Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy

2.03.2012
piątek

Papierowy świat

2 marca 2012, piątek,

Polska biurokracja żyje w papierowym świecie. Dokument jest świętością – koniecznie z przybitą pieczątką. Stan zupełnie niezrozumiały dla zagranicznych gości. Znajomy Norweg starający się o prawo stałego pobytu nazwał swoje przejścia „festiwalem pieczątkowego onanizmu”. Bardzo obrazowo.

Konsekwencje takiego stanu rzeczy są jednak więcej niż jednowymiarowe. Pewne elementy są dość oczywiste – strata czasu i pieniędzy. Bieganie za zaświadczeniami, poświadczeniami, licencjami poraża. Próbując uzyskać ksero zatrzymanego dowodu rejestracyjnego by przedstawić go ubezpieczycielowi musiałem zapłacić 5 złotych. Za to uzyskałem 6 różnych pieczątek i 2 podpisy. Co ciekawe jak się okazuje papier papierowi nie jest równy. Występując o wymierzenie podatku od nieruchomości dla działki kupionej od gminy musiałem przynieść własną kopię aktu notarialnego bo ta znajdująca się już w urzędzie nie była wystarczająco dobra. Przykłady można mnożyć.
Nie da się ukryć, że politycy próbują coś w tej kwestii zmienić. Elektroniczne formy składania deklaracji to niewątpliwie krok we właściwym kierunku, podobnie uproszczenie w wystawianiu faktur (rezygnacja z pieczątki i podpisu). Próby informatyzacji pewnych baz danych również. Jednak politycy nadal myślą w starych kategoriach – dowodem tu jedno okienko – niewypał, który pokazał, że administracja potrzebuje rewolucji bo przekazywanie dokumentów między urzędami trwa nieporównanie dłużej niż w normalnym świecie. Zmiana interfejsu to za mało.
Jednak największy odpór sensownym zmianom dają jednak urzędnicy. Koronnym przykładem niech będzie tu zawierucha z fakturami wysyłanymi za pomocą plików PDF. Rozwiązanie to proste, skuteczne i do tego tanie. Chyba w odruch solidarności z Pocztą Polską urzędnicy urzędów skarbowych kwestionowali takie faktury – bo nie były wysłane w formie papierowej. Rozwiązanie było jeszcze prostsze – zginanie faktur na pół po wydrukowaniu by wyglądały na wyciągnięte z koperty. Następnym krokiem w tej walce byłoby zapewne wymaganie urzędów by przechowywać koperty, w których te faktury przyszły, z naniesionym numerem dokumentu, pieczątką i podpisem. Absurdom kres położyły jednak sądy, które stwierdziły, że faktury w PDF są poprawne. I tak normalność zagościła w naszym zakątku świata – ale niesmak pozostał. Pozostała też świadomość, że po drugiej stronie urzędniczego biurka czai się wróg, który zrobi wszystko by przedsiębiorcy życie utrudnić – bo nie ma innego wytłumaczenia nieakceptowania faktur przesyłanych e-mailem.

To jednak nie koniec efektów papierowego sposobu myślenia. Urzędnicy kontrolujący przedsiębiorstwa nie sprawdzają jak działa przedsiębiorstwo tylko jakie papiery posiada. Jeśli papiery się zgadzają kontroler jest zadowolony, jeśli nie to są problemy. W ten sposób wyłapuje się ludzi mających problemy z ogarnięciem niezrozumiałych przepisów – przestępcy mają papiery w porządku bo stać ich na fachowe ich fabrykowanie. A szarej strefy nie kontroluje nikt bo na papierze jej nie ma. I tak państwo premiuje nieuczciwe działanie gnębiąc tych, którzy starają się zachowywać jak należy.

No ale do kontrolowania papierów nie trzeba zbyt wysokich kompetencji no i nie ubrudzi sobie urzędnik butów. Wystarczy poprzewracać papiery i sprawdzić czy aby pechowy podatnik nie zapomniał się w którymś z tzw. „chodzących tematów”. Są to kruczki prawne, które wypatrzyła jakiś przewrotny i inteligentny urzędnik. Zazwyczaj dotyczą one jakichś niejasnych lub zapomnianych przepisów, które są często pomijane lub inaczej niż urząd uważa stosowane. Wiedza o takim kruczku szybko się po urzędach rozchodzi i tabuny kontrolerów nawiedzają masy firm tylko w celu skontrolowania jakiegoś szczegółu. Jaka z tego korzyść?

