Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy

30.05.2012
środa

… kto nie zapłaci pójdzie za kratki 2

30 maja 2012, środa,

IV. Podniesienie podatku od pracy

1. Podatek dość powszechny ma szanse dać bardzo duże wpływy do budżetu. Podniesienie składki rentowej o 2% ma podnieść wpływy FUS o ok. 6,5 mld

2.W naszym systemie podatki od płac są jednymi z najbardziej dolegliwych dla płatników. Przepisy są niejasne, zagmatwane i naszpikowane pułapkami.

3. Koszty kontroli tak zawiłych podatków są wysokie, zaś ucieczka w szarą strefę kusząca i niezbyt skomplikowana.

4. Skutki społeczne takiej działalności byłyby katastrofalne. Już dzisiaj przy średniej krajowej pensji klin podatkowy wynosi ponad 40%. To znaczy, że przy całkowitych kosztach pracodawcy na poziomie ok. 4500 PLN pracownik dostaje tylko nieco ponad 2650 PLN. Przy tak dużych obciążeniach przestaje się opłacać z jednej strony zatrudniać, z drugiej pracować. Napędza to oczywiście bezrobocie, zwłaszcza wśród najsłabiej wykwalifikowanych i tych bez doświadczenia oraz zwiększa szarą strefę. Skuteczna walka z bezrobociem to zasadniczo jedyna droga, która może uchronić nas od katastrofy gospodarczej, a jedynym sposobem by ją wygrać jest zachęcanie do zatrudniania. Zwiększanie podatków od pracy jest zdecydowanie kontrproduktywne i uderza przede wszystkim w najbiedniejszych. Podobnie pomysł poniesienia ZUS dla przedsiębiorców to strzał w stopę, który zamieni wielu z nich na bezrobotnych.

V. Hiperinflacja poprzez dodruk pieniądza

1. Potencjał tego parapodatku jest właściwie nieograniczony gdyż pozwala na wykasowanie niemal całego długu publicznego (nie licząc długu wyrażanego w walutach obcych oraz indeksowanego inflacją – takiego jak zobowiązania emerytalne). Dlatego jest on niezwykle kuszący dla polityków wszędzie.

2. Podatek ten nie jest w ogóle dotkliwy dla płatników. Nie wymaga żadnych obliczeń, ani nawet wykonywania przelewu do US.

3. Ściąganie podatku nie wymaga kontroli podatkowej. Uchylanie się od podatku wiązałoby się głównie z unikaniem posiadania gotówki, ale w każdej chwili cała gotówka jest w czyimś posiadaniu.

4. Katastrofalne rozwiązanie, stosowane jednak okresowo. Okiełznanie hiperinflacji jest bardzo kosztowne – co pamiętamy z lat 90tych. Co więcej hiperinflacja uderza przede wszystkim w najbiedniejszych, którzy większość swego majątku trzymają w gotówce. Używanie inflacji do uzdrowienia finansów państwowych kończy się nieodmiennie kryzysem gospodarczym, upadkiem zaufania do państwa.

VI. Podatek od zysków kapitałowych

1. Obecnie ten podatek przynosi rokrocznie kilka miliardów do budżetu (wielkość zmienna ze względu na zależność od zachowania giełdy). Sama modyfikacja przepisów dotyczących zaokrąglania podatku (czyli bat na lokaty jednodniowe) m przynieść 380 mln PLN. W sumie kwoty niebagatelne.

2. Dotkliwość dla płatników niezbyt duża. Jednolita stawka i dość proste metody obliczeń czynią procedurę prostą, zaś przeciętny Kowalski posiadający jedynie lokaty w ogóle nie musi się nim przejmować.

3. Ściąganie podatku jest proste i dość łatwe w kontroli gdyż wymaga sprawdzania jedynie banków i biur maklerskich. Niuansem pozostają bardziej zaawansowane struktury finansowe, którym udaje się obejść przepis.

4. Efektem działania tego podatku jest zmniejszanie chęci do oszczędzania. W dzisiejszych warunkach przy ok. 4% inflacji i 19% podatku to przy oprocentowaniu lokat na poziomie 6% (jaki dziś obserwujemy) właściwie nie zarabiamy nic. Nasze odsetki dzielą się bowiem na podatek i zrekompensowanie wzrostu cen. Po co zatem oszczędzać i nic z tego nie mieć skoro można wydać. Wydaje się to być również na rękę politykom – mniej oszczędności to większa konsumpcja czyli lepsze wyniki PKB. Zapomina się jednak, że bez oszczędności nie ma inwestycji i rozwoju. Innymi słowy potęgi gospodarcze budowane były na pracowitości i oszczędności, a wielkie majątki szybko przepadały pod nadmiarem konsumpcji. A my nawet nie posiadamy majątku, żeby go przejeść.

VII Podatek od spadków i darowizn

1. Istniejące zwolnienie z podatku w przypadku najbliższej rodziny spowodowało spadek wpływów budżetów lokalnych o ok 4 mld złotych. Kwota niebagatelna.

2. Dolegliwość podatku jest bardzo zróżnicowana w zależności od sytuacji obdarowanego/spadkobiorcy. Jeśli otrzymujemy gotówkę sprawa jest prosta, w innym przypadku ustalenie kwoty podatku może być kłopotliwe, a rzeczoznawcy kosztowni.

3. Ściąganie podatków może być kłopotliwe, gdyż darownizny lub masa spadkowa może występować w gotówce lub przedmiotach, których przekazanie jest trudno wykazać. Trudniej ukryć nieruchomości, udziały itp choć nieruchawość naszego aparatu skarbowego pozwala często przedawnić się takim zdarzeniom.

4. Skutki podatku są trudne do jednoznacznej oceny. Podatek ten pozwala na spłaczanie nierówności społecznych poprzez spowalnianie gromadzenia majątków. Inną sprawą jest jednak to, że jeśli potomkowie są mało przedsiębiorczy majątek ten i tak szybko tracą (wpis Generacja 2.0). Podatek ten wydaje się być zgodny z poczuciem sprawiedliwości społecznej wielu. Pojawiają się jednak problemy. Jeśli przekazany majątek ma formę gotówki lub płynnych aktywów (akcje spółek giełdowych, numizmaty, dzieła sztuki etc) to łatwo uzyskac pieniądze na jego zapłacenie. Jesli jednak przekazanie dotyczy przedsiębiorstwa posiadającego duży majątek trwały i w związku z tym wysoko wycenianego, czy choćby wielkiego gospodarstwa rolnego lub choćby mieszkania w centrum większego miasta to zapłacenie podatku jest często niemożliwe. Otrzymanie majątku to jedno, ale zdolność wysupłania gotówki na zaplacenie podatku to coś zupełnie innego. Często musiałoby zatem nastapić zamknięcie firmy i sprzedaż majątku by uregulować należność, a nie jest to chyba korzystne z żadnego punktu widzenia. Ponowne wprowadzeie tego podatku musiałoby brać tego typu przypadki pod uwagę.

Wnioski:
– istotne dla budżetu są podatki o szerokiej bazie podatkowej, w których uczestniczą wszyscy. Progresywne podatki brzmią miło dla ucha populistów, ale z punktu widzenia budżetu najczęściej niewiele zmieniają.

