Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy

8.03.2012
czwartek

Zawody rozregulowane

8 marca 2012, czwartek,

380 – oto okrągła liczba regulowanych zawodów w Polsce. Temat wałkowany w mediach ostatnimi czasy wraz z naszą pierwszą lokatą w rankingu ilości regulacji. Szkoda, że to jedyne rankingi w jakich przodujemy.

Absurdalność takiego stanu rzeczy jest dość oczywista, bardziej ciekawe są próby obrony status quo. Prześledźmy zatem te argumenty:

– dopuszczenie wszystkich do zawodów regulowanych doprowadzi do upadku fachowości.
Porównajmy fachowość polskich regulowanych trenerów sportowych i nieregulowanych brytyjskich czy amerykańskich. Można ja zmierzyć na przykład wynikami (jasne wchodzą tu w grę również inne czynniki, ale fachowość trenera to pewnie wszyscy się zgodzą jeden z najważniejszych. Inaczej po co by oni byli?)

– brak certyfikacji to dopuszczenie ludzi bez koniecznej wiedzy
Egzaminy testują głównie umiejętność zdawania egzaminów w określonym czasie. Sam zdawałem wiele standaryzowanych egzaminów (GMAT, CFA, TOFEL) i wiem, że nauka przygotowanie do nich opiera się do nauczenia kandydata radzenia sobie z odpowiednimi typami pytań. Wiedza jest drugorzędna. Co więcej posiadanie wiedzy w momencie egzaminu nie gwarantuje jakości jej utrwalenia ani aktualizacji w czasie.

– brak regulacji będzie obniżał jakość usług (cokolwiek by to miało znaczyć)
Jakość usług poprawia konkurencja, a nie jej brak. Więcej osób na rynku to większa konkurencja i lepsza jakość.

– co z inwestycjami tych, którzy właśnie weszli do zawodu
Dostanie się do zamkniętych zawodów może kosztować słono. Tu przykład kobiety , która wydała dopiero co 100 tys. na szkolenia (ciekawe czy ta liczba jest wiarygodna. ktoś się może orientuje?) by zostać certyfikowanym zarządzającym nieruchomościami. Deregulacja dziś to dla niej straszna strata. Współczujemy Pani kiepskiego timingu, ale poza tym całość wygląda na argument za deregulacją. Gigantyczna bariera (100 tys.) mówi o dwóch faktach: po pierwsze oznacza, że zawody te były często zarezerwowane dla bogatych i stanowiły metodę propagacji bogactwa między pokoleniami (bogaty „wykupywał” drogie licencje dla dzieci by zapewnić im byt). Po drugie te 100 tys. musiały się przecież zwrócić – co świadczy tylko jak wyśrubowane są stawki. Innymi słowy za wszystko zapłaci klient.

Pozostaje jeszcze jeden niuans, który przy tej całej sprawie jest bardzo cichy – najbardziej zamknięte środowisko zawodowe, w porównaniu do którego adwokaci mają drzwi otwarte dla każdego, a o którym przy tej okazji ani słowa. Chodzi tu o środowisko akademickie – zamknięte na cztery spusty, gdzie obowiązuje fala gorsza niż w wojsku i wyzysk przełożonego nad podwładnym bynajmniej nie służący przedsiębiorstwu jakim jest uniwersytet, a jedynie szefowi. Przy tym efektywność mierzona wkładem w naukę światową jest minimalna. Ale wydaję mi się, że łatwiej się będzie dobrać do prawników i maklerów niż do profesorów. Ale to już temat na inny wpis.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 23

Dodaj komentarz »
  1. reforma szkolnictwa wyzszego tylko „medialnie” ulatwila sprawy zwiazane z omijaniem profesury – tuzy zachowaly kontrole tam gdzie bylo wazne i zyskowne.

    deregulacja uderza w jeden z najgorszych tworow transformacji: mafijne elity, grupy interesu, broniace sie nie tylko przed nowymi, ale i zmianami, reformami, poprawa wlasnej efektywnosci oraz poprawy ich „uslug” dla reszty spoleczenstwa. po 1989 pojawily sie szajki „specjalistow” twierdzacych, ze maja wylacznosc na dana wiedze lub kompetencje, i domagajace sie horrednalnych oplat za dostep do nich. W zamian za kase oferuja nijakosc w wykonaniu a w przypadku bledow, bronia sie mafijnie – kazda banda sie samoreguluje, czyli sie NIE reguluje, kryjac bledy i porazki, krzyczac o swoim wylacznym prawie do auto-audytu (bo kto inny ma wiedze o tym CO oni robia?).

