Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy

5.07.2012
czwartek

Głupiec patentowany

5 lipca 2012, czwartek,

Obiegowa opinia mówi o tym, że innowacyjność jest podstawową dźwignią gospodarki. Jak każda obiegowa opinia zawiera w sobie sporo prawdy, choć czają się w niej pułapki. Na przykład takie Chiny, których sukcesem gospodarczym tak się wszyscy w ostatnich latach zachwycają, nie wykazują prawie żadnej własnej innowacyjności. Co więcej mimo wielkich inwestycji niewiele wskazuje na to by w najbliższych latach powstał chiński know-how. To pokazuje, że innowacyjność w sensie wynalazczości jest oczywiście ważnym czynnikiem, ale zdecydowanie nie jedynym.

Trudno jednak jest także innowacyjność zmierzyć. Tradycyjny miernik w postaci liczby patentów na mieszkańca zawsze był popularny – dziś jednak jest co raz mniej użyteczny. Wynika to z faktu istnienia tak zwanych troli patentowych – organizacji patentujących wszystko co tylko jest możliwe do wymyślenia w nadziei, że ktoś kiedyś wprowadzi produkt korzystający z podobnego rozwiązania. Jeśli produkt okaże się sukcesem to rozpoczyna się batalia sądowa o wielkie odszkodowania. Idzie to o rzeczy tak błahe jak umieszczanie reklam w grach wideo (i nie tyle jak to zrobić tylko, że można) na wehikule czasu skończywszy (również nie precyzuje jak go zbudować – ale jeśli kiedyś się komuś uda to pozew gwarantowany).

Jaki jest efekt takich podchodów? Po pierwsze bardzo wysoki wskaźnik ilości patentów na mieszkańca – bo opatentowane jest wszystko. Drugim efektem jest paradoksalnie wolniejszy wzrost gospodarczy. Wszelkie nowe produkty muszą być dokładnie sprawdzone pod względem zgodności z wszelkimi patentami, co i tak nie gwarantuje sukcesu. Tak czy inaczej mali przedsiębiorcy znajdują się na z góry przegranej pozycji i mogą być łatwo eliminowani przez korporacje. Więksi zaś będą podejmować wszelkie wysiłki by gromadzić wiele patentów – patrz ostatnie przejęcia Microsoft płacąca miliardy za firmy posiadające wyłącznie patenty. Podobnie zachowuje się Apple blokując wejście na rynek USA produktów Samsung ze względu na ich podobny wygląd do oferty Apple.

Tym bardziej istotne jest obserwowanie zmian w prawie nas dotyczących. Projekty patentu europejskiego wydają się tu być szczególnie interesujące. Polskie organizacje ostrzegają, że jego wprowadzenie może doprowadzić do ograniczenia polskiej przedsiębiorczości ze względu właśnie na takie trolowe zachowania. Zagrożenie na pewno nie jest błahe skoro za jednym zamachem można będzie zablokować działania w całej UE. Wystarczy tylko trochę zasobów i banda prawników – coś na co stać każdą korporację, ale żadnego przedsiębiorcę.

To jednak nie koniec tematu. Ostatnia zawierucha w sprawie ACTA pokazuje, że dotychczasowy sposób ochrony dóbr intelektualnych wyczerpuje się. Tak długa jak obecnie ochrona patentowa, mająca może uzasadnienie wtedy gdy technologia rozwijała się powoli, powoduje, że rozwój gospodarczy i faktyczna innowacja spowalnia a nie przyspiesza. Argumentem za ochroną patentową było zwykle wspomaganie innowacyjności. Dziś korporacja okopana patentami nie ma motywacji by innowacyjność wspierać u siebie i ma narzędzia by niszczyć ją u konkurencji. To samo dotyczy zresztą firm farmaceutycznych.

Pozostaje zatem pytanie co w ogóle powinno być możliwe do opatentowania. Czy można patentować idee bez rozwiązań technicznych? Czy można patentować wygląd czy ogólne zasady działania urządzeń? A jeśli tak to na jak długo? Co z ochroną praw autorskich (z których korzysta najczęściej nie autor tylko pośrednicy miedzy autorem a odbiorcą)? Jak uczynić z powrotem z prawa patentowego narzędzie dla wynalazców, a nie utrzymywać go jako narzędzie przeciw przedsiębiorczości.

Wkrótce o innowacyjności w Polsce.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 50

Dodaj komentarz »
  1. Co zdanie to uproszczenie albo albo bardzo kontrowersyjna teza. Niech bedzie, na blogu i tak i tak jest zatrzęsienie specjalistów od wszystkiego i od niczego. Króciutko. Seria patentów opisujących nową zasadę pracy kuchenki mikrofalowej. Magnetrony, ciężkie transformatory – na śmietnik. Wszystko wykonane na ciele stałym. Z elementów już produkowanych, zresztą przez Freescale, czyli nie jakieś mrzonki. Chińska korporacja Midea.

  2. @Kasprowicz, Przepraszam i nie przepraszam. Napisal pan kilka dobrych pism krytykujac polityke zadluzania ale rowniez wychwala pan rezim i taka wlasnie polityke.

    Dlug Gierka juz przerabialismy. Rzekome bakructwo Polski rowniez. Powierdza pan teze ‘raz zaszczutu na zawsze zaszczuty’. I dlatego dalsza debata na te tematy nie ma sensu.

    Ale na temat odpowiedzialnosci za poziom zadluzenia gospodarstw domowych ja jako pzedstawiciel Poloni czuje sie zobowiazany pana poinformowac. Bo skad pan bedzie wiedzial ? Przeciez nie z polskich mediow.

    Za zadluzanie gospodarstw domowych jak najbardziej odpowiedzialny jest rzad. Dziwie sie ze pan tego nie rozumie. Wrocmy 20-30 lat wstecz. Rzadowe regulacje wiekszosci krajow byly rozsadne.
    Ilosci pieniadza w obiegu byly kontorlowane przez wskazniki M1, M2 i M3 oraz oczywiscie stopy oprocentowania. Na raty mozna bylo kupowac ale depozyt byl wymagany. Istniala rowniez regula ze koszt obslugi dlugu indywidualnego obywatela nie mogl porzekarczac 25% jego dochodu netto.
    Pozniej nastepowaly zmiany, ilosci peiniedzy w obiegu porzestaly byc kontrolowane, a obywatelom pozwolono sie dowolnie zadluzac. To rzady zaniechaly kontroli i dalatego rzady sa odpowiedzialne za zadluzenie gospodarstw domowych. Po przez brak nadzoru kredytu rzady stwarzaly sztuczny wzrost gospodarczy, sztuczny poziom zycia ale kupowaly sobie w ten sposob wyborcow.
    Pozwalajac na niekontrolowane zadluzenie gospodarstw domowych rzady pozbawily sie mozliwosci zwiekszenia przychodow budzetu po przez podniesinie podatkow. W takiej samej pozycji jest rezim dyktaotra Donka Tuska.
    Za polowe zadluzenia polskich gospodarstw domowych rezim Tuska jest odpowiedzialny. Az 76 tys zl winne jest przecietne polskie gospodarstwo domowe. Jest to poziom nie wyplacalny. 20% juz nie spalca dlugow.

  3. Kaspowicz kpi z patentow i tworczosci intelektualnej. Polski przedsiebiorca i nie wie co jest najwazniejsze dla przedsiebiorcy. Oczywiscie paoza wydymaniem pracownika, pozbawieniem go praw pracowniczych, benefitow i nawet placy.

    Wiec podpowiem no bo jak, skad nieborak ma wiedziec. Przeciez jest cenzura i polacy pozbawieni sa informacji w mediach a w szkolach religia.

    Otuz panie Kasprowicz swiat doskonale wie ze success biznessu opiera sie na wlasnosci intelektualnej. Na pomysle na produkt, na pomysle na bizness. W tej dziedzine bezmyslna prywatyzacja pozbawila Polske wlasnosci intelektualnej a system edukacji nowych tworcow nie ksztalci. Teraz na wkrecaniu srubek w obcych obozach pracy na terenie Polski gospodarki budowac sie nie da.

    Panie Kasprowicz. Informuje pana ze najlepsza pozycja dla biznesu jest wlasny product sprzedawany do duzej ilosci niezaleznych klientow-konsumentow

    Myli pan pojecia patentu z pojeciem copyright co widac nawiazujac do Acta. Act nie ma nic wspolnego z patentami. Patenty dotycza glownie obiektow ‘tangible’ podczas gdy copyrights obiektow ‘intangible’. Tylko te ‘intangible’ maga byc piratowane przez Internet i Acta glownie na tym sie koncentrowalo.

    Ilosc patentow na glowe mieszkanca krajow ilustruje zdolnosci tworcze obywateli. W tej kategori Polska wyglada marnie a nawet skandalicznie. Co widac na codzien. Np 23 lata deficytow i jeszcze nikt sie nie pojawil z rozwiazaniem tak dramatycznej sytuacji. Nawet konsultanci.

    Niech pan nie wmawia, po praz kolejny, ze wszystko mozna patentowac. pokazuje pan brak przygotowanie dziennikarskiego. Powinien pan co tym poczytac, porozmawiac z prawnikami patentowymi, zapoznac sie umowami miedzynarodowymi. A pan demonstuje poziom Polityki.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Panie Kasprowicz. Pisalem o tym wielokrotnie i nic nie dociera. Ale pan zaszczuty nienawiscia do PRL, powinien wiedziec. Powrot do PRL juz nastapil. Dyktator Donek Tusk zarzadza jak I sekretarz PZPR. Nikt w Polityce o tym nie wie. Bo z bliska nic nie widac. Absolutnie nic. Nie ma wsrod was ani jednego trzezwego. Pijecie wino, palicie jakies ziola i zamulacie czytelnikow swymi fantazjami. ‚Kryzysu w Polsce nie ma’. Tylko dzieki Poloni ma pan i Polityka informacje o tym co sie wokol was dzieje.
    http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,12075749,_Polska_rzadzi_jeden_czlowiek__Demokracja_tylko_na.html

  6. Ja myślę, że innowacyjność na naszym poletku to tylko kolejny małpowany humbug, hasło-wytrych do czadzenia kasjerów.
    Rzeczywista innowacyjność jest niezbędna dla wzrostu na rynkach dojrzałych i dominujących, otwartych i wolnokonkurencyjnych.
    Nie spełniamy żadnego z tych warunków, a Chiny aspirują jedynie do dominacji ilościowej, volumenowej, z przyczyn wyłącznie naturalnych (populacja).
    Więc nasza innowacyjnosć zaczyna się i kończy na pomysłach na oskubanie programów unijnych czy kasy publicznej i tak pozostanie.
    To wiąże się z ochroną patentową …własności intelektualnej. Nie zgadzam się z Panem w kwestii patentowania wyłącznie rozwiązań technologicznych.
    To właśnie doprowadziło do wytrzebienia rentowności innowacyjnej branży farmaceutycznej, ponieważ ongi patentować zaczęto wyłącznie technologie syntezy i produkcji, a te łatwo obejść. Rentowność innowacji stała się tym samym wątpliwa a ryzyko w pewny sposób druzgocące, co sprawia że od dwóch dekad farmacja jest w odwrocie postępu medycyny.
    Blokada ACTA sprawi że będziemy wkrótce świętować wydanie dzieł zebranych Dody i takie „wydarzenia” jak nieszczęsne biennale berlińskie pod wodzą patentowanego politruka znad Wisły.
    Ucięte zostaną systemowe motywacje do twórczości intelektualnej, a bez niej można tylko powielać w kółko to, co już znane i lubiane.
    Dla nas jednak to i tak byłby etap rozwoju, nawet powielać nie umiemy, no, chyba że chwytliwe wytrychy słowne o innowacyjności…
    Pozdrawiam.

  7. PS
    Wdepnął Pan Chyba w trolla.
    Cieszy asertywne ignorowanie, pozdrawiam 😉

  8. Słuszne uwagi Gospodarzu. Gdzieś w dyskusji o patentach ginie ich pierwotne znaczenie: jak zapewne Pan wie, powstały one by stymulować innowacyjność i przedsiębiorczość, tak aby wynalazca nie bał się, że owoce wieloletniej pracy badawczej zostaną przywłaszczone przez spryciarzy z konkurencji. Co nam z tego zostało? Patentowanie „czarnej obwódki w okół wyświetlacza”. Patentowanie „sklepu internetowego”. Przykłady idiotyzmu można by mnożyć. Trzeba z tym skończyć.

    Ps. troll zauważa, że gospodarz nadział się na trolla i pochwala jego ignorowanie. To dopiero ubaw!

  9. Szanowny Panie Redaktorze,
    Bardzo sluszna ocena jednej strony problemu patentow.
    Ja jestem „zawodowym patenciarzem” .
    To develop patent jest najlatwijsza czescia procesu. Wdrozenie do produkcji oraz obrona wartosci intelektualnych jest bardzo drogie iduzo bardziej trudniejsze. Jezeli patent ma duzy potecjal to obrona przed koncernem jest praktycznie niemozliwa.jest to problem glebokiej kieszeni. Moj advise dla firm nie mogacych wydac 20-30M$ na obrone jest….. nie patentowac a pieniadze przeznaczyc na dalsze ulepszanie wyrobu.

  10. @zza kałuży
    A jak to w komentarzu ciężkie oskarżenia i prawie brak konkretów. 😉 Jak rozumiem z domysłów przykład przedstawiony ma zaprzeczać moim słowom o Chinach. Domyślam się, że nie chodzi o kwestię na czym zbudowano chiński sukces bo tu chyba wątpliwości nie ma, że nie na wynalazczości. Rozumiem zatem, że chodzi o moje twierdzenie o słabych widokach na chińskie know-how na przyszłość. Jeden przykład, nawet przełomowy, jest fajny. Tylko jak to się ma do skali 2 gospodarki świata? Tak samo u nas można dac przykład niebieskiego lasera, czy światłowodów… Jedna jaskółka… a jeszcze jedna jaskółka na całe Chiny to raczej potwierdza, a nie zaprzecza moją tezę. Chyba, że ma Pan jakieś szersze dane niż 1 przykład.

    @axiom1
    Cieszę się, że Pan dostrzega moje poglądy w szerszej perspektywie. Owszem różnimy się w poglądach na obecny rząd. Osobiście mam do niego dużo zastrzeżeń – zwłaszcza w kwestii spraw zaniechanych i zaniedbanych. Niestety są to polityczni oportuniści, którzy nie zabierają się za to co powinni ze strachu przed utratą władzy. Moja krytyka dotyczy głównei właśnie tego (choć nie tylko o czym za chwilę). Jeśli jednak uda im się zrobić coś pożytecznego – a czasem się udaje – to nie widze dlaczego mam za to nie chwalić? Nie mam tym bardziej poglądu, że to reżim palnowo działający by zniszczyć Polskę (okraszone pedofilią, holokaustem etc).Może nieudolny to rząd, ale na pewno nie planowo zły. Niestety ten mój pogląd ulega ostatnio zachwianiu ze względu na szereg dziwacznych posunięć: prawo o zgromadzeniach publicznych, prawo o sprostowaniach, niszczarka sejmowa etc. Wygląda mi na to, że władza zaczęła ich korumpować i to jest groźne. Ale dalej to jest działanie w kierunku utrzymania się przy korytku, a nie planowego niszczenia czegokolwiek. Trzeba tępići piętnować, ale nie popadająć w zbytnią emfazę bo to ani skuteczne, ani wiarygodne.
    Co do długu gospodarstw domowych dalej się nie zgadzam. To jakby obciążać rząd winą za wypadki samochodowe (bo pozwala ludziom jeżdzić po ulicach), i morderstwa z użyciem noża (bo noże są legalne) etc. Zadużenie prywatne jest prywatną sprawą ludzi. Próby ingerowania to zamach na ludzką wolność.

    Co do drugiej wypowiedzi to znowu jest Pan ordynarny i obraża bez powodu i sensu. A może by tak merytorycznie? Jaką to własność intelektualną straciliśmy z powodu prywatyzacji? Przecież nawet proszek IXI był ukradziony z USA. Problemy naszej edukacji (zgoda olbrzymie) bynajmniej nie zaczęły się wczoraj, a dziś edukację na poziomie wyższym demolują głównie profesorowie wychowani w wiadomych czasach.

    Oczywiście, że pomysł na biznes jest najważniejszy, ale przecież tego się raczej nie patentuje. Podobnie jak większości produktów, które się sprzedaje. Ja ma biznes i pomysł na niego. Patentować tego nie ma jak i po co, a ja zasadniczo sprzedaję innowacje.

    Nie mylę patentu z copyright bo piszę o własności intelektualnej. Zresztą te dwa mają dośc płynną granicę. A ilość patentów niekoniecznie pokazuje kreatywność narodów. Prosze sobie pooglądać:
    http://listverse.com/2008/06/16/another-10-bizarre-and-stupid-patents/
    http://thelistcafe.com/another-10-stupid-american-patents

    I tak można do nadal.
    A w kwestii przygotowania w zakresie tego czy można paptentowac wszystko prosze poczytać:
    http://exophase.com/41797/sony-files-patent-for-in-game-commercials/
    Zasadniczo opatentowano tu coś takiego:
    – człowiek gra
    – nagle gra mu jest przerywana i poakzuje się rekalma
    – gra jest włączana (być możę trochę cofnięta)
    Co tu jest chronione? Jaka technologia? Czy jest coś bardziej oczywistego?