– wysokość podatków mierzy się jego stopą oraz dolegliwością jego płacenia o czym politycy często zapominają. Nasze najbardziej niedorzeczne podatki mogłyby być wyższe z korzyścią dla gospodarki gdyby je drastycznie uprościć. Dotyczy to przede wszystkim podatków od płac (ZUS etc), ale wyjątki we wszsytkich podatkach są niekorzystne

– nie ma łatwych źródeł dochodów podatkowych, głównie dla tego, że są one już dziś dość wysokie. Po tej stronie jedynym sensownym rozwiązaniem jest poszerzanie bazy podatkowej poprzez likwidację szarej strefy. Jednak trzeba zachęcać do wychodzenia z niej poprzez uproszczenie wymagań wobec przedsiębiorców, upraszczanie prawa pracy i poboru podatkowego. Aparat skarbowy powinien przestać skupiać się na niekończących się kontrolach zarejestrowanych podatników i zacząć szukać tych ukrywających się.

– warto zatem zastanowić się jednak nad uzdrawianiem finansów publicznych po stronie wydatkowej poprzez:
a. Racjonalizację wydatków (administracja, aparat państwowy, upraszczanie procedur, informatyzacja)
b. Likwidację przywilejów (mundurówki, karta nauczyciela, KRUS, etc)
c. Prywatyzację

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 24

Dodaj komentarz »
  1. Generalnie zgoda.

    Emerytury są waloryzowane na mocy ustawy, którą politycy mogą zmienić (albo zmienić sposób wyliczania inflacji, żeby wyglądało, że jej nie ma). Myślę, że hiperinflacja lub chociaż duża inflacja będzie, ale jeszcze nie teraz, za 20-30 lat, gdy system emerytalny się sypnie.

    Podatek od spadków i darowizn bym skasował całkowicie i wprowadził kataster (z ulgami dla osób starszych). Podobnie skasowałbym podatek od dochodów kapitałowych z odsetek bankowych i wprowadził podatek od aktywów bankowych. Tu się powtarzam.

  2. Jest Pan wyjątkowo odporny na argumenty. Problemem w zasadzie nie są podatki bo płacą je wszyscy więc nikt nie powinien być przez to uprzywilejowany. Problem jest następujący: W poniedziałek otrzymaliśmy – oczywiście poleconym – list z urzędu z groźbami i szykanami. Po zadzwonieniu okazało się, że w naszym rozliczeniu podatkowym z roku 2010 jest błąd. Różnica wynosi 1 zł. Nie wiem, jak się to skończy bo właśnie odpowiednia osoba jest w urzędzie, ale kosztuje nas to 2 dni pracy czyli w sumie kilkaset złotych, o ile nie będzie kary. A Pan bajki opowiada.

    Dzisiaj w GW jest informacja, że milionerzy w „Europie środkowo-wschodniej” czyli głównie w Polsce zebrali majątek 1,9 biliona USD. Zakładając, że tylko po polskiej stronie to tylko bilion: podatek 10% dałby 100 miliardów dolarów czyli zlikwidowałby cały dług publiczny w Polsce. Podobnie Grecja: były informacje, że do banków szwajcarskich wyprowadzili w ramach niepłacenia podatków 600 miliardów Euro czyli dwukrotność całego długu Grecji. A Pan znowu bajki, że ich podatki niewiele wniosą.
    I dalej: Wczoraj TV przypomniała, że Stefi Graf musiała dopłacić 5 milionów Euro podatku, który zapomniał zapłacić jej ojciec.
    I te drobne 60 000 w budżecie. Czy ma Pan informacje, ile jest takich osób w Polsce. Podejrzewam, że ze 100 tys. Ale załóżmy, że 20 tys. pomnożone przez 60 tys daje 1,2 miliarda złotych. To jest taka drobnostka?
    Dlatego bardzo jestem wzruszony Pańską zaciekłą obroną bogatych przed wrednymi biednymi, którzy oczywiście powołują się na taką brednię jak sprawiedliwość społeczna. Mimo, że pojęcie jest dziwaczne.
    P.S. Uczciwość to pojęcie prywatne, względne, niekwantyfikowalne i wątpliwe. Ale na niej opiera się istnienie społeczeństwa. A jak na razie to Polska w przeciwieństwie do innych próbuje za wszelką cenę wprowadzać moralność do kodeksu karnego.

  3. Podatek od pracy powinien być zmniejszany bo wpływa na poziom zatrudnienia i na konkurencyjność gospodarki.
    Jeżeli Trybunał konstytucyjny nie zakwestionuje kwotowej rewaloryzacji rent i emerytur pojawi się szansa na spłaszczanie świadczeń i obniżanie kosztów systemu emerytalnego a za nią szansa na obniżenie podatku od pracy.
    Podatek od spadków i darowizn powinien być płacony powyżej jakiejś kwoty wolnej, nie wiem ile ona powinna wynosić, milion złotych? Chodzi o racjonalność, żeby nie angażować do każdego spadku aparatu państwowego.
    Podatek od zysków kapitałowych?
    A co za różnica co za zyski, wszystkie są kapitałowe, kapitały tylko różne. Dla kioskarza kiosk jest kapitałem i jego praca. Po co sobie życie komplikować?
    Progresywny podatek dochodowy powinien być uniwersalny.
    Do póki się nie realizuje zysku w swojej kieszeni nie powinno się płacić podatku w ogóle, więc w przypadku zysków z giełdy też do póki pieniądze są inwestowane.
    Jeden

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Miejsca pracy tworzą konsumenci, którzy tworzą popyt, zmuszając przedsiębiorców do zwiększenia zatrudnienia. Czyli tworzy je klasa średnia, która zarabia, a więc wydaje. Jeśli chcemy polityką podatkową poprawiać koniunkturę i tworzyć miejsca pracy – to jej powinniśmy w pierwszej kolejności dawać ulgi.

    Więcej… http://wyborcza.pl/1,99495,11793108,Wikileaks_to_pikus__czyli_kto_tworzy_miejsca_pracy_.html#ixzz1wYgxXUpU
    ===========

    Polecam uwadze, teza zgodna z moimi poglądami, i tym co stworzył Lula w Brazylii.
    Obcinanie płac tworzy system feudalny, podwyższanie demokrację.

  6. Panie Tomaszu,

    Troche nie zwiazane bezposrednio z tematem tego felietonu ale zwiazane z poprzednimi tematami.

    Wpadl mi interesujacy material o tworzeniu miejsc pracy i przyczynach obecnego kryzysu.
    Nie zgadzalismy sie w ocenie jego przyczyn.

    Polecam

    „…Miejsca pracy tworzą konsumenci, którzy tworzą popyt, zmuszając przedsiębiorców do zwiększenia zatrudnienia. Czyli tworzy je klasa średnia, która zarabia, a więc wydaje. Jeśli chcemy polityką podatkową poprawiać koniunkturę i tworzyć miejsca pracy – to jej powinniśmy w pierwszej kolejności dawać ulgi.

    Kiedy kapitalista twierdzi, że „tworzy miejsca pracy”, to tak samo błędne, jakby wiewiórka twierdziła, że tworzy ewolucję. Jest akurat odwrotnie – powiedział Hanauer.

    Od przeszło 30 lat czołowe kraje kapitalistyczne realizują inną politykę. My kapitalizm budować zaczęliśmy od razu w ich stylu, nigdy nie poznaliśmy kapitalizmu na Zachodzie zwanego „złotą erą”, czyli w czasach od drugiej wojny światowej po lata 70.

    Hanauer chciał swoje wystąpienie ilustrować slajdami pokazującymi na wykresach, jak zmiana polityki podatkowej i związane z tym wymknięcie się różnic majątkowych spod kontroli korelują z pogarszaniem sytuacji gospodarczej. Im bardziej cięciami podatkowymi dla najbogatszych pobudzamy ich do rzekomego „tworzenia miejsc pracy”, tym bardziej miejsc pracy ubywa.

