Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy Z linii frontu - O gospodarce okiem przedsiębiorcy

24.02.2012
piątek

Mantra bezrobocia

24 lutego 2012, piątek,

Bezrobocie to temat notorycznie bardzo trudny. Zgoda dotyczy zasadniczo tylko jednego – niskie bezrobocie jest korzystne społecznie i gospodarczo. Nie ma też wątpliwości, że jedynym rozwiązaniem tego problemu jest wzrost sektora prywatnego (sektor publiczny i tak utrzymuje się z tego co wypracuje sektor prywatny). Prawda jest jednak okrutna – przedsiębiorcy będą zatrudniać tylko jeśli im się to będzie opłacało. Bezradność polityków i działaczy społecznych w radzeniu sobie z tym problemem sposobami nakazowo-rozdzielczymi najlepiej wyrażała wypowiedź Lecha Wałęsy stwierdzającego, że obowiązkiem kapitalistów jest zapewnienie pracy. Trudno o bardziej wyraziste zaakcentowanie własnej niemocy. Do świadomości ludzi u władzy musi jednak dotrzeć, że nie zadziała tu nakaz ani obarczenie odpowiedzialnością tylko zachęty.

Przyczyny bardzo wysokiego oficjalnego bezrobocia w Polsce są bardzo różnorakie i dotyczą w różnym zakresie różnych grup społecznych (każdy z punktów zasługuje na osobny wpis – i zapewne takie wpisy niebawem się pojawią):

– szara strefa – w roku 2008 kiedy wskaźnik bezrobocia spadł na chwilę nieco poniżej 10% i nie było w kraju rąk do pracy. Zakładając poziom naturalnego bezrobocia na poziomie 4-5% jak to się zwykło przyjmować, wynika z tego, że szara strefa zatrudnia około 5% Polaków aktywnych zawodowo! Zapewne należałoby od tego odliczyć trwale bezrobotnych, ale doliczyć tych, którzy pracują tylko częściowo legalnie (np. pobierając większość wynagrodzenia „pod stołem”) więc bilans zapewne się zgadza. Jest to olbrzymi problem dla społeczeństwa, budżetu państwa i uczciwej przedsiębiorczości. Niestety po dwakroć sytuacja ta wynika z indolencji naszego państwa.

– niedopasowanie kalifikacji pracowników do potrzeb rynku pracy – w mojej branży znalezienie rozsądnie wykwalifikowanego pracownika jest bardzo trudne. Zasadniczo trzeba się pogodzić z koniecznością wyszkolenia pracownika na własną rękę, by zaraz potem rozpocząć walkę o jego utrzymanie bo staje się on cennym aktywem na rynku pracy. Zapewniam, że to problem ogólny, a nie dotyczący tylko IT. Za to psychologów, socjologów, politologów, pedagogów i wszystkich innych -ogów (może poza stomatologami i innymi -logami medycznymi) jest na pęczki. Ludzie którzy zainwestowali w swoje wykształcenie – może i ciekawe – ale na rynku pracy bezużyteczne jest cała masa, zaś psychiczny koszt przekwalifikowania się jest bardzo duży. Dotyczy to na przykład prawników, których mamy strasznie dużą nadprodukcję, a perspektywa przebranżowienia się po latach bardzo trudnych studiów jest często z prestiżowego punktu widzenia nie do pomyślenia.

– system socjalny – każdy chyba zna kogoś chorującego „na rentę” – którą „załatwił ją sobie” (idiom nieprzetłumaczalny z polskiego na języki zachodnie), do tego doliczmy ludzi często wyłudzających pomoc z opieki społecznej, wcześniejszych emerytów. Przedsiębiorcy często trudno jest przebić ofertę państwa za „nicnierobienie”. Bo czy warto się ruszać z domu żeby zarobić kilkaset złotych więcej, szczególnie jeśli można dorobić „na czarno”? Nasz system opieki społecznej musi zostać pilnie zreformowany od podstaw bo dziś pomoc często uzyskują ci najlepiej zorientowani w jego meandrach, a naprawdę potrzebujący zostają z niczym. Pomoże to i przedsiębiorcom i budżetowi państwa i społeczeństwu.