    @Gekko
    Oj niestety znowu dużo racji. Innowacyjność to wytrych powtarzany bez zastanowienia co znaczy. najchętniej z porównaniami ile PKB jest z budżetu na to przeznaczane w którymś kraju, a ile u nas. U nas ile by nie przeznaczyć to nie ma ośrodków by te peniądze sensownie skonsumować. Za toinnowacyjność odbywa się na masową, ale mało spektakularną skalę w prawi ekażdym przedsiębiorstwie. Widac to chociażby po informatyzacji. Jasne, że inni to już zrobili, ale u nas to innowacja. Jak będziemy dojrzałym rynkiem to moze pojawi się innowacyjność na skalę światową.
    Nie zgadzamy się w kwestii praw autorskich. Przez wiki żadnej ochrony nie było, a twórczość miała się nieźle. Dziś też artyści zarabiają na czym innym niż kopie ich dzieł (muzycy na ten przykład na koncertach). Z praw autorskich żyją pośrednicy.
    Postawię tezę odwrotną – usunięcie ochrony praw autorskich zakutkowałoby brakiem dzieł zebranych Dody – i brakiem Dody. Komercja opłacałaby się znacznie mniej niż dzisiaj więc byloby jej znacznie mniej. A artysta będzie tworzył tak czy inaczej.

  11. @wombat
    Dla malego przedsiebiorcy nie ma nic lepszego od – doprowadzenia biznesu do swietnosci i sprzedanie. Tak sie zarabia najlepsze pieniadze. Bo,.. w dniu sprzedazy sprzedawca otrzymuje obecna wartosc przyszlych zyskow.
    Bo, kazda zlotowka otrzymana dzisiej jest lepsza od zlotowki ktora mozesz otrzymac jutro. Bo mozesz wogole jej nie otrzymac. …

    Pomijasz realia w swym rozumowaniu. Patenty nie sa wieczne. Ochrona patentowa trwa 7 lat, sa przypadki 17 lat. Jezel ktos kopiuje twoj patent wcale nie musisz go zwalczac. Bo ty juz powinnes na tym zarobic. Gdy ktos skopiowal twoj patent i staje sie konkurentem ty juz powinnes miec nastepny innowacyjny produkt. Wtedy twoj konkurent traci pieniadze. Sukces w biznesie polega na tym zeby byc o krok przed konkurentem.
    Rowniez pomijasz fakt ze kazdy product ma swoj zywot i nawet jezeli nikt cie nie kopiuje to i tak nie bedziez zarabial w nieskonczonosc bo zywot twego produktu sie eventualnie skonczy.

    Przeraza mnie kpina z wynalazczosci, szczegolnie przez Kasporwicza.

    @Kasprowicz. Ja nigdzie nie napisalem ze pomysl na bizness mozna patentowac. Skad pan to wzial ? Ja pisalem w sensie ze pomysl na bizness moze byc rowniez innowacja, wynalazkiem. Rowniez, nigdzie nie napisalem ze kazdy pomysl nadaje sie do patentowania lub innej ochrony. Co za nonseny pan wymysla.

    Tak wiem to jedna z polskich chorob. Ale na tym poziomie powinien pan nauczyc sie unikac wmawiania rzeczy nie wypowiedzianych i nie napisanych. Gdybym dyskutowal z kims na zieleniaku to bym rozumial. Ale pan strone biznesu powinien znac. Gdzie tam,… ma pan obowiazek to znac.

    Rowniez po co ta zlosliwa uwaga ze w PRL nie bylo poprawnego szkolnictwa w ani wynalazczosci. Ze ekukatorzy z tamtych lat nie potrafia uczyc. Na jakiej podstawie pisze pan takie brednie. Przeciez to jest Polityka do cholery a nie jakas tam gminna gazetka. W Polsce studiowalem mechanike i elektrycznosc i jestem w stanie stwierdzic ze mielismy znakomite kadry techniczne. Jezeli ci ludzie dalej ucza to Polska powinna sie z tego cieszyc.
    Po wyjezdzie z Polski bylem wlasnie za swoje polskie kwalifikacje wysoko ceniony. I nie jest prawda ze w PRL nie bylo wynalazczosci. Stwierdzenie ze wszyskto bylo kopiowane jest absurdem.

    Czy ma pan dowody ze proszek IXI byl skopiowany przez polskiego producenta?
    Ktory z sadow tak orzekl?

    Zaszczucie przeciwko PRL osmiesza pana. Oczywiscie dal sie pan zaszczuc przez osoby trzecie. Bo pan osobiscie nic nie rozumie ani nie pamieta z tamtych lat. Na klamstwach osob trzecich niszczy pan swoj wlasny wizerunek.

    Ja to bym nawet rozumial gdyby po 1989 cos pozytywnego powstalo. Ale jest to kompletny burdel. Po prostu samozaglada.

  12. „Obiegowa opinia mówi o tym, że innowacyjność jest podstawową dźwignią gospodarki.”
    Zależy na jakim etapie rozwoju. Dla umownego aborygena wystarczy kopiowanie przez kilka pokleń. Podobnie jak wystarczyło – i to jak! – Chińczykowi. A wczesniej Japończykowi, Hong-Kongijczykowi(strasznie zabrzmiało), Koreańczykowi, Tajwańczykowi, Singapurczykowi (iiii…) –

    „Jak każda obiegowa opinia zawiera w sobie sporo prawdy, choć czają się w niej pułapki.”
    Jak się samemu ustawia tezy tak, aby było je jak najwygodniej obalać, to się wpada we własne sidła.

    „Na przykład takie Chiny, których sukcesem gospodarczym tak się wszyscy w ostatnich latach zachwycają, nie wykazują prawie żadnej własnej innowacyjności.”
    1/ Ukryta innowacyjność.
    Gospodarz może mieć więcej i lepsze wiadomości, ale tak absolutne stwierdzenie jest zastanawiające. Gospodarz dyskutuje patenty jako jedna z miar innowacyjności. Nie wspomina jednak o tym, kiedy coś się patentuje a kiedy nie. Wtedy gdy przewaga nad konkurencją przede wszystkim polega na procesie produkcyjnym będącym pod własną kontrolą oraz kluczowi pracownicy gwarantują dostateczny poziom lojalności, dobrowolnej albo wymuszonej, to takie przedsiębiorstwo nie powinno niczego patentować. Gdyż patent to właśnie ujawnienie receptury na produkt. Wydaje się, że w związku z tym, jak wiele przedsiębiorstw w Chinach jest nadal własnościa państwową a z nich duży ułamek pracuje na potrzeby wojska wytwarzając produkty niekoniecznie mające swoje cywilne wersje, to w tym sektorze gospodarki wszelka innowacyjność nie bedzie wykryta jeżeli jako miary uzyjemy patentów. Stawiam tezę, że oba procenty (państwowe i wojskowe) firm w Chinach są wyższe niż w ogromnej ilości państw a więc większy procent potencjalnej innowacyjności ma szansę pozostać niewykrytym.
    2/ Jawne patenty.
    Gospodarz z jakiegoś powodu nic nie wspomina o całej masie chińskich patentów, chociażby w dziedzinie telekomunikacji.

    „Co więcej mimo wielkich inwestycji niewiele wskazuje na to by w najbliższych latach powstał chiński know-how.”
    Mam zupełnie przeciwne zdanie.
    1/ Historia przytoczonych wyżej państw z tego samego rejonu, być może z wyjatkiem Malezji, wskazuje na coś zupełnie przeciwnego. Czy Autor jest zdania, że są jakieś nieprzekraczalne róznice pomiędzy mentalnością czy sposobem kształcenia w szkołach lub motywowania w pracy pomiędzy Chinami a ich sąsiadami?
    2/ Przykłady na które można już wskazać to m.in. Huawei, ZTE, zresztą cały sektor telekomunikacyjny. Produkcja półprzewodników. Tzw. „zielone technologie”. Inżynieria genetyczna („genomics”).
    3/ Osobiste doświadczenia pracy zarówno z Chińczykami z tzw. „Mainland” jak i z Tajwanu. Świetnie wykształceni, pracowici jak Chińczycy, dowcipni, czytający literaturę, patentujący, konkurencyjni w każdym calu, po prostu lepsi pracownicy od 99% innych narodowości.

    „To pokazuje, że innowacyjność w sensie wynalazczości jest oczywiście ważnym czynnikiem, ale zdecydowanie nie jedynym.”
    Z tym zdaniem się zgadzam.

    „Jeden przykład, nawet przełomowy, jest fajny. Tylko jak to się ma do skali 2 gospodarki świata? (…) Chyba, że ma Pan jakieś szersze dane niż 1 przykład.”
    Wyżej podałem przykłady podważające czarno-białe tezy Gospodarza.

    „Tak samo u nas można dac przykład niebieskiego lasera, czy światłowodów…”
    Gospodarz raczy żartować. Proszę sprawdzić jak się ten „niebieski laser” sprzedaje. W ile lat po wyprowadzeniu w bardzo dyskusyjny sposób funduszy z KRUSu na zakup prywatnych udziałów w TopGaN i w ile lat po zainwestowaniu uniwersyteckiego, a więc publicznego grosza jaka jego część zwróciła się w zyskach. O ile mi wiadomo to do „break even point” jeszcze bardzo daleko. Poza tym ekonomiczna skala tego przedsięwzięcia jest mikroskopijna. Światłowody są produkowane, to prawda, ale czyżby dla pana produkcja światłowodów w 2012 roku była przykładem high-tech? Ja wiem, są różne takie wielomodowe cudeńka, ale w zestawieniu z nadziejami sprzed czterdziestu lat to doprawdy niewiele.

    Bottom line. Każdy, kto krytykuje jakikolwiek aspekt rozwoju gospodarczego Chin powinien w/g mnie ugryźc się w język i zmienić temat. Po pierwsze ze względu na swoją własną historię rozwoju gospodarczego, niezależnie od regionu i epoki historycznej. Po drugie ze względu na skalę, zupełnie niespotykaną w dziejach świata. Po trzecie, ze względu na specyficzne doświadczenia polskiej gospodarki. Czytanie po polsku krytyki chińskiej gospodarki czy braku chińskiej innowacyjności brzmi jak hucpa do kwadratu.

    Pozdrawiam

  13. Dla wzmocnienia dyskusji:
    ilość patentow –
    II RP – ok. 400 rocznie
    PRL – ok. 4000 rocznie
    III RP – ok. 800 – 1100 rocznie (spore wahania zroku na rok)
    Zrodło oczywiście GUS i prace historyków techniki.
    Nie ulega dla żadnej wątpliwości, że znakomita większośc patentów jest nic nie warta -do momentu, aż ktoś to kupi.

  14. „… w dniu 14 lutego 1876 roku dwóch wynalazców, Elisha Gray i Alexander Graham Bell, zgłosiło do urzędu patentowego zaprojektowane przez siebie telefony. Bell przybył do Urzędu Patentowego kilka godzin przed Gray’em – Bell został tego dnia zarejestrowany, jako piąty w kolejności petent w Urzędzie, a Gray jako trzydziesty dziewiąty.
    Nie ulega zatem wątpliwości, że wniosek Bell’a był zgłoszony wcześniej i nie byłoby żadnego problemu, gdyby nie jeden istotny szczegół – jego telefon… nie działał.
    Bell złożył swój wniosek patentowy, mając pełną świadomość tego, że telefon skonstruowany zgodnie z jego projektem, nie będzie działał.”
    Więcej: http://jonaszdrobniak.blox.pl/2011/03/Historia-telefonu-czyli-triumf-przedsiebiorczosci.html

    Prawo patentowe się zmienia na całym świecie, myślę że dojdzie ono za chwilę do ściany, opatentowane będzie wszystko, a jak jest opatentowane wszystko, znaczy nic nie jest opatentowane.
    Ja z powodzeniem ignoruje wyłączności w mojej branży, kupuję co chcę mimo pozornej wyłączności mojej konkurencji i się śmieję, jak ktoś mi ją oferuje, ku zdziwieniu oferenta.
    Dobrze na tym wychodzę kupując z wolnej reki, jakoś u mnie najtaniej.

  15. @Tomasz Kasprowicz
    Wstyd mi za Axioma. Na wszystkich forach bronię ludzi banowanych za to, co piszą ale jestem zawsze zdania, że ten sposób wyrażania o innych należy po prostu blokować – z odpowiednim komentarzem. Bronię też czasem Axioma bo uważam, że ma prawo do pisania rzeczy, które on uważa za słuszne, choć są nieprawdziwe jeśli robi to w sposób kulturalny. Ale to wyzywanie Pana jest niedopuszczalne.
    Każde z nas pisze z własnego doświadczenia lub po przemyśleniach. Ocenianie tego jako brednia przez kogoś, kto nie ma pojęcia skąd się to bierze jest zwykłym brakiem inteligencji. O tym, czyli o definicji pola dyskusji pisałem na samym początku Pana bloga. Widać, co się dzieje, gdy ktoś tego nie przestrzega.

    Zadziwiająca jest przy tym arogancja i wulgarność ludzi mieszkających za granicą. Ci ludzie zabrali swój poziom umysłowy ze sobą. A chcą koniecznie pouczać tych, którzy pozostali mimo, że nie ponoszą za nic odpowiedzialności. Dlatego @Axiom i @zza kałuży: Przejrzyjcie parę blogów w waszych krajach i postarajcie się przejść na tamten poziom. Dobrze to zrobi i wam. Linków z zasady nie daję bo za to co piszę, jestem odpowiedzialny ja a nie ktoś inny.

  16. Doda akurat żyje z koncertów i promowana jest w TV. Ze sprzedaży płyt żyją muzycy, których nikt nie zaprosi na festyn ludowy z okazji dni powiatu. Bez praw autorskich nie byłoby wytwórni płytowych (czy to pośrednicy czy producenci?) i całej muzyki tzw. rozrywkowej poza koncertami, bo nikt by nie sfinansował produkcji (np. Beatles albo Pink Floyd to zespoły studyjne). Afera wokół Actów pokazuje tylko tyle, że konsumenci nie chcą płacić za otrzymywany towar i potrafią to wymusić na politykach.
    Przez wieki nie było ochrony działalności artystycznej i artyści na ogół klepali biedę, albo szukali bogatych mecenasów, przeważnie arystokratów, od których byli następnie uzależnieni. Likwidacja praw autorskich (prawna lub faktyczna w wyniku rozwoju technologii) spowoduje ponowne uzależnienie artystów od mecenasów, głównie państwa, co jest moim zdaniem bardziej niebezpieczne od rozproszonych między różnych autorów (producentów i pośredników) praw autorskich.
    Produkcja wiedzy kosztuje i darmowy do niej dostęp skończy się wzrostem cen do autentycznej wiedzy i zalewem społeczeństwa wiadomościami tabloidowymi, których wytworzenie nic nie kosztuje. Skutkiem może być rosnące rozwarstwienie wiedzy i rozpad społeczeństwa, choć może to zbyt daleko posunięte dywagacje.

  17. ZWO 7 lipca o godz. 19:29
    „Zadziwiająca jest przy tym arogancja i wulgarność ludzi mieszkających za granicą. Ci ludzie zabrali swój poziom umysłowy ze sobą. A chcą koniecznie pouczać tych, którzy pozostali mimo, że nie ponoszą za nic odpowiedzialności.”
    Nie zaprzeczam, że i mnie zdarzyło się od czasu do czasu użyć zwrotu, który mógłby być grzeczniejszy. Proszę Gospodarza o ewentualne wykalibrowanie mojej wrażliwości, ale akurat w moich ostatnich dwóch wpisach na tym blogu nie dostrzegam niczego, co wymagałoby tłumaczenia się wobec Niego. Jeśli zaś chodzi o ZWO, to jak widać napisanie przeze mnie o „specjalistach od wszystkiego i od niczego” było przysłowiowym uderzeniem w stół. Zwracam ZWO grzecznie uwagę, iż to ZWO decyduje, czy ma wystapić w roli nożyc czy nie.

    Ciężko jest mi też poważnie przyjmować krytykę płynącą z ust takiego arbitra blogowej elegancji jakim jest ZWO.

    *****************************************************
    ZWO 25 kwietnia o godz. 8:35 na blogu red. Bendyka ubogacił nas poniższym wpisem:

    @Boni
    Szczekać potrafisz. Tylko.
    Ja nie czytam artykułów o upadającym przemyśle. Ja tam bywam. W Stuttgarcie czy w Bremen, Ingolstadt czy Heilbronn. (…) Wyszczekanie nie zastąpi 30 lat opóźnienia w rozwoju. Gdybyś się chociaż nauczył się przez ten czas dyskutować zamiast próbować pokazywać swoją niedonoszoną ważność.

    @A.L.
    Niektórzy potrafią się nawet wyrażać po polsku. Ciebie to nie dotyczy. Za trudne? (…) Nudni są papierowo- internetowi geniusze pierdzący kawą w klawiaturę tylko, żeby pokazać swoją ważność.

    ****************************************************

    Nie może to być aby nasz Bojownik o Zachowanie Form sam oskarżał innych o:

    1/ szczekanie
    2/ wyszczekanie
    3/ opóźnienie w rozwoju
    4/ pokazywanie niedonoszonej ważności
    5/ brak zdolności wyrażania się po polsku
    6/ nudzenie
    7/ bycie papierowo-internetowym geniuszem
    8/ pierdzenie w klawiaturę

    ZWO radzi mi, abym „przejrzał parę blogów i postarał się przejść na tamten poziom”.
    Hm, jeżeli swoje rady opiera na własnej praktyce czytania blogów w „Stuttgarcie czy w Bremen, Ingolstadt czy Heilbronn”, to pozwoli ZWO, że sam będę dobierał miejsca i sposoby mojej edukacji.