    Od 1979 roku zarobki dolnych 60 proc. społeczeństwa w USA praktycznie stoją w miejscu (przeliczone na inflację). Zarobki górnych 20 proc. nieznacznie wzrosły, za to zarobki górnego 1 proc. wzrosły czterokrotnie. Hanauer sam należy do górnego 1 proc. i dlatego właśnie uważa, że tej grupie nie ma sensu pomagać.

    „Zarobki ludzi takich jak ja są setki czy tysiące razy większe od przeciętnych Amerykanów, ale przecież nie kupujemy z tego powodu sto czy tysiąc razy więcej samochodów” – powiedział. I zauważył: „Gdyby przeciętni Amerykanie nadal mieli taki sam udział w bogactwie kraju jak w 1979 roku, ich zarobki wzrosłyby o 25 proc., do imponujących 130 tys. dolarów rocznie; wyobraźcie sobie, jaką byśmy mieli koniunkturę!”.

    Więcej… http://wyborcza.pl/1,99495,11793108,Wikileaks_to_pikus__czyli_kto_tworzy_miejsca_pracy_.html#ixzz1wajhRxyl

  7. wiesiek59
    1 czerwca o godz. 16:11

    Panie Wiesku!

    Co za koordynacja i zbieg okolicznosci!

    Artykul dobry,
    Pare felietonow temu wlasnie na temat „nie zgadzalem” sie z Gospodarzem.

  8. Dogmat o popytowym, ożywczym czynniku napędzającym gospodarkę leży u podstaw obecnego kryzysu.
    Kredyt miał nas zbawić, miał wykreować popyt.
    Wykreował niespotykaną w dziejach świata bańkę spekulacyjną i kryzys zadłużenia.
    Zadłużenia obywateli, bo to oni konsumowali na kredyt za pośrednictwem banków indywidualnie a za pośrednictwem państw zbiorowo.
    Podniesienie wszystkim pensji spowoduje tylko i wyłącznie wzrost cen towarów i usług.
    Oczywiście bardziej sprawiedliwsza redystrybucja bogactwa poprawiłaby sytuację ale nie na polu ekonomicznym a społecznym. I co nie jest bez znaczenia uczyniła świat sprawiedliwszym, lepiej się żyje w sprawiedliwszym świecie, to jest wartość sama w sobie, warto o tym myśleć.
    Tylko że sprawiedliwsza dystrybucja bogactwa przez podatki mogłaby dać wzrost realnych dochodów w klasie średniej o promile a nie procenty, to moim zdaniem byłoby bez większego znaczenia dla koniunktury światowej.
    Ile dostałby przeciętny mieszkaniec globu jakby rozkułaczyć najbogatszych? Powiedzmy tych których majątek wynosi ponad milion dolarów? I gdyby wszystko co posiadają ponad milion rozdać po równo wszystkim którzy maja mniej niż milion?
    Wiesiek59, zaryzykujesz oszacowanie po ile to by wyszło? Po dolarze, pięć, czy dziesięć na głowę mieszkańca Ziemi?
    A może to trzeba liczyć w centach?

  9. parker
    2 czerwca o godz. 7:37

    Pies jest właśnie pogrzebany w tym miejscu, że konsumpcję nakręcały kredyty, nie dochody. No i oczywiście, generowanie kredytu nie miało nic wspólnego z poziomem rezerw i aktywów banków.

    Intuicyjnie czuję, że coś w tym systemie nakręcanym prawem własności zmienić trzeba, nie wiem natomiast jak.
    Przy czym, nie mówimy o mieszkańcach globu, a jedynie o krajach demokratycznych.
    W krajach niedemokratycznych, dystrybucja podlega całkiem innym zasadom.

    Co będzie, gdy wszystkie dobra będą miały właścicieli?
    System kastowy?

  10. wiesiek59

    Gdyby konsumpcję napędzały dochody to oczywiście mielibyśmy zdrową, rozwijającą się gospodarkę.
    Ale żeby dochody napędzały trzeba, żeby bezrobotnych nie było.
    A żeby było więcej pracy trzeba żeby była tania i wydajna, wtedy opłaca się inwestować i zatrudniać.
    I jak w każdym kraju który się rozwija, pensje rosną w miarę rozwoju, taka prawidłowość.
    Im bogatszy kraj, tym wyższe pensje zazwyczaj i ceny.
    Żeby ludzie dużo zarabiali trzeba żeby im państwo pieniędzy mało zabierało.
    Bo jak zabiera dużo to mało ludzie mają na wydawanie.
    Z kapitalistą to sobie ludzie poradzą jak będzie niskie bezrobocie, pójdą tam gdzie płaca lepiej.
    W dobrze rozwijającej się gospodarce panuje naturalna równowaga między uczestnikami rynku pracy.
    Nie trzeba nic wymyślać, liberałowie dawno to wymyślili.

  11. Wracaja Palikotowe Fabryki.
    W Nowej Zelandii rzad odkupil i upanstwowil prywatne do tej pory firmy.
    AirNZ, Kiwi Bank, NZ Post itd- firmy te jako juz panstwowe sa dochodowe.
    Przynosza panstwu konkretny zysk co pozwala obnizyc podatki…

    Parker,
    Problemem jest fakt, ze tzw. kapital jest mobilny a „sila robocza” nie.
    A byc moze w przyszlosci w calej fabryce potrzebny bedzie jedynie jeden czlowiek i pies.
    Czlowiek bedzie opiekowal sie i karmil psa a pies bedzie pilnowal czlowieka zeby on nic nie dotykal…
    „Wlasciciel” moze przeniesc dzi produkcje do Chin, Wietnamu – najpierw Polski gdzier poczatkow nie placi podatkow by po zakonczeniu wakacji podatkowych przeniesc sie do..Rumunii.
    Moze byc coraz bardziej wydajny i siedziec na gorze kasy – ALE dodatkowo potrzebuje kupcow by interes sie krecil.
    Niestety tzw. uslugi nie zapewnia miejsc pracy utraconych na rzecz mobilnosci kapitalu (rozliczenie podatkowe i projekt tez mozna zrobic dzis w Indiach…) a ile tancerek egzotycznych moze potrzebowac Buffet.
    Powiedzialbym, ze konsumpcja jest wazniejsza od produkcji bo wszystkiego jest wystarczajaca duzo i od jakiegos czasu podajac stan gospodarki pisze sie o poziomie konsumpcji, ktora czesto stanowi 75-80% PKB.
    Jezeli wiekszasc „dobr” wyprodukuje sie w Chinach z zamiarem sprzedazy w USA to wydajnego kapitaliste moze zastac w Ameryce rozczarowanie.
    Dzieki globalnej konkurencyjnosci rynek na miejscu sprzedazy „wysechl” i wtedy FED „stymuluje” ekonomie obnizajac stopy procentowe praktycznie do zera.
    Ludzie moze nie zarobia wiecej ale jest nadzieja, ze pozycza wiecej – bo wszystko stoi na konsumpcji.
    Greenspan nawwet tego nie ukrywal.
    Powiedzial wprost, ze niskie oprocentowanie bylo konieczne by po peknieciu banki internetowej by pobudzic dolujaca gospodarke zastrzykiem popytu.

    Kapitalista sam nie wpadnie na to, ze „dla swojego wlasnego dobra powinien lepiej placic pracownikom” bo kazdy z producentow dziala na wlasna reke, dbajac jedynie o wydajnosc – ZDROWA dla rynku i SPOLECZENSTWA jako calosci – redystrybucje moze zapewnic jedynie panstwo.
    To samo panstwo, ktore zapewnia wszystkie zewnetrzne warunki (prawo, aparat przymusu, edukacja, bezpieczenstwo terytorialne) aby kapitalista mogl sie wzbogacic.