– prawo pracy – zasadniczo można podejść do problemu zatrudnienia na 2 sposoby. Pierwszy nazwijmy : „ochroną miejsc pracy”. Polega on na zabezpieczeniu praw pracujących oraz utrudnienie ich zwalniania poprzez odprawy, okresy wypowiedzenia i inne przeszkadzajki. Stanowiska pracy są w ten sposób chronione – jeśli ktoś otrzyma upragniony etat to właściwie jest niezwalnialny, ale dużym problemem jest jego uzyskanie. Dla przedsiębiorcy bowiem podjęcie decyzji o zatrudnieniu jest bardzo trudne, gdyż z zatrudnioną osobą jest bardzo trudno się rozstać. Pochopna decyzja często może oznaczać upadek firmy. Zatem zatrudnia się przede wszystkim osoby sprawdzone, z doświadczeniem i referencjami – które tak czy inaczej dałyby sobie świetnie radę. Problem mają natomiast wchodzący na rynek pracy oraz nisko wykwalifikowani, ludzie z przerwami w zawodowym życiorysie. Drugie rozwiązanie to „elastyczne miejsca pracy” charakteryzujące się słabą ochroną zatrudnionych, większa rotacją pracowników, ale mniejszym bezrobociem i krótszymi okresami poszukiwania pracy.

Europejska, w tym Polska droga to „ochrona” miejsc pracy co skutkuje przede wszystkim wielkim bezrobociem wśród młodych – plagą niemal całej Europy. Co gorsza brak pracy u startu kariery ustawia niekorzystnie całe przyszłe życie zawodowe młodych ludzi. Na szczęście mamy w Polsce instytucję tzw. „umów śmieciowych”, które dają szanse na zdobycie jakiegokolwiek doświadczenia. Inaczej ludzie ci byli by wepchnięci w szarą strefę lub strukturalne bezrobocie, z którego wydostać się niezwykle trudno.

Każdy z tych punktów jest kluczowy dla dalszego rozwoju naszego kraju w sensie gospodarczym i społecznym. Niestety nie widać chęci zabrania się rządzących za którykolwiek z nich – zapewne tematy te są politycznie niebezpieczne. Warto jednak sobie uświadomić, że wydłużenie czasu pracy poprzez podniesienie wieku emerytalnego zupełnie nic nie pomoże jeśli staruszkowie będą musieli utrzymywać młodych na bezrobociu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 40

Dodaj komentarz »
  1. Szanowny Panie

    Twierdzenia, które zostały przedstawione to masa przekonań właściwych Pana klasie. Całe szczęście Panu podobni są marginalizowani przez społeczeństwo (niestety nie przez jego reprezentantów w parlamencie).
    Mam znajomego, który ze świetną średnią zakończył studia automatyki na niezłym wydziale pewnej Politechniki i przez 2 lata borykał się z brakiem pracy w Polsce. W międzyczasie pracował fizycznie w Holandii, gdzie w końcu znalazł pracę w miarę zgodną ze swoimi kwalifikacjami. Pracuje jako programista.
    Niech Pan częściej zagląda na blog Edwina Bendyka. Polecam ostatni wpis z przedwczoraj. Poza tym niech zapozna się Pan z dorobkiem naukowym profesora Tadeusza Kowalika. Jego porównania systemów gospodarczych różnych państw dają dobrą odpowiedź dlaczego Europa od tak długiego czasu boryka się z bezrobociem wyższym niż amerykańskie. A odnośnie Stanów Zjednoczonych to proszę porównać ilość osób w więzieniach i dodać ją do liczby bezrobotnych (statystkyki bezrobocia Stany mają też bardziej „liberalne” niż Europa) .
    Podpisano

    bezrobotny historyk ze schizofrenią, podejmujący się dorywczych prac i ubiegający się o rentę socjalną (na ktorej przyznanie mam zresztą marne szanse dzięki niemiłościwie panującemu rządowi)