  18. @zza kałuży
    Tak, przyznaję, że moje reakcje bywają przesadzone. Wstyd. Zdarza mi się to tylko w przypadku wyzwisk i ataków na moją osobę. I pewnie się jeszcze zdarzy.
    Ale nawet na tym poziomie nie pozwalam sobie na wyrywanie zdań z kontekstu. I nie tracę godziny na przygotowywanie zemsty polską metodą „A u was biją Murzynów”. Musiało trafić.
    Myślałem, że skłonię do refleksji. Naiwny.
    Pozdrowienia.

  19. ZWO 8 lipca o godz. 0:03
    „Myślałem, że skłonię do refleksji.”
    Siebie? Rzeczywiście naiwny.

    Nasz „patriotyczny” ZWO o Polsce:
    ————————————————

    *DEBATA: Nowe punkty karne – bat na piratów czy bicz na kierowców?*
    2012-04-04 21:38 | ZWO
    „Jak to w opóźnionym umysłowo kraju”

    *Jak zarobić na groszu, czyli moneta warta zachodu*
    2012-03-14 17:10 | ZWO
    „typowo polskie mnożenie problemów zamiast szukać rozwiązania (…) przykład bezdennej i głupiej biurokracji. Szukanie wszelkich możliwych przepisów, żeby było trudniej i żeby nie rozwiązać problemu.”

    *Leki 2012 – Minister uspokaja chorych i media*
    2011-12-29 16:24 | ZWO
    „Polska jest tylko zupełna nieudolność w korzystaniu z cudzych doświadczeń.”

    *Budżet UE: co dalej?*
    2010-11-17 12:33 | ZWO
    „wszędzie tam, gdzie Polacy zaczynają mieć coś do powiedzenia, wszędzie tam zaczynają się awantury i nie jest możliwe dojście do zgody.”

    Czyżby jednak ZWO był Niemcem? Skoro tak gardzi Polakami?
    ————————————————————————————

    *Obok. Polska-Niemcy, czyli wystawa integracyjna*
    2011-11-09 01:37 | ZWO
    „Niemcy, jeśli w ogóle są zainteresowani, wiedzą o Polsce więcej i dokładniej niż jakikolwiek Polak może sobie wyobrazić. (…) Większość informacji to dla jako tako zainteresowanych Niemców banał. Mogą się tylko uśmiechnąć widząc, co dla Polaków jest odkryciem. Ale Polacy mogliby dostać zawału gdyby się o sobie prawdy dowiedzieli.”

    *Odlotowi nie chcą przylecieć*
    2011-02-24 21:41 | ZWO
    „To właśnie otoczenie określa poziom Weil am Rhein. Tu się trzeba wysilić a nie w Warszawie.”

    I na koniec jak ZWO zwraca się do Gospodarzy komentowanych przez siebie blogów:
    ————————————————————————————
    2011-09-11 01:08 | ZWO
    „@Pan Rotkiewicz. Cieszy mnie, że coś do Pana dotarło.”
    „A do tego niezbędny jest szacunek dla dyskutantów, niezależnie od ich argumentów. I tego Panu brakowało.”

    2011-09-09 18:22 | ZWO
    „Pan Rotkiewicz. Ja Panu chodzenia na pasku Monsanto nie zarzucam (…) Myślę, że przysłowie o „pożytecznym…” jest bliższe prawdy. Musiało nieźle trafić skoro zaczyna Pan bluzgać. Gratuluję. Nic Pan z mojej argumentacji nie zrozumiał.”

    ————————————————————————————

    Myślę, że powyższe przykłady dają nam wystarczające pojęcie o kulturze niemieckiego patrioty ZWO, który swoje niemieckie frustracje wyładowuje nie wiedzieć czemu na polskim blogu. Skoro „Deutschland, Deutschland über alles” to proszę się produkować na niemieckich blogach.

    „Musiało trafić.”
    „Musiało nieźle trafić”

    Proszę „trafiać” Niemców na ich blogach. Oni zawsze lubili sobie postrzelać to łatwiej do nich „dotrze”.

  20. @Krzysztof Mazur
    Masz racje w sprawie ochrony praw autorskich ale nie masz racji w sprawie Acta. Tworcy Acta pod pretekstem ochrony praw autorskich (ochrona tych praw juz istnieje) chcieli kontrolowac internet.

    @JSN
    Intnieje kilka patentowych konwencji. Link ponizej pokazuje patenty rozpoznawne w USA.
    http://www.uspto.gov/web/offices/ac/ido/oeip/taf/cst_all.htm
    Warto zauwazyc duza liczbe patentow rejestrowanych w USA ktorych zrodla leza w innych krajach. Np, polski niewolnik pracownik amerykanskiego obozu pracy w Polsce jezeli cos wymysli, jego wynalazek bedzie nalezal do pracodawcy i bedzie zarejerstrowany w USA. Ale UsA sa znane ze potrafia sciagac mysli techniczne do siebie po przez ochrone prawna i pomoc w komercjalizacji patentow.

    @ZWO
    Kasprowicz wogole sie nie przygotowal do tematu. Obnarzyl swe braki w tym wpisie. A pod poprzednim wpisem poradzono mu by porozmawial z prawnikiem patentowym. Tak by zrobil kazdy szanujacy sie dziennikarz. Wszystkiego wiedziec nie mozna ale przed napisaniem felietonu Kasprowicz powinien sie przygotowac. Natomiast Kasprowicz zalewa nas kpina z patentow i wynalazczosci. A to fundamenty sukcesow w biznesie gdzie sadzac po wyksztalceniu Kasprowicz powinien byc ekspertem. Strach pomyslec co jego firma doradcza jest w stanie doradzic.

  21. @wombat
    Bardzo ciekawe obserwacje. Czy będąc specjalista mógłby się Pan podizelić większą ilością przemyśleń?

    @axiom1
    Jak wiemy mamy odmienne zdania o PRL i odmienne zdania odnośnie tego co dziś jest w Polsce. Ja się cieszę, ze się skończył, Pan też zdecydował się z niego wyjechać. To znaczy, ze każdy z nas woli/wolał w nim nie mieszkać. Kryterium uliczne jest tu jednoznaczne.
    Nie twierdzę, ze z aPRL wszystko kopiowano, ale kopiowano wiele. To co wymyślono na miejscu zwykle nie było oszałamiajaącej jakości. Jeśli się mylę prosze mnie skorygować.. Oprócz proszku IXI mamy też polską motoryzację oaprtą na Fiacie. Sam Pan przyzna, że Polonez to nie był szczyt techniki. Nasz przemysł elektorniczny, który wpordukował Odry też był daleko w tyle. Tak, że świat koniec końców chciał od nas praiwe wyłacznie surowce, które sprzedawaliśmy byle tylko uzyskac dewizy. Tak załatwiono wiele złóż i zdewastowano Górny Śląsk (zarówno ekologicznie jak i społecznie). Pan sobie pewnie nie zdaje sprawę, ale jako dziecko nie bardzo wiedziałem jak na żywo wygląda żaba – mimo że mieszkałem na wsi. Żaby i inna zwierzyn powróciły dopiero w latach 90tych jak padły lub zostały unowocześnione okoliczne zakłady przemysłowe. Zresztą moje problemy zdrowotne w nie małej części wyniikają z wychowywania się w zatrutym środowisku.

    Ma Pan rację, że od osób trzecich znam opowieści o PRL „głębokim” – zprzyczyn oczywistych. Swoje tez jednak pamiętam i porównując to co pamiętam głęboko się nie zgadzam z tym, że po 89 nic pozytywnego nie powstało. Powstało bardzo dużo. Prosze sobie porównać na przykład ile powstało przez 20 lat III RP i 45 lat PRL np.
    autostrad albo kin etc. Jak zmienił się stan posiadania ludzi (liczba aut, sprzętu AGD etc na gospodarstwo domowe). nie mówiąc już o tym, z perspektywy zupełnie osobistej, że za PRL nie miałbym najmniejszych sznas wyjechać na doktorat do USA bo bym po prostu paszportu nie dostał.

    Oboje wydostlaiśmy się z PRL – tyle że różnymi metodami. Trzeba pamiętać o zasługach tego okresu, ale nie zapominajmy też o jego wadach.

    Pan mi zarzuca brak przygotowania, ja Panu zarzucam ciasny dogmatyzm. MA Pan w kieszeni kilka sloganów i wali Pan nimi na prawo i lewo. nie przyjmuje Pan żadnej krytyki tychże sloganów, a jesli fakty świadczą przeciwko nim tym gożej dla faktów. Dziś rozmawaiamy o Pana sloganie, że patenty są najważniejsze bo świadczą o innowacyjności. Tu Pan podrzuca pare statystyk by udowodnić, że nasz kraj to dno i wodorosty.
    Ja pokazuję, że patenty niekoniecznie zawsze są najważniejsze (przykład Chiny) oraz że czasem patenty moga być szkodliwe (trolle patentowe w USA). No i Pana ciasny dogmat ma problem. To zamiast się nad tym zastanowić to pisze Pan, ze ja jestem nieprzygotowany do tematu. A dlaczego? Gdyż:
    „Wszystkiego wiedziec nie mozna ale przed napisaniem felietonu Kasprowicz powinien sie przygotowac. Kasprowicz zalewa nas kpina z patentow i wynalazczosci. A to fundamenty sukcesow w biznesie”. Innymi słowy jestem nieprzygotowany bo się z Panem nie zgadzam. Gdybym się zgadzał to byłbym świetnie przygotowany.

    @zza kałuży
    Myślę, ze się w kilku miejscach nie rozumiemy, a w kilku nie zgadzamy:

    Nie zgadzamy się tu: „Każdy, kto krytykuje jakikolwiek aspekt rozwoju gospodarczego Chin powinien w/g mnie ugryźc się w język i zmienić temat”
    Nie ma świętych krów, których nie można krytykować – tak po polsku jak i w każdym innym języku. Wiernopoddańcze potkaiwactwo niczemu nie służy – i zakładam że nie to Pan miał na myśli.

    Nie rozumiemy się gdzie indziej. Pan zakąłda, że moje uwagi o chińskiej wynalażczości to krytyka. Otóż jest Pan w błędzie. Użyłem to jako przykład na to, że innowacyjność nie zawsze jest potrzebna by odnieść sukces. Chiński sukces bazuje na pracowitości i oszczędności. Sam znam wielu Chińczyków i Pana opinia o nich pokrywa sie z moją. Inna rzecz, że oni zawsze tacy byli a przez półwiecze żyli w skrajnej nędzy – co wynikało ze środowiska w jakim żyli. Chińczycy mieszkający w Chinach inaczej się zachwują niż Chińczycy mieszkający w USA. Stąd też losy Chin mogą być nieco inne niż losy sąsiadów bo inne tam nieco środowisko społeczno-polityczne.

    Nie zmienia to faktu, że z moją opinią pokrywa się także opinia chińskiego rządu, który ostatnio zmienia swoją politykę by inwestować w innowacyjność właśnie dostrzegając jej brak. Innymi słowy chcą oni zmienić kraj z li tylko fabryki (z wyjątkami o których Pan pisze – ale nadal tylko wyjatkami) w kraj posiadający i produkujący własny know-how (czyli pójść droga jaką poszły inne kraje Azji w przeszłości). Stąd olbrzymie nakłady na badania, uniwersytety etc. Z moich kontaktów wiem jednak, że narazie topornie to idzie bo tamtejsze rodowisko naukowe charakteryzuje się cechami podobnymi do naszego: nepotyzmem, korupcją i ścisłą hierarchizacją. W takich warunkach trudno być innowacyjnym bo motywatory do tego nie skłaniają. Stąd moje wątpliwości co do wybuchu innowacyjności w Chinach w najbliższym czasie.

    Na marginesie niebieski laser to nie miał być przykład sukcesu komercyjnego tylko wynalazku, który udało się wykonać – nic więcej.

    @Krzysztof Mazur
    Dość mocno się nie zgadzam. Jesli ktoś nie zarabia na koncertach to płyt raczej też nei sprzeda. Nie trzeba być wielką gwiazda by koncertować. Kwestie studyjnopści też się dośc mocno zmieniają – kiedyś studio to były olbrzymie wydatki. Dziś rozsądny sprzet można poskłądac w garażu.
    Świetnym potwierdzeniem tego faktu może być wzrost ilości internetowych gwiazd udostępniajacych swoje utwory zupełnie za darmo. Jeśli są dobrzy to w krótkim czasie stają się bogaci (koncerty, prawa do wizerunku, wpływy rekalmowe etc).
    I mamy efekt odwprtny do tego jakiego Pan się obawia. Przebijają się zespoły dobre i z pomysłem w przeciwieństwie do gwaizdek jednego sezonu promowanych przez wielkie wytwórnie. Ja już wogólę nie śledzę bieżącej scenymuzycznej bo to w 99% sieczka napędzna właśnie przez fakt, że można zarobić na prawach autorskich. Słucham albo z Internetu, alboczekam parę lat i patrzę czego się jeszcze słucha z pisoenek z przed paru lat.
    Artystów czekają zmiany – i to nie koniecznie na gorsze. na gorsze czekają zmiany wytwórnie. Nas czeka za to lepsza jakość.

  22. @Kasprowicz
    Nieprawda jest ze w PRL nikt z polakow nie wyjezdzal na studia do US. Przykladem jest kolega redakcyjny Passent. Wyselekcjonowany w tajemniczy sposob, na koszt polskiego robotnika i chlopa pojechal do US studiowac w Princetown i Harvard. Z paszportem rowniez nie mial problemu. A po powrcie ukladami i lapowkami wykrecil sie od wojska unikajac wypelnienia patriotyczego obowiazku. I takich bylo duzo. Kazdy z obecych tzw politykow ma jakies lajdactwo na sumieniu.

    Pan z koleii, nienawistnik socjalizmu, nie mial pan problemu z akceptacja sponsoringu, i pojechal do USA studiowac na cudzy koszt !!! A wiec sojalizm jest dobry gdy pan z niego osobiscie mogl skorzystac. Bo sponsoring to forma socjalizmu.

    Ja rowniez studiowalem w US ale na wlasny koszt. Nigdy nawet nie myslalem by inni za to placili. To bylo by niemoralne.

    Za czasow PRL obywatele USA przyjezdzali do Polski na studia. Bo bylo to dla nich tansze a po powrocie do US mieli swe dyplomy w pelni rozpoznanane bez zadnych dodatkowych wymagan. PRL i US mialy formalna umowe na ten temat.

    Po 89, Polska z kraju eksportujacego nauke przeksztalcila sie w kraj z ktorego trzeba wyjezdzac by zdobyc wiedze. Czego pan osobiscie jest dowodem.

    Fiat byl produkowany w Polsce na podstawie umowy licencyjnej. To nie bylo zadnym zlodziejstwem obcej technologi co pan sugeruje. Poleonez natomiast byl najlepszym samochodem i glownie dlatego ze polskim. Tak samo komputery Odra.
    Jest pan nieuczciwy zachwalajac poziom zycia ale omijajac dlugi gospodarstw domowych i skandaliczna sytuacje makroekonomiczna. 80% finansow na autostrady pochodzi z Uni o czym pan nie wspomnial. Autostrady nie sa wiec zadnym dorobkiem rzadow ostanich 23 lat. Pozatym jest tylko okolo 1000 km autostrad w Polsce, to nawet mniej niz u mnie na wsi. Moja wies budowala bez zadnych darowizn z zagranicy.

    Ubolewam ze z powodu zatrucia srodowiska pan ucierpial. Proponuje poczytac dzisiejsza prase. W zatoce Gdanskiej wszystkie plaze zamkniete bo morze zatrute.
    Panie Kapropwicz, obecnie nawet w Wa-wie wiekszosc sciekow jest odporawadzana do Wisly bez oczyszczania. Pociesze pana ze ja sie rowniez w PRL zatrulem. Moim zatruciem byla solidarnosc. W sierpniu 1980 w zakladzie w ktorym odbywalem praktyke byl strajk. Juz od 6 rano solidarni wojownicy o wolnosc zgromadzeni pod flaga solidarnosci i portretem papierza chlali wodke musztardowkami. Byl strajk, ale prywatne fuchy wykonywali. Juz w poludnie zaklad byl obszczany, obrzygany i rozkradziony. Na drugi dzien zamkniety na dobre. Wszyscy stracili prace. Tak wiec ja pojechalem znalezc sobie zajecie poza Polska. Ale slowo solidarni ciage przypomina mi tylko holote.

    W sprawie patentow nie ma pan racji. Najlepsza pozycja kazdego biznesu jest wlasny produkt sprzedawany do duzej ilosci niezaleznych klientow-konsumentow. (niech pan to zanotuje, to jedno z czolowych przykazan biznesu) Bez wlasnosci intelektualnej polska gopodarka moze byc tylko slugusem i zrodlem niewolniczej sily roboczej dla innych krajow. R&D w obecnej Polsce wogole nie istnieje na zadnym poziomie.