    Panstwa ze splaszczonymi dochodami – Polnocna Europa – sa w duzo lepszej kondycji i z mniejszym zadluzeniem niz panstwa preferujace przez ostatnie dziesieciolecia „neoliberalizm”.

  12. Na gospodarkę trzeba patrzeć globalnie.
    Tego procesu nie da się zahamować, nie ma takiej potrzeby zresztą ani możliwości.
    Powrót do protekcjonizmu byłby szkodliwy zarówno dla gospodarki jak bezpieczeństwa światowego, wszystkich.
    Na globalizacji zyskują najbiedniejsze kraje przede wszystkim. To że tak szybko rozwijają się kraje biedne, jak Chiny, Indie czy Brazylia zawdzięczamy globalizacji przecież. Globalizacja to dzielenie się bogactwem z innymi, wyrównywanie poziomów życia. Bogaty zachód się podzielił, tyle że pożyczonymi, wyspekulowanymi pieniędzmi. Teraz przyjdzie za to zapłacić. I zapłacą wszyscy, tak jak wszyscy korzystali na prosperity sztucznie podtrzymywanymi przez rządy wszystkich krajów z amerykańskim i chińskim na czele ale i europejskimi choć to inna skala gospodarek.
    Bogactwa na świecie jest tyle, ile ludzie wyprodukują, a wyprodukują tyle ile będą pracować.
    Praca jest najważniejsza, nie ma jakiś ukrytych pieniędzy które można ludziom dać, żeby wydawali.
    Ten bogaty jak ma pieniądze też je natychmiast wydaje, nawet szybciej niż biedny. Wydaje albo na konsumpcję, choćby rozpasaną, to dzieli się z tymi którzy mu ją zapewniają albo na inwestycje i wtedy też wydaje. Pieniądze nie leżą. Jakby je rozdać, tylko inflację by się zwiększyło co zresztą i tak nastąpi. Te masy pieniędzy jakie drukują i będą drukować banki centralne na razie krążą po rynkach finansowych pompując kolejna bańkę spekulacyjną, ale jak ona pęknie, spłyną jak kaskada z kieliszków szampana, do warzywniaka u samej podstawy i ziemniaki podrożeją.

  13. Parker,
    Mozna zatrzymac czy nie – raczej nie …
    ale mozna cywilizowac – niekoniecznie trzeba sie zgodzic fatalistycznie na dyktat rynku i rownanie w dol.

    Jak widac sa kraje , ktore sobie swiadomie daja lepiej rade z globalizacja przygotowujac sie przez dzialanie panstwa do wyzwan a sa takie co leza i kwicza – bo „nic sie nie d zrobic”

  14. @ZWO
    wiele wątków więc spróbuję trochę wypowiedź pogrupować, żeby się nie pogubić:
    -absurdy biurokratyczne są idiotyczne, zreszta już o tym nie raz pisałem. Co ma to wspólnego z moim „opowiadniaem bajek”, albo „wyjątkową odpornością na argumenty” nie mam pojęcia – moż ePan wyjaśni
    – Pan niedocenia Ukrainy. Tam koncentracja tego bogactwa jest znacznie większa więc na Polskę bym większości tortu nie obstawiał. Wydaje mi się mocno przeszacowane przypisywanie nam biliona
    – jest Pan dość naiwny wierząc, ze oficjalne szacunki to cały dług publiczny. zapomina Pan o emerytalnym, infrastrukturalnym. To kilkakrotnie więcej niż w statystykach
    – ale nawet jesli proponowanie podatku od aktywów w wysokości 10% jest chyba jakimś nieporozumieniem. Kto trzyma 10% swojego majątku w gotówce żeby go być w stanie w podatku zapłacić? Przecież to by wymuszało konfiskaty majątku albo zamykanie przedsiębiorstw. Jak Pan sobie wyobraża 10% podatek od aktywów firm handlowych czy innych?
    – pisząc o Grecji używa Pan dziwacznego sformułowania „do banków szwajcarskich wyprowadzili w ramach niepłacenia podatków 600 miliardów Euro”. Co za oni? W Grecji niepłacenie podatków jest masowe i uprawiane przez wszystkich jak leci. Na milionerów Pan wszystkiego nie zwali.
    – nawet jeśli lekką ręką Pan opodatkuje bogaczy (ktokolwiek by to miał nie być) i zdobędzie to 1,2 mld (w co szczerze wątpię) to w skali potrzeb budżetowych i ciągłej nierównowagi jest to kwota mimo wszystko zaniedbywalna (a trzeba jeszcze od tego odjąć koszty poboru). Dla porównania w 2010 mieliśmy 52 mld deficytu czyli wpływy podatkowe to byłoby 2% deficytu. Można po nie sięgnąć, ale jak ktoś pisze, ze to nasze problemy rozwiąże w jakikolwiek sposób to albo nie potrafi proównać 2 cyfr, albo po prostu ma agendę ideologiczną
    – bo prosze Pana ja bogaczy zaciekle nie bronię. Jak najbardziej uważam, że powinni się dokładać do wspólnej kasy w większym stopniu niż biedni. Uważam jednocześnie, ze trzeba ich do tego zachęcać a nie zniechęcać. Nawet przy liniowym podatku zapłaca więcej, a prawdopodobnie nie będą czuli potrzeby ochrony swoich zarobków. Jełsi się postai stawki zaporowe (50%, 75%, 90%), albo 10% od majątku to będą z wszystkimi podatkami uciekać bo będą mieli (słuszne) poczuice, że ich państwo łupi.
    – i na koniec jestem przede wszytkim pragmatykiem. tu nie chodzi o obronę w celu obrony tylko racjonalizację działań państwa, a nie uruchamiaie aparatów represji. Bo tak to u nas wygląda – najpierw jest jakiś politycznie umotywowany pomysł, żeby było sprawiedliwie społecznie, potem znajdują się nadużycia, a potem uruchamia się aparat represji
    Bo bardzo słusznie Pan zauważa, że u nas się próbuje moralność wstawiać w kodeks karny. Do moralności trzeba jednak wychować, a wychowanie kosztuje. Zamiana zaświadczeń na oświadczenia spowoduje na początku występowanie naduzyć, ale za 10 lat moze poprawi się moralność. Przejrzyste prawo podatkowe z rozsądnymi stawkami podatkowymi tez wychowają społeczeństwo do płacenia podatków właszcza jesli towrzyszyć temu będą jasne rozliczenia i wydajna administracja. Proaw pełne dziur i wyjątków z represyjnym aparatem przy niskim poziomie uslug publicznych i wieloma grupami społecznymi pasącymi się na naszych pdoatkach temu nie służy.

