyka dla Ciebie nie istnieje?
    ________
    Na sąsiednim blogu narciarskim jeden z blogowiczów zamiescił komentarze bedące kryptoreklama jego firmy. Czy to jest uczciwe postepowanie, czy tak ma wyglądać etyka w biznesie?

  15. @andrzej
    To już chyba lepiej żebyś wyłysiał zamiast pisać.
    Chyba wyraźnie napisałem, że każdy ma własną moralność na własny użytek. Moralność niektórych polega na dawaniu sobie prawa do gwałcenia 7 letnich dziewczynek. I to są zupełnie moralni ludzie. Napisałem WYRAŹNIE, że moja jest inna. Tu nie chodzi o prywatną moralność tylko o współżycie w społeczeństwie.
    Bardzo proszę, daruj sobie odpowiedź bo mi się nie chce w taki sposób dyskutować.
    Wszystkiego

  16. Hi, hi, hi. Na fajne obszary nam tu dyskusja nomen omen zboczyła.
    Bardzo efektywne sposoby uzgadniania etyk pracodawcy i pracobiorcy w USA nazywają się „going postal”.
    Strzelanie do kochanych kierowników w miejscu pracy i/lub zamieszkania jest bardzo skutecznym zawiadomieniem tych drugich o drobnych różnicach w poglądach etycznych. Wprawdzie w USA powodem największej ilości zabójstw popełnianych w miejscu pracy nie są ani konflikty personalne ani „etyczne”, ale i tak i tak przerażająco wielu byłych pracowników „wyraża swoje niezadowolenie” wracając do miejsca pracy z strzelającym argumentem w dłoni.
    Nie mam watpliwości, że oprócz tzw. „litery prawa” taka mozliwość niewatpliwie wpływa na „bardziej etyczne” planowanie swojego postępowania zarówno przez właścicieli biznesów jak przez ich lokajów czy ekonomów, chciałem powiedzieć zatrudnionych przez nich, profesjonalnych kierowników i dyrektorów.
    Które to argumenty prędzej czy później pojawią się i nad Wisłą, spokojna główka. Skoro małpuje się tyle innych rozwiązań z USA, to dlaczego akurat strzelające uzgadnianie etyk w miejscu pracy ma być wyjątkiem?

  17. Nie wiem, co to jest etyka biznesu. Same slowa sie nie zgadzaja. Biznes sluzy do zarabiania pieniedzy, a nie szerzenia etyki. Produkty, czy uslugi biznesu albo spotkaja sie z akceptacja rynku, albo nie. Sprawy Enronu, czy Amber Gold pokazuja, ze ludzi da sie oszukac, ale nie trwa to wiecznie i wiaze sie konsekwencjami prawnymi. Najwiecej glosow, ktore przeczytalem odnosza sie do traktowania i placy pracownika. Patrz punkt pierwszy… Klient, ktory przychodzi do mnie jest zainteresowany nie tylko usluga, jaka oferuje, ale rowniez jak najmniejsza cena, ktora musi zaplacic. Ja, jako wlasciel, jestem zainteresowany cena najwieksza, jaka moge uzyskac. Podobnie z pracownikami, chca zarabiac jak najwiecej, a kazdy biznes stara sie zaplacic im jak najmniej. Proste jak drut. To zawarcie wzajemnej umowy, ktorej warunki dyktuje sytuacja rynkowa. Jak sa zamowienia to sie placi wiecej i funduje lepsze warunki – bo sie oplaca. Jak zamowien nie ma, to sie placi mniej i zwalnia – bo sie nie oplaca.

    Pan zza kaluzy opisal to dosc dobrze, choc troche tendencyjnie. Przez pierwszych dziesiec lat w USA „zamknalem” piec firm, ktore zwolnily mnie, bo albo zostaly wykupione, albo nie przynosily zysku, wiec zostaly zamkniete. W jednej zrezygnowalem sam – bo, nie to ze placila za malo – po prostu nie zapewniala mi tylu godzin pracy i w sumie dochodu, za ktory moznaby bylo sie utrzymac. Po tych dziesieciu latach lojalnej pracy dla firm, ktore zamykaly sie z dnia na dzien, bez wypowiedzenia, odprawy albo tam takich sztuczek. Po prostu, na bruk. To zalozylem swoja, podobnie, jak moi koledzy. Jakos sie udalo i udaje.

