Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy

5.03.2012
poniedziałek

Niedzielne pomieszanie

5 marca 2012, poniedziałek,

Solidarność kontynuuję promocję idei niedzieli wolnych od handlu. W skrócie placówki handlowe mają być zamknięte we wszystkie niedziele – tak jak dziś to ma miejscy w przypadku niektórych świąt. Niewątpliwie jest to propozycja nad którą warto się pochylić.

Galerie stały się stałym punktem rodzinnego spędzania czasu. Niedzielny wypad do centrum handlowego połączony z obiadem, kręglami, czasem kinem wszedł Polakom w krew. Pojawiają się jednak poglądy, że takie podejście spłyca relacje międzyludzkie i powoduje, że dzieci i młodzież wychowuje się jedynie na idealnych konsumentów. Rzeczywiście dni w tygodniu są na tyle zajęte pracą, że czasu na wychowanie dzieci i pogłębienie związku nie ma zbyt wiele. Dwa wolne weekendowe dni często stają się bolesnymi wyrazami tej pustki, kiedy to wiele rodzin stwierdza, że niezbyt wiele ich już łączy. Wtedy wyjazd na zakupy staje się świetnym kamuflażem takiego stanu rzeczy.

Być może zmusiwszy ludzi do pozostania w domach udałoby się odbudować zdolność wspólnego spędzania czasu, tak w gronie rodzinnym jak i szerzej – z sąsiadami, dalszą rodziną. Rozwiązanie takie na pewno wpłynęłoby negatywnie na PKB, ale jak wiemy to wielce niedoskonały wskaźnik ludzkiej szczęśliwości. Wdrożenie tego pomysłu może sprawi, że będziemy nieco biedniejsi i mniej obkupieni, ale za to bardziej zadowoleni z życia.

Jest jednak pewna kwestia w całej układance wysoce niepokojąca, a konkretnie podmiot proponujący te zmiany. Zamknięcie galerii handlowych w niedziele to zmniejszenie operacji sklepowych o jedną siódmą i o tyle trzeba się spodziewać spadnie zatrudnienie w tej branży. Oblicza się, że w Handlu w niedzielę pracuje 250 000 osób. Zakładając 8 godzinny dzień pracy i 4 niedziele w miesiącu oznaczać to będzie redukcję 8 mln roboczogodzin (wyliczenie poprawione – dziękuję Esteban Peres). Miesięczny wymiar pracy to średnio 168 godzin zatem redukcji ulegnie ponad 47 500 etatów. Mówimy tu o etatach dla ludzi z niskimi kwalifikacjami – czyli takimi, którym najtrudniej będzie później znaleźć pracę.

Jak zatem związek zawodowy może proponować (nawet potencjalnie słuszne) rozwiązanie, które przyczyni się do znacznego wzrostu bezrobocia wśród osób najbardziej narażonych na długotrwałe pozostawanie bez pracy? Szlachetne słowa o tym jak matki pracujące w galeriach rozdzielane są w niedziele z swoimi dziećmi idą dużo dalej niż się wydaje. Wiele matek dostanie możliwość przebywania z dziećmi nie tylko w niedziele, ale także poniedziałki, wtorki, środy, czwartki, piątki i soboty. Możliwa odpowiedź jest chyba tylko jedna – związki zawodowe reprezentują interesy pracujących. Po wprowadzeniu tych zmian pracujący odczują poprawę swoich warunków życia więc związki dobrze spełnią swoją rolę. Ci, którzy w międzyczasie prace stracą są zaś poza obszarem zainteresowań związków zawodowych – bo pracującymi z definicji nie bedą (nawet jeśli chwilowo dzisiaj trafił im się etat).

Wydaje mi się, że ta perspektywa to szerszy problem w rozmowach dziś ze związkami zawodowymi o kształcie prawa pracy. Usztywnianie przepisów doprowadzi do świetnej sytuacji wąskiej grupki świetnie kwalifikowanych specjalistów i nędzy szerokich rzesz ludzi bez kwalifikacji i młodych próbujących wejść na rynek pracy. Jest to droga, którą wyraźnie zmierzamy i efekty już wyraźnie widać poprzez rozwarstwienie dochodów, wysokie bezrobocie, szarą strefę i co raz rzadsze występowanie umów o pracę. Może warto by było by w komisji trójstronnej pojawiła się jeszcze jedna siła reprezentująca właśnie te poszkodowane grupy pozostające bez pracy dla zrównoważenia wpływu związków zawodowych. Może wtedy zniknęłoby wrażenie, że celem związków jest obrona biednych, wykluczonych i pokrzywdzonych, a jasnym stałoby się, że jedynie reprezentują one partykularne interesy zatrudnionych na etatach – grupy ludzi, której wiedzie się stosunkowo nieźle.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 19