    Znalem kiedys wykladowce, wieeeeelkiego (po polsku) profesora – mial zalosne ewaluacje studenckie. Na krytyke odpowiadal: „mam to w du… bo studenci przychodza do mnie dopiero zdobywac te wiedza, o ktorej mowia w ewaluacjach, ze NIE potrafie im jej przekazac”.

  2. W ostatni piątek, w Poranku TOK FM, red. Żakowski ubolewał nad tym, że deregulacji podlega także zawód pośrednika nieruchomości.Powodem wylewania przez niego łez była obawa, że transakcje na tym rynku są zbyt poważne by obsługiwać je mogła osoba nie posiadająca stosownych certyfikatów. Pan Żakowski zapomniał ,albo po prostu nie wiedział, że osobą zaufania publicznego w tym zakresie jest notariusz który ponosi pełną odpowiedzialność za skutki zawartej umowy.Zapomniał także o tym lub nie wie tego ,że pośrednik za skutki błedów w zawartej umowie, w żadnym wypadku nie obciążają materialnie pośrednika, podlego on jednak ocenie rynku. Ale czy po to jest potrzebny stosowny certyfikat ? Przecież każdy z nas podlega rynkowej ocenie niezależnie czy pracuje w ramach umowy o pracę , dzieło czy w ramach prowadzonej działalności gospodarczej.
    W tym miejscu może należałoby się zastanowić nad regulacją zawodu dziennikarza. A może pisanie zawodowe tekstów i komentarzy należałoby poprzedzić egzaminem z wiedzy którą się komentuje ? Może do tego by zostać dziennikarzem , i to topowym.oprócz umiejętności literackiego pisania, nalęzało by wykazazć się logiką rozumowania ? Już dzisiaj widzę jaki podniósł by się rwetes przy którym protesty taksówkarzy to ciche miałczenie.

  3. W 1986 roku, kiedy otwierałem warsztat, nie mogłem otworzyc działalności pod nazwą „stolarstwo”, gdyz nie posiadałem stosownych kwalifikacji zawodowych, tytułu czeladnika, czy równorzędnej szkoły sredniej. Zawód wyuczony to elektronik – automatyk. Musialem otworzyć „wytwarzanie galanterii drzewnej” , do dzisiaj nie wiem czym sie różni to od stolarstwa.w mojej okolicy ,po reformie Wilczka w (chyba) 1988 roku, kiedy przestaly być potrzebne wszelkie papiery z „kwalifikacjami”i po 1989 roku, jak otwarł sie dostęp do materiałow, wiekszość warsztatów stolarskich prowadzonych przez starych „mistrzów” upadła. Powstały nowe warsztaty założone przez ludzi „bez kwalifikacji”, firmy te istnieja do dzisiaj i mają sie dobrze, chociaż rynek jest znacznie trudniejszy niz 20 lat temu.
    Nalepszy dowód na to , że nie liczy sie „papier”, a rzeczywiste umiejętnośći.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Całkowicie popieram deregulację w każdym z wymienionych zawodów. W mojej branży nie ma regulacji, konkurencja jest ostra, ale nie wyobrażam sobie zamknięcia zawodu tłumacza. Dlaczego więc ma być zamknięty zawód pośrednika (ostatnio w mojej rodzinie i wśród znajomych w sumie były zakupy i sprzedaż 4 mieszkań). Pośrednicy – różni – byli niekompetentni, na pytania nie umieli odpowiedzieć, nie brali na siebie żadnej odpowiedzialności (np. za wady prawne mieszkania). Nie muszę mówić że w trzech zrealizowanych transakcjach ani jeden pośrednik nie zarobił, gdyż jedyną ich umiejętnością było posługiwanie się internetem.
    Podobnie nie umiem sobie wyobrazić uzasadnienia regulacji zawodu przewodnika miejskiego lub turystycznego.
    Deregulacja tylko na zdrowie wyjdzie klientom oraz zwiększy konkurencję.