    Wiec zadnej etyki biznesowej nie ma. Jest umowa – kontrakt – pomiedzy klientem biznesu i pracownikiem tegoz. Klient na ogol kontraktu nie moze zerwac, ale pracownik – prawie zawsze. Wiec w czym problem? Czytalem o podpisywaniu zobowiazan in blanco w stosunku do niektorych firm. Smieszne i bez zadnej wartosci prawnej. Nie sadze, by pracodawca mogl taka sprawe wygrac. Chyba, ze bardziej chodzi o zastraszenie pracownika niz o konretny wyzysk. Poza tym – powazne firmy – wiedza, ze wcale nielatwo jest zdobyc wartosciowych pracownikow, ich zaufanie i lojalnosc. Obecnie opisywane „umowy smieciowe” maja bardzo krotki zywot, bo w rezultacie przyczynia sie do upadku biznesow, ktore chca w ten sposob ciac koszty. A jakby sie nie patrzylo, nie da sie wszystkiego „wyeksportowac”.

    Pozdrawiam.

  18. @zza kałuży
    To jest genialne. Proszę pozwolić, że sobie zapamiętam i wykorzystam. Rzeczywiście metoda strzelania do pracodawcy jest niezwykle efektywna i skuteczna. podobnie zresztą, jak metoda tzw. terrorystów, którzy przywiązują sobie ładunek wybuchowy do pasa. Ale myślę, że metoda strzelania jest ubocznym efektem idei neoliberalizmu, gdzie rzekomo każdy sam dba o siebie. Czysty western.
    I jedyne, co ludzi powstrzymuje, to prywatne zasady moralne. A te wykształciły się w drodze ewolucji metodą: Ten, kto nie stosuje, skończył na krześle elektrycznym i niema możliwości rozmnażania. Albo na wyprawie krzyżowej.
    Tymczasem w PL ludzie ciągle faszerowani są bredniami, że bez „siły wyższej” ludzie by się nawzajem mordowali i tylko ona jest źródłem sprawiedliwości. Mimo, że Wikingów nawet chrzest nie powstrzymał. Efektem tego wielkiego oszustwa jest nie tylko hipokryzja ale i brak jakiejkolwiek refleksji o czym świadczy nawet artykuł p. Kasprowicza.
    Miłego dnia.

  19. Artykuł Edwina Bendyka nt. książki Richarda Sennetta o spustoszeniu jakiego dokonał neoliberalny kapitalizm w etyce pracy (biznesu także) i stosunkach społecznych. Z artykułu:

    Richard Sennett, to jeden z najwybitniejszych współczesnych socjologów, profesor London School of Economy i New York University. Od lat analizuje skutki społeczne tzw. nowego kapitalizmu, który pod hasłem innowacji, konkurencji i globalizacji od kilku dekad rządzi światem. W tym czasie – zauważa Sennett – nierówności ekonomiczne zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się, wzrosły do poziomu porównywalnego z okresem dzikiego kapitalizmu pierwszej fazy industrializacji. Jeszcze w latach 60. XX w. większą niż dwudziestokrotną różnicę między dochodami prezesa a najmniej uposażonego pracownika w firmie, nawet w Stanach Zjednoczonych, uważano za niemoralną. Dziś prezes, który nie zarabia 300–400 razy więcej niż jego szeregowi podwładni, jest frajerem.

    @Andrzej52

    Nie potrafisz niestety zrozumieć przyczyn „sukcesu” Niemiec (odczuwanego w głównej mierze przez eksporterów)i konsekwencji tego faktu dla reszty strefy euro. Nawet się nie dziwię. Dziad o mentalności ORMOwca, który tylko baczy żeby komuś dop***ć żeby puczuć się lepiej (czyżby słabe opłacania pracowników i w konsekwencji brak rąk do pracy nawet w trakcie kryzysu powodują twoje dziadowskie frustracje?). Tak, tak- to wizerunek polskiego badylarza przez litość nazywanego drobnym przedsiębiorcą.