  2. Nie ujął Pan Redaktor jeszcze jednej i chyba niebagatelnej przyczyny istniejącego poziomu bezrobocia,tego,że taki stan rzeczy bardzo odpowiada rządzącym i armii urzędników utrzymywanych za pieniądze przeznaczone ,na pomoc bezrobotnym w powrocie na rynek pracy.Pierwsi przeznaczając określone kwoty/w znacznej części pochodzące z U.E./ udają,że sprawa leży im na sercu,drudzy,administrując tymi pieniędzmi mają zapewnione etaty,zaś wspierając lipne nieefektywne szkolenia wspierają przyjaciół królika nie ryzykując,że zmniejszy się bezrobocie i ich stanowiska,stracą rację bytu.Wiem co piszę,gdyż będąc fachowcem podlegającym chyba wszystkim możliwym programom t.j.50+,jestem inwalidą o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności,od pażdżiernika staram się o jakąkolwiek pomoc w rozpoczęciu pracy na własny rachunek.Poprzez P.F.R.O.N. , Urząd Pracy ,Opiekę Społeczną/ta jedyna wykazała zainteresowanie/ wszędzie to państwo pokazało mi zgięty łokieć.Pytam więc,gdzie kwoty,którymi tak szermują w statystykach.Powoli w stosunku do twarzy pojawiających się w telewizji zaczynam odczuwać ,już nie niechęć,lecz obrzydzenie,jak i do urzędnika realizującego taką politykę,zaś na uwagę,że jego działalność sprowadza się do udzielania odmów,reagującego zdziwieniem,że to go nie dotyczy.Ciekawe to państwo,gdzie urzędnicy je reprezentujący ,nie identyfikują się ze sprawowaną funkcją.Widać to jedna z form rozdwojenia jażni,więc skoro nasze sprawy załatwiają wariaci,jak państwo ma działać normalnie.

  3. Sprawa bezrobocia jest ważna, ale czy temat jest trudny?… Może trudny politycznie, ale ekonomicznie to są po prostu regulacje. Więcej regulacji = wyższe bezrobocie.
    Co więcej hasło „ochrona miejsc pracy” nie oznacza zmniejszania bezrobocia. Dosłownie oznacza ona niezwalnianie ludzi z ich obecnych stanowisk, czyli gdyby ten cel dało się osiągnąć, to bezrobocie byłoby co najwyżej utrzymane. Ci którzy twierdzą, że ochrona miejsc pracy przekłada się na zmniejszanie bezrobocia posługują się błędnym domniemaniem, że wystarczy, że obecne miejsca pracy państwo uchroni od zlikwidowania, a kolejne i tak powstaną. Opiera się to na błędnym założeniu, że gospodarka zawsze rośnie. Faktycznie jednak, gospodarka zawsze się zmienia, więc żeby zmniejszyć bezrobocie, należałoby „uelastyczniać” miejsca pracy.
    Po trzecie wreszcie – nie podzielam pejoratywnego zdania autora o szarej strefie. Polecam przecztać np ten artykuł: http://www.foreignpolicy.com/articles/2011/10/28/black_market_global_economy?page=full. Warto tutaj podsumować, że globalne obroty w szarej strefie szacowane są na $10 milardów rocznie i szybko rosną. To dzięki szarej strefie miliony ludzi (także w Polsce) wychodzą z ubóstwa. Dodam też, że ktokolwiek kto miał kontakt z Chinami wie, że duża część obrotu nawet dużych firm odbywa się w szarej strefie. Zaryzykuję stwierdzenie, że to szara strefa była motorem napędowym wielu spektakularnych sukcesów gospodarczych. Wnioskuję zatem: zalegalizujmy szarą strefę! 🙂 Albo przynajmniej cieszmy się, że ją mamy 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. korekta: masa błędnych przekonań. Kilku innych literówek nie będę poprawiał.

  6. Poza tym europejska droga zwalczania bezrobocia nie istnieje. Szwedzkie rozwiązania różnią się od polskich czy francuskich.

  7. @Samael

    Drogi Panie, a wie Pan ilu ja mam znajomych? Kończyli oni różne kierunki, z różnymi średnimi. Róznie też ich losy się wiodły. Jedni mieli się lepiej i od razu dostali dobrą pracę inni klepią biedę. Cóż z tego?

    Co do USA to opowiem z doświadczenia własnego bo kilka lat tam mieszkałem. Tam bezrobocia zasadniczo w wiekszych miastach nie ma – nikt nie twierdzi, że są to zawody świetne i dobrze opłacane, ale urzymać się zawsze można niezależnie czy się tam przyjechało legalnie czy nie. No i rozumiem, że do europejskich statystyk też mam doliczać więźniów?