Podobnie mamy akcje sprawdzania złożenia na czas informacji o rachunku bankowym przez przedsiębiorcę. Sam spóźniłem się kiedyś o pełne 2 tygodnie. Rok później jakiś praktykant obarczony wyszukiwaniem takich licznych przypadków wyłapał i mnie. Zaproszony do US zostałem poinformowany, że kara to od 1000 do 20 000 PLN. Świetna zachęta od państwa dla rozpoczynającego działalność! Pani w urzędzie także wytłumaczyła mi jak istotna jest informacja o rachunkach bankowych – by podatnicy zalegający z podatkami nie ukrywali środków na innych kontach. Cóż z tego, że ja ani groszem z podatkami nie zalegałem i zgłoszenie było opóźnione o kilkanaście dni – kara się należy. Kogo obchodzi duch skoro mamy literę prawa? Wszyscy spóźnialscy sprzed roku zostali wyłapani – ale ci którzy dziś ukrywają środki pozostają w ukryciu – złapiemy ich za rok. Gdzie tu sens?

Tak papierowe podejście do świata sprawia, że wszystkie papiery są odhaczone, za to od lat używa się do celów spożywczych soli, która się do tego nie nadaje… Oczywiście właśnie w całej Polsce już dziś zaczną się kontrole wszystkich firm zajmujących się solą, a tymczasem branży X, T czy Z nikt nie ruszy dopóki jakaś afera nie wybuchnie.

Dlaczego urzędy są skonfigurowane na gnębienie (w miarę) uczciwych przedsiębiorców za pomocą śmieciowej jakości prawa? Czy wpływy z kar chociaż pokrywają urzędnicze pensje? A może warto byłoby przyjrzeć się rzeczywistym problemom? Tylko, że to niewygodne bo wymagałoby inicjatywy, kompetencji i wyjścia zza urzędniczego biurka.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 14

Dodaj komentarz »
  1. Kiedys bylem asystentem pewnego szefa, ktory wymagal by wszystkie emaile byly wydrukowane i wczepione do segregatora, by „byl dowod”. Bo emaile sa ulotne, LOL

    Papierki i pieczatki to wladza: by wymusic, by uniemozliwic, by uzasadnic swoje istnienie.
    Dlaczego ma byc wydrukowane? Bo sie biurwy, wychowane za komuny nadal gubia w klawaiturze. A w segregatorze jest lub nie ma.

    Staniszkis (bodajze) kiedys pisala o tej biurokracji jako drugim obiegu, zyjacym wlasnym zyciem.
    Monty Python znal to w latach 70ych: czy Ministerstwo Glupich Krokow to cos wiecej niz byle urzad w Polsce?

    Poza tym, nasze urzedy nadal zyja mentalnoscia komunistyczna – klient jest by stac, prosic, siedziec, czekac. Za to biurwa urzedowa to Pani.
    Ja sie zawsze przygladam szybom, teraz juz czesto pancernym, i malym okienkom w urzedach – zawsze sprawdzam (mentalnie) czy by mi sie reka zmeiscila w okienku by zadlawic co glupsze zwierze.

    Wyborazacie sobie co by sie stalo jak bysmy administracje zmniejszyli i te wszystkie ksiazeta i ksiezniczki musieli szukac godziwej roboty?????

  2. Kilka kwiatków z łaczki biurokracji.
    Uczestnicząc w postępowaniu przed Sadem Rejestrowym zobilgowany byłem do przedstawienia odpisu z KRS Spółki zarejestrowanej w tym Sądzie. W wniosku wpisałem że Spółka posiada wpis w tym właśnie sądzie. Sąd wniosek odrzucił więc ustawiłem się w kolejce aby papier uzyskać. Miła pani wpisała numer nacisnęła enter i wydrukowała papier który ja zaniosłem do drzwi obok jako załącznik do wniosku,