    PS. Zajrzyj bu**ku do wywiadów „Europy” np. z Emmanuelem Toddem, a tam znajdziesz informację dlaczego Niemcy mają się tak świetnie i co to oznacza dla reszty strefy euro. A do pracy w tym bawarskim rzemiośle zgłoś się sam skoro uważasz tę robotę za tak świetną.

  20. W pelni popieram te opinie. Polski przedsiebiorca, „wizerunek badylarza z mentalnoscia ormowca przez litosc nazwany przedsiebiorca”.

    @Werbalista. Zoda. ciagle napasice na prawa pracownicze przyczyniaja sie do niszczenia rynku konsumenckiego przez co „przedsiebiorcy” sami siebie niszcza.

    Niestety na tym blogu neo-liberalna wizja Gospodarza nie ma nic do zaoferowania polskiemu przedsiebiorcy. Bo jest wizja; ja i tylko ja i nie widze dalej niz koniec mego nosa. Gospodarz raczyl tu wysmiac i wykpic innowacyjnosc, glowne zrodlo sukcesu niemcow i rozwinietych krajow.

  21. @ axiom1
    26 września o godz. 10:55

    Przedsiebiorca widzi duzo dalej niz koniec wlasnego nosa, ale dzialalnosc i oplacalnosc przedsiebiorstwa wymusza rynek, a nie dobra, czy zla wola wlasciciela biznesu.

    Pozdrawiam.

  22. @werbalista
    Mniej niz 10% biznesow posiada strategiczne plany rozwoju. I te 10% to duze firmy.

    Nie usprawiedliwiaj ulomnosci przedsiebiorcow przez ‚rynek’. Tu nie chodzi o zla lub dobra wole przedsiebiorcy. Po prostu przecietny polski przedsiebiorca nie ma o niczym pojecia i nawet nie potrafi wynajac konsultanta. Wie natomiast jak wydymac pracownika.

  23. ZWO 26 września o godz. 8:26
    „Rzeczywiście metoda strzelania do pracodawcy jest niezwykle efektywna i skuteczna.”
    Nie wiem, ile w twoim komentarzu jest ironii a ile dostrzeżenia, iż rzeczywiście są takie (całkiem być może, że nienormalne) kraje jak USA, gdzie zagrożenie szefa zastrzeleniem jest całkiem realne.

    Żałuj, że nie dane ci było obejrzeć sceny oficjalnego zawiadomienia „załogi” pierwszego przeznaczonego do zamknięcia laboratorium produkcyjnego. Tzn. absolutnie nie życzyłbym nawet najgorszemu wrogowi doświadczenia na własnej skórze działania „najlepszego z ustrojów” na własnej skórze. Wyobraź sobie, że jesteś w kinie.

    Twoja bezpośrednia kierowniczka siada wyraźnie „razem z personelem”. Na krzesełku w siódmym rzędzie. Mamy zapomnieć ten dobry rok ukrytych spotkań, czy dziesiątek rozmów telefonicznych odbywanych przez nią z prywatnego telefonu komórkowego, spacerując po parkingu przed firmą. Albo dyskutowanych spraw firmowych przemykając się w deszczu do samochodu przez osobę posiadającą dwa wielkie, zamykane, luksusowo wyposażone biura w dwóch budynkach. Te zakamuflowane „przygotowaniami do audytu” polecenia pisania super-szczegółowych manuali na każdą twoją aktywność w pracy. Te zapraszanie twoich odpowiedników w nieznanych ci firmach lub europejskich oddziałach twojej własnej firmy do „odwiedzenia” ciebie w pracy „w celu lepszego poznania się” i „nawiązania bliższej, profesjonalnej znajomości”. Trwających dwa tygodnie, dziesięciogodzinnych dni z przynoszonym jedzeniem do biura aby maksymalnie wykorzystać każdą minutę do „lepszego poznania”. Poznania „się” – oczywiście.

    Szef R&D też siada „z ludem”. On też udaje, że nie był jednym z najbardziej zaufanych członków KC odpowiedzialnego za przeprowadzenie outsourcingu. Skurw…n jakich mało, cały czas opowiadający wszystkim adrony o konfucjańskiej filozofii jako podstawie strategii zapewniającej przetrwanie w każdej pracy.