Dodaj komentarz »
  1. „Zamnknięcie galerii handlowych wpłynęło by negatywnie na PKB”. Zgoda, tylko w jakim stopniu. Konsumenci pewne artykuly i tak musza kupić, prawdopodobnie zyskały by na tym lokalne sklepy. A zamiast wydawać pieniądze na rozrywki w galerii, możliwe że część konsumentów przeniosła by sie do malych kafejek, pizzerii itp., lub wyjechalaby poza miasto. A czy relacje rodzinne by zyskały? Mam wątpliwości, wolny czas można spędzić przed telewizorem czy komputerem z butelką w ręce, dziecku zamawiając pizzę.
    Nasze związki zawodowe. One dbaja oczywiście, ale o interesy swoich szefow.

  2. Mnie sie tez wydaje, ze od pozamykanych sklepow wiezi rodzinne sie nie polepsza. A pozamykania sklepow bedzie musial ktos pilnowac – prawo bez wladzy wykonawczej nic nie znaczy. Ciekawe, ile bedzie kosztowaly komisje, sady i policja zajmujace sie weryfikacjia, czy prawo jest przestrzegane. I znow zaplaca podatnicy.

  3. 1.Znowu mamy do czynienia z próbą ręcznego sterowania gospodarką. Jeżeli handel w niedzielę byłby nieopłacalny, to większośc galerii zamknęła by się sama, bez potrzeby ustawowej regulacji.
    2.Państwo ma możliwości kreowania zachowań społecznych poprzez kreowanie zachowań alternatywnych., na przykład poprzez rozrzerzanie dostępu do ośrodków związanych z promocją kultury lub dostępu do ośrodków kultury fizycznej. Nie musi tego robić zabraniając już ukształowanych zachowań.Dzieje się jednak inaczej . Na przyklad w mojej gminie, finansowany z naszych podatków gminny ośrodek kultury otwarty jest w dni powszednie od 8 do 16 , a w sobotę i niedzielę jest zamknięty na cztery spusty.
    3.Boję się że postulat związków zawodowych zamknięcia galerii handlowych w niedzielę może wywołać kolejna burzę na linii państwo kościół, bowiem w tej sytuacji wystąpi ograniczony dostęp do kaplic które powstały w wielu już istniejących galeriach.:-)

    Jak wię widać z powyższego oraz majac na uwadze argumenty przedstawione przez autora bloga, same straty!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. 250tys mialoby zostac uprzywilejowane? A ile osob pracuje w policji, strazy miejskiej, szpitalach, sanatoriach, strazy pozarnej, srodkach komunikacji wlacznie z lotniskami,firmach transportowych, sluzbach celnych, strazy granicznej, kinach, teatrach, aqaparkach, hotelach, reatauracjach, stacjach benzynowych, stacjach radiowych i tv – oni wszyscy maja zostac pozbawieni mozliwosci zaciesniania relacji rodzinnych w niedziele? To nie jest sprawiedliwe 😉 .

  6. Sprawa prosta: ŻADNEGO ZAKAZU. Wystarczy ludziom pracującym w niedzielę zapłącić za ta pracę np. potrójna stawkę. Wtedy będą wiedzieli za ile nie zjedzą obiadu z rodziną w niedzielę. Oczywiście spadły by zyski firm ale czy wzrosłoby bezrobocie? Nie sądzę. WZROST BEZROBOCIA to fetysz którym biznes wymusza co raz to nowe ułatwienia wyzysku siły roboczej. ,,Jak nam nie pozwolicie kazać ludziom pracować 2 godziny ekstra za darmo to nie wzrośnie zatrudnienie ale bezrobocie”. Taaak? A kto wykona tą robotę…

  7. W pełni popieram.

  8. kampania przeciw pracujacym niedzielom jest wymyslona przez Kosciol. skoro zwiazki w to weszly, przygladnalbym sie relacjom miedzy szychami KK a zwiazow zawodowych.

    kryzys zamieni zakupy w galeriach na window shopping.

  9. @slawczan
    Potencjalnie niezły pomysł. Prawdą jest też, że często groźba wzrostu bezrobocia jest nieuzasadniona. Jednak w przypadku tej propozycji likwiduje się właśnie „robotę”. Jeśli sklep jest zamknięty to nie ma roboty w ksie i na półkach etc.