    Nie małym nakładem budżetowych środków utwożono bazę ksiąg wieczystych gdzie po wpisaniu okreslonych symboli można zajrzeć do księgi a nawet wydtukować jej treść. Pomyślałem nareszcie postęp. Mój entuzjazm opadł wtedy gdy składając wnosek pozwolenia na budowę , po to by udowodnić swój tytuł prawny do gruntu, urzednik przyjmujący go uznał ten wydruk za nieważny. Z opuszczonymi rękoma wróciłem do Sadu wieczystoksięgowego zapłaciłem i otrzymałem następny, ale tym razem ważny, kawałek papieru. Zadziwiajace było to że urzędnik mógł poprzez internet natychmiast zweryfikować to co mu dostarczyłem. Dowiedziałem sie jednak że takiego dostępu nie posiada a posiada go jedynie szef wydziału. Zrozumiałem więc że nie chciał burzyć mu błogiego spokoju i dlatego wysłał mnie kilka kilometrów po właściwy papier.
    Takich przykladów można mnozyć w nieskończoność. Mam jednak nadzieję ze nowe ministerstwo cyfryzacji pod wodzą Pana Boniego, Człowieka z wizją i wiedzą scyfryzuje tak nasze życie że los petenta nie będzie zależał od dostępu do sieci zaintalowanego w gabinecie urzędniczego notabla.

  3. Znów mi Pan trafia w moje złogi żółciowe i znów – krom racji merytorycznych – imponuje mi opanowaniem. Mnie do chłodnej analizy chyba już bezpowrotnie daleko, bardziej bym się nadawał do jakiegoś Ko-Klux-Klanu czy innych rezunów-ochotników.
    Ale dość rozdrapywania ran – starajmy się szukać sposobu urwania łba hydrze biurokracji. Palikot usiłował walczyć o przyjazne państwo i – sądząc po efektach – osiągnął sukces: przyjaźnie obszedł się największym pasożytem państwa. Mamy więc państwo przyjazne… biurokracji i sowizdrzałom pozorującym harakiri.
    Hala produkcyjna (lokal sklepowy) musi być jasno oświetlona, żeby pracownik nie psuł oczu. Logiczne i jasne dla wszystkich – z wyjątkiem pracodawców – jest, że trzeba tych nieoświeconych pracodawców kontrolować. Idzie więc inspektor PIP (państwowej inspekcji pracy; ciekawe, że pracy, nie pracodawców – choć nawet za pijaństwo w pracy i tak odpowiada pracodawca, nie praca). No i pyta inspektor czy pracodawca ma bumagę, że uiścił parę setek elektrykowi z uprawnieniami do pomiaru intensywności oświetlenia; pracodawca bumagę pokazuje, wszyscy happy very. Inspektor, bo dostał do wglądu ukochaną bumagę; pracodawca – bo nie kontrolowano faktycznego w danej chwili natężenia światła, a przecież zaraz po badaniu elektryka wymienił żarówki na słabsze; elektryk, bo ma dzięki legislatorowi legalny zarobek za bezdurno. Mógłby PIP chodzić z miernikami faktycznego oświetlenia, lub z fachowcami z miernikami – ale wtedy musiałoby fachowca opłacić państwo. A przecież powołaniem państwa jest ściganie pracodawców, przerzucanie na nich kosztów tego ścigania, a nawet obarczanie tych wszeteczników swoimi obowiązkami.
    Dla przykładu ZUS ma comiesięczne deklaracje RCA dotyczące zarobków zatrudnianego emeryta, ale i tak żąda od niego by raz na kwartał doniósł zaświadczenie od pracodawcy ile zarobił. Pono wynika to stąd, że dane z RCA przychodzą do innego wydziału, a doliczanie zarobków do podstawy wymiaru emerytury jest w innym wydziale, najwyraźniej niekompatybilnym.
    Dzielenie składek ZUS na społeczne, zdrowotne i FP też jest za trudne dla ZUS, więc musi to wyliczać pracodawca i wysyłać zamiast jednego – trzy przelewy. A niech mu się myszka omsknie i przeleje zdrowotne na społeczne, lub odwrotnie – to czekają go wielotygodniowe procedury odkręcywania. Inna sprawa, że ZUS i tak jest o lata świetlne przed US, bo już od dwu bodaj lat wydaje (darmo!) zaświadczenia o niezaleganiu nawet na (nieco dłuższym) poczekaniu; US natomiast ma żelazny tydzień na zajrzenie do komputera, ale i tak nie zacznie zaglądać, póki nie dostarczysz kwitu zapłaconego w kasie ratusza, bądź wydruku przelewu komputerowego (wykluczone jest wpłacenie tych 21 zł na miejscu, w kasie US!).
    A jeśli już jesteśmy przy przelewach, to banki (więc już niby nie państwo) też pracodawców mają za coś gorszego, bo przelewać możesz darmo jako Kowalski, ale jako firma Kowalskiego – musisz coś tam uiścić; wpłacać gotówkę też możesz bezkarnie tylko jako Kowalski, nikogo nie obchodzi, że wpłatomat nieczynny. Jak wynajmujesz mieszkanie w strefie płatnego parkowania, to masz 20 zł rocznie opłaty za bumagę zwalniającą od parkomatów; ale jak masz sklep w takim miejscu, to choćbyś był właścicielem gruntu – płacisz stówę miesięcznie, mimo że auto masz mniejsze od auta Kowalskiego. Odetchnąć za to możesz np. w szalecie, gdzie jeszcze nie pytają czy cedzisz prywatnie czy firmowo…
    Se tak używam, bo już jako emeryt kończę swój biznesowy cv, mam więcej czasu pojojczyć…
    Ale gdybym chciał państwu opisać tę ponad roczną gehennę nerwowa i finansową związaną z przekazaniem firmy synowi – czasu, miejsca na blogu i zdrowia potrzebowałbym stokroć więcej. Czego nikomu nie życzę…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. wspolpracuje z angielskim przedsiebiorstwem, a ci maja polskiego partnera. ten wisi im duuuzo tysiecy funtow. Anglicy nie moga wpisac polskiej firmy na liste dluznikow W POLCE (utrudniajac zycie firmie w Polsce, chcieliby wymusic na niej platnosc dla siebie), poniewaz polscy urzednicy nie przyjmuja zgloszenia dluznika bez NIPu… zglaszajacego.