  6. a pamietacie kategoryzacje „zawod wyuczony” i „zawod wykonywany”? czy regulacja dzisiaj to nie czyrak z wtedy?

  7. swoistym zwyrodnieniem dotychczasowej reglamentacji dostepu do pewnych zawodów jest sprywatyzowanie autorytetu urzedów państwowych, niegdyś jedynych instytucji nadajacych stosowne uprawnienia/certyfikaty/licencje. Na takiej pożywce wyrosły quasi-monopole i korporacje – w powszechnym zrozumieniu to one przejęły domenę państwa za cichym jego przyzwoleniem. Urzędnikom państwowym pozostało juz tylko zdumiewająco kreatywne wymyślanie kolejnych przepisów mnożących reglamentację do skali absurdów na miarę kontynentu. W dodatku nowi beneficjenci są często de facto monopolistami w weryfikacji i kwalifikacji nowych kandydatów. Na takiej pożywce urosły huby, które w majestacie prawa w zasadzie żyja wyłącznie i tylko z oceniania, czy pretendenci spełniają wydumane – może nawet celowo wykreowane – kryteria. Zamiast więc odczyniac zabobony nad tzw. deregulacją – lepiej przywrócić stan, w którym nie ma wtórnej weryfikacji wiedzy czy umiejetności nabytych w drodze ogólnie dostepnej edukacji, a system weryfikacji uprawnień do wykonywania zawodów reglamentowanych opiera się na powszechnym do niego dostepie i jawności kryteriów stawianych kandydatom.

  8. Jak zwykle, w każdej dyskusji można sprowadzić opozycjonistę do parteru, czyli użyć demagogicznych argumentów. Moim zdaniem warto zastanowić się jak wprowadzić kontrolę umiejętności w niektórych zawodach, bez przymusowego „kształcenia” (płatne kursy przed egzaminami i łaskawe dopuszczenie do zawodu) ale z zachowaniem zdrowego rozsądku.
    Przykład. Jaki właściciel ciężkiego, samojezdnego dźwigu posadzi za kierownicą młodego człowieka z kategorią B ?
    Inny, także wiążący się z odpowiedzialnością. Młody inżynier po studiach projektuje (ma prawo) most wiszący. Błędy w obu przypadkach mogą kończyć się tragicznie. Co z tego, że ktoś potem pójdzie do więzienia?
    Na pewno wiele „dopuszczeń” jest niepotrzebna, ale są takie, których likwidacja może przynieść opłakane skutki.
    Zarówno zwolennikom deregulacji jak i przeciwnikom radzę , aby na spokojnie zrobili analizę konsekwencji określonych decyzji.

  9. Dość często krytykuje się sceptyczne wobec pomysłów ministra Gowina wypowiedzi zarzucając im, że krytycy dążą li tylko do utrzymania własnego status quo.
    Mogą określić swoje poglądy jako dość liberalne, ale mimo to uważam, że rynek nie powinien sam weryfikować fachowości. Rynek to nie jakiś abstrakcyjny twór makroekonomiczny, ale poszczególni klienci – my.
    Czy rzeczywiście można stosować te same kryteria „deregulacji” do zawodu spawacza, pośrednika na rynku nieruchomości czy adwokata? Przecież chyba każdy przyzna, że zakres potrzebnej do wykonywania tych zawodów jest nieporównywalny.
    Jest jeszcze inna sprawa: rezultat pracy trenera sportowego może ocenić każdy oglądając transmisję z wydarzenia sportowego, trudniej jest już z oceną jakości spawu – wymagana jest odrobina fachowej wiedzy, aby móc „na oko” stwierdzić, czy szyna zespawana została w sposób poprawny, w przypadku natomiast zawodów prawniczych klient nie jest w stanie zweryfikować rezultatu, bo ocenić pracę prawnika może tylko inny prawnik. To samo dotyczy pracy lekarzy (nie deregulowanych – chyba), kontruktorów mostów etc.