    @wiesiek59 i Andrzej Falicz
    Panowie był sobie tkai ekonomista, nazywał się Keynes. Patrzył on na gospodarkę od strony popytu i tak budowął swoje teorie ekonomiczne. Też mu wyszło, że żeby gospodarka się rozwijała to trzeba pobudzać popyt. On proponował by zwiększać wydatki rządowe, Panowie by stymulować popyt. Zasadniczo na jedno wychodzi.
    Jednak z teorii Pana Keynsa oprócz wielu bardzo ciekawych wyników wyszło także to, że im ludzie w kraju mniej oszczedni tym gospodarce lepiej się wiedzie. Nazwano to paradkosem bo to jawna bzdura. Jak wiemy potęgi gospodarcze zbudowano na OSZCZĘDNOŚCI i CIĘŻKIEJ PRACY. Także uważałbym z tym stawianiem na popyt.
    Popatrzcie państwo na znaczną część Afryki. Ludzie tam umierają z głodu – popyt na eszystko jest olbrzymi! I co – jakoś nie widać by tworyzł on miejsca pracy. A to dlatego, że brakuje tam przedsiębiorców i warunków do ich działania. Bo Panowie to PRZEDSIĘBIORCY tworzą miejsca pracy. Oczywiście popyt jest niezbędny dla ich działania (choć czesto oni sami go tworzą uświadamijac nowe potrzeby), ale to jakby powiedzieć, że to powietrze tworzy ludzkość bo bez niego człowiek umiera. Nie Panowie – samo powietrze ludzi nie tworzy tak samo jak sam popyt nie tworzy miejsc pracy.
    Możemy rozmawiać o konsekwencjach rozwarstwienia moajątkowego – mnie się tez ono nie podoba – zwłaszcza jeśli pozycja majątkowa jest trudna do zmiany, ale nie popadajmy w przesadę.

    @Andrzej Falicz
    Pan rozpatruje nasz dobrostan w oderwaniu od reszty świata – co ciekawe jest to częste – zwłaszcza wśród obrońców najbiedniejszych. Jednocześnie pisząc o konkurencji z Chin i mobilności kapitału zapomina się, że być może u nas robotnicy mają trudniejszą sytuację niż kiedyś, ale jednocześnie miliony ludzi uratowano od głodu. To nie jest równanie w dół – ci ludzie skoczyli w górę o kilka pięter w kilka dekad. Kosztem jest to, że ludzie tutaj zatrzymali się an tym piętrze na którym byli. Ale to wymusza powrót do korzeni czyli oszczędności i ciężkiej pracy – o czym u nas niewielu już pamięta. Za to Chińczycy pamiętają o jednym i drugim co jest przyczyną ich sukcesu.
    Dlatego za skandal uważam wspólną politykę roną, która stwarza cieplarniane warunki nasyzm rolnikom jednocześnie trzymając w biedzie wiele krajów, które mogłyby taniej zaproponowac sowje płody rolne i przy tym próbowac wydobyć się z biedy. Teraz nie mają szans. Ale wygląda na to, ze wygoda francuskiego (i polskiego) rolnika jest wazniejsza niż pomoc (a własciwie nieprzeszkadzanie) biednym. Nie wspominając już o tym, że obciąża to (poprzez podatki) nasz przemysł, któremu jeszcze trudniej konkurować na świecie.

  15. Panie Tomaszu,
    Zgoda na 100%%
    W Afryce na pewno brakuje przedsiębiorców i warunków do ich działania.
    (A mieli wolny rynek od paru tysiecy lat…).
    Tam brakuje wielu rzeczy, ktore musza poprzedzic rozwoj ekonomiczny i prawidlowe funkcjonowanie wolnego rynku – sa to z reguly sprawy zwiazane z panstwem – jego efektownoscia, wyksztalceniem, sluzba zdrowia, infrastruktura itp.

    W USA i Europie Zachodniej moce produkcyjne sa wykorzystywane jedynie czesciowo.
    Jest tajemnica poliszynela, ze produkuje sie od dawna dobra ze skroconym okresem uzytecznosci (mniej trwale) by mozna bylo krecic konsumpcje.
    Nawet jezeli o produkcje rolna swiat jest samowystarczalny.
    Te gory masla i topiona kawa.
    Magazyny pekaja od produktow , ktore nie ma jak i komu sprzedac.

    W krajach rozwinietych bylo ostatnimi czasami dokladnie tak jak Pan napisal- rozwijaly sie najszybciej (przynajmniej na podstawie PKB) tam gdzie oszczednosci byly najnizsze a konsumpcja najwieksza.
    Gdzie oszczednosci…byly ujemne!

    Dzis od USA do Australii (gdzie w tej chwili przebywam) wyrywaja wlosy z glowy bo ludzie zaczeli „oszczedzac” to znaczy redukowac dlug.

    Oczywiscie , ze jest to nielogiczne i wlasnie to jest dokladnie to co zarzucam systemowi „neoliberalnemu” w uproszczeniu.
    Ze pod pozorami logiki niszczy wlasne podstawy.
    Powodujac potegujace sie rozwarstwienie i relatywne ubozenie wiekszosci zabija popyt , ktorym karmi sie jak golem wlasnymi dziecmi.
    Najlepszym przykladem jest to, ze korporacje siedza na rekordowej kupie szmalu ale nie inwestuja bo po jakiego diabla skoro nie mozna nawet wykorzystac obecnych mocy produkcyjnych bo ludzie nie maja za co kupic!
    Nie chodzi tu o Keynesa o jakim Pan pisze.
    Dokladnie NIE CHODZI – nie jest to problem jakiegos dodatkowego zasilenia rynku pieniadzem przez obnizanie oprocentowania czy chwilowy dodruk pieniadza.
    Problem jest w DYSTRYBUCJI!
    Nie wiecej pieniedzy ale w innych miejscach – rekach.

    Chodzi oto, ze superwydajny system powodujacy relatywne ubozenie zbednej przyslowiowej wiekszosci oraz strukturalne bezrobocie jest obiektywnie ZLY pomimo swoje efektywnosci.
    Istnieja tragiczne konsekwencje wykluczenia i degradacji.
    Dlatego, ze rynek jest jedynie funkcja pomocnicza wspierajaca funkcjonowanie wspolnot ludzkich – jest jedynie (bardzo wazna) ale czescia wiekszego systemu spolecznego-kulturowego.(i oczywiscie ekonomicznego – funkcje sie przeplataja).

    Co do rownania w dol – to jest dla mnie oczywistym, ze sytuacja np. w Chinach dramatycznie sie poprawila – pisalem to pare felietonow temu – wtedy napisal Pan, ze odbywa sie to kosztem pracownikow…
    Cytuje Panski wpis:
    „…Na koniec kilka słów o Chinach, którymi się wszyscy tak zachwycają. W pewnej mierze fenomen Chin jako fabryki świata jest podobny do fenaomenu Polski jako czołowego światowego producenta węgla za PRL. W statystykach wszystko ładnie, ale obywatele nic z ego nie mają. Ich rezerwy walutowe do których wszyscy się uśmiechają to pieniądze zabrane z kieszeni tamtejszych robotników (i bez tego bardzo biednych). Jeśli to jest przykład do naśladowania to ja wysiadam….”

    Widac mozna intepretowac te same fakty zaleznie od potrzeby.
    Rownanie w dol odnosi sie do wymuszona przez konkurencje z krajow ubozszych presje na pracownikow w krajach rozwinietych.

    Sam osobiscie tego doswiadczylem jako architekt.
    Moi koledzy w Indiach zarabiaj 5 razy mniej o warunkach zyciowych nie wspomne – dzis w ramach outsourcingu wykonuja prace, ktora ja wykonywalem jeszcze 10 lat temu.
    Przez to ja mam mniej pracy i musze sie zgodzic na gorsze warunki finansowe.
    Oczywiscie jest to „sprawiedliwe”… i per saldo korzystne dla wiekszosci ale wcale nie poprawia mi to nastroju.
    To jest rownanie w dol.
    Nie da sie konkurowac z pracownikami pozbawionymi „zdobyczy socjalnych” ostatnich kilkudziesieciu lat na tzw. zachodzie.
    Chyba, ze ucieczka kapitalu zmusi do demontazu tych zdobyczy – co chyba wlasnie dzieje sie na naszych oczach.
    Dotyczy to rowniez standardow srodowiskowych.