    Niby jest Unia i ekstaza nadgraniczna, a polski urzedas nadal tworzy swoj wrzechswiat.

  6. Ja podejrzewam, że kiedy w starożytnym Egipcie wynaleziono papirus musiano długo walczyć z lobby urzedniczym bo przecież papirus tkai kruch i łatwo podrobić, a jak coś wykute w wapieniu albo granicie to skała. I pewnie tamtejsi poborcy dlugo nie uznawali papirusowych faktur, tylko te w kamieniu wyryte. Zmiana technologiczna to ciężkie przeżycie dla urzednika.

  7. mam probem – w poprzednim wpisie dysutujemy o bezrobociu. a jakby wywalic na pysk biurwy to:
    a. poprawiloby byt przedsiebiorcow (latwiejsze zycie i mniej biurokracji);
    b. biurwy wyrzucone bylyby bezrobotne (bo kto totot owe zatrudni?);
    czy efekt koncowy bylby lepszy czy gorszy?

  8. echh… co tu dużo gadać… ręce się człowiekowi załamują. Sam jeszcze firmy nie posiadam, ale jak będę zakładał, to chyba w Czechach. Znajoma księgowa prowadzi już kilka takich firm dla swoich klientów i bardzo sobie chwalą. Nie dość że jasne przepisy i brak ryzyka „urzędniczego”, to jeszcze niższe składki ZUS (bodajże o połowę).

    A co do zmiany tego stanu rzeczy w Polsce – to jest węzeł gordyjski, który należłoby po prostu przeciąć. Mam teraz do zapłaty podatek od sprzedaży mieszkania. Kiedy wczytałem się w przepisy (akurat mój case przypada na okres zmiany przepisów), to coś mnie tknęło i zacząłem szukać informacji, jaką część przychodów budżetu państwa takie podatki stanowią. Czy to jest w ogóle warte takiego skomplikowania… Nie doszukałem się dokładnie, ale znalazłem info, że bodajże 75% przychodów to VAT a kolejne 10% to akcyza. Gydbyśmy więc mieli Aleksandra Wielkiego za naszego wodza, pewnie pierwsze cięcie polegałoby na zlikwidowaniu PIT i CIT i najlepiej jeszcze wszelkich opłat celnych. Liczba urzędasów, a także sędziów, prawników itd, którzy zostaliby zwolnieni do bardziej produktywnych zajęć, byłaby przecież gigantyczna…