    Oboje to nie „oni”. To „my”. Tfu.

    Szef kierowniczki i wszyscy jego szefowie – coś ze sześć osób – nigdy nie widziany spęd wierchuszki – wchodzą do sali i uciekają w najdalszy od reszty załogi kąt sali. Jak spłoszone kurczęta.
    Po chwili oddychają z ulgą. Do sali wchodzi kilku swietnie zbudowanych strażników i staje pod scianami w taki sposób, aby w razie czego osłonić kierownictwu przejście do przynajmniej jednego wyjścia. Ubrani są w nasze, firmowe uniformy ale widzimy całkiem nieznajome twarze – to nie nasi strażnicy, czy np. portierzy. Niebieskie koszule wypchane na piersi i brzuchu do niemożebności w taki sam sposób, jak u policjantów. Później dowiedzieliśmy się, że była to wynajęta na tę okazję obca firma.

    Mimo osłony, twarze kierowników zupełnie białe. Jak mąka. Dukają cośtam o „szczegółowych analizach ekonomicznych” i „obiektywnych czynnikach”, podkreślają, że to „absolutnie nie nasze koszta pracy były decydujące” przy podejmowaniu decyzji, że „nawet gdybyśmy pracowali za darmo” to i tak nie mielibyśmy szansy pokonać opłacalności” produkcji w Azji. Co jeden zabiera głos to mówi ciszej i bardziej zestresowany. Co za kontrast z normalnymi zebraniami! W budynku, w którym każda sala konferencyjna jest okablowana jak statek Apollo zabrakło jednego bezprzewodowego mikrofonu! Ani jednego slajdu! Żaden z wielu monitorów czy projektorów nie ma nic do wyświetlenia! „Perfect fit” nie krzyczy już z żadnego ekranu.

    Bardzo szybko przechodzą do opisywania mających nastąpić szkoleń na temat znajdowania nowej pracy, konsultacji z psychologami od radzenia sobie ze stresem, konsultacji dla rodzin, zapoznają z wynajetymi firmami, które pomogą znaleźć nowa pracę, z wysokością odpraw, wypłatą za urlopy, za chorobowe, z proponowanymi bonusami za pozostanie do końca produkcji, oczywiście w dodatku a nie zamiast odpraw. Z federalnymi pieniędzmi należącycmi sie zwalnianym pracownikom firmy, która przeniosła produkcję do kraju, znajdującego się na specjalnie zatwierdzonej, federalnej liście. Pieniędzmi przeznaczonymi na półtora roku dokształtu w koledżu.

    A wszyscy w sali myślą to samo – ta rzeka pieniędzy i te nagłe objawy zainteresowania naszym losem to nic innego jak wyraz miłości bliźniego. Nic innego. Dowód etyczności zachowania i motywów kierownictwa. Tak jak ci goons przy drzwiach.
    ——————————————————————–
    Stopień ogłupienia niektórych ludzi, szczególnie tych popierających republikanów w typie otwieracza okien w samolotach jest przerażający.

    Ci osobnicy są na tyle debilni, że jeszcze sa dumni z opanowania reguł „twardej gry”. Dopasowania się do wilczego kapitalizmu. Tak jak jest jest dobrze i już! Wszystko inne to lewackie mrzonki i zaprzeczenie zasad ekonomii!

    Tacy debile nigdy nie zaprojektowali niczego. Nie zestawili maszyn pod określone procesy. Pod okreslonych ludzi. Nie pod młodych kłamców i oszustów. Bardzo sprawnie liczących i super-inteligentnych ale przez swój parszywy charakter niebezpiecznych dla współpracowników operujacych w środowisku niebezpiecznych płynów, gazów i pół elektrycznych czy plazmy. Procesów zaprojektowanych pod ludzi starszych, nawet tuż przed emeryturą. Takich, którym trzeba wszelkie liczenie ułamków zamienić w komputerowy program. Napisać idiotoodporne algorytmy, ubrać wszystko w przyciskanie klawiszy na dotykowym ekranie. Ale ludzi bezwzględnie uczciwych, rzetelnych i prawdomównych. Praca z którymi jest bezpieczna. Eksperymenty realizowalne i powatrzalne.