  23. Wg. Pana Chiny mają nie być innowacyjne, a jednocześnie pisze Pan: „Trudno jednak jest także innowacyjność zmierzyć. Tradycyjny miernik w postaci liczby patentów na mieszkańca zawsze był popularny – dziś jednak jest co raz mniej użyteczny. Wynika to z faktu istnienia tak zwanych troli patentowych – organizacji patentujących wszystko co tylko jest możliwe do wymyślenia w nadziei, że ktoś kiedyś wprowadzi produkt korzystający z podobnego rozwiązania. Jeśli produkt okaże się sukcesem to rozpoczyna się batalia sądowa o wielkie odszkodowania. ” jak wiadomo Chiny nie zezwalają na tego typu działalność – ponieważ nie mają szczególnie silnego parcia na respektowanie prawa patentowego i własności intelektualnej ( jak każda rozwijająca sie gospodarka, USA także był w awangardzie złodziejstwa intelektualnego – dopóki nie zbudowały własnego portfolio intelektualnego – w latach 50-tych zeszłego wieku. Były takie czasy w USA że kopiowano całe fabryki z Europy jak obecnie robią to Chiny. W polityce międzynarodowej „Łapaj złodzieja” najgłośniej krzyczy były kryminalista który już swój łup trzyma w rekach) . toteż i opierając się na statystykach nie znajdzie Pan w Chinach innowacyjności.
    Zapewne wie Pan jak wygląda Chińska strefa przemysłowa (Chiny to olbrzymi kraj więc nie można generalizować wszystkiego na całe terytorium i populacje) Znajomy był w Kantonie i ze zdjęć widać wyraźnie że coś co przypomina Warszawę – takie 10-pietrowe domki – to takie miejscowe slumsy. Miasto bowiem ma 200-300 stupiętrowych wieżowców. Zdjęcia kolega robił w dół – tak że widać mu stopy – bo stał na szklanej podłodze platformy widokowej na szczycie 300 (?) metrowej wieży. ( nie jestem pewien zresztą czy był to kanton czy inne miasto – kolega jechał pociągiem 2 godziny ale że pociąg jechał 300 km na godzinę – trudno mi powiedzieć gdzie on te zdjęcia robił) Proszę sobie wyobrazić budowę takiej wieży. Nie była ona budowana przez „firmy z Japonii” jak sie to robi w Polsce – ale przez Chińczyków. Aby dokonać takiej budowy – nie wiem jakie ma Pan wykształcenie a co za tym idzie pojęcie o skali przedsięwzięcia inżynierskiego – należy wręcz na miejscu budowy dokonać z 500 wynalazków od sposobu lania milionów ton betonu tak by nie pękał do rozwiązania kwestii oporów wiatru i odlania grubych tafli szkła. Bez innowacyjności – pojętej jako zdolność do rdzenia sobie z kłopotami podczas pracy – nie ma tu odwrotu. Zarazem że nie skutkowało to patentami w urzędzie patentowym w USA? A kogo to w Chinach obchodzi…
    Ilość prac naukowych w Chinach wzrasta, obecnie przekroczyła ilość publikacji w Europie, w 2020 roku ma przekroczyć ilość z USA. Język nauki staje się językiem Chińskim. W UK w podstawówkach uczą już chińskiego. W Polsce – nawet gdyby nam ktoś to sfinansował – kolej 300 km/h nie jest w stanie działać – jesteśmy krajem o zbyt niskiej kulturze technicznej ( z tego tez powodu jestem przeciw energetyce jaðrowej w Polsce – choć to ekologicznie sensowna alternatywa dla węgla) .Chiny są 2-gim obecnie na świecie krajem zdolnym wysłać człowieka na orbitę ( USA już tego nie potrafią). Proszę porównać inwestycję w naukę w Chinach i w Polsce. Chiny nie są dobrym wzorem do naśladowania – to kraj totalitarny – spełnione marzenie neoliberałów – korupcja i nepotyzm do sześcianu. Kraj w którym pieniądz rządzi wszystkim – a zwłaszcza stosunkiem władz. Władza i pieniądze są bowiem od zarania ludzkości nieoddzielne – zaś konserwatyzm – a przecież neoliberalizm jest fundamentalny i skrajnym prądem konserwatyzmu – sprowadza się do ustalenia na wieczność że ci co mają władzę mają udział w zyskach i vice versa. Wzrost rol Chin w sprawach międzynarodowych zdaje się jednak nieunikniony. Pisanie z Polskiej perspektywy że sa mało innowacyjni przypomina krytykę rysunków Leonarda Da Vinci dokonywana przez przedszkolaka…

  24. @Gospodarz
    „Nie ma świętych krów, których nie można krytykować – tak po polsku jak i w każdym innym języku. Wiernopoddańcze potkaiwactwo niczemu nie służy”
    „Chiny, których sukcesem gospodarczym tak się wszyscy w ostatnich latach zachwycają, nie wykazują prawie żadnej własnej innowacyjności. Co więcej mimo wielkich inwestycji niewiele wskazuje na to by w najbliższych latach powstał chiński know-how.”

    Pan wybaczy, ale ja nie wiem, co to było, jak nie krytyka.
    „Zachwycamy się” chyba czymś dla nas pozytywnym? Przeciwieństwo nam się nie podoba…Brak swojej wiedzy nigdy nie jest dobry. Znaczyło by to, że polegamy na bezrozumnym kopiowaniu. Plus uwagi o wiernopoddańczym potakiwactwie. Proszę nie wykręcać kota ogonem. Użył pan przykładu Chin bo ma pan taki rozmach polemiczny. I ja właśnie wskazuję na „znaj proporcjum, mości panie”.
    —————————————————————————
    W parę dni po rozpoczęciu przez mnie pracy w jednej z wielkich firm, ni z gruszki ni z pietruszki podczas lunchu „na zakładowej stołówce”, przysiadł się do mojego stolika młody człowiek. Ładnie się przedstawił i powiedział, że chciałby porozmwawiać ze mną o polskiej gospodarce. Już myślałem, że chodzi mu o ploteczki, jakimi karmią nas przekaziory ale on odrabiał pracę domową i chodziło mu o szczegóły. Jak wyjaśnił, jeden z jego profesorów na studiach MBA ostatnio jako jedną z „case studies” przerabiał polskie przemiany ustrojowe. Młody człowiek przystąpił zatem do odpytania mnie z teoretycznych założeń i praktycznych aspektów „reform Kołodki”. To daje panu znać, kiedy odbywała się rozmowa, bo „case study” nie było odgrzewaniem czegokolwiek ale śledziło zmiany in statu nascendi. Rozmowa była kontynuowana także i po lunchu, już nie tylko jako semi-prywatna sprawa studenta MBA ale jako część jego obowiązków jako pracownika działu, który uczestniczył w procesie przygotowywania informacji dla szefostwa zastanawiającego się w tamtym czasie nad wejściem do Europy Wschodniej. Miałem wobec tego szansę zobaczyć jak szczegółowo i z jakim stopniem profesjonalizmu dział, w którym pracował przyglądal się życiu gospodarczemu i społecznemu poszczególnych krajów tego rejonu. Pracownicy pisali wtedy raporty takiej jakości i objetości, że mnie po prostu „szczęka opadała”. Raporty pokrywające w syntetyczny ale nie gubiący najważniejszych aspektów analitycznych i dalej szczegółowy sposób (przynajmniej z mojego punktu widzenia) wszystko co było ważne z punktu widzenia historii, teraźniejszości i przewidywanej przyszłośći systemów gospodarczych państw, które na nowo odzyskiwały oddech.
    Od jakości ich ustawodawstwa (proces legislacyjny, wady, zalety, przykłady, porównania do innych, zachodnich i azjatyckich krajów), życia i systemu politycznego z życiorysami wszystkich ważniejszych osób chyba od II wojny, przez przykłady aktualnych sporów polityczno-gospodarczych, przykłady współpracy z instytucjami międzynarodowymi, z firmami zagranicznymi, afer i sukcesów, poprzez szczegółowe analizy działania wojewodów i burmistrzów wielu, bardzo wielu polskich, czeskich czy węgierskich miast. Opisy początków modernizacji na uczelniach, w wojsku, stosunek do religii – wszystko. Dla każdego z wybranych miast w każdym z analizowanych państw. To była biblioteka – nie „mała bibiloteczka” – solidny regał wypełniony grubymi tomami. Dla mnie bardzo ciekawa lektura, i podana „na tacy” bo wszytko po angielsku. Ja nie znam ani bułgarskiego ani węgierskiego ani rumuńskiego.

    Po co to opowiadam? Firma była ogromna. „Wynalazła” produkt, którym posługuje się zarówno pan jak i miliardy ludzi na świecie. Nikt sobie teraz nie wyobraża życia bez tego produktu. Mogła być arogancka. Jej fundusz na R&D był wtedy kilkukrotnie większy niż całej Polski na edukację wyższą. Teraz pewnie są porównywalne.

    A jednak ton raportów był jak najdalszy od krytykowania. Były tak napisane, że po ich ujawnieniu (bo wszystkie oznaczono stempelkiem „confidential”) firma ta mogła by tylko zebrać pochwały za wyważony ton i koncentrację na faktach. Nikt niczego ani nikogo nie oceniał. Wnioski czytelnik miał sobie wyrobić z wykresów i tabel liczbowych.

    Panu też radzę beznamiętne porównanie punktu startu, szybkości rozwoju i aktualnego stanu chińskiej gospodarki. Ja już nie zachęcam do przyglądania się telekomunikacji czy półprzewodnikom. Elektronika może nie być pańską „cup of tea”. Ani inżynieria genetyczna. Pan wybierze jakieś bardziej znaczące dla rozwoju współczesnej nauki i gospodarki tematy – proszę bardzo.
    Zestawiając dokonania polskiego społeczeństwa i społeczeństwa chińskiego za ostatnich plus minus trzydzieści lat, wybaczy pan, ale mogę się tylko rumienić. A pisać po polsku krytykę chińskich niedostatków to dolewać benzyny do oskarżeń o polskie oderwanie od rzeczywistości i polską megalomanię.
    Radzę trzymać się swojej ligi. I porównywać nie chińską ale polską ilość patentów czy innowacyjność z krajami o podobnej skali i w zbliżonym sąsiedztwie.
    Już nie wspominam, że nie zaszkodziło by mieć jakieś własne, chronione międzynarodowo patenty w swojej dziedzinie, To dodaje wiarygodności w dyskusji o innowacyjności.
    A krytykę Chin zostawić obywatelom państw o porównywalnym rozmiarze, skali problemów i sukcesów.
    Nawet pracownicy firmy, która wtedy była najlepsza i największa na świecie w tym, co robiła, sprzedawała rocznie za grubo więcej niż 30 mld dolarów, nikogo nie krytykowali i nie wypisywali takich radykalnych ocen. A byli oni ludźmi, którym od kołyski wpaja się przekonanie o wyjątkowości roli swojej ojczyzny w dziejach świata.

  25. zza kałuży 8 lipca o godz. 15:29
    Dziekuje za wpis. Ostatnio przestaje czytac i wypowiadac sie w polskim internecie, co do niedawana robilem dosc czesto. Ale mam coraz bardziej dosc. W dyskusjach duzo kategorycznych twierdzen opartych na przekonaniach. Dyskusje nie sluza wzbogacaniu siebie i zmianie wlasnych pogladow, tylko ich prezentowaniu i obronie. Co to jest warte? Czego ja sie naucze, jesli na wlasnym przykladzie zaneguje kilka kategorycznie wypowiedzianych to stwierdzen, i to z obu stron sali? Moge napisac, ze wyksztalcilem sie na PRL-owskiej uczelni. Wyjechalem do USA na 5 miesiecy w roku 1985 (zwracam uwage na date). Nikt mnie nie szczul i nie musialem podpisac lojalki w SB. Nie musialem donosic. Dostalem paszport, uniwersytet zaplacil za moj bilet, zebralem materialy, wrocilem i pracowalem jeszcze 5 lat nad doktoratem. W USA nie czulem sie niedoksztalcony. Przeciwnie, umialem to, co trzeba bylo umiec, a takze sie wiele nauczylem w czasie pobytu. Doktorat napisalem po angielsku (na polskiej uczelni!) bo taka mialem fantazje. Chcialem podszlifowac jezyk. Uczelnia wyrazila zgode i tak sie stalo. Potem wyjechalem do USA i nigdy nie narzekalem na poziom mojej edukacji. Natomiast dostalem niezle w d.. z powodu nawyku krytykanctwa, ktory przywiozlem ze soba. Ale to juz nie wina edukacji w PRL, tylko odbicie polskiej kultury. Wpis Gospodarza jest najlepszym przykladem trwalosci tego nawyku. Zgubnego nawyku.
    .
    To wszystko napisalem, i nikogo tym pewnie nie przekonam. Dalej beda twierdzenia, ze z PRL wyjechac sie nie dalo, a jak juz, to za cene wspolpracy. Tysiac razy mozna napisac, ze to brednia.
    .
    Tak wiec dziekuje Ci za wpis, z ktorego sie sporo dowiedzialem. Warto bylo tu zajrzec dla Twojego wpisu.

  26. @axiom1
    Za4rzuca mi Pan często, że przeinaczam słowa Pana. Tu mamy przykład, ż ePan nie jest wolny od tego grzechu. Kto pisał, że nikt do USA w czasach PRL nie wyjechał? Ja tylko stwierdizłem, ze ja tkaich szans bym nie miał. Byli tacy co wyjechali, byli też tacy co nawet wracali, byli też tacy co wracali na stałe (tak wtedy jak dziś).

    Nie bardzo rozumiem co Pan ma na myśli pisząc o sponsoringu. znając Pana zdolnośc do używania słów odpowiednio zabarwionych emocjonalnie w miejsce słów ogólnie przyjętych (vide pedofil ekonomiczny) rozumiem, ze chodiz Panu o stypendium. Będzie dla Pana zapewne sporym odkryciem, że stypendia były znane już wśredniowieczu – to jest dlugo przed tym jak socjalizm wymyślono. A wynika to ze starejzasady, że wspieranie zdolnych ludzi jest sensowne bo przynosi korzyści innym. Skoro Panu nie chciał nikt studiów zasponsorwoać to prosze wyciągnąć wnioski z powyższego, a nie zasłaniać się moralnością (nie mogłem sobie tej uszczypliwości darować 🙂
    Nie sugeruje, ze Fiaty były złodziejstwem. Pokazuję tylko, że potrzebna była licencja. Polonezem jeździłem. Nie wiem w jakiej kategorii miałby to być najlepszy samochód. Z ówczesnym Glofem Pan porównuje czy czym?
    Czemu jestem nieuczciwy porównując poziom życuia dziś i PRL? Zadłużenie istnieje – i nie widze czemu mialoby go nie być. Często jest sensownym rozwiązaniem (co nie znaczy, ze zawsze). W tamtych czasach gdyby ludzie mogli się załużać i podnieść sówój poziom życia to tak by zrobili. Ale nie mogli głównei dla tego, że nie za bardzo było czym ten poziomżycia podwyższać. Chyba że w Pewexach.
    Co z tego, że autostrady są dofinansowane z UE? Mamy się z tego powodu martiwć i kilofami rozwalać? Fakt jest jeden: kiedyś nie było, a dziś są. Tak samo jak reszta infrastruktury oraz pralki, lodówki i telewizory. Szukanie wszelkichj „ale” – bo ludzie zadłużeni, bo z dota cji etc. to próba przekonania (chyab tylko siebie), że lepiej ludziom było jak klepali biedę w zacofanym kraju, z którego nawet trudno było wyjechać. Dzisiejsza emigracja (która oczywiście jest przykrym faktem) jest możliwa bo ludzie mają na tyle wolności żeby wyjechać. Kiedyś musieli porywać samoloty.

    Co do Pana zdania wyboldowanego – jak kazdy slogan ma swoje słabości (już nie mówiąc o tym że niekoniecznie ma cokolwiek wspólnego z patentami). W sytuacji jaką Pan opisuje znajduje się zasadniczo każda piekarnia. Co nie oznacza, że piekarze są królami życia. Znam za to parę firm sprzedających do 1 lub 2 firm i zarabiających miliony. Ani piekarze, ani firmy o których wspominam nie mają ani jednego patentu.

    @kakaz
    Miała być dyskusja o trollach aptentowych a wyszło o Chinach 🙂 Ale nich będzie. Reforma w Chianch rozpoczęła się powiedzmy w 1980 – to już przeszło 30 lat. W Japonii 30 lat po zmianach (czyli lata 70-80) a nawet jeszcze wcześniej – mamy zalew świata japońskimi produktami bijącymi na głowę produkty zachodnie (samochody, elektronika, etc.). Korea 30 lat po reformie (lata 90te) a nawet wcześniej eksportuje produkty z wyokim know-how: samochody, statki, elektronika pod markami lokalnymi.
    Gdzie po 30 latach są chińskie Toyoty, Mitschubishi, Otake, Hyundai, Kia, Daewoo etc. Kolega zza oceanu przytacza ZTE i Huyawei – to są ffirmy, które zaczynają z rozmachem wchodzić na rynek, daleko im jeszcze do pozycji, którą japońcskie czy koreańskie firmy zdobyły znacznie szybciej.

    Myślę, ze są to dowody wystarczające by wykazać, że chińska gospodarka póki co nie jest zbudowana na innowacyjności. Co najważniejsze nie jest to krytyka – choć w ludzkich głowach mamy zakodowane – nie innowacyjne – znaczy złe. Wcale nie złe – to stwierdzenie faktów – i nie ma tu nic do rzeczy przedszkolak i DaVinci.