  16. Tomasz Kasprowicz
    3 czerwca o godz. 11:30

    Nie jestem ekonomistą, więc pewnie ma Pan rację.
    Ale spoglądamy na ten problem z innych punktów widzenia.
    Ja- globalnie
    Pan- z punktu widzenia małego przedsiębiorcy.
    Problemem jest nierównoprawność stron- małych i dużych firm.
    Małe podlegają prawu. Duże je tworzą……
    Może być pan geniuszem, ale przed osiągnięciem pewnej skali, podlega pan prawu, po jej przekroczeniu, stać pana na prawników, rejstrację firmy w raju podatkowym, przeniesieniu produkcji tam, gdzie przepisy prawa pracy, ekologii, nie obowiązują. Ba, dostanie pan zwolnienia podatkowe, ulgi- pod warunkiem wręczenia stosownej, zwyczajowej łapówki.
    Kapitalizm w stanie czystym nie istnieje NIGDZIE.
    Tak samo jak nie istniał komunizm…….

    Co do Afryki…
    Byłaby kwitnąca, gdyby nie wojny i działalność kolonizatorów.
    Stare struktury państwowe zostały zniszczone, nowe dopiero się tworzą…..
    Zulusowi, czy Masajowi potrzebna jest do życia jedynie ziemia i woda.
    Nie ma innych potrzeb.
    Co mógłby dać w zamian światu?
    Żywność przez bariery protekcjonistyczne i brak infrastruktury komunikacyjnej nie przemknie.
    A eksploatacja bogactw mineralnych niszczy jego siedlisko, zatruwa wodę, sawannę…..
    Każda tama, odkrywka, szyb naftowy, degradują w tamtym rejonie świata środowisko, struktury społeczne, wielkie farmy są obce ich stylowi życia. Zmienić go, to pokolenia, nie dziesięciolecia.
    Ale, niedostosowani zginą- jak Indianie……

  17. @Andrzej Falicz
    Nadwyżki mocy produkcyjnych rzeczywiście istnieją i jest wielką zaletą wolnego rynku, że nie są wykorzystywane. Choć politykom się to nie podoba nadmierna produkcja jest marnotrastwem. Jednak nie wrzucałbym do jednego kotła kilku innych problemów:
    – nadprodukcja żywności to kwestia dotacji. Dlatego mamy góry masła, jeziora mleka etc. Bo różnica jest taka, że przemysł RTV AGD nie dostaje dotacji mimo posiadani amocy produkcyjnych i nie mamy gór mikserów czy odkurzaczy, a rolnicy dostają. To jest zasadniczo skandal (prosze zobaczyć wpis „dość tej pomocy”)
    – intencjonalnie krótsza trwałość wydaje się teorią słabo udokumentowaną ale bardzo prawdopodobną. W jakieś wielkie zmowy nie bardzo mi się chce wierzyć, ale słabaszą trwałość produktów poza intencjonalną złośliwością upatrywałbym jeszcze w:
    – nacisku na obniżkę ceny – powoduje używanie materiałów o słabszej jakości co przekjłada się an trwałość
    – szybki postęp techniczny – ludzie i tak będą produkt wymieniać za parę lat bo wejdzie nowa generacja nie ma co więc inwestować w trwałość

    Rozwój państw z ujemnymi oszczędnościami oczywiście musiał się okazac krótkotrwały – jakwidać an załączonym obrazku w każdych wiadomościach. Teraz czas na zaciskanie pasa i wytężoną pracę. Niestety nie każdy jest USA, który może się długiem (dłuższy czas) nie przejmować.

    To co Pan przytacza z moich wypowiedzi o Chinach odnosi się do polityki monetarnej chińskiego rządu, która zubaża własnych obywateli i przy okazji jest nieuczciwą konkurencją. Także źle Pan zinterpretował moje słowa – nie chodzi mi o wysysk pracownika w sensie niskiej płacy czy braku zabezpieczeń socjalnych, ale w sensie utrzymywania niskiego kursu waluty, a co za tym idzie niskiej siły nabywczej zarobków.
    A to co Pan nazywa równanie w dół jest w mojej ocenie równaniem do średniej. Co oznacza, że niektórzy (Chińczych, Hidusi, a także przez ostatnie dekady także Polacy) mają się lepiej niż kiedyś, a ci którzy się mieli najlepiej będą się mieli gorzej. To jest właśnie to rozmontowywanie zdobyczy socjalnych. Bardziej mnie martwią standarty środkwiskowe, choć problem to dostrzegalny już dla wszystkich – nawet Chinczycy inwestują w zielone technologie (i to bardzo dużo).

    @wiesiek59
    Pełna zgoda o braku równouprawnienia. Pisałem zresztą o tym we wpisie Odpowiedzialność i uważam to za duży problem.
    Co by było w Afryce trudno powiedzieć – ale wyraźnie pokazuje, że to nie popyt tworzy miejsca pracy tylko przedsiębiorca. Slogany są może chwytające za serce jednak często nieprzemyślane.

  18. Panie Tomaszu,

    Dziekuje za odpowiedz – w wielu sprawach sie zgadzamy chociaz po brzegach intepretuje te same fakty w nieco inny sposob.

    Rownanie do sredniej jak Pan pisze jest dla krajow rozwinietych i klasy sredniej (wiekszosci) jednak rownaniem w dol jakby nie zmieniac definicji.
    Polska pomimo zacofania jest jednak po stronie tych co beda rownac w dol- konkurujemy w duzym stopniu jedynie kosztowo (rola panstwa!)
    Rozmotowywanie spolecznego kapitalizmu pod haslem oszczesdnosci dzieje sie na naszych oczach.
    POMIMO wzrostu wydajnosci (wszystkiego jest wiecej) ludziom zyje sie i zyc sie bedzie gorzej…wiec jest to kwestia dystrybucji nie wielkosci bochenka do podzialu, ktory ciagle i mo wszystko rosnie (no moze nie w Grecji…itp).

    Co do zdania, ze do przedsiebiorca tworzy miejsca pracy a nie popyt.
    To przesune problem o jeden krok i odpowiem.
    Przedsiebiorce tworzy popyt (generalizuje) oprocz sztucznego kreowania zapotrzebowania na dotad nieznane produkty caly nauka marketingu oparta jest na koncentrowaniu sie na konsumencie i wychodzeniu na przeciw jego potrzebom – Popytowi.

    Wiesiek pisal o Masajach gdzier przedsiebiorca moze stworzyc miejsca pracy i produkty jedynie jezeli Masajowie beda chcieli i potrzebowali tych produktow.
    Moga sobie bez przedsiebiorcy zyc nastepne pare tysiecy lat – „wolni i szczesliwi”.
    Chyba, ze jak z czerwonoskorymi stworzy sie u nich zapotrzebowanie na wode ognista.

    Jednak wszystko jest polaczone na wielu plaszczyznach i to ogolnie mowiac spoleczenstwo (cala cywilizacja) macha ogonem ekonomii w wiekszym stopniu niz odwrotnie – choc oczywiscie trudno to odzielic.