  10. Tomasz Kasprowicz
    9 marca o godz. 7:35
    Chyba umyka Pan z mojego poletka choć doskonale rozumie rozumie o co mi chodzi. Mój punkt widzenia ,,podmywa” ,,opokę” pewnych dogmatów: zakaz pracy w niedzielę spowoduje bezrobocie – ja wykazałem ,że jednak nie. Spowoduje spadek zysków korporacji prowadzącyc supermakety.Tylko.
    Najważniejszą kwestią pozostaje dla mnie ZAKAZ ZAKAZYWANIA: jeżeli tym ludziom (w supermarketach) zostanie to odpowiednio zrekompensowane finansowo(!!!!) tak jak wymienionym SŁUŻBOM jest to rekompensowane PRZYWILEJAMI (np. pracownicy związani z enegetyka płacą tylko pół ceny za prąd (co w dzisiejszych czasach- bandyckich cen emergii – jest rzeczą nie do pogardzenia), wcześniejszymi emeryturami ,zarobkami na zdecydowanie wyższym poziomie niż w supermarketach, pełną osłoną socjalną to jeżeli będą chcieli dlaczego NIE. Moi znajomi, pracujący w Tesco w Irlandii wcale nie rozpaczają,że muszą pracować w Boże Narodzenie (w nocy!) jest im to szczodrze ZREKOMPENSOWANE. Ale jak już wyżej pisałem wPolsce kanał powinien działać tylko prawidłowo w jedną stronę – do pracodawcy. Pracobiorcom powinien wystarczyc zaszczyt tyrania za maksymalnie mało. To o czym piszę dotyczy tylko sfery kapitalistycznej naszej gospodarki gdyż sfera postkomunistyczna czyli budżetowa, doskonale sobie żyje w otoczce swoich praw socjalnych. Chyba jedynym wyjątkiem gdzie prawa ludzkie w polskim kapitalizmie są przestrzegane jest sytuacja SPECJALISTÓW. O tych trzeba dbać. Zwykłym żuczkom powinien wystarczyc ,,zaszczyt pracy” tyle i za ile jego pan pracodawca uzna za stosowne. Jest to możliwe dzięki zdrowej atmosferze lęku przed bezrobociem, i utrudnionej mobilności społecznej (przy zarobkach 2000 na ręke, pokój w jakiejś norze na Pradze oferowano mi za 800zł+opłaty) jak tu ,,przeprowadzać się za pracą” jaki absolutnej ptologizacji ruchu związkowego. Pominę grotechy typu meldunek.
    Typy pokroju p. Mordasewicza (to jeden z tych najczęśćiej straszących wzrostem bezrobocia jeżeli nie pozwoli się pracodawcom więcej wyzyskiwać pracowników) częstokroć dokonuje sprytnej manipulacji przenosząc systuacje socjalną pracowników sfery budżetowej na pole zatrudnionych w sferze kapitalistycznej. Na logike : jeżeli faktycznie jest robota do zrobienia to ktoś ją musi wykonać. Jeżeli już zatrudnionym możemy dołożyć roboty bez konsekwencji finansowych to po co zatrudniać nowych. ot i przyczyna naszego bezrobocia: ci którzy już pracują ze strachu przed bezrobociem godzą się na co raz niegodziwszy wyzysk więc po co pracodawca ma zatrudniać kogoś nowego…

  11. slawczan
    9 marca o godz. 13:08
    Mam propozycje.
    Zatrudnij się w Tesco w Irlandii, będziesz uszczęśliwiony pracą w Boże Narodzenie na nocnej zmianie.

  12. Sławczan

    Wygrałeś pojedynek na argumenty z tą neoliberalną szują o czym świadczy reakcja jego klakiera Andrzeja52. To, że Kasprowicz zdaje się nie rozumieć to normalne. Albo rzeczywiście nie rozumie co świaczy o niedostatkach intelektu (ach ta uczelnia na której wykłada Staniszkis i te amerykańskie uniwerki) albo najzwyklej w świecie stara się wyłgać po neoliberalnemu.

  13. „”doktor finansów, doktoryzował się na Southern Illinois University Carbondale , absolwent Wyższej Szkoły Biznesu – National-Louis University w Nowym Sączu”” a j.polskiego się zaniedbywało ?

    :”protesty taksówkarzy to ciche „miałczenie””? a co koty na to ?