  10. Tomek ! Matematyka jest nieubłagana i jak sam obliczyłeś zatrudnienie w tej branży spadnie na bank ! A jak znam logikę działaczy ZZ, to zaraz po uzyskaniu zakazu pracy w niedzielę w centrach handlowych, będą protestować przeciwko zwolnieniom grupowym z przyczyn ekonomicznych.
    Dzisiaj Wałęsa powiedział że rolą przedsiębiorców i panstwa jest zabezpieczenie pracy nawet dla nieudaczników. Zatem postulat ten dotyczy przedewszystkim działaczy związkowych i w tej sytuacji to już straciłem orientację.

  11. Wyliczenie nie jest precyzyjne. Powinno być: jeśli 250 tys. osób zatrudnionych jest w niedzielę, a sklep jest czynny zwykle nie m,niej niż 10 godzin, daje to 2,5 mln godzin na tydzień x 4 niedziele w miesiącu czyli 10 mln godzin. I teraz te 10 mln dzielimy przez 168 godzin pracy w miesiącu i daje to blisko 60 tys. etatów. Nawet gdyby za etat na rękę była minimalna płaca 1500 zł daje to miesięcznie stratę zarobków 90 mln zł x 12 miesięcy+ 1 mld 80 mln zł.
    Ciekawe co na te wyliczenia powiedzą związkowi zwolennicy niedziel.

  12. Z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że sklepy w galeriach notują w weekendy dużo większy ruch niż w tygodniu, do tego stopnia, że czasem to sprzedaż w weekendy utrzymuje sklep, w pozostałe dni tygodnia są otwarte bo tak jakby wypada 😉
    Serio serio

  13. @Tomasz Kasprowicz
    6 marca o godz. 12:04
    Myślę, ze to strachy na Lachy z tym zwalnianiem.
    1. Ludzie obecnie pracują tak długo, że nie bardzo mają kiedy zrobić zakupy w tygodniu więc pozostaje weekend
    2. Jeżeli skomasujemy zakupy w sobotę to co wtedy? Ano jeżeli jest popyt to trza go obsłużyć, więc potrzeba będzie podwójnie licznej obsługi tegoz popytu (za sobotę i niedzielę)
    3. Galerie będą i tak otwarte gdyż niedzielne wałęsanie sie po galeriach handlowych stało się częścią lifestylu. Wiąże się to zawsze z wydawaniem kasy więc ktoś będzie musiał ją przejąć.
    4. cała batalia idzie o możliwośc wyzyskiwania zatrudnionych celem maksymalizacji zysków. I potórzę jeszcze raz: straszenie bezrobociem to ulubiony sposób wymuszania przez kapitalistów możliwości zwiększenia wyzysku. I tyle.
    5. sklepy wielkopowierzchniowe zatrudniają DOKŁADNIE TAK MAŁO pracowników ilu jest niezbędnych do przerzucenia masy towaru a jak już wyżej pisałem ludzie kupują tyle towaru ile MUSZĄ (+coś ekstra). Czy kupią mniej jeżeli nie będą mogli zrobić tego w niedzielę?
    5. obwinianie czarnosukienkowej korporacji o brużdżenie korporacjom handlowym jest nieporozumieniem. To taka gierka – kiedyś baaardzo ostro zawalczyli o ,,wolne niedziele” zostało to uciszone obietnica stworzenia kaplic w galeriach/centrach handlowych. A gdzie kaplica tam i kapelan, a kapłan wiadomo nie za darmo. Może ktoś się nie wywiązał? Postulat związków zawodowych i czarnosukienkowej korporacji WOLNYCH NIEDZIEL traktuję wybitnie pretekstowo: albo chcą cos wymusić albo uzasadnic/uwiarygodnić swoje dalsze pasożytowanie. Ja w każdym razie minimalizuję swoje niedzielne zakupy i jezeli to robię to wiem, że korzystam z krzywdy innych. Dla mnie zakaz handlu w niedziele (poza sklepami w których WŁAŚCIEL obsługuje) byłby OK ale jako wróg ZAKAZÓW jako środka proponuję sposób jak można połączyć zysk firmy+zrekompensować ,,straty” zatrudnionym. Ale wiadomo w Polsce wszystko dla kapitalistów – pracownicy to bydło które ma jedną wadę trzeba mu dawać jeść (płacić), w tym kraju ma byc kapitałowi dobrze a reszta niech sobie radzi.