    @zza kałuży
    A Pan dalej to samo. Czyta Pan jak chce to co jest napisane i wtłacza mi interpretację. A podsumowanie Pana (i kakaza) wpisu jest jedno – krytykować Chin nie wolno. Mieliśmy już w przesżłości takie święte krowy, których krytykowac nie było wolno i nikomu to na zdrowie nie wyszło. I pomimo, że wpis nie o Chinach i bynajmniej nie miał ich krytykować tylko wskazać jako przykład sukcesu bynajmniej nie opartego na innowacyjności (co nie czyni go sukcesem mniejszym albo godnym mniejszego podziwu) to duch przekory we mnie wygrywa i z mojej przedszkolackiej perspektywy zaczynam krytykować DaVinci:
    – duża część przewagi konkurencyjnej Chin wynika z taniej siły roboczej (i nie ma w tym nic złego). Jednak jej taniość jest utryzmywana na nienaturalnie niskim poziomie poprzez interwencjonizm państwowy. Mam tu na myśli ograniczenia migracji i przede wszystkim politykę walutową. Jest to system nieuczciwy i potencjalnie niebezpieczny. Ma on nastepujące skutki:
    – obiżenie poziomu życia mieszkańców gdyż otrzymują za swoją pracę znacznie mniej niż wszyscy na około sa gotowi zapłacić
    – niszczenie przemysłu w innych częściach świata
    – nienaturalne rozpędzenie gospodarki co ma olbrzymi wpływ na sytuację wewnętrzną oraz stan środowiska naturalnego
    – powodowanie wielkich nirównowag na rynkach finansowych i potencjalne załamanie sytemu w przyszłości
    – centralne planowanie gospodarcze powoduje nirównomierny rozwój gospodarczy i prowadzi do destabilizacji gospodarki. Istniejace już teraz miasta-widma pobudowane i niezamieszkałe przez nikogo są tu świetnym przykladem. Dalszy planowy „rozmach” maoże spowodować np bańki spekulacyjne (jeden juz mamy na nieruchomościach), z odpowiednimi konsekwencjami społecznymi – tj brakiemi mieszkań dla młodych (brakiem z punktu widzenia cen – nie dostepności)
    – polityka demograficzna powoduje, ze Chiny są jednym z najbardziej starzejących się społeczeństw. Co gorsza jest tam znacząca nierównowaga płci (nadmiar chłopców) co ma odpowiednie skutki społeczne (wzrost agresji i przestępczości) – również wynikająca z polityki demograficznej.

    No to teraz ma Pan faktyczną krytykę Chin i o niej możemy prozmawiać. Bo wypisywanie jakimi Chińczycy sa pracowitymi i wspaniałymi ludźmi – tak jakbym twierdził co innego – jest trochę poniżej pasa.

  27. Chyba pora, aby Gospodarz zaczął stosować mniej w zamyśle metaforyczne tytuły wpisów.
    Zdaje się że za oceanem horyzonty pozostają z reguły nadwiślańskie, tyle że w mniemaniu nosicieli uszlachetnione transportem zza granicy (nalepka „cargo”).
    Na wezwanie w tytule stawia się coraz liczniejsza kohorta reprezentantów emigrowanych…
    Zawsze gotowych pouczać Chińczyków dlaczego „trzymają się mocno”, za pomocą swojskiego chochoła intelektu.
    Mnie natomiast ciekawiłoby, co widać zza oceanu w kwestii grafenu czy niebieskiego lasera.
    Dlaczego były skazane na ten sam los niebytu, co polscy emigranci?
    Jakieś wnioski ujawniające szersze horyzonty, po opuszczeniu (geograficznym) polo-grajdoła?
    Pozdrawiam.

  28. @Gospodarz
    A Pan dalej to samo. „krytykować Chin nie wolno.”
    W porzadku. Wolno, ale trzeba uprzedzić o zamiarze „krytykowania Chin” swoich czytelników. Proszę dać mi czas na założenie pieluchy dla dorosłych i na odstawienie wszelkich płynów. Gdyż inaczej posiusiam się i parskając śmiechem zrobię niezły bałagan.

    „Mieliśmy już w przesżłości takie święte krowy, których krytykowac nie było wolno i nikomu to na zdrowie nie wyszło.”
    Ja tam Chin nie miałem, chociaż faktycznie było takie powiedzonko o ochocie lub o braku ochoty do robienia czegoś „za Chiny”. Może Gospodarz je kiedyś słyszał i fałszywie zrozumiał, że ktoś w Polsce mógł te Chiny „dawać”. Stąd stosunek do Chin pozbawiony jakiegokolwiek poczucia rzeczywistości. Młodzi ludzie tak mają. Żadnych autorytetów. Narciaż2 zauważył, że zjawisko to może nasilać się wśród ludności kraju, której część na budowach socjalizmu oceniała swoje szanse dokończenia piwa przed początkiem piątej przerwy obiadowej tak marnie, iż nikt tego nie był w stanie zrobić nawet „za Chiny”. To było tak niedawno, że jak widać i Gospodarz za Chiny zdania nie zmieni i krytykować będzie. Kakaz napisał Gospodarzowi w jakich warunkach ta krytyka się odbywa, ale może Gospodarz klepie w chińską klawiaturę swoje wpisy mknąc 300 km/godz chińskim rowerem po Warszawie i lawirując pomiędzy setkami stupiętrowych drapaczy a więc ma powody do pisania dowcipów.
    Ja tam poczekam na czasy, gdy wszytko czego dotknie się Chińczyk będzie zrobione w Polsce.

    „- duża część przewagi konkurencyjnej Chin wynika z taniej siły roboczej (i nie ma w tym nic złego). Jednak jej taniość jest utryzmywana na nienaturalnie niskim poziomie poprzez interwencjonizm państwowy.”
    Jak rozumiem Ford strzelający do robotników z luf policji państwowej oraz wynajetych strazników robił coś zupełnie innego? Czy Gospodrz nie doczytał mojego zdania:
    „Każdy, kto krytykuje jakikolwiek aspekt rozwoju gospodarczego Chin powinien w/g mnie ugryźc się w język i zmienić temat. Po pierwsze ze względu na swoją własną historię rozwoju gospodarczego, niezależnie od regionu i epoki historycznej.”
    Takich Fordów i Wielkich Kryzysów jest pełno w gospodarczej historii świata. Zapomniał wół jak cielęciem był?

    „– niszczenie przemysłu w innych częściach świata”
    Jak rozumiem firma Gospodarza aktywnie sponsoruje indyjską konkurencję?

    „– nienaturalne rozpędzenie gospodarki co ma olbrzymi wpływ na sytuację wewnętrzną oraz stan środowiska naturalnego”
    Oczy otwieram ze zdumienia. Przecież argument ten to żelazny atut w arsenale złośliwości kierowanych przez Polaków znad Wisły pod adresem Polonii. Że niby ta Polonia chciałaby zatrzymać wszelki rozwój nad Wisłą, zachować tam jakiś skansen i rozkoszować się kursem wymiany z czasów Gierka. Gospodarz wie lepeij od Chińczyków co jest a co nie jest „naturalnym rozpędem”?
    Jeżeli więcej Polaków tak myśli to by wyjaśniało te kosmiczne tempo budowy tzw. autostrad nad Wisłą…

    „– powodowanie wielkich nirównowag na rynkach finansowych i potencjalne załamanie sytemu w przyszłości”
    Proszę mi przypomnieć, które to państwo ma dane mu od bozi prawo do robienia właśnie tego? Bo o ile liznąłem trochę historii ekonomicznej świata to jakoś nie wydaje mi się, aby Chiny były tu wyjątkiem. O ile w ogóle są, bo powyższe zdanie brzmi prawdziwie tylko w ustach amerykańskiego propagandysty.

    „- centralne planowanie gospodarcze powoduje nirównomierny rozwój gospodarczy i prowadzi do destabilizacji gospodarki.”
    Autostrady we Włoszech. Autostrady w Niemczech. Autostrady w USA. Energetyka atomowa, np. we Francji czy w Bułgarii. Ustalenie standardu GSM w telefonii komórkowej w Europie. Sukces Korei. Sukces Tajwanu. sukces Singapuru. Airbus. Zamówienia wojskowe dla Boeinga (i całej masy innych producentów – wszędzie na świecie). Powstanie przemysłu półprzewodnikowego, miniaturyzacji.
    Publiczne systemy opieki zdrowotnej i emerytalnej…itd., itp.

    „- polityka demograficzna powoduje, ze Chiny są jednym z najbardziej starzejących się społeczeństw.”
    Był Gospodarz w Chinach? Był w Indiach? Zna dane na temat skali przemysłu prywatnego określania płci dziecka w obu krajach? Gdzie abortuje się więcej dziewczynek? W Indiach czy w Chinach?
    Chciałby Gospodarz mieć 5 mld Chiny? Skoro krytykuje Chiny z 1.3 mld kłopotów?
    ——————————————————————————
    Bottom line. Każdy, kto krytykuje jakikolwiek aspekt rozwoju gospodarczego Chin powinien w/g mnie ugryźc się w język i zmienić temat. Po pierwsze ze względu na swoją własną historię rozwoju gospodarczego, niezależnie od regionu i epoki historycznej. Po drugie ze względu na skalę, zupełnie niespotykaną w dziejach świata. Po trzecie, ze względu na specyficzne doświadczenia polskiej gospodarki. Czytanie po polsku krytyki chińskiej gospodarki czy braku chińskiej innowacyjności brzmi jak hucpa do kwadratu.
    ———————————————————————————-

    A mówią, że „rote learning” to wada chińskiej edukacji…panie kochany, a jak inaczej?!

  29. „W Japonii 30 lat po zmianach (czyli lata 70-80) ”
    Bardzo dziwny dobór dat. W 1940 roku Japonia miała jedne z najlepszych na świecie lotnictwo wojskowe i marynarkę wojenną.
    Japonia to miał być zacofany kraj? Dlaczego Niemcy tak szybko odbudowały swoją gospodarkę po II wojnie? Czy nie dlatego, że juz przed tą wojną ich godpodarka była na bardzo wysokim poziomie?
    Porównując z Chinami prosze robić to z sensem, a nie demagogicznie.
    Wydaje się, że trzeba tu pisać bardzo jasno – chiński poziom startu to dymarki rewolucji kulturalnej a nie myśliwiec „Zero” czy najpotężniejsze pancerniki świata.
    Dobór wszystkich innych dat jest równie tendencyjny. Nie warto z tym dyskutować.

  30. „Miała być dyskusja o trollach aptentowych”

    Wracjamy zatem do tematu. I zaraz wyjdą nam powody różnego podejścia. Ja nie jestem felitonistą ani ekonomistą i myślę sobie prymitywnie, po inżyniersku. Czy ja kiedyś zobaczyłem patentowego trola? Nie miałem tej okazji. Czy taki trol kiedyś mnie napadł? Nic mi o tym nie wiadomo. Czy dostałem od mojego pracodawcy całkiem słodkie wynagrodzenie za moje patenty? Jak najbardzie, nawet kilka razy. Czy pracodawca obiecał (i na wcześniejszych przykładach widać, że dotrzymuje słowa) podzielić się zyskami z moich patentów po 10, 15, 20 i 25 latach i wypłacić mi jakiś procencik z tych zysków? Obiecał.
    Czy skrobiąc sobie głowę nad jakimś rozwiązaniem mogłem zapakować w paczuszkę produkty konkurencji i posłać je pocztą do specjalnej firmy, która produkty te dokładnie przeswietli, pokroi, powącha, oceni, wymierzy, zważy, zbada z czego i jak były zrobione, na jakich maszynach, z użyciem jakich procesów, itd., itp.? Tak, mogłem i robiłem to. A to dzieki temu, że firma taka powstała w wyniku zapotrzebowania na inzynierskie ekspertyzy podczas sporów „band prawników”. Nie wiem jak w Polsce, ale sa kraje, gdzie aby zostać takim bandziorem trzeba ukończyć najpierw studia inżynierskie a potem dopiero prawnicze. I na dodatek mieć sporą praktykę inżynierską zdobytą „pomiędzy” tymi studiami. Rzeczoznawcy patentowi to, w niektórych krajach ma się rozumieć, najwyższej klasy specjaliści. I prawnicy i inżynierowie. Znowu, ja nie wiem, jak jest w Polsce. Prosze podać mi adres choćby jednej firmy w Polsce, która jest w stanie zanalizować projet i wykonanie współczesnego układu scalonego.
    Polska armia kupuje sprzęt nasycony elektroniką i czy w Polsce jest ktokolwiek, kto umie się upewnić, czy aby w układzie sterowania rakietą nie ma układu z ukrytą funkcjonalnością? Które to ukryte fuknkcje można zdalnie włączyć? I zadecydować za polskiego wojskowego, kiedy i w kogo ta niby „polska” trakieta ma trafić?
    Jak to powiedział kiedyś Capablanka odpowiadając obrażonemu szachiście amatorowi: „Gdyby pan był w stanie ze mną wygrać to ja znałbym pańskie nazwisko”. Amator ów poczuł się urażony faktem usunięcia przez Capablankę hetmana z szachownicy przed rozpoczęciem gry mówiąc zaczepnie: „Skąd pan wie, kim ja jestem? Może ja mogę pana pokonać?”
    Ja także znałbym nazwisko takiego specjalisty i takiej polskiej firmy – gdyby była taka. Ale w przenno-pastewno-buraczanych warunkach ochrony patentowej nie narodziła się jeszcze potrzeba powstania takiej firmy.

  31. Chiny o krok przed przepaścią. Polska o krok dalej. (Przepraszam za długość)

    Wyjątkowo podaję źródła informacji: Sprawozdanie Nomura Global Economics „China Risks”, inwestor giełdowy Jim Chanos, Paul Krugman, laureat Nobla z ekonomii 2008, mający kolumnę w NYT oraz Jonathan R.Laing z The Economist.

    Cielęcy zachwyt nad Chinami zdaje się być tym większy im mniejszy szacunek dla demokracji. Ale 30 lat nieprzerwanego rozwoju Chin zdaje się zbliżać ku końcowi. Ostatnie obniżki stóp i programy strukturalne tylko chwilowo to opóźnią. Wygląda, że dogonienie USA (jak kiedyś ZSRR) jeszcze poczeka. Pojawiają się analogie z Japonią, gdzie 25 lat euforii rozwoju skończyło się już 20 latami kryzysu.
    Jako przyczyny upadku podaje się niestabilność systemu finansowego i załamanie rynku nieruchomości. Obie znamy, a na razie mamy szaleńcze spekulacje i ślepą wiarę w kompetencje ekonomistów KPCH jak w USA przed 2008. Także przeinwestowanie i koniunktura napędzana tanimi kredytami dla państwowych firm.
    Mechanizm upadku opisał Paul Krugman w teorii wzrostu poziomego, gdy cały rozwój jest wynikiem poszerzania bazy, a nie jej intensyfikacji. Dotyczy to wszystkich społeczeństw, niezależnie od poziomu rozwoju. Bazą może być nowe źródło gazu, albo aktywizacja społeczna. Szybkie przeniesienie zbędnej siły roboczej ze wsi do przemysłu skutkuje skokiem rozwojowym. Zaczyna się od budowy infrastruktury tłumacząc, że konsumpcja przyjdzie później. Tak w Chinach. Okres ten można wykorzystać to zainicjowania rozwoju pionowego, z reguły oszołomienie ilościowe pozwala jednak zapomnieć o efektywności, innowacjach i rachunku ekonomicznym. Ekstensywny rozwój jest poziomy (więcej, więcej..) aż do wyczerpania źródła. Kończy się z jednej strony względnym cofaniem, przestarzałym przemysłem, a z drugiej związane z centralistycznym zarządzaniem zjawiska blokują reformy. Rośnie udział surowców w handlu. Rozrastają się korzystające z przywilejów państwowe molochy a klika dyrektorów dogaduje się z władzą wspólnie wykorzystując przepływy finansowe do celów prywatnych i blokując zmiany.
    Różnice w podejściu widać porównując Polskę (Przyjdą Chińczycy i zbudują autostrady. Za gaz łupkowy będą renty) i Norwegię (Dochody z ropy zostawiamy na potem a żyjemy z tego, co wypracujemy).
    Podobnie jak w PRL, gdzie dyrektorzy państwowych gigantów blokowali reformy Gierka, także w Chinach Sinopec, China Mobile, Norinco czy Baosteel kontrolują gospodarkę. To oni mają państwowe gwarancje, tanie kredyty, ulgi i monopol na surowce. Torpedują reformy. Pamiętamy aresztowania w Rio Tinto. Wtedy wydawało się, że to ideologia. Dziś widać, że to kumoterstwo działaczy KPCH. Afera Bo Xilai daje głębszy wgląd w powiązana finansowe władzy.
    Zjawisko to wystąpiło w latach 50-tych w ZSRR i demoludach, ale także w Japonii 1950-70 i w Niemczech, także Polsce 1991-2004. Przed załamaniem ratują czasem dotacje unijne. Ale demokratyczne Niemcy nie wpadły w ekstensywność.