    Blog Pana Bendyka poczytałem. Trudno się niezgodizć, że należy konkurować innowacyjnością. Na początek każdy jednak konkuruje czym może. Wspomniane tam Chiny od 30 z okładem lat konkurują właśnie tanią siłą roboczą – i ta taniość to w dużej mierze przez dekady to poziom ubóstwa w Polsce niemal nieznany. Takę pracowitością przez 30 lat odłożyli trochę kapitąłu i teraz próbują coś z nim zrobić. My startowaliśmy z nieco lepszego pułapu, ale dalej kapitału u nas było i jest niewiele. Musimy go spobie najpierw wypracować – co powoli nam się udaje. Mżonki o tym, że jak teraz damy kazdemu pracownikowi po 10 000 na rękę (żeby przypadkiem nie konkurować tańszą pracą) to innowacyjność się pojawi uważam za naiwne.

    @ Sławomir
    Uważam polską biurokrację za zbyt niewydolną by przygotować tak przemyślny spisek. Zachowuje się raczej jak rakowata narośl. Efekt jest dokładnie taki jak Pan opisał.

    @Andrzej
    W dwóch pierwszych punktach pełna zgoda – miałem nadzieję, że taki będzie wydźwięk tego wpisu. Co do trzeciego to nie chcę się wdawać w zbyt głębokie dywagacje bo przygotowuję w tym temacie wpis, ale byłbym raczej za legalizacją – tzn takimi warunkami by ulegalniła się sama.

  8. Ciągle słyszę o bezrobotnych absolwentach socjologii, politologii itp. A moze trzeba było skończyć jakieś technikum, dające konkretny zawód, o politechnice już nie wspomnę, bo dla absolwenta „marketingu i zarządzania” ukończonego na jednej z „znakomitych” prywatnych „wyższych ” uczelni , politechnika jest uczelnią za trudną. No cóż, mamuśka swoją pociechę wysłała na studia, bo w rodzinie musi być magister, to teraz jest płacz. Jakoś tak sie dziwnie składa, ze do mojego warsztatu w ostatnich kilku latach nikt nie zajrzał w poszukiwaniu jakiejkolwiek pracy. Wie gdzie są ci bezrobotni? Czasy że państwo musiało dać pracę odeszły razem z minionym ustrojem.

  9. Nie usiłuje wmawiać Panu, że każdy powinien zarabiać nieproporcjonalnie dużo względem swoich kwalifikacji i pracy, którą wykonuje. Tadeusz Kowalik, któremu przypisał Pan oprócz mnie ten pogląd, stwierdził wręcz po gruntownym przebadaniu przypadku Szwecji (której systemu gospodarczego jest wielbicielem), iż prowadzona tam polityka gospodarcza zmierzająca do zrównania płac miała niekorzystne skutki (inflacja, ale mogę się mylić). Obecnie, czyli po rezygnacji z centralnych negocjacji płacowych w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, negocjacje płacowe są tam prowadzone pomiędzy zrzeszeniami pracodawców a związkami zawodowymi na poziomie branż (niech Pan mnie poprawi jeżeli się mylę). Skutki gospodarcze tego systemu w połączeniu z wysokimi nakładami na innowacje sięgającymi (ok 3% PKB; tak, tak również z nakładów przeznaczanych przez państwo z podatków) są znacznie lepsze niż skutki krytykowanej przez profesora Kowalika (nr 6 w rankingu najczęściej cytowanych polskich ekonomistów Gazety Bankowej) polskiej drogi transformacji i reform gospodarczych, czyli „epigońskiej rewolucji mieszcxzańskiej”.

    Co do Stanów Zjednoczonych oraz poziomu bezrobocia i liczby osób w więzieniach na 10.000 obywateli- moja uwaga dotyczy prac Zygmunta Baumana (z którym na ogół się zgadzam) i Immanuela Wallersteina (z którym często się nie zgadzam). Według Baumana poziom bezrobocia i liczba uwięzionych decydują o jakości państwa i są skrajnymi przykładami wykluczenia społecznego. Jeżeli zaś chodzi o Wallersteina to w jednej ze swoich książek przytoczył przykład USA i Niemiec, czyli krajów, które były na początku zeszłego dziesięciolecia były uważane za biegunowo różne w podejściu do rozwiązywania problemu bezrobocia. W Brazylii kraju dotkniętej plagą korupcji elit miała miejsce wymiana zdań na konferencji prasowej. Niemiecki minister gospodarki indagowany przez miejscowego dziennikarza o to dlaczego jego rząd nie przeprowadza reform w stylu amerykańskim w celu zmniejszenia bezrobocia stwierdził, że należy dodać liczbę osób bezrobotnych w USA do liczby więźniów i zestawić z podobnym równaniem dotyczącym jego kraju.