    Zwolennicy wilczych stosunków w biznesie nie boli rozwalanie laboratorium, które sami zaprojektowali i pomagali zbudować. W którym kilkanaście lat pracowali. Laboratorium, które jako zasadę pracy wykorzystywało proces opisany w kilkudziesieciu monografiach jako ASOLUTNIE NIEMOŻLIWY i Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ ZABÓJCZY dla układów scalonych. Niemożliwość którego zawędrowała do wszystkich podręczników studenckich na świecie jako jeden z najpopularniejszych przykładów.

    Durnie chwalący „nieuchronność” czegośtam w sytuacji, gdy o owych „nieuchronnościach” bardzo często decydują personalne wojny jakichś wysoko w firmie postawonych buców. Których decyzje, poziomie firmy o sprzedaży liczonej w kilkudziesięciu miliardach dolarów, odbijaja się każdego roku w sprawozdaniu finansowym w postaci kolejnych „odpisów” na cośtam. Sto milionów „odpisane” w tym roku, siedemdziesiąt milionów w innym. Rozkurz, nic wielkiego. jakieś ułamki procenta. Kto by sie matrwił. Zamknęliśmy fabryki w tym kraju a otworzyliśmy w innym. Ludzi się zwolniło, ludzi się zatrudniło. A po dwu, trzech latach kurs jakiejs waluty zmienił się niezgodnie z naszym modelem i dupa blada. Wszystkie klakulacje opłacalności szlag trafił i trzeba odkręcać. Albo brnąć i iść w zaparte. Do diabła z rachunkiem ekonomicznym. Na kilka lat starczy pary w systemie generowanej przez walenie się porożami przez kilku potężnych byków-prezydentów kilku działów w wielkiej firmie. Ego kilku samców w zestawieniu z miejscem pracy, w które ktos zainwestował całą swoją inteligencję, wszystkie wolne myśli, powodzenie swoich znajomych. W którym był dumny z takiego zaprojektowania czynności, że jakiś inny żywy człowiek mógł jak najleopeij wykorzystac swoje talenty.

    Etyka to serce. To nie jest tylko problem z wręczaniem albo nie łapówek potenjalnym klientom czy urzędnikom lokalnej administracji.
    Praca nie równa się zarobkom. Praca to my. Praca to także odpowiedzialność za środowisko. To takie projetowanie, aby nie wylewać trujących śmieci do kanalizacji. Nawet, gdy amerykańskie przepisy na to pozwalaja. Bo w ielu przypadkach są dziurawe jak sito.
    To odpowiedzialność za to, czy sąsiad ma pracę, ma źródło dochodu.

    Na końcu nikt ciebie nie zapyta ile żeś ipodów zrobił tylko jakim byłeś człowiekiem.

  24. Zza kałuży
    „Praca nie równa się zarobkom. Praca to my. Praca to także odpowiedzialność za środowisko. To takie projetowanie, aby nie wylewać trujących śmieci do kanalizacji. Nawet, gdy amerykańskie przepisy na to pozwalaja. Bo w ielu przypadkach są dziurawe jak sito.
    To odpowiedzialność za to, czy sąsiad ma pracę, ma źródło dochodu.

    Na końcu nikt ciebie nie zapyta ile żeś ipodów zrobił tylko jakim byłeś człowiekiem.”
    Zgadzam sie w 200 procentach.
    Jak już sie wypłakałeś, to posluchaj drugiej strony.
    1.Pracownik w styczniu wybiera cały urlop, żeby w lutym sie zwolnić. Oczywiscie zwolnienie planuje w tajemnicy.
    2.Pracownik co miesiąc przynosi 7 dni L4, każde od innego lekarza, przez rok.
    3.Pracownik zatrudniony na 1/2 etatu (emeryt górniczy), po powrocie z dwutygodniowej przerwy informuje mnie o 14.00, ze jutr chce wolne, bo ma sprawy do załatwienia.
    4.Pracownik informuje mnie o 14.00 , ze od jutra idzie do szpitala leczyć kolano, pobyt w szpitalu mial zaplanowany od pół roku i było to tylko jego wiedzą.
    Wszyscy byli zatrudnieni na umowę o pracę, zarabiając powyzej sredniej krajowej z opłaconym pełnym ZUS-em.
    Wszystkie te przypadki zdarzają sie w firmie zatrudniajacej 3 pracowników w czasie 3 lat.
    I co ty na to? Gdzie tu etyka?