    Podobnie jak Polska w Pałac Kultury, Chiny inwestują w infrastrukturę z fantastycznymi efektami na zdjęciach, ale udział siły roboczej w rozwoju nie maleje, a rośnie. Wzrost bywa imponujący, ilościowo. Ale przemysł się starzeje, koszty rosną, pensje o 13% rocznie. Brak demokracji prowadzi do objęcia zakładów przez grupy interesów. Państwowe koncerny marnotrawią środki niską wydajnością, kompensując to wymuszaniem tanich surowców, energii, niszczeniem środowiska i ulgami wszelkiego typu. W sumie: efektywność wykorzystania środków i siły roboczej w takiej gospodarce z czasem maleje. Inwestycje chińskie idą w infrastrukturę i prestiż: Autostrady, lotniska, szybkie pociągi, stacja kosmiczna. Zupełnie niewykorzystane. I w Polsce autostrady niszczą zamiast rozwijać polski przemysł. To tak jak tunel na Sachalin.
    Na budownictwo Chiny wydają prawie 10% PKB. W USA przed bańką było to 6%. Pieniądze idą na najdziwniejsze pomysły. Nawet całe miasta bez mieszkańców. Deweloperzy w Pekinie zakładają firanki, żeby mieszkania wyglądały na zamieszkałe. Tak się marnuje horrendalny majątek narodowy.
    A pieniądze?
    Podstawą optymizmu w ocenie Chin jest rzekomo pewny system finansowy. Państwo ma ponad 3 biliony dolarów nadwyżki a zadłużenie to 50% PKB (7 bilionów). Inne rachunki pokazują jednak, że jest to 150%, większość ukryta. Państwowe banki zajmują się spekulacjami budowlanymi (35% kredytów). By ukryć sytuację (kary) banki rolują niespłacalne kredyty podtrzymując bańkę budowlaną. Bogaci lub skorumpowani Chińczycy próbują wywozić pieniądze za granicę. Podobno 1% najbogatszych posiada 5 bilionów dolarów i mogą je wywieźć przez kasyna w Macao. Czyli biliony nadwyżki mogą szybko zniknąć. Ograniczenia kredytowe skutkują powstaniem równoległego rynku kredytów bez jakichkolwiek gwarancji. A dla firm to jedyna droga do pieniędzy.
    Badania i innowacje w Chinach polegają głównie na kradzieży, szpiegowaniu i atakach internetowych. Oczywiście potem dopracowywane. Większość patentów jest w stylu „o nazwę iPada”. Dużo naiwności trzeba by wierzyć, że pstryknięcie przestawi mentalność z kopiowania na kreowanie. Jedyna znana mi chińska innowacja to elektryczny autobus miejski z baterią 1,8 tony. Widać, kto ma dostęp do ziem rzadkich. Mało jak na 30 lat rozwoju. Japoński kryzys przyniósł w kryzysie konsole Nintendo i Sony, Toyotę Prius czy Canona i rewolucję w fotografii. A Lenovo produkuje laptopy, ale IPada ktoś inny. Badań w Chinach jest wiele, ale to nie są innowacje. To tak, jak z niebieskim laserem, odkrytym przez Nakamurę (Wikipedia), ale przyznają się nawet Polacy. Twórcza mentalność to nie rozwijanie tematów zadanych przez innych.
    Nowoczesna produkcja przemysłowa to głównie fabryki obcych firm jak Foxconn (milion ludzi). Przy braku konsumpcji wewnętrznej (tylko 30% PKB) po załamaniu gospodarczym w Europie (marzenie wrogów Eurokołchozu) firma się zamknie i ludzie zostaną bez pracy. Tymczasem właśnie w Chinach państwo bazuje na wierze w świetlaną przyszłość. Chiński problem i marzenie neoliberałów: brak ubezpieczeń i rent uniemożliwia wzrost konsumpcji blokując rozwój (osobny temat).

    Oczywiście przepowiedni było już wiele, ale Cesarstwo Rzymskie i Socjalizm też miały trwać wiecznie. Terminu nie zna nikt. A o Polsce później.

  32. Gekko 9 lipca o godz. 14:55
    „Mnie natomiast ciekawiłoby, co widać zza oceanu w kwestii grafenu czy niebieskiego lasera.”
    Nie zrozumiałbyś ani pojedynczych słów ani zdań z nich zbudowanych. Nie masz słownika. Jak myślisz, iż jestem uszczypliwy – na początek naucz się podstaw krystalografii, potem liźnij coś o technologii procesów półprzewodnikowych z naciskiem na epitaksję.
    „co widać zza oceanu w kwestii grafenu”
    Co widać w Polsce w kwestii technik wydobycia węgla?
    Przetłumaczyłem na twój poziom zaczepkę o grafenie. Niestety, nie zrozumiesz nawet, iż w moim tłumaczeniu nie ma ani krzty złośliwości. „Polskość” w tym przypadku nie polega bowiem na materiale ale na metodzie otrzymywania. Jednej z setek na świecie.

  33. Kasprowicz nie potrafi konstruktywnie argumentowac. Wprowadza w ten sposob chaos do dyskusji.
    Poziom zaszczucia ktory Kasprowicz reprezentuje jest zdumiewajacy. Nigdy nie myslalem ze cos takeigo jest mozliwe. Gdzie takich tresowali? Na pewno nie w USA. Urodzony w 1980 i jak on dobrze zna PRL. A jakiez to sukcesy w ostanim 23 leciu zostaly osiagniete !!!
    Np, poziom dlugow polakow swiadczy o ich zamoznosci, o wysokim poziomie zycia. Nieslychane. Oczywiscie gdyby nie byli zamozni to nikt by im nie pozyczal. Nieslychane.
    Tyle autostrad wybudowano. Kto wybudowal? Rzad ktory ma rekordowe deficyty i pozycza na przejedzenie buduje autostrady! Gdyby gopodarka potrafila stworzyc nadwyzki ktorymi rzad finanasowal by autostrady to bym rozumial ten entuzjazm. Ale chwalic sie autostradami finansowanymi przez Unie jest oszczerstwem. To Unie nalezy chwalic. A raczej pomyslec kto bedzie zbieral oplaty za przejazd. Unia 80% rezim 20%.
    Pozatym chwalenie sie z umiejetnosci wyzebrania dotacji jest skandaliczna obelga dla kraju, polakow i cywilizacji. Ja sobie nie zycze takiego wizerunku panie Kasprowicz. Niech pan zebrze na wlasne konto. Polonez sie nie porownywal z Golfem. Ale problem ! I nawet takim banalem Kasprowicz chce przykopac PRL. Polonez rowniez nie kosztowal tyle co Golf. To typowy przyklad stwarzania argumentu po przez brak defincji, ominiecie, zatajenie i klamstwo. Gdyby Kasprowicz byl polakiem to by sie cieszyl z Poloneza. A on jest tylko sluga zachodu. Rzyga na swoje i chwali obce. A przyklad ‘wlasnych produktow’ pierakni to juz absolutne dno. W kontekscie dyskusji o wlasnosciach intelektualnych wchodzic z takim przykladem ala Beata Kempa to przegiecie. Aha i sa rowniez uogolnienia. Zab nie bylo z powodu zatrucia srodowiska to znaczy ze polityczny system kraju byl zly. Ktos tam cos kupi i sprzeda i dobrze prosperuje co ma byc argumentem przeciwko intelektualnej wlasnosci w biznesie. Nieslychane. Kasprowicz interpretuje indywidualna obserwacje jako reprezentatywna na makro poziomie. Nieslychane. O takich komentowal prezes PZU. Ucza sie, koncza uczelnie i nic nie wiedza, nieczego nie potrafia i niczego od nich oczekiwac nie mozna. Szczytem hipokryzji jest rowniez stypendium Kasprowicza. Bo on przeciez nienawidzi socjalizmu ale nie ma problemu z socjalizowaniem swych kosztow. Zycie jest piekne na koszt innych ale tylko dla cwaniakow.
    Pokolenie Kasprowicza zasluzylo na to co ich czeka. Przez 23 lata klaskali na process swej wlasnej zaglady. Zostali zadluzeni powyzej wyplacalnosci. Bo mysleli jak Kasprowicz ze dlugi to bogactwo. Nich wiec maja dobrobyt. Niech sie ciesza z wegetacji ktora ekonomiczni pedofile im stworzyli.
    Swiat sie dzieli na tych co go prowadza i na tych co nasladuja. Termin ‘ekonomiczna pedofila’ okresla zbrodnie na nieletnich natury ekonomicznej. Byc moze w podrecznikach szkolnych Kasprowicz tego nie mial. Nauczycie tego nie wytlumaczy. Ale swiat sie przeciez rozwiaja. Uczyc sie trzeba codzinnie i przez cale zycie.

    @zza kaluzy
    Gdybys pochodzil ze wsi wychowal bys sie z kulturze Kargula i Pawlaka. Klocil bys sie o byle gowno do ostatniego tchu do ostaniego argumentu do ostaniej kropli krwi. Dlatego przeciwnika nalezy rozumiec, nie mowie wykorzystac, wystarczy obserowac jak sam utonie w bagnie ostatnich 23 lat ktore sam sobie sprawil. Ubolewam ze zrobil to rowniez dla innych.

  34. W co Gospodarz wdepnął, podejmując na swym blogu „polską eksportową myśl wynalazczą” najlepiej opisują staropolskie w swej prostocie słowa, (żaden wynalazek, tylko schorzenie organiczne) za które z kolejnych blogów cytowany poniżej ksenofobiczny antysemita jest wywalany:

    „zza kałuży
    9 lipca o godz. 8:57
    …W USA jest 1.6% ateistów. Wprawdzie chcieliby mieć takie samo znaczenie jak 1.7% Żydów, ale jak wszyscy wiemy, jak się nie obrzezają to i na marzeniach się skończy.”

    Nie ma to jak polska myśl wynalazcza, jakby Gospodarz jeszcze nie zauważył, kogo zaszczyca gościną i dobrym słowem.
    Tylko – po co?

  35. @Tomasz Kasprowicz
    Bardzo przepraszam za zaśmiecanie blogu przydługim tekstem. Nasze argumenty przy tym częściowo się powtarzały, ale ja z Pana nie ściągam. Jeśli korzystaliśmy z różnych źródeł, oznacza to, że na świecie poglądy o Chinach są podobne.
    To część tekstu, którego kierunkiem jest zastanowienie nad skokiem rozwojowym i wielką klęską komunizmu. Poza ideologią. To mnie boli.
    P.S. Staram się pisać o problemach, nie oceniać innych, ale do szału doprowadzają mnie wpisy, gdzie wyzwiska dotyczą mojej osoby, nie poglądów. Jeśli mam zły dzień, też potrafię. Problem polega na tym, że wiele osób szuka tutaj za wszelką cenę usprawiedliwienia i rozgrzeszenia dla swojej odczuwanej ucieczki z kraju. Teraz, kiedy tu i tam jest podobnie, trzeba jakoś uzasadnić, dlaczego są tam i najłatwiej przez poniżanie. Używają przy tym języka wyniesionego z PRL.

  36. Gekko 9 lipca o godz. 18:32
    Miał pan książkę jakąś techniczną, wie pan, taką z niezrozumiałymi dla pana wzorami czyli jak to medycy mówią „szlaczkami” otworzyć i dokształt sobie zafundować. Coby nie ośmieszać się zabieraniem głosu na techniczne tematy. Ja wiem, że pańskiemu pracodawcy, czyli producentowi-oszustowi, który kolorowymi pastylkami truje ludzi na całym świecie i miliardowe kary za to płaci, ostatnio coś trudniej się wiedzie. Dlatego ta cudna kariera lekarza-psychomanipulatora, zamieniona na domokrążcę – wciskacza bezwartościowych, a może nawet szkodliwych piguł, powoli się chwieje. Takie to wyżyny intelektualne mamy aktualnie nad Wisłą. Komiwojażer z pretensjami. Snake-oil peddler. Ale z dyplomem lekarza.

    Proszę pozostać w towarzystwie obrońców chamów, osobników zachęcających do gwałcenia kobiet, koniecznie na kolanach i koniecznie Ukraińskich, czyli na blogach Hartmanów czy Kowalczyków. Tam, celowo narzucony przez gospodarzy, panuje akurat taki język, jaki zastosowałem w moim wpisie. Jak wchodzisz między wrony…
    Tutaj proszę pozwolić na inny poziom i proszę pozostawić swoje miazmaty do smakowania Hatmanom i Kowalczykom.
    Czy jakiś kawałek blogosfery może być wolny od Gekkopodobnych?
    ——————————————————————————-
    Jak to inni internauci dobrze komentują:

    S2H5 6 lipca o godz. 12:29
    (O Gekko)
    „Ps. troll zauważa, że gospodarz nadział się na trolla i pochwala jego ignorowanie. To dopiero ubaw!”

    Roman Randt 24 czerwca o godz. 0:18
    „Ps Wpis Gekko niestety zdradza braki w oczytaniu nawet lektur obowiązkowych”

    Matylda 25 czerwca o godz. 12:14
    @Gekko
    „Uczyć się, uczyć i jeszcze raz uczyć”

    Sammy 20 czerwca o godz. 11:12
    @Gekko
    „Pustoslowie zadufanego w sobie jelopa.”

    ale co się dziwić, skoro Gekko-wierszokleta tak się zwraca do ludzi:
    25 czerwca o godz. 20:13
    Sylwia:
    Co wyryłaś – mi się wryje,
    chociaż same to pomyje
    więc pomogą ‘na zaparte’
    bo pomyje g…warte.

  37. @zza kałuży
    To ja już się nie będę powtarzał. Rozumiem, ze kazdy ma tabu, którego ruszyć nie wolno bo się włączają automaty emocjonalne. Jest jeden komentator, który nie zniesie złego słowa o PRL. Pan najwyraźniej ma tak z Chinami. W złośliwości semantyczne też się wdawał nie będę. Więc do konkretów:
    „Jak rozumiem Ford strzelający do robotników z luf policji państwowej oraz wynajetych strazników robił coś zupełnie innego?”
    TO typowy argument z serii: „a u was biją Murzynów”. Różne ustroje w różnych czasach robiły różne rzeczy. Grunt żeby to właściwe oceniać. Tak jak ja i historia (i pewnie wielu innych) źle ocenia każde strzelanie do ludzi tak samo i zaplanowany przez państwo wyzysk ludzi. No ale Pan tym sposobem może obalac wszelkie argumenty:
    – w Chinach jest kara śmierci, a Pan: to jest w porządku bo w USA też jest
    – w Chinach są represje wobec Tybetańczyków, a Pan : to w porzadku bo w USA kiedyś wybito Indian
    – w Chinach niszczy się środkowisko naturalne, a Pan: to w porządku bo w Europie wyginęły wybito tury
    i tak dalej i tak dalej. chyab się Pan sam zgodzi, ze tak działając i rozumując można usprawiedliwić każdą dzisiejszą zbrodnię jakimiś przykładami z przeszłości innego kraju. Chyba nie o to chodzi. Uczymy się an błędach i możemy z nich wnioski wyciągać.

    „Jak rozumiem firma Gospodarza aktywnie sponsoruje indyjską konkurencję?”
    Gospodarza aktywnie sponsoruje każdą uczciwą konkurencję. Na przykład taką, która nie uzywa polityki monetarnej by pogrążyć partnerów. Taka polityka miała miejsce na szeroką skalę po Wielkim Kryzysie (Beggar-My-Neighbour) i doprowadziła do zapaści an dekady.

    „Gospodarz wie lepeij od Chińczyków co jest a co nie jest „naturalnym rozpędem”?”
    Ja nie wiem, ale chiński rząd też nie wie, a podejmuje się kontroli. Co jak wiemy wielkorotnie z historii kończy się zawsze źle (i w Chinach to tez powoli widać – vide miasta widma)

    „Proszę mi przypomnieć, które to państwo ma dane mu od bozi prawo do robienia właśnie tego?”
    Nie rozumiem? Robienia czego? Wprowadzania nierównowag? Oczywiście żadne. Nie rozumiem do czego Pan zmierza. Możemy dyskutowac o innych krajach wprowadzających nierównowagę i je też analizować, ale teraz rozmawiamy o Chinach. Znowu argument „a u was biją Murzynów” jak już wykazałem nie ma sensu. Ja osobiście „Murzynów” nie biję i mam prawo do wyrażania swojej opinii w tym temacie.

    „Autostrady we Włoszech. Autostrady w Niemczech. Autostrady w USA. ”
    Radzę poczytać czym się rózni gospodarka planowa od demokracji liberlanej. Może oświeci czemu ten argument nie ma sensu.

    „Gdzie abortuje się więcej dziewczynek? W Indiach czy w Chinach?”
    No teraz Murzynów biją w Indiach. Drogi komentarze – radzę sobie napisac na tabliczce i codzieninie powtarzać po 10 razy (skoro inaczej niż przez „rote lerning” się nie da: „To, że ktoś postepuje źle nie usprawiedliwia innych postępujących źle”, albo „Życie wśród złodziei nie uprawnia mnie do kradzieży” albo inny wariant – którykolwiek do Pana bradziej przemawia. Jak już pisałem – zawsze można znaleźć przykład gdzieś na świecie lub w historii, który będzie gorszy od krytykowanego aspektu. Tylko, że ten przykłąd w żadnym stopniu krytyki nie osłabia!

    „Dobór wszystkich innych dat jest równie tendencyjny. ”
    A moze Pan wytłumaczyć czym ta tendencyjność jest spowodowana? A co do Japonii i Niemiec (o których mowy nie było) to były kraje kompletnie zrójnowane przez wojnę. Miasta zrównane z ziemią, demograficznie wyludnione. Do tego złamane i poniżone. Swoją drogą Pana argument do Korei jakoś nie pasuje.

    Co do patentów. Nie wiem w jakiej branży Pan pracuje. Jednak w IT trollowanie aptentowe jest codziennością. Przykłady idiotyzmów opatentowanych już pokazywałem. Czasem się boję, żeby któryś z moich produktów nie odniósł większego sukcesu bo a nuż jakiś patent naruszam (choć w Polsce raczej nic mi nie grozi, a za granicę się nie wybieram).
    Know-how o jakim Pan pisze oczywiście w Polsce nie ma. To słabość przede wszystkim naszych ośrodków badawczych, ale mam wrażenie (alee to tylko wrażenie) że w krajach naszych rozmiarów i pokroju też takiej wiedzy nie ma. Czy kiedyś będzie i co więcej czy jest potrzeban to inne pytanie.