  19. Troche cytatow i posilkowania sie zrodlami:

    „Co prawda kryzys zaczął się w systemie finansowym USA i innych krajów , ale źródłowa przyczyną obecnego kryzysu nie są „bańki” itp. a jest nierówności narastanie różnic dochodowych w skali całego świata, obniżających popyt.Najpełniejsze dane oraz oceny tej przyczyny zostały przedstawione w „Report by the Commission on the Measurement of Economic Performance and Social Progress”; raport przygotowany przez światowej sławy uczonych [ w tym wielu laureatów nagrody Nobla w ekonomii] redaktorami raportu są : prof. Joseph E. Stiglitz przewodniczący, Prof.Amartya Sen doradca oraz prof. Jean P. Fitoussi koordynator, raport został przygotowany na zlecenie prezydenta Francji Sarkozego. Autorzy wykorzystali dane raportu OECD …” (Tacyt2)

    Przyczyna kryzysu jest narastanie nierownosci.
    Sa one wynikiem deregulacji, finanasjalizacji i posrednio globalizacji gospodarki.
    Nie jest to proces natury obiektywnej ale jest w duzej mierze wynikiem konkretnych wyborow politycznych podpartych koncepcjami konkretnych szkol ekonomicznych.
    Nie sa to procesy nieodwracalne i odpowiednia ich korekcja pozwoli zachowac pozytywne aspekty zmian.

    Oprocz oczywistych kosztow spolecznych okazuje sie, ze nierownosci, ktore moga pelnic role napedowa dla rozwoju ekonomicznego na pewnym poziomie rozwoj ten blokuja.

    Jednakowoz (podatki temat felietonu):
    Raport OECD Income Distribution and Poverty in OECD Countries:

    „…Zwiększenie opodatkowania i wydatków jako reakcja na nierówności może być jedynie środkiem tymczasowym.

    Jedynym zrównoważonym sposobem zmniejszenia nierówności jest zatrzymanie leżącego u jej podstaw rozdzielenia wynagrodzeń i dochodów od kapitału.(!) pisalem o tym w moim pierwszym wpisie

    Musimy zwłaszcza zapewnić, aby osoby zdolne do pracy oraz
    zarobkowania utrzymywały siebie i swoje rodziny powyżej poziomu ubóstwa. Oznacza to, że kraje rozwinięte muszą znacznie lepiej radzić sobie ze skłanianiem ludzi do pracy (zamiast polegać na świadczeniach dla bezrobotnych, niepełnosprawnych i wcześniejszych emeryturach), z zatrzymywaniem ich w pracy i z oferowaniem dobrych perspektyw rozwoju zawodowego.
    (proba rozwiazania tego jest model „dunski”
    Flexicurity to wywodzący się z Danii model elastycznego rynku pracy oparty na tzw. złotym trójkącie: aktywnej polityce ryku pracy, elastycznym rynku pracy oraz hojnym systemie socjalnym.
    Głównym jego celem jest stworzenie takiego rynku zatrudnienia, który gwarantowałby bezpieczeństwo socjalne przy jednoczesnym zachowaniu wysokiego poziomu jego elastyczności. Przykład Danii stanowi odpowiedź w jaki sposób osiągnąć konkurencyjną gospodarkę, wysoki stopień zatrudnienia, gwarancję bezpieczeństwa socjalnego oraz sprawne finanse publiczne.)

    Nie tylko sam dochód ma znaczenie. Usługi publiczne, takie jak edukacja i służba zdrowia, mogą być skutecznymi instrumentami redukowania nierówności…”

    Nierownosci= kryzys
    Likwidacja nierownosci= Dzialanie Panstwa.

    Inaczej mowiac jedynym lekarstwem na kryzys obecnego modelu gospodarki rynkowej – jest aktywne i wieloplaszczyznowe dzialanie panstwa dazace do likwidacji nadmiernych nierownosci spolecznych.
    Jezeli nie da sie tego zrobic na poziomie jedynie narodowym powinno stac sie to kierunkiem dzialania instytucji ponadnarodowych – takie WTO do likwidacji nadmiernych i szkodliwych nierownosci spolecznych w imie prawidlowego funkcjonowania gospodarki rynkowej i stabilnosci spolecznej (rowniez koniecznej dla funkcjonowania rynku).

    „… Najbardziej rozwinięte gospodarki świata są pogrążone w kryzysie instytucji, regulacji, teorii ekonomicznych czy nawet modelu społecznego. Jest wiele powodów by wątpić, czy może funkcjonować społeczeństwo, którego jedyną siłą integrującą jest rynek.

    Stąd wynika postulat, by na nowo przemyśleć założenia, metody i znaczenie ekonomii dopuszczając większy pluralizm szkół ekonomicznych. Istnieje potrzeba powrotu do badań nad antropologią i etyką jako podwalinami ekonomii…” Paul Dembinski

    Polityka ( u Arystotelesa:” sztuka rządzenia , której celem jest dobro wspólne) wraca do lask!

  20. http://www.monde-diplomatique.pl/index.php?id=2_1

    Płaca minimalna i jej sens w Europie…..

  21. Droga przed Polska daleka ale
    czy wzorem musi byc USA lub Wielka Brytania?
    (ani spolecznie ani kulturowo czy historycznie nie majace niczego wspolnego z RP) – DOKAD CHCIELIBYSMY ZAPROWADZIC NASZ KRAJ?

    A moze
    Szwecja, ktora
    nie ma wyznaczonej ustawowo płacy minimalnej.
    Płaca w Szwecji jest regulowana w centralnych układach rynku pracy czyli na mocy porozumień między pracobiorcami a pracodawcami. Każdy sektor gospodarki ustala sobie własny wskaźnik wynagrodzenia.
    Uniemozliwia to w praktyce konkurowanie kosztowe przez presje na zarobki pracownikow.
    Wymusza to inne drogi oszczednosci wiodace do zwiekszenia wydajnosci.

    Szwecja od 1997 r. stosuje regułę wydatkową, która ustala maksymalny pułap wydatków szczebla centralnego, łącznie z wydatkami na emerytury. Tej regule nie podlegają jedynie wydatki na obsługę długu. Ponadto, Szwecja przyjęła za cel utrzymywanie średnio 1 proc. nadwyżki w sektorze finansów publicznych przez cały cykl koniunkturalny. W ten sposób kraj chce zapewnić bezpieczeństwo finansów publicznych, w związku ze starzeniem się społeczeństwa.

    Polityka socjalna Szwecji opiera się na założeniu, że wszyscy obywatele niezależnie od pochodzenia i stanu majątkowego powinni mieć równy dostęp do edukacji, służby zdrowia, dóbr kultury itd. Szwecja przeznacza poprzez budżet na cele socjalne 27% swojego PKB, jeden z najwyższych na świecie poziomów. W Szwecji budżet państwa oraz firmy prywatne przeznaczają na badania naukowe 4% PKB, co daje pod tym względem pierwsze miejsce na świecie.
    Mimo jednego z najbardziej opiekunczych systemow spolecznych na swiecie publiczny dlug Szwecji jest 2.5 raza mniejszy niz w USA i wynosi okolo 40% PKB !

    W Szwecji działają bardzo rozbudowane związki zawodowe, do których należy 80% pracujących; strzegą one przestrzegania przez pracodawców umów o pracę i ogólnych zasad panujących w Szwecji, jak na przykład zasada, że najpierw należy zwalniać pracowników z najmniejszym stażem.
    Wskaźnik zatrudnienia wynoszący 77% jest najwyższy w UE, najwyższy w UE jest także wskaźnik zatrudnienia osób starszych wynoszący 69%.

    Wskaźnik Giniego, czyli poziom rozpiętości w dochodach, wynosi 0,23 i jest najniższy na świecie.
    W rankingu Światowego Forum Ekonomicznego szwedzka gospodarka została uznana za trzecią najbardziej konkurencyjną na świecie.