  14. @marlena
    Coś się zmienia, ale odpwoedzialność będzie tylko w przypadkach „rażącego naruszenia prawa” czyli bardzo rzadkich. Najczęściej zmaorą jest długotrwałość procedur, albo niejasne przepisy – a ten przepis tego nie zmieni. No i czas pokaże co urzednicy wymyślą, żeby odpowiedzialności uniknąć…

    @sławczan
    Mozliwość „przerobu” klientów zależy nie tylko od ilości ludzi, ale także infrastruktury na miejscu. Można obsadzić do pełna stanowiska kasowe, ale postawić nowe to już nie takie proste. Zatem przejęcie ruchu niedzielnego przez soboty to utopia. Nie wspominając nawet jakie tłumy musiałyby się przez sklepy w sobotę przewalać (parkingi już i tak w weekendy pełne nie pomieściłyby w sobotę dodatkowych samochodów, kolejki przed kasami byłyby nie do przyjęcia). Zakupy z niedizel musiałyby się rozłożyć po reszcie tygodnia lub po innych placówkach.
    Uważałbym też z tym całym „wyzyskiem” w tym kontekście. Niedziela to kolejny dzień, w którym trzeba pracować. Pracują ludzie w elektrowniach (szpitalach, policji, straży pożarnej itd itp) – to tez wyzysk? Jeśli ktoś dostaje dzień wolny za niedizelę to nie do końca rozumiem co ten wyzysk ma oznaczać. Jedyny przemawiający do mnie argument to rozłąka z rodziną. Ale to dotyczy także wyżej wspomnianych zawodów (plus zapewne kierowcy i jeszcze pare innych).

  15. @Tomasz Kasprowicz
    7 marca o godz. 15:18
    To co pisze to nie są moje wymysły: przez jakiś czas mieszkałem w Holandii – handel wyglądał następująco: w tygodniu do 18 z czwartkiem do 21 (to był dzień wypłat) i sobota do 14. Potem nieliczne duże sklepy były otwarte tylko w dużych miastach. Nie było zakazu ale trzeba było pracownikom zapłacic 400% normalnej stawki. W dużch maistach był duży przemiał więc się opłacało w małych nie więc były zamkniete. Jakoś nie słyszałem skarg Holendrów, ze są ,,niedokupieni”. O inrastrukture bym się nie martwił: w zasadzie zawsze co najmniej 50% kas jest zamknietych, dostawy w takich sklepach są zwykle organizowane w systemie JIT więc zwyczajnie trzeba by tylko złożyć więcej zamówień na dany dzień.
    Pisze Pan: Pracują ludzie w elektrowniach (szpitalach, policji, straży pożarnej itd itp) – to tez wyzysk? Otóż ci ludzie mają PEŁNĄ OCHRONĘ SOCJALNĄ+ liczne przywileje+godziwe zarobki tak więc coś co cukruje im owe ,,niedogodności”. Poza tym niedzielne zakupy NIE SĄ KONIECZNOŚCIĄ w odróżnieniu od pracy ww. SŁUŻB. Pisze też Pan, że niedziela to zwykły dzień roboczy: a czy Pan chciałby pracowac w niedzielę w supermarkecie? gdy Pana koledze są właśnie na grilu? I sobie samemu pogrilować samotnie w ów ,,oddnay dzień”? Czy pracuje Pan w warunkach, ze by załatwić swoją potrzebę fizjologiczną musi Pan stanąć na czerwonej kropce znajdującej się na przecięciu ciągów komunikacyjnych, czekać aż przyjdzie menager i da panu zezwolenie/przyjmie do wiadomości(taka praktyka panowała w Carrefourze), czy gdy idzie pan zjeść Pan śniadanie – ma 20 minut, musi się pan wylogowac w komputerze przy swoim stanowisku pracy po czym idzie ok 6-8 minut do pomieszczenia socjalnego? Po czym musi wrócić i zalogować się przy swoim stanowisku pracy? (taką praktyke mi opisał kolega pracujący w Tesco). Gdy była wymiana kadr menagerskich pomiędzy Tesco w Irlandii i Polską i przybyły nasze sokoły na Zieloną Wyspę i zaczęły ,,popisywać” się ile jeszcze można z ,,murzyna” wycisnąć to związki zawodowe zażądały by te szczury wrtacały tam skąd przybyły.
    Nasze podejście do niedzielnych zakupów kształtuje absolutnie antyhumanitarny stosunek Polaków do siebie nawzajem – uświadomiła mi to dopiero emigracja gdy moim kolegom w Irlandii opwiedziałem jaką to wspaniałą wygodą są sklepy 24h gdy można zawsze kupić browarka – Taaa, super ale chyba nie dla ludzi tam zatrudnionych…
    W Irlandii handel odbywa się 7/7 ale…nawet pracując w markecie można zarobić na całkiem godziwe życie (moi znajomi pracujący w Tesco – zajmują się wykładaniem towaru na pólki – kiedyś zaproponowali nam wspólny wyjazd do Indii (a nie są to ludzie którzy za wyprawę oddali by wszystko – ot wczasy…) cóż mimo, że z zoną wykonujemy prace znacznie bardziej odpowiedzialne/lepsze? nie stać nas było. A ile zarabia się w Polsce w markecie? Tyle by starczyło na żarcie z Biedronki. Czyli za dużo by zdechnąć za mało by godnie żyć.
    Może Pan użyć standardowego argumentu liberałów – Trza było się uczyć…otóż nie każdy jest orłem i sokołem by byc lekarzem, prawnikiem (pomijam sitwowy charakter tych zawodów) top menagerem, programistą czy choćby biznesmenem. W społeczeństwie istnieją też przeciętniacy. czy oni nie mają prawa do godnego życia? W Polsce raczej nie.Upss zapomniałem, ze takie coś jak społeczeństwo nie istnieje i życie staje się prostsze…