    W imię poziomu bloga bardzo bym Pana prosił o powstrzymanie się od osobistych wycieczek w kierunku innych forumowiczów (niezaleznie od tego kto zaczął i jest winny). nic to nie wnosi, a brzydko wygląda.

    @axiom1
    Widzę, że się Pan nie potrafi powstrzymać. Jeśłi Pan myśli, że cokolwiek z tego co Pan napisał mnie obraża to jest Pan w błedzie. Wystawia Pan tylko świadectwo samemu sobie. Przede wszsytkim swojej kulturze i wychowaniu, ale także ciasnocie dogmatycznego myślenia. Skoro fakty są przeciwko Panu to tym gorzej dla faktów i je głoszącym. Żal mi Pana.

    @ZWO
    Bardzo dizekuję za ten tekst. Bardzo ciekawy i przekrojowy. Na przyszłość proszę się nie krępować – oby takich więcej.

    W imię poziomu bloga bardzo bym Pana prosił o powstrzymanie się od osobistych wycieczek w kierunku innych forumowiczów (niezaleznie od tego kto zaczął i jest winny). nic to nie wnosi, a brzydko wygląda.

  38. Znowu ja, ale w sprawie innowacji.
    Dziwaczne zarzuty, że HTC czy Huawei a w Polsce nic, skłaniają to do rozszerzenia pola widzenia: No dobrze, ale co jest z Europą? W zasadzie w całej Europie mamy dzisiaj jedyną światową firmę IT. To niemiecka SAP. Jeszcze gorzej jest z hardware. Szwajcarski Logitech przeniósł się do Kaliformi a produkty zmarniały. A nad Nokią można tylko płakać. Można docenić ARM, ale to językowo Ameryka. Pozostało składanie PC, jak w Chinach.

    Czyżby polskie stosunki panowały w całej Europie? @Axiom ma pewnie teorię. Ale prawda jest chyba inna i wystarczy zauważyć, że instrukcje dołączane do najprostszych produktów to księgi większe niż sam produkt. Myślę, że Europa cierpi na rozdrobnienie. Twórcy IT (i nie tylko) znaczną część czasu poświęcają na spełnianie 27 i więcej norm czy wymagań bezpieczeństwa. Do produktów dokładane jest chyba 5 różnych kabli bo nawet gniazdka polskie i niemieckie są różne. Oczywiście można narzekać na Eurokołchoz i rzekomo arogancką politykę unifikacyjną Unii, ale przy dokładniejszym rozeznaniu okazuje się, że wszystkie podejmowane kroki EU są rozsądne i obniżają koszy działalności.
    Może zamiast narzekać na Unię lepiej pomyśleć, że tylko ona daje szansę. Na co? Każdemu według potrzeb.

  39. @ ZWO
    ” Problem polega na tym, że wiele osób szuka tutaj za wszelką cenę usprawiedliwienia i rozgrzeszenia dla swojej odczuwanej ucieczki z kraju. Teraz, kiedy tu i tam jest podobnie, trzeba jakoś uzasadnić, dlaczego są tam i najłatwiej przez poniżanie. Używają przy tym języka wyniesionego z PRL.”

    To akurat trafna obserwacja, niestety.
    Jeszcze bardziej niestety, że tak łatwo osobom tak dotkniętym, jak wskazujesz, szerzyć publicznie swoje mentalne problemy, jako równoprawne w publikacji opinie.
    Na każdy temat, bo to i tak dla ich stanu bez znaczenia.

    _ _ _

    @ Tomasz Kasprowicz

    Ucieszył mnie blog Pana gospodarczy. Zdrowa ekonomia i gospodarka wymaga zasad, moim zdaniem – liberalnych. Liberalizm jasno wytycza granice i zasady, dające tyle indywidualnej wolności, ile korzyści wspólnej, wartości dodanej, osiąganej NIE kosztem, ale z udziałem innych. Te warunki są konieczne także dla innowacyjności i wynalazczości.
    Tymczasem, wbrew intencjom dyskusji, praktyka zamieszczania przez Pana łamiących regulamin i po prostu obłędnie nienawistnych imaginacji i agresji personalnych pod postacią „komentarzy”, jest całkowicie sprzeczna z duchem i literą liberalizmu czy …innowacyjności.
    Zapewne, bez Pana świadomego zamiaru, co nie zmienia jednak odpowiedzialności autora blogu na serwerach „Polityki”.
    Dyskusje z szaleństwem rujnują i poniżają poziom etyczny i merytoryczny blogu, co gorsza, są zachętą do pleniącego się na każdy temat obłędu, podsycają chore umysły.
    Szkoda, że właśnie u Pana znajdują one unikalną (gdzie indziej) okazję do szerzenia praktyk sprzecznych z regulaminem i dobrymi obyczajami.
    Myślę, że dyskusja w takim otoczeniu jest dla człowieka przyzwoitego nie do przyjęcia, byłaby przyzwoleniem na standardy nie przystające do zdobyczy cywilizacji i intelektu, o których jak się zdaje chciał Pan rozmawiać.
    Niestety, ja akurat nie mam w takim sąsiedztwie i standardzie, do jakiego Pan tu dopuszcza, nic więcej do dodania.
    Życzę lepszych i bardziej innowacyjnych pomysłów na warunki do dyskusji.

  40. @Gekko
    Dzięki za uwagę.
    Istnieje też problem odwrotny. Ci, którzy, z różnych powodów, powrócili po kilkudziesięciu latach, odczuwają to jako cofnięcie w rozwoju o 30 lat. Każdy ma swoje powody do mieszkania albo to albo tam. Czasem rodzinne, czasem interes, czasem sentyment, czasem tańsze życie na rencie. Ich sprawa. Ale to ci ludzie są poszkodowani. Oni czują się jakby zmarnowali życie a wyzywani są tylko dlatego, że ich poglądy odbiegają w przód od reszty. Ile postów nawet w Polityce zaczyna się od „Co za brednie ten idiota pisze”.
    To nie to samo, co postawa, że z faktu mieszkania w „lepszym” kraju jest się już lepszym i ma prawo.

  41. Panie Kasprowicz, nie mam zamiaru pana ani nikogo obrazac tylko przywolac do przytomnosci. To pan obraza innych poziomem swego zaszczucia. Jak sobie pan to wyobraza, przeciez pan rzyga na prace 38 mln ludzi przez 45 lat. W tym na moja praktyke studencka w FSO przy produkcji Poloneza.

    To jest interesujace ! W 1989 dziewieciolatek po zaliczeniu dwoch klas podstawowki i jakiez on ma zdecydowne opinie o szkolnictwe w PRL. Nawet o wyzszym szkolnictwie. Jak on wie ze w PRL nie mial by szansy zdobyc wyksztalcenia. Oczywisce bo byly egazminy wstepne. Tylko waska grupa lajdakow nie musiala ich zdawac. Przyklady takich mozna znalezdz w redakcji Polityki. Kasprowicz natomiast za swe wiejskie pochodzenie dostal by dodatkowe 5 punkow do osiagnietgo wyniku z egzaminow wstepnych. Bo w PRL promowano szerokie kregi spoleczenstwa. Dzieci pochodzenia robotniczego i chlopskiego dostawaly zachety do zdobywania wyksztalcenia. A za dobre wyniki w szkolach srednich i wyzszych uczelniach byly zapomogi pieniezne.
    Kaprowicz na to rzyga ! Bo teraz jest podobno lepiej. Studiowac moze tylko osoba ktora na to stac lub ktora zakwalifikuje sia na jalmuzne sponsora. (terms and conditions apply).
    Tu warto rozszerzyc dyskusje na polska wies. W 1939, 80% polakow mieszkalo na wsi. I tak bylo zaraz po wojnie. Przed wojna polski chlop byl tylko tania sila robocza, niewolnikiem, na ziemi nalezacej do obszarnika. Polski chlop swe sluzalstwo wobec pana mial w swych genach. Po wojnie natomiast w wyniku reformy rolnej sam stal sie panem pracujacym dla siebie na swojej ziemi lub ziemi wydzierzawionej od Panstwa. Wielka krzywda stala sie wiec przodkom Kasprowicza bo dostali ziemie za ktora nie musieli zaplacic. Dostali mozliwosc pracy dla siebie na wlasnej ziemi. W rzeczywostosci tamta reforma rolna byla reforma anty komunistyczna.
    Wspolczyje wiec za te 45 lat meczennictwa na ziemi ktora przyszla za darmo. Oczywiscie nalezalo miec elementane pojecie jak ta ziemie wykorzystac. Ci ktorym sie chcialo zdobyc taka wiedze prosperowali.
    A wiec na jakiej podstawie to zaszczucie ??? Czy najwyzej dziewieciolatek ma prawo pozowac za meczennika. Panie Kasprowicz czas najwyzszy otrzezwiec, zapoznac sie z reczywistoscia. Gdbyby nie Polonia, co by pan wiedzial poza propaganda sukcesu PO?

  42. @ZWO
    Piekna analiza Chin. Jacy nieudacznicy tam rzadza. Ile problemow stworzyli. Jak ludzie cierpia… Ale dlaczego Zielona Wyspa im nie pomoze. Dlaczego polscy liberalowie nie pospiesza z pomoca. Dleczego jeszcze nie ma stypendiow dla chinczykow by przjechali do nas i nauczyli sie jak zrobic neo-liberalna transromacje do kapitalizmu bez wlasnosci.
    A czy ZWO wie jaka jest sytuacja Polski?

  43. @Gekko
    Unikam moderacji komentarzy, co widać także po tym, że pojawiają się te obrażające mnie osobiście. Jak pisałem wychodzę z założenia, że osoba posługująca się takimi środkami wyrazu po prostu nie jest w stanie mnie obrazić.

    Kilka głośnych odejść forumowych już mieliśmy, wszystkie na szczęście zakończyły się powrotami. Mam nadzieję, że i w Pana przypadku tak będzie. Pozdrawiam

    @axiom1
    Jeśli nie ma Pan zamiaru obrażać to prosze tego nie robić. To takie proste.
    Proszę tez nie stosować różnych zabiegów, które uczciwe w dyskusji nie są, a jak wiemy z doświdczenia ich stosowanie wobec Pana przyjmuje Pan bardzo słabo. Oto o co mi chodzi w punktach:

    1. Krytyka systemu politycznego nie jest równoznaczna z krytyką ludzi w nim żyjących i pracujących. To tak jakby krytykując stalinizm uznał Pan że krytykuję więżniów Łubianki, a krytykując maoizm krytykował chińskich chłopów umierających z głodu. Przecież to absurd. Wszyscy ci ludzie mieli po prostu pecha urodzić się w niewłaściwym czasie i miejscu.
    Tak samo krytykując Poloneza daleki jestem od krytykowania ludzi (w tym Pana) którzy go produkowali i chcili wykonywać swą prace porzadnie. Prosze zatem z mojej krytyki PRL nie robić demoagogicznie potępienia dla mieszkańców tego kraju (o rzyganiu nie wspominając). Innymi słowy ja mógłbym napisac, że Pan rzyga na 38 milionów obywateli pracujących od 20 lat w III RP poprzez swoją krytykę. A chyba nie o to Panu chodzi?

    2. Czynienie założenia o swoich oponentach (na niczym nie poparte).
    Pisał Pan już o mnie bardzo wiele. Począwszy od bycia na usługach Amerykanów, że zatrudniam ludzi na czarno, w ostatnim wpisie, że moja rodzina dostała ziemię podczas reformy rolnej, czy że dostałbym punkty za pochodzenie. Skąd te wszystkie informacje na temat mój i mojej rodziny? Podejrzewam, że z powietrza wymyslane na potrzeby kolejnego wpisu. Gdyby były jeszcze trafne to bym się zastanawiał, a tak copomysł to kula w płot.

    3. Używanie argumentów ad hominem – czyli czepiające się oponenta a nie sedna dyskusji
    I to najczęściej zupełnie bezpodstawnie. Ze względu na ziemię, którą moja rodzina miała dostac podczas reformy rolnej (a żadnej nie dostała) nie mam prawa krytykować PRL. Albo z powodu 5 punktów, które miałbym dostać za pochodzenie (a których bym nie dostał bo rodzice ani robotnikami ani chłopami nie byli) mam uważać, że PRL był dobry.

    Zatem to na prawdę proste nie obrażać ludzi: nie uzywac słów wulgarnych i trzymać się meritum a nie próbować poniżyć/zohydzić/manipulować dyskutanta.

    Tak na marginesie stypendia dla Chińczyków są i do Polski do szkoły przyjeżdżają. Miałem nawet przyjemność uczyć.

  44. Tomasz Kasprowicz 10 lipca o godz. 7:27
    Dziękuję za wyczerpujące odpowiedzi. Dopomogły mi one wykalibrować moje przyszłe komentarze.

    Stół świateczny,- wstaje syn. Biała koszula zapaćkana barszczem w pięciu miejscach. Mankiet w musztardzie. Krawat utytłany w chrzanie. Syn wali serdecznie w plecy wstajacego obok niego od stołu ojca i, wskazując na jedną, malutką czerwoną plamkę, głośnym śmiechem obwieszcza: „Aleś się stary uświnił!”

    „w Chinach jest kara śmierci, a Pan: to jest w porządku bo w USA też jest”
    Ależ oczywiście! Nie rozumie pan, że w sprawie kary śmierci Norwegowi bardziej przystoi krytykować Chińczyka? Albo Amerykanina? A i tak i tak, jeśli Norweg ma jakieś pojęcie o historii, powinien się dwa razy zastanowić, jak w DANYM MOMENCIE oraz w Chinach A NIE w Norwegii ew. zniesienie kary śmierci może przynieść skutki. A na razie mamy to co mamy, czyli pana w taki a nie w inny sposób lekką rączką krytykującego zjawiska, o których skali nie ma pan bladego pojęcia oraz Amerykanów krytykujących rzekomą „opieszałość” norweskiego sądu w wydawaniu wyroku i „idiotyczność” norweskiego prawa z powodu tamtejszego braku kary śmierci.

    Nie ma sensu dyskutować z kimś, kto ma potrzebę aby „moje było zawsze na wierzchu”. Pan by zrobił to „inaczej niż Chińczycy” i „lepiej”.
    Pan by postawił na edukację dziewcząt, bo to jak wiadomo jest najlepszy środek do zmiejszenia liczby dzieci w rodzinie. I w ten sposób, zamiast przymusowych aborcji, zapobiegł powstaniu Chin o ludności 5 mld. W rolniczym kraju, w którym całe życie społeczne oparte było od tysiącleci na kulcie chłopców. Uprzemysłowienie miliardowego kraju głodujących biedaków przeprowadził w ekologiczny i w zrównoważony sposób, tak jak to się wszystkim na świecie do tej pory udawało, od angielskich lasów czy kopalń, do zagłębia Ruhry, brazylijskie lasy, kopalnie Wirginii, Pennsylwanii, przemysł w Ohio, Morze Aralskie, itd., itp.
    A na końcu skrytykował, że od kilkudziesięciu lat robią mało wynalazków. Rok w rok mając ponad 11% wzrostu gospodarczego, unikając powstań czy rozpadu państwa. Biorąc pod uwagę ich własną historię – w tym historię bandyckich napadów na Chiny zarówno ze strony sąsiadów jak i dalekich potęg, jak i kolonialną i post-kolonialną historię Indochin ale i wszystkich krajów aż po Australię. Musząc, właśnie ze względu na najbrutalniejsze w drugiej połowie XX wieku, bo toczące sie o panowanie nad światem a odbywające się na ich własnych granicach wojny,- wydawać na zbrojenia tyle pieniędzy.
    Szkoda gadać.

    Nie mam tylko pastylki na polską zarozumiałość i przemądrzałość. Tak jak moja była sąsiadka w Polsce, Macedonka nie miała sposobu na wpłynięcie na swoich znajomych Polaków w czasie stanu wojennego. Próbowała opowiadać im jak wyglądała II wojna światowa w Grecji i jak wyglądało powojnie. Nie ukrywała, że z perspektywy łączniczki w komunizującej partyzantce, w sumie o bardzo podobnych celach jak partyzantka Tito w Jugosławii. Próbowała opowiadać o dziesięciu latach bycia bombardowanym przez Włochów, Niemców, Brytyjczyków i Amerykanów. O tym, że ich bomby raniły tak samo. Ona mogła pokazywać na swoje własne pokrzywione ręce i nogi, na swoje blizny. I nazywać je: Ta to „niemiecka”. A ta to „amerykańska”. Ale Polacy, jak to Polacy, czy z Solidarności czy z Wrony, nie słuchali. Oni mądrzejsi. Do dzisiaj będą się kłócić o kopalnię „Wujek”.