  22. @Pan Kasprowicz
    W jednym muszę się skorygować. W piątek parlament szwajcarski zablokował umowę z Niemcami dotyczącą ryczałtu opodatkowania nielegalnych kont. Co do reszty:
    1. Nieprawdą jest, że podatki od wysokich dochodów są bez znaczenia. Przykład Grecji, jak wielkie są to pieniądze.
    2. Awantura USA-Szwajcaria pokazuje, że pieniądze te są tak wielkie, że opłacają się konflikty międzynarodowe.
    3. Nieprawdą jest, że obniżenie podatków zwiększa skłonność do ich płacenia. Ten, kto zaczął oszukiwać, robi to dalej, nawet po obniżeniu. Przykład USA.
    4. Nieprawdą jest, że więcej pieniędzy w kieszeni bogatych (mniejsze podatki) to więcej miejsc pracy. To tylko więcej służących i ochroniarzy, większa nienawiść społeczna.
    5. Prawdą jest, że zwiększenie nierówności społecznych (i dochodów) wstrzymuje rozwój gospodarczy i ogólnie zubaża społeczeństwo. Przykład: szereg badań. Falicz opisał przykład Szwecji.
    6. Nieprawdą jest, że podwyższanie podatków spowoduje ucieczki za granicę. Jeśli tylko państwo potraktuje sprawę poważnie, niema możliwości ukrycia dużych dochodów.

    Nie widzę już powodu do dalszego przerzucania się argumentami. Natomiast parę słów na temat Afryki:
    a) Skutki 300 lat rabowania najbardziej aktywnej ludności i wywożenia niewolników własnymi rękami Afrykanów wstrzymało rozwój i zniszczyło społeczeństwa bardziej niż polskie zabory, nad czym nawet dzisiaj się niektórzy w Polityce jeszcze użalają. Dobrze byłoby o tym pamiętać, a nie rozpowszechniać rasistowskie resentymenty opowieściami o murzynach, którym brakuje zmysłu przedsiębiorczości. To, co ich niszczy to bezpośrednia przemoc, korupcja i wyniszczająca konkurencja tam, gdzie mogliby cokolwiek zdziałać (holenderska cebula tańsza niż własna, mrożone kurczaki za połowę tego, co własne). Wszystko to wpływy europejskiej cywilizacji. Zawsze im ktoś sprzeda czołgi.

    b) Denerwuje mnie jednak głównie belferski ton w stosunku do EU. Dopłaty do rolnictwa miały i mają uzasadnienie bo produkcja rolna to nie tkanie skarpetek i ma cykle. Dzisiaj, szczególnie po wejściu państw, które tylko chcą korzystać, dopłaty się zdegenerowały (jak zresztą wszystko z czasem) i konieczne są zmiany. Jedna z metod to tzw fair trade czyli płacenie uczciwych cen za importowane produkty rolne. Miliony ludzi w Europie i USA biorą w tym udział, natomiast w Polsce tylko pogardliwe uwagi o ekodebilach i durnej unii. Skłonność do reform żadna.

  23. ZWO
    5 czerwca o godz. 13:28

    Ja dorzuciłbym jeszcze jedną kwestię- szybkość cyrkulacji kapitału.
    Bank niechętnie finansują chyba- poza kredytami hipotecznymi-
    inwestycje o długim horyzoncie czasowym.
    Przynajmniej pod naszą szerokością geograficzną……
    Bez gwarancji rządowych, kredytów się nie udziela.
    Może w tym leży część problemu?

    Co do Afryki….
    Zniszczenie struktur społecznych, to kwestia kilku lat.
    Odbudowa, to dziesięciolecia….
    Azja miała struktury państwowe zakorzenione przez tysiąclecia, więc proces kolonizacji nie spowodował wielkich zniszczeń.
    Ameryka Południowa zaimplementowała gotowe struktury- feudalne, niestety i dopiero niedawno uległo to zmianie.
    Struktury klanowo- plemienne powróciły do Azji Środkowej, po upadku ZSRR.
    Jaką taką demokracją objętych jest mniej niż miliard ludzi……

  24. @Wiesiek
    Nie protestuję. Jest tak wiele aspektów i szczegółów, że niema możliwości wyczerpania problemu. Na piśmie dyskutuje się na 2 sposoby: Pisze co się ma aktualnie na myśli albo analizuje źródła. To pierwsze jest łatwiejsze. Wydaje się też, że bezpośrednia rozmowa na taki temat dałaby dużo więcej bo uwzględnia tonację, która jest czasem nie mniej ważna niż treść. (Ton czyni muzykę)
    To takie ogólne uwagi i ja staram się dyskutować według nich, ale i inni na tym blogu także. To jest poziom.
    Wszystkiego

  25. @Andrzej Falicz
    Równanie do średniej to dla niektórych w dół, a niektórych w górę – oczywiście. Natomiast zwrot „równanie w dół” rozumiem jako przyrównanie wszystkich do w danej chwili najgorszego rozwiązania – zatem zawsze pejoratywne.
    Nie bardzo rozumiem na jakiej podstawie Pan twierdzi, ze ludziom żyje się i będzie żyło coraz gorzej. Jednak mimo wszystko ludziom ciągle żyje się co raz lepiej (abstrahując od lokalnych kryzysów, które zmieniają ten fakt na kilka lat). Prosze popatrzyć chociażby na nas zkraj i porównać poziom posadania właściwei każdej kalsy społecznej teraz i 10, 20 , 30 lat temu. Choćby posiadanie takich rzeczy jak samochód, pralka, telewizor. Inna rzecz, że ludzie przyzywczaili się, że im się żyje co raz lepiej co raz szybciej więc jak im się żyje co raz lepiej wolniej to odczuwają to jakby im się żyło co raz gorzej.
    Jak wiemy nie zgadzamy się co do źródeł kryzysu. Pan postuluje działanie państwa – ja w działaniu państwa mającego na celu usuwanie nierówności (polityka mieszkaniowa – dom własnościowy dla wszystkich) widze źródło kryzysu.
    Zgadzam się, ze nadmierne nierówności są szkodliwe. Ja jednak tkaich nadmiernych nierówności u nas nie widzę. Widze natomisat cementowanie się tych nierówności co postrzegam jako duzo groźniejsze.

    @ZWO
    No tak – wygodnie przedstawić kilka postulatów i stwierdzić, że nie ma powodu do przerzucania się argumentami 🙂 Ja jednak nie ustąpię

    1. Cyfry pokazałem – na przykłądzie Pana wyliczeń i Polski. I gdzie ustosunkowanie się do tego?
    2. Awantura jest bardziej dla zasady i uszczelniania systemów niż odzyskiwania tych konkretnych pieniędzy.
    3. A jakieś dowody na to? Badania naukowe wskazują co innego (jak tlyko znajdę artykuł podrzuce link)
    4. A kto tak twierdzi?
    5. Totalna równość też nie za dobra. Rozwarstwienia muszą być bo dizałają motywująco.
    6. Ha ha ha

    Prosze bardzo mi nie zarzucać rasizmu zwłaszcza, że go nie uprawiam. Nic nie pisałem o braku zmysłu przedsiebiorczości u kogokolwiek. Pisałem o braku przedsiębiorców mimo istnienia popytu (a to zupenie innych powodów niż brak zmysłu u kogokolwiek). Przeprosiny byłyby na miejscu.

    A cykle to ma praktycznie każdy przemysł. Jeśli planujemy dopłaty ze względu na cykle to dla równości kiedy jest górna część cyklu rolnictwo powinno dopłaty zwracać. A tu dopłata zawsze górka czy dołek. Coś się ten argument kupy nie trzyma

css.php