  16. Ja bym wolał żeby nikt nie organizował mi mojego czasu wolnego. Jeżeli nie mam ochoty, czasu, siły robić zakupów w ciągu dni roboczych, to dlaczego mam być do tego zmuszony?! Mam wolną niedziele i wole ja spedzic po swojemu, tzn. chce miec prawo wyboru! Interes uciesnionych sprzedawcow stawia sie ponad interesy wszystkich. OK praca w weekend nie jest mila, tylko dlaczego jedynym rozwiazaniem ma byc zakaz niedzielnego handlu??? Dlaczego nie stworzyc systemu motywacyjnego za prace w niedz.? Przeciez mozna zastrzec w przepisach ze sprzedawca moze pracowac np. max 2 weekendy w m-cu oraz za wyższe wynagrodzenie. Można obwarować niedzielną działalność np. dodatkowym zatrudnieniem pracowników itp. Możliwości uregulowania tej kwestii są niezliczone, ….ale nie! Słuszny musi być tylko jeden pogląd, który jest strzałem w kolano! Na szczeście tę kwestię (nieuniknionego wzrostu bezrobocia) w artykule poruszono. Nawiasem mówiąć zakupów nienawidze, ale niech nikt mi nie zakazuje!

  17. @slawczan
    W mojej opinii miesza Pan dwa zwupełnie różne problemy. Jeden problem to jest kwestia warunków pracy BHP etc, a drugi to dni wolne od pracy. Brzmi to mniej więcej tak: mają kiepskie warunki to niech przynajmniej mają obowiązkowe niedziele. Moim zdaniem to kiepskie podejście do problemu podobne do załatwiania niegdyś problemu bezrobocia rentami, czy niskich płac w służbach wczesnymi emeryturami. Także załatwmy problemy tam gdzie one leżą a nie substytuami.
    Także podtrzymuje, że nasz antyhumanitarny stosunek do rodaków prezentuje także używanie w niedzielę prądu, wody, oglądnaie telewizji etc.

  18. I pan nazywa siebie przedsiebiorca? Radze wrocic do szkoly lub przynajmniej poczytac troche na temat rynku i jego dzialania. Podstawowe zagadnienia z zakresu popytu i podazy tez chyba sa Panu obce. Polecam rowniez opracowania zwiazane z zakazem handlu w niedziele we francji i rezultatami jakie to przynioslo.
    Pozdrawiam.

  19. We francji bedacej panstwem laickim (religia nie miala znaczenia przy ustaleniu kwestii wolnych niedziel, mialy tu udzial zwiazki zawodowe), poskutkowalo to zwiekzeniem ilosci klientow w pozostale dni co w naturalny sposob wymoglo zwiekszenie ilosci obslugi w pozostale dni. Wzrosla rowniez ilosc zakupow dokonywanych przez internet. Mozna mowic ze to inny poziom rozwoju gospodarki i trudno sie z tym nie zgodzic jednak przypominam, ze wolne niedziele we francji nie zostaly wprowadzone wczoraj. Kolejna sprawa jest zwiekszenie wielkosci zatrudnienia w uslugach. W mniejszych miastach francji natomiast pozamykane sa w niedziele nawet kawiarnie. Z tego co mi wiadomo nikt nie narzeka z tego powodu. Moze dlatego, ze Francuzi lepiej od nas rozumieja, ze czlowiek nie zyje po to by pracowac ale pracuje po to aby zyc. Komfort zycia jest dobrem niematerialnym ale nie mniej, jezeli nie bardziej istotnym od dobr materialnych.

css.php