  25. Andrzej52 27 września o godz. 5:22
    „1.Pracownik w styczniu wybiera cały urlop, żeby w lutym sie zwolnić. Oczywiscie zwolnienie planuje w tajemnicy.”
    Nie mam pojęcia jak to reguluja przepisy w Polsce. W mojej firmie jest tak, że kolejne dni urlopu „zarabia się” miesiąc po miesiącu i na każdym kolejnym czeku widać przybywanie ilości godzin urlopu. Np. co miesiąc suma zwiększa sie o 16 godzin. W zależności od kierownika, czyli bardzo uznaniowo, można sobie na początku roku „pożyczyć” wiecej godzin/dni, ale podpisuje się wtedy papier, że w razie zwolnienia firma potrąca zapłatę za „niewypracowane” godziny.

    „2.Pracownik co miesiąc przynosi 7 dni L4, każde od innego lekarza, przez rok.”
    Tak jak wszędzie na swiecie, ryzykuje swoje zwolnienie.

    „3.Pracownik zatrudniony na 1/2 etatu (emeryt górniczy), po powrocie z dwutygodniowej przerwy informuje mnie o 14.00, ze jutr chce wolne, bo ma sprawy do załatwienia.”
    Ogromna wiekszość moich szefów za dobrą uznawała zasadę zawiadamiania ich o swoich potrzebach urlopowych na tyle dni naprzód na jaki czas chciałem sobie wziąć wolne. A zatem – za wyjątkiem zupełnie nieprzewidywalnych nieszczęść – nie ma czegoś takiego, że ktoś mówi, że „jutro” chce wolne. Wolne na jeden dzień można chcieć mieć wyłącznie „pojutrze”. Ja o planach urlopowych mówię szefom na początku roku (a urlop zwykle biorę pod koniec) a szczegółowe daty – w formie prośby a nie zawiadomienia – przedkładam do zatwierdzenia zwykle na kilka miesięcy naprzód, bardzo często na pół roku i dłużej.

    „4.Pracownik informuje mnie o 14.00 , ze od jutra idzie do szpitala leczyć kolano, pobyt w szpitalu mial zaplanowany od pół roku i było to tylko jego wiedzą.”
    I nie może być to podstawą jego zwolnienia? Ja bym go zwolnił za taki numer.

  26. Zza kałuży
    Wszystkie „wystepki” które opisałem są zgodne z prawem. Sławny „urlop na żądanie”.
    Wiecej odpowiem wieczorem.

  27. @zza kałuży
    Opisuje Pan pewną patologię, o której i ja pisalem. Korporacje ze względu na brak właściciela przejawiają całkowity brak odpowiedzialności. Sa rozliczane z biezacego zysku i tylko nim się zajmują. Zachowanie przedsiębiorców jednak jest zwykle nieco inne. Mogą podjąć decyzję o nieprzenoszeniu czegoś do Azji i tracić na tym pieniądze bo to sa ich pieniądze. Bijące się na górze byczki nie mają zbyt wiele do powiedzenia bo ich po prostu nie ma.

  28. Obawiam się, że tak zwane rekiny biznesu nie znają pojęcia etyki. Weźmy na przykład pana, który kręcił Amber Gold – czy on znał pojęcie etyki – wydaje mi się, że nie! Gotówka za złoto, złoto za gotówkę, złoto bez złota i inne ściemy. Ludzie uczciwi nie próbowali by zrobić nikogo w balona i pewnie też nie zarobiliby na tym biznesie.

  29. Polecam zainteresować się ogólnopolską akcją „Popieramy Etykę w Sprzedaży”, to chyba największy taki ruch proetyczny w krajowym biznesie.
    Nic nie kosztuje, a można odróżnić, które firmy w ogóle wiedzą o czymś takim jak etyka:)

css.php