    Ps Znajomych mamy wielu, ale ja mam przyjaciela, a nawet kilku . Pan zapewne też.

  10. @Andrzej52: panstwo powinno kontrolowac ilu absolwentow niepotrzebnych kierunkow sie ksztalci w kraju. Nie ma znaczenia czy placi za nich panstwo w publicznych czy ich rodzice w pryawatnych – tak ii tak jest to strata czasu, wysilku, szans i funduszy ktore moglyby byc wydane na co innego.
    osobiscie uwazama, ze ilosc absolwentow to nie jakosc, i jest duzy odsetek ktory skorzystalby na wyksztalceniu nizszym ale specjalistycznym/technicznym. Wystarczyloby dla karju by poprzestali na przydatnym technikum.
    produkcja bezrobotnych magistrow to zablakana nisza mlodego rynku, w ktorej zarabiaja ci, sprzedajajcy kiepskie dyplomy i nikla wiedze, kapitalizujac niespelnione marzenia rodzicow.
    Nie kazdy musi byc magistrem, ani nie kazdy powinien.

    Jeden z moich wykladowcow, Japonczyk, opowiadal dlaczego u nich jest takie parcie na uczelnie – od zawsze bylo za malo miejsc, poniewaz rzad japonii preferowal studia w PRZYDATNYCH dziedzinach (inzynieria, nauki scisle, itd) a ignorowal nauki spoleczne i podobne pierdoly. Stad u nich tyle inzynierow i postep przed kilka dekad.

  11. To bardzo wazny temat. Najwazniejszy. Bo polskie bezrobocie razem z emigracja siega 30%. Oficjalne 13% to bzdury, klamstwo i propaganda.

    Zaden z rzadow ostatnich 22 lat nie mial ambicji by powaznie sie tym zajac. A w szkolach zamiast ekonomi i nauki o przesiebiorczosci glupie rzady wprowadzily religie. I jest co jest, 30% bezrobocie i najnizszy w UE wskaznik aktywnosci ekonomicznej obywateli. Zaledwie 49%.

    Polska potrzebuje ponad partyjne, ponad kadencyjne formum w celu opracowania strategi walki z bezrobociem. Partie polityczne sa na to za glupie. Oczywiscie prywatny sektor powinien tworzyc miejsca pracy ale gdy warunki do tego sa sprzyjajace. Za to odpowiada rzad. Nie jest prawda ze prawa robotnicze niszcza miejsca pracy. To jest wyssane z palca. Biznes sie rozwija przedewszystkim na pomysle produktu lub serwisu, na dostepie do kapitalu, na stabilnej sytuacji ekonomicznej, na solidnym i rozasdnym prawie,… Pensje prcownikow to zaledwie 8% dochodu przecietnego biznesu w sektorze wytworczym. Nie zwalajmy wiec wszstkeigo na prawa robotnikow.

    Mam nadzieje ze autor bolga bedzie regularnie powracal do tego niezwykle waznego problemu. Eventualnie musi sie pojawic sila polityczna ktora zrozumie ze rozwiazanie problemu polskiego bezrobocia wygra wybory. Bo nie chodzi tu tylko o bezrobotnych. Kazdy na tym zyska wlaczne z tymi ktorym bezrobocie nie grozi.

  12. Wydaje mi się, że trochę tu groch z kapustą, szczególnie na poziomie argumentacji. Ale po kolei:
    1) Śmieszy mnie to naigrywanie się z psychologów, socjologów, kulturoznawców itp., jako „studiujących bezrobocie”. Świadczy to tylko o nieznajomości owych dziedzin. Każdy, kto świadomie, a nie z przypadku, studiuje któryś z ww. kierunków wie, że musi znaleźć sobie pomysł na siebie, „wymyślić” sobie ścieżkę kariery. Bo nie ma zawodu „socjolog”, bo „psycholog” jest tylko, jak chcesz zostać terapeutą lub psychologiem klinicznym (ale wtedy wiesz