    Zalecam wizytę w Chinach i porozmawianie z Chińczykami. Oni już nie boja się mówić, zapewniam. I są świetnie zaznajomieni z własnymi problemami państwowo/odgórnie sponsorowanej wynalazczości, plagiaryzmem na uczelniach, dewaluacją stopni naukowych, marnotrawstwem na każdym kroku, propagandystycznymi „na hurra” akcjami na ostatni moment, nepotyzmem, trwaniem „na pozycjach” tamtejszej partyjnej konserwy, itd., itp. Oni zupełnie nie potrzebuja ani pańskich rad ani pańskiej troski. Oni widzą powietrze w swoich miastach i przy swoich fabrykach – oni nim oddychają. Są tego całkowicie świadomi. Oni tylko muszą rok w rok od kiludziesięciu już lat znaleźć nową pracę dla kilku Polsk. Kilka Polsk przeprowadzić ze wsi do miasta. Kompletnie przy tym przebudowywując całą swoją infrastrukturę, czyli budując od podstaw te głupie kilkadziesiąt Polsk.

    Proszę podać mi telefon do Polaka mieszkającego i pracującego w Polsce, który wczoraj w pracy zrobił tranzystor. Już nie mówię o układzie scalonym. Przekroczy pan Tatry – proszę bardzo. Przekroczy pan Bug – proszę bardzo. Za Odrą – zatrzęsienie. Za Bałtykiem – oczywistość. A w przenno-pastewo-buraczanej? Tam ekonomiści na blogach „dyskutują o rozwoju Chin bez wystarczającej innowacyjności”.

    Lwia część ludności w Polsce „zarabia” handlując cudzymi wytworami. Proszę zapytać takiego Gekko. Jaki on włożył wkład w to, z czego żyje. Gdzie jest ta „wartość dodana”, którą on wykreował? Tłumaczenie ulotek reklamowych amerykańskich pastylek na depresję się nie liczy. Ani „sponsorowanie” polskich lekarzy na zagranicznych wycieczkach.

    Tacy jak on dyskutują o innowacyjności. Śmiechu warte.

  45. Panie Kasprowicz, to pan prowokuje klotnie na tym blogu. I to pan wchodzi na strony personalne zamiast trzymac sie tematow polityki, ekonomi oraz przedsiebiorczosci.
    Rowniez wciska pan rzeczy nie napisane co widac jest nawykiem. Ja nic nie napisalem o rzekomym zatrudnianiu ludzi na czarno ani rzekomym wyslugiwaniu sie US. To nie moje komentarze.
    Pan natomiast napisal ze edukacja w PRL byla zla nie majac o tym zielonnego pojecia. Pan napisal ze w PRL nie mialby szans na zdobycie wyksztalcenia co jest skandalicznym lgarstwem. To pan sie przedstawil jako pochodzacy ze wsi a teraz temu zaprzecza. A wiec kiedy pan klamal? Ale nie pochodzac ani z chlopskiej ani z robotniczej rodziny i ciagle nie miec ambicji by studiowac na wlasny koszt? Nie do wiary. W cywilizowanym swiecie o pomoc zabiegaja tylko ci ktorych na cos nie stac.
    Fakt ze taki banal ‘zab nie bylo w mojej wsi’ uzywa pan jako pretekst do ataku na system polityczny kaju dowodzi o obsesji zaszczucia i skrajnej nienawisci do PRL. A to znaczy rowniez do ludzi.
    Panie Kasprowicz, panska rodzina na wsi powinna wyrzec sie ziemi, oddac wszystko co im referma rolna dala. Niech pan bedzie konsekwentny.

    Wracajac do tematu wynalazczosci.
    Dzicz wyludza wladze, tnie R&D, Polonez sie starzeje, traci rynek, FSO upada, kilkadziesiat tys ludzi traci prace. Inny przyklad, dzicz wyludza wladze, tnie R&D (R&D to nie tylko produkty, w szerszym pojeciu to rowniez marketing), upadaja stocznie, nastepne kilkadziesiat tys ludzi traci prace.
    Takich procesow bylo tysiace w ostatnich 23 latach. A tu Gospodarz smie sobie kpic z R&D.
    Inny process ciagle w modzie, wzorowany na bolszewickich tradycjach lat 1920-ych. Geodeta, specjalista od rozstrzygania sporow o miedze na wsi zostaje prezesem Polskiej Grupy Energetycznej.
    Obylo sie bez konkursu, bez komsji kwalifikacyjnej. Aleksander Grad nie ma przygotowania ani w zarzadzaniu, (sprawowanie partyjnych funkcji sie nie liczy) ani energetyce, ale jest kolesiem partyjnym dyktatora Donka Tuska hisotryka z zawodu i to wystarcza. Jak w Koreii Polnocnej jak na Kubie, …. Dyktator decyduje, Sejm tanczy. PGE to jedna z najwazniejszych spolek w polskiej gospodarki. Kretynskie media komentuja; ‘Grad bedzie budowal elektrownie atomowe’. Nie, Grad bedzie tylko buffonem na stanowisku z ktorego czesc ‚zarobku’ odda jako haracz do PO. Podobninie jak okolo 24 tys innych osob nominowanych przez partie rzadzace. Oto Polska XXI wieku, dzielo neo-liberalne.

    Uczyl pan Chinczykow !!! I nauka poszla w las. Ciagle nie bankrutuja, ciagle nie potrafia stworzyc deficytow , ciage nie potrafia zwiekszyc bezrobocia, ani nie wypedzaja 200-300 mln na emigracje.
    Co za fiasco panie Kasprowicz. Chyba ze uczyli sie czego nie robic.

  46. @Drogi Axiomie
    Swego czasu Wałęsa chciał budować drugą Japonię. Przy aplauzie całego społeczeństwa. Bo były powody do podziwiania Japonii. Potem Tusk chciał budować Irlandię. Bo były powody do podziwiania Irlandii. Czy dzisiaj można powtórzyć te wołania? Nie, bo oba kraje skończyły kryzysem i marnie sobie radzą. A Ty ciągle chcesz budować drugie PRL. Choć splajtował i marnie sobie radził. Marnie z Tobą, 60 lat za późno.

  47. ZWO 11 lipca o godz. 7:11
    „bo oba kraje skończyły kryzysem i marnie sobie radzą.”
    Członek najbliższej rodziny spedził zeszłe wakacje pracując na Uniwersytecie Tokijskim. Wprawdzie nie z własnego doświadczenia, ale z bardzo częstych relacji mogę więc zapewnić, że pańskie rewelacje są funta kłaków nie warte. Oprócz średniej powierzchni mieszkalnej, wszystko inne jest w Japonii na takim poziomie, że w Polsce można sobie tylko pomarzyć. Co do Irlandii się nie wypowiadam, bo nie wiem.

  48. @ZMO
    Ja nie mam zamiaru nic budowac w Polsce. Skad ci to przyszlo do glowy. Ja tylko spac nie moge widzac jak dzikie stada partyjniakow kontynuuja swe rzemioslo niszczenia rozpoczete 23 lata temu.
    EuroStats ocenia ze 68% polakow w Polsce zyje w biedzie. Gus ocenia 27.5% zyje w skrajnej biedzie. Gus rowniez ocenia ze 59% zyje ponizej poziomu socjalnego. Ten sam Gus przyznaje ze w 1989 15% polakow zylo ponizej minimum socjalnego.
    Inne wskazniki to potwierdzaja. Np spozycie miesa na glowe obecnie nizsze niz w 1980. I teraz drob zalicza sie do miesa, w 1980 drob liczono oddzielnie. Spozycie miesa i drobiu obecnie w Polsce 75kg na glowe na rok. Na Bialorusi (gdzie wszstko jest zle) 84 kg a przecietna w Europie jest 90 kg.
    A tu Kasprowicz przezentuje nam orgie nienawisci do systemu w ktorym kazdemu zylo sie lepiej i bez dlugow. Maskuje ‘osigniecia’ ostaniego 23 lecia i skutki ekonomicznej pedofili.
    Tu musze to bardziej zaakcentowac dla Kasprowicza. Logika podpowiada ze skoro ilosc osob zyjacych ponizej poziomu socjanego powiekszyla sie z 15% do 59% to oznacza ze poprzednio bylo lepiej.
    Kasprowicz jest rowniez zdziwiony ze wiecej Poloni na tym blogu. Bo polaka nieszczesnika nie stac na kpmuter ani dostep do internetu. Bo 68% zyje w biedzie o czym Kasprowicz nie wie. A ci nieboracy co maja Internet i tak nie maja pojecia o czym pisac bo oglupieni religia i propaganda Zielonej Wyspy.
    Oh gdyby nie Polonia bylo by nawet gorzej. Polonia co roku wysyla do Polski 20-25 mld zl.
    Nie wsponinaj o drugiej Japoni ani Irlandi. Polityczna dzicz wtedy ani teraz nie wiedziala i nie o czym mowi.

  49. @zza kałuzy
    Widze postęp. Znaczy już wolno krytykowac tylko nie wypada. Ale nadal pozwolę ssobie z Panem nie zgodzić. Czy z faktu, że jestm Polakiem wynika, że nie mogę:
    – krytykować fundamentalizmu bo w Polsce kiedyś spalono czarownicę
    – krytykować antysemityzmu bo w Polsce były kiedyś pogromy
    – krytykować kary śmierci bo w Polsce też kiedyś obowiązywała etc. ?
    Odpowiedzialność zbiorową znosił już Hamburabi. Ja odpowiadma za moje czyny i poglądy, a nie za poglądy moich ojców, dziadów czy sąsiadów. Nie mam zamiaru kastrować się intelektualnie bo ktoś kiedyś coś zrobił. Jelsi jestem konsekwentny i to samo zachowanie piętnuje wszędzie, w tym we własnym kraju to mam prawo to robić.

    Co więcej zdaję sobie sprawę, że Chińczycy są świadomi swoich problemów i moich rad i troski nie potrzebują. Prosze zauważyć, ze nie donich były te słowa kierowane (i nawet nie o Chinach był ten wpis). Ale skoro zgadzamy się, ze te problemy są to już nie bardzo wiem w czym się nie zgadzamy. Chyba tylko w tym czy mnie wolno głośno powiedzieć o tych problemach. Innymi słowy jest to dyskusja o wolności słowa.

    Trochę nie wierzę w to co czytam w Pana komentarzu. Wynikłoby z tego, że pochwala Pan tamtejsze metody polityki demograficznej. Na prawde trudno mi to nawet skomentować.

    I jeszcze jedno „ekonomiści na blogach „dyskutują o rozwoju Chin bez wystarczającej innowacyjności”.”. Jakie blogi ma Pan na mysli? Bo chyba nie ten? Jak już pisałem, że brak innowacyjności nie jest zarzutem i nie czyni ich sukcesu gorszym ani mniej ważnym.

    @axiom1
    Na Pana nie ma siły. Jak już pisałem moja rodzina nie dostała ziemi w reformie rolnej. Nie ma się czego wyrzekać. Przeprosi Pan za swoje stwierdzenie, co do którego wiedział Pan że jest demagogiczne i nieprawdziwe?

    Pisze Pan, że kłamałem. A dlaczego człowiek pochodzacy ze wsi ma zaraz być potomkiem chłopa? Szczególnie jak się nie posiada ziemi. Przeprosi Pan za oszczerstwo? Oczywiście Pan nie przeprosi.

    Skąd zresztą ma Pan informacje, że byłoby mnie stać na studia w USA? Zdaje Pan sobie sprawę jakie to koszty? Także dla osoby niepochodzacej z rodziny chłopskiej ani robotniczej. To może jednak przeprosiny?

    Pisze Pan, że ja wchodze na strony personalne. A może przykłady? Ja już 3 tu podałem i tylko z ostatniego wpisu. Z mojej strony przypominam sobie jeden przykład kilak tygodni temu mający zademonstrować Panu jakie to nieprzyjemne. Widzę jednak, że lekcja poszła na marne.

    Ale przynajmniej jedno okazało się jasne po Pana wpisie. Skoro uważa Pan, że krytykuując PRL nienawidze ludzi którzy wtedy żyli (w tym rodziców i siebie) to wyraźnie wskazuje, że Pan nienawidiz ludzi, któryz żyją w Polsce teraz. Nie wiem czemu, ale to wiele wyjaśnia.

    Wracając do wynalażczości
    W 1989 Polonez miał ponad 20 lat. Był stary już wtedy nie musiał się starzeć później. Modernizacje w tym czasie nie były znaczące. Np próby wprowadzenia silnika z doładowaniem spaliły na panewce bo konstruktorzy nie byli sobie w stanie z nimi poradzić.
    Stocznie (na przykładzie gdańskiej) w czasach PRL produkowały głównie kontenerowce i masowce. Na chwilę obecną nie ma możliwości konkurowania z Chińczykami w tych typach statków (to jakby chcieć produkowac podkoszulki). Prom próbowano budować i byłoby fiasko gdyby nie pomoc zewnętrzna.

    Oburzenie z powodu braku kwalifikacji rzadzących podzielam. To jednak żadna nowość: Gierek – górnik; Bierut – pomocnik murarza, zecer, matrampaż; Cyrankiweicz – dziennikarz. Mamy długoletnie doświadczenia.
    Prawda jest taka, że fachowcy i specjaliści zajmują się swoją pracą a nie pchają się do polityki.

  50. Tomasz Kasprowicz 11 lipca o godz. 19:19
    „Znaczy już wolno krytykowac tylko nie wypada.”
    Zgadza się. Gdyż wyglądamy wtedy jak Zagłoba dyskutujący o Inflantach.

    „Ale nadal pozwolę ssobie z Panem nie zgodzić. Czy z faktu, że jestm Polakiem wynika, że nie mogę:
    – krytykować fundamentalizmu bo w Polsce kiedyś spalono czarownicę”
    Robi, się to robi. Proszę się nie hamować. Aby za daleko nie szukać, proszę zapytać się pp. Szostkiewicza i Kowalczyka o szczegółowe wskazówki.

    „- krytykować antysemityzmu bo w Polsce były kiedyś pogromy”
    Od tego mamy redaktoraprofesoraetykaszutnika Hartmana, Szostkiewicza, Passenta i wierne grono towarzyszy-blogerów. Nie wiem, czy „Polityka” nie ma jakiejś polityki wyłączności na pewne podwydziały, ale z pewnością licencję i panu wydadzą.

    „- krytykować kary śmierci bo w Polsce też kiedyś obowiązywała etc. ?”
    Jak pan widzi z mojego stosunku do aborcji – mnie tam wsio rawno – chwal pan albo krytykuj. Ja wolałbym, co cały czas podnoszę – praktyczne rozmowy. Założymy się, że mam co najmniej trzy razy więcej dzieci niż pan? A z wielkim p-m cztery razy? Podobnie z patentami. To tyle w kwestii mojego – praktycznego – stosunku do aborcji i wynalazczości.

    „Nie mam zamiaru kastrować się intelektualnie bo ktoś kiedyś coś zrobił. Jelsi jestem konsekwentny i to samo zachowanie piętnuje wszędzie, w tym we własnym kraju to mam prawo to robić.”
    Róbta co chceta. Ja tylko miałem dobre chęci i chciałem dać znać, że to może wyglądać śmiesznie. I być powodem dla starych polish jokes.

    Z bliskich kontaktów z Rosjanami, Amerykanami i Niemcami wynika ta sama lekcja. Przynajmniej dla mnie. Jak chcesz dyskutować o gwoździu to pokaż ten, który sam żeś zrobił. Tzn. bardziej kulturalni ludzie posłuchają uprzejmie parę godzin czegoś, co będą uważali za gaworzenie maleństwa, ale w końcu, jak maleństwo nie będzie wykazywało objawów doroślenia, to w mniej czy bardziej zawoalowany sposób poproszą o okazanie polskiego gwoździa.
    W czasie rozmowy o patentach – patentu. Rozmawiając o osiągnięciach firmy A o rocznej sprzedaży x złotych – podania wielkości sprzedaży swojej firmy. Dyskutując zalety i wady autka pana Y – modelu i marki tego, czym sami jeździmy.

    Polak może sobie dyskutować problemy Chin. Ale mniej śmiesznie byłoby zacząć od gonienia polskiego zacofania w stosunku do białoruskiego przemysłu półprzewodnikowego.
    Ze wstydem i po cichu. Bo może jeszcze ktoś w świecie o tym zacofaniu nie wie. Bo w Chinach wiedzą od dawna. Oni kupują od Białorusinów 20% ich eksportu. Od Polaków mogą najwyżej dostać referat na temat chińskich i białoruskich niedostatków w innowacyjności.

    Mam nadzieję, że pańska firma jest konkurencyjna w stosunku do białoruskich programistów. I o takim porównaniu z przyjemnością bym poczytał. Bo i lokacja zbliżona, i historia, i skala podobna. Serio.
    Ja swojego zawodu w Polsce wykonywać nie mogę. Nie ma gdzie.

  51. Czyli właściwie do czego doszliśmy?
    Oboje zgadzamy się, ze w Chianch są problemy. Pan tylko uważa, że nie nalezy o nich mówić. I o tym była ta cała polemika?
    Jeszcze rozumialbym gdyby wpis dotyczył Chin, gdyby był wobec Chin krytyczny, omawiał chińskie problemy i jeszcze dawał Chińczykom rady. A tu tylko Chiny zostąły dane jako przykład rozwoju przy małym użyciu przedsiębiorczości. I bynajmniej nie było to powiedziane w celu sukcesu chinskiego ośmieszenia czy umniejszenia. Ot przykład dla zilustrowania zupęłnie innego problemu zajmujący może 2% całości treści.
    I nagle mamy polemikę czy taki przykład wogóle można podawać. Jeśli mam być szczery to wyczuwan nadwrażliwość. I to nadwrażliwość posunięta do tego stopnia, że widzi krytykę tam gdzie jej nie ma.
    Ciesze się, ze zgadzamy się co do faktów. Co do tego czy fakty mozna wygłaszać pozostaniemy niezgodni.

css.php