    Jeszcze na potwierdzenie powyższego – ostatnio czytałem, że urzędnicy US kontrolują prakingi firm po godzinach pracy i liczą firmowe samochody. Jeżeli naliczą ich mniej niż firma ma, żądają od firmy udowonienia, że były wykorzystywane w celach służbowych. Jak nie da się tego udowonić, pracownik (który użył tego samochodu, żeby np dojechać do domu) mają płacić podatek dochodwy. Podstawą jego wyliczenia jest stawka za wynajęcie samochodu w firmie typu car-rental… Jak to przeczytałem to zastanowiłem się, żeby wysłać na tych urzędasów PIP. Może przysolił by US karę za pracę po godzinach…

  9. Ciągle narzekają, a kto wam kazał firmy zakładać?
    W takiej Holandii za brak listu przewozowego (CMR) przy dostawie wewnątrzunijnej, firma w razie kontroli płaci 500,-EUR.
    Sławna pieczatka, po ośmiu latach klient już sie przyzwyczaił , że na fakturze i CMR musi oprócz podpisu walnąć pieczątkę, oraz co dla naszego fiskusa baaardzo waaaażne, datę otrzymania towaru.
    Z brakiem tej daty mialem takie zdarzenie.
    W 2005 przyszła na kontrolę VAT młodziutka urzędniczka, chodziło o jeden miasiąc. Dalem jej wszystkie dokumenty i umówiłem sie na podpisanie protokołu, zresztą jak zwykle przy takich kontrolach. Przychodze podpisać, a tu sie okazuje że brakuje mi podpisu odbiorcy i daty otrzymania na mojej fakturze. Aby udokumentować date i sam fakt dostawy, dostarczyłem jej wszelkie miom zdaniem wiarygodne dokumenty tj. rachunki za paliwo, książke jazdy (na Niemcy), wyciąg bankowy na którym było napisane za jaki nr. faktury przyszła należność. To dla niej nic nie znaczyło i chciała abym zapłacil VAT, a po dostarczeniu jej potwierdzenia od klienta, moge wystąpić o zwrot (za 60 dni). Wyszedłem i spotkalem kierownicze od VAT-u. Pyta sie mnie co jestem taki w…y, wytłumaczyłem o co biega. Wpadła do pokoju tej młodej, slyszałem jakieś podniesione głosy. Poprosily mnie panie do srodka, i okazalo sie że wystarczy moje oświadczenie że dostarczę to potwierdzenie przy następnej dostawie.
    Czyli wszystko zalezy od czlowieka, przepraszam , od urzędnika.
    O celnikach na granicy przed Unią mógłbym pisać w nieskończoność. To było b…o a nie ludzie.

  10. @ Marcin

    Dylemat podobny do rozmowy o recesji w Grecji. Oczywiście ograniczeine biurokracji spowoduje na chwilę wzrost bezrobocia. Ale pieniądze marnowane na wynagrodzenia zostaną w kieszeniach ludzi, którzy będą je wydawać na to co im potrzebne. I przy obsłudze tych nowych znajdą zatrudnienei ludzie. Biorąc pod uwagę, że przetransferowaliśmy zatrudnienie z bezproduktywnego w produktywne efekt może być wzmocniony.

  11. Najwiekszym idiotyzmem i zlodziejem czasu petenta jest wysylanie go do kasy po znaczki skarbowe lub dowod wplaty. Zeby bylo ciekawiej, w niektorych sadach rejonowych nie ma kas ze znaczkami i trzeba sie fatygowac po nie do innego sadu, x ulic dalej.

    Po jakiego diabla te znaczki skarbowe jeszcze sa w obiegu, tego doprawdy nie pojmuje. Taz to dodatkowy koszt dla Skarbu Panstwa.

    Nie wiem, ale ta sklonnosc do pielgrzymowania po roznych okienkach, aby dokonac wplaty, to pewno wynika z religii. Jakas forma zadawania pokuty, skoro wprowadzono spowiedz powszechna.

    I te kasjerki siedzace w zamknietych osobnych klitkach – tego nie widzialam nigdzie na swiecie. Czy to w urzedach czy w firmach musza siedziec w terrariach. To czemu w sklepach spozywczych i marketach nie musza?