  14. Samael
    9 marca o godz. 16:32
    A czyim to ja jestem klakierem? Jeśli komus było tak dobrze w Holandii, to dlaczego wrócił. Dlaczego nie wyjedzie do pracy w tesco w Irlandii , chociaż tam płaca 1000% za prace w niedzielę. A moze w obydwu tych krajach płacą wlasnie za PRACĘ a nie za przychodzenie do pracy.

  15. @Andrzej 52: zrobilem tesco i asde w UK. pare ladnych lat. nie bylo tak zle – za „dziwne dni” placili wiecej, tak jak za weekendy. robilem z ludzmi ktorzy preferowali prace w weekendy (ja tez) i brali wolne w poniedzialki i wtorki, bo sie bardziej kalkulowalo.
    o maniakach co robili na noce 7 dni(nocy) w tygodniu, nie pisze…

  16. Andrzej52

    1. Wiesz dobrze o kogo chodzi dzielny polski drobny byznesmenie.
    2. Gdybyś znał Sławczana z innego forum (mam tu na myśli portal Krytyki Politycznej) to wiedziałbyś mniej więcej co to za gość lub za kogo się podaje i nie zadawałabyś takich pytań. Poczytaj, popatrz, nie zapatruj się tak na doniesienia neoliberalnych mediów utwierdzających cię w przekonaniu o przewodniej roli małego biznesu w gospodarce i bezsprzecznym dobrodziejstwie takiego stanu rzeczy (mam na myśli polskie realia).

  17. @JKJK i iwok
    Oczywiście nie da się uwolnić wszystkich zawodów, ale jak Panowie słusznie twierdzą trzeba się dobrze zastanowić, które są uwalnialne. Wracając do Pana JKJK przykładu kierowców – czy widząc jak często jeżdzą kierowcy ciężarówek mamy wrażenie, że to ludzie wykwalifikowani? Mimo, że muszą zdać na prawo jazdy okreslonej kategori + świadectwo kwalifikacji (koszt o ile dobrze pamietam 7000 zł które własciwie nic nie znaczy poza nadaniem uprawnień). Wydaje mi się, że reglamentacji powinny podlegać zawody spełniające łącznie 2 warunki: 1) wymagające bardzo zaawansowanej wiedzy i 2) mające jednocześnie krytyczne znaczenie dla ludzkiego życia. Dlatego – lekarz niewątpliwie tak, podobnie konstruktor. Ale źle wykwalifikowany przewdonik to co najwyżej kiepska wycieczka, kiepski komornik to nieodzyskane pieniądze (i można przenieść usługę gdzie indziej). Słaby notariusz to cel pozwów, ale nie śmierci itd. itp. Dlatego uważam, że tylko zawody spełniające oba wykazane warunki powinny być reglamentowane, co więcej uważam, że w przypadku tych zawodów nie powinno się poprzestawać na jednorazowej certyfikacji tylko powinna być ona powtarzana okresowo by nie okazało się, że jak ktoś już przejdzie przez sito raz to już nie musi się niczym przejmować. Jeśli zawód odpowiedzialny to i taka powinna być kontrola.

    @slawczan
    Nigdzie nie umykam, choć myslałem, że kontynuacja dyskusji będzie miała miejsce w porzednim wątku. Po pierwsze nie bardzo widzę tego wykazania, że bezrobocie nie wzrośnie – założył Pan, że
    1) ludzie kupują ile muszą i jeśli nie będą kupowali w niedzielę to kupią tyle samo w inne dni
    2) sklepy mają zatrudnienie minimalne bez buforów więc wszystkich ludzi w niedzielę trzeba będzie przenieść na inne dni
    Pozwolę sobie polemizowac z oboma punktami:
    1) Już dawno nie jest tak, że ludzie kupują tylko to co im do przetrwania niezbędne. Wycieczki do galerii w niedziele mają zwykle charakter łazikowania i zakupów impulsowych. Bez łazikowania tych zakupów nie będzie, a łazikowania na dni tygodnia przenieść nie sposób,zaś soboty mają inne problemy, o których za chwilę. Mniejsza sprzedaż to mniej pracy.
    2) Przepustowość sklepu nie zależy tylko od ilości obsługujących ludzi, ale także trwałej infrastruktury (parkingi, ilośc kas etc). Projektuje się je tak by obsługa była optymalna dla jakichś 3/4 maksimum przy pełnej obsadzie. W soboty i niedziele długie kolejki oraz brak miejsc parkingowych informują nas, że osiągamy maksimum przepustowości centrum handlowego. Więcej ludzi nie chce ono przyjąć bo tłok może powodować zagrożenie i odbiera przyjemność z pobytu (złe skojarzenia na przyszłość). Dzięki takim utrudnieniom liczba ludzi nie przekracza maksimum i cetrum staje się tym bardziej pożądane dla tych, którzy się nie dostali do środka (w przeciwieństwie do negatywnych odczuć gdyby utknęli w tłumach). Zatem zakupy niedzielne w sobotę się nie odbędą i tylko do pewnego stopnia w inne dni gdzie nawet przy miniamlnej obsadzie sklepem zarządzać się da bez większych problemów. Nawet jeśli część osób zachowa pracę to na pewno będzie to mniejszość.

    Nie zgadzam się też z Pana poglądem na pracodawców. Abstrahując od tego, że osobiście mnie obraża jest także nieprawdziwy. Gdyby było tak jak Pan pisze to zatrudnienie byłoby bardzo wysokie bo tania praca oznacza, że opłaca się ją używać. Innymi słowy jeśli mozemy wyzyskiwać to im więcej osób wyzyskamy tym lepiej dla nas. To zasadniczo odbija argument o bezrobociu z punktu widzenia dokłądania pracy ludziom przez Pana prezentowany.

    Patrzy Pan na poziom wynagrodzeń z punktu widzenia kosztów życia co jest zrozumiałe. Ja patrzę z punktu widzenia tego ile dana osoba przynosi pieniędzy firmie. Nie mogę na dłuższą metę płacić jej więcej niż ona wnosi bo położę firmę – to też chyba zrozumiałe.

    I właśnie taka sytuacja, że komuś by opłacało sie pracowac musi zarabiać 3000 PLN, ale przyniesie firmie tylko 2500 generuje bezrobocie. I to nie jest zarzut w kogokolwiek kierunku bo z jednej strony koszty życia są jakie są, ale z drugiej możliwości zarobkowania też są określone. Aby to zmienić można zrobić różne rzeczy:
    – podnieść wydajność/kwalifikacje (po stronie pracownika)
    – znaleźć bardziej intratne zajęcia (po stronie pracodawcy)
    – zmniejszyć pozapłacowe koszty pracy (po stronie ustawodoawcy)
    Jesli to się nie uda to bezrobocie pozostanie i nie wynika to z czyjejkolwiek złej woli.

    @Samael, lecher, Andrzej52
    Nie pozwolę na zamienienie tego miejsca w trolowisko. Jeśli macie Państwo do zaprezentowania argumenty to zapraszam. Jeśli chcecie Państwo odnieść się do czyjejś wypowiedzi to jak najbardziej. Jednak jeśli komentarz ma się ograniczyć do odniesienia się w sposób obraźliwy do osoby piszącej to jest to tylko wyraz intelektualnej miałkości i braku argumentów. Świadczy to tylko o piszącym, a nie o adresacie wypowiedzi. Jeśli chcecie Państwo takie wypowiedzi uskuteczniać to zapraszam na inne blogi i fora, którym się takie podejście podoba. Zapewne takich nie brakuje.
    Używanie epitetów to już wyraz chamstwa i takie wpisy będę usuwał. Ten tutaj pozostawię dla zawstydzenia autora.

  18. Szanowni adwersarze, nie zgadzam się z koncepcją – brak regulacji = brak fachowości. Oprócz strat (vide przykład młody inżynier i most) i zagrożeń pracodawca, firma budująca most, nie wyszłaby z sądu. Dlatego też w jej interesie jest staranne wybieranie inżyniera ze względu na osiągnięcia, doświadczenie, być może nagrody, zaś młody inżynier będzie mógł do CV wpisać, że był członkiem zespołu pod kierunkiem inżyniera XXX przybudowie mostu, po kilku zrealizowanych projektach będzie mógł starać się o coraz ambitniejsze i bardziej odpowiedzialne stanowiska. Oczywiście inżynier to przykład. W wielu zawodach istnieje jeszcze mechanizm kontroli (w tym przypadku Nadzór Budowlany), który też odpowiada za ostateczny wynik, więc nie taka straszna jest deregulacja, jedynie usunie bariery administracyjne oraz zwiększy konkurencję.

  19. Szanowny Panie Redaktorze!
    Czy to, że kierowcy po egzaminach jeżdżą jak potłuczeni, zwalnia nas z odpowiedzialności, za to, że będzie jeszcze gorzej?
    Jestem przeciwnikiem wszelkich przymusowych przynależności jak np. Izby Inżynierskie, które decydują, że ja, mając uprawnienia budowlane od lat, i wiele zrealizowanych dużych projektów, formalnie nie mogę podpisać projektu, gdyż nie jestem członkiem Izby. Jestem już na emeryturze i dość się naprojektowałem (nie zależy mi już na tym). Jeżeli więc min. Gowin zlikwiduje przymus należenia, zostawiająć jakąś formę sprawdzenia kwalifikacji, jestem za deregulacją.

    Serdecznie pozdrawiam.

  20. Tomasz Kasprowicz
    9 marca o godz. 20:50
    Panie Tomaszu.
    Przez całe swoje życie miałem wlasne zdanie , nie przytakiwałem nikomu, nie byłem niczyim klakierem. Jeśli ktoś na blogu bez powodu nazywa mnie klakierem, mam prawo sie bronić. Podobnie z wyzwiskami typu „krwiopijca” rzucanymi na tym blogu przez niektórych w stronę pracodawców. Przez 21 lat zatrudniałem pracowników, płacąc powyzej sredniej krajowej, płacąc ZUS od rzeczywistych wynagrodzeń, starałem sie w firmie stworzyć rodzinna atmosfere. A na blogu jestem (pośrednio) nazywany krwiopijcą. Ma Pan pełne prawo decydować o blogu, dlatego nie będę już blogu zaśmiecał moimi skromnymi przemysleniami. Życze powodzenia. Żegnam.
    Andrzej G.

  21. @JKJK
    To stwierdzenie zakłada, że dzięki dzisiejszym regulacjom jest w jakiś sposób „lepiej”, a ich zniesienie spowoduje, że będzie gorzej. Moim zdaniem jesli regulujemy i sprawdzamy róbmy to porządnie i okresowo. To też w pewien sposób zweryfikuje entuzjazm do regulacji „środowisk”. Jeśłi będą musieli np. co 3 lata przechodzić taki sam system kwalifikacji jak „młodzi” adepci sztuki to szybko zmienią się postawy tych ludzi.

    @Andrzej52
    Panie Andrzeju, mnie również w komentarzach wielkorotnie obrażano – w słowach obawiam się ostrzejszych niż Pana. Internet zaludnia pewien typ uczestników, którzy lubią ten typ interakcji. Mnie osobiście on nie odpowiada i choć budzi moje dość silen emocje czasami to co czytam to nie wydaje mi się za właściwe odpowiaddać w ten sam sposób. Powoduje to jedynie eskalację całej sytuacji i przerzucanie się nic nie wnoszącymi argumentami do osby (w najlepszym razie) na inwektywach kończąc. Myślę, ze w takich razach warto zaczepki zignorować – do pewnego poziomu dyskusji nie warto się przyłączać.
    Pana ciekawe komentarze są jak najbardziej mile widziane – i wiele takich już było. Podobnie zresztą jak w przypadku Samaela. Mój wpis dotyczy jedynie kwesti nie rozpoczynania/brania udziału w pyskówkach.

  22. Generalnie pomysł uwolnienia wolnej konkurencji w wielu zawodach do doskonały pomysł, w taksówkach już ma to ma miejsce ( przewóz osób). Irytujący jest zakaz konkurencji cenowej u notariuszy czy komorników.

  23. @sekcja: i tlumacze maja wszyskto ustalone odgornie, nawet rzeczy nie do ustalenia ;(

  24. Brak regulacji będzie powodował takie same sytuacje jakie spotykamy w chwili obecnej do zawyżania cen w pseudotaksówkach. W Szwecji jest brak regulacji dot. taksówek, więc ceny są tam tak kosmiczne, że można zapłacić tyle samo co bilet lotniczy do Chin. Regulacja zawodów daje gwarancję jakości oraz niskich cen (wbrew pozorom).

css.php