  12. Mieszkam od pieciu lat w Anglii i niestety tesknie za poswiadczeniem z pieczatka!!!Od roku!!! walcze z siecia O2 za naliczone mi cholera wie na jakiej podstawie rozmowy do Islandii.Za kazdym razem odpowiadaja mi ze juz wkrotce i bardzo grzecznie przepraszaja ale ja nie mam zadnego dowodu w reku ze trwa to juz tak dlugo,chyba ze zaloze im sprawe w sadzie na podstawie rachunku ale jednego billingu mi w ogole nie przyslali!!!Jak ja im moge udowodnic ze nie przyslali???Tu list polecony z moim paszportem wrzucili mi do skrzynki hotelowej gdzie kazdy mogl sobie wziasc swoj list,mimo ze na liscie jak byk stalo:”za pisemnym potw.odbioru”!!Teraz walcze z VIRGIN o oplaty za internet,skladam protesty juz czwarty mies.wysl.kilka emaili i wyk.wiele telef. ale gdybym mial zazalenie opatrzone pieczatka z data to moglbym sie odwolac chociazby do sadu a zpowodu utraty skrzynki email na w.p. nie mam nawet sladu moich interwencji!!!W firmie ktora instalowala mi internet nie chca ze mna rozmawiac,grzecznie powtarzajac ze od tego jest customer sevice bo oni o rachunkach nie maja pojecia,customers s. zas twierdzi ze nie ma sladu moich interwencji!!odwolalem moje wszystkie platnosci Direct Debit juz wczesniej walczac przez trzy mies.o uaktualnienie rachunku za prad.Pomoglo dopiero jak wyslalem im zdjecie mojego licznika!!!Gdybym nie odwolal moich automat.platnosci do dalej placilbym podwojnie zawyzone rachunki a po odwolaniu staralbym miesiacami o zwrot nadplaty.Ja wiem ze biurokracja w Polsce jest upierdliwa ale przejscie na calkowicie elektroniczne rozliczenia,bez sladu na pismie niesie tez b.duze zagrozenia.

  13. Jako posłowie do wpisu
    http://biznes.onet.pl/polska-e-administracja-nie-nadaza-za-swiatem,18554,5048220,1,prasa-detal

    @ marlena
    Znaczków skarbowych z tego co wiem już nie ma. Co by najmniej nie znaczy, że jest lepiej. Kiedyś można było kupić znaczków na zapas i się opłatami nie przejmować. Dziś trzeba biegać do pobliskiego banku z wpłatami (bo kasa nie wszędzie jest). Zamienił stryjek.

  14. zgadzam sie z opinia o znaczkach. teraz wszystko przelewami, co tylko utrudnia zycie.
    znaczki mozna bylo przetrzymywac oraz… falszowac (co zapewnialo straty dla panstwa), ale te kwestie nie uzasadniaja zmioany kolejki po znaczki na kolejke w banku (dodatkowy poziom NIEanonomowosci, bo kolejna instytucja ma dane o tym kto komu placi).

  15. No to rzeczywiscie zamienil stryjek 😉 .

    Dlaczego musi byc kasa? I w dodatku zamkniete terrarium? Jest to jakis urzedowy wymog, skoro w firmach handlowych ( np.m.in. w salonie samochodowym) tez tak jest.

    Dlaczego nie moze to byc po prostu kasa fiskalna na miejscu?

    W gminie niemieckiej w ktorej mieszkam ( podobnej wielkosci do tej, w ktorej mieszkam w Polsce) mieszkancow obsluguje 1/10 pracownikow polskich.
    Jest biuro obywatelskie ( 3 osoby) , ktore pelni funkcje USC, wydzialu paszportowego, biura meldunkowego, zakladu uslug komunalnych, podatku od nieruchomosci – generalnie u nich zalatwia sie wszystko. Nie ma kolejek, a oplaty sa pobierane na miejscu i rejestrowane w kasie fiskalnej.

    Oprocz tego sa jeszcze 4 pokoje, wydzial architektury, pomocy socjalnej i cos tam jeszcze, nic specjalnie istotnego, bo nawet nie wiem dokladnie co.
    Dlaczego u nas tak nie moze byc?

    U nas w gminie jest USC w ktorym pracuja 2 osoby. Oczywiscie jedna z nich to kierowniczka. Nigdy nie widzialam ani jednego petenta. Ale dwa etaty sa 😉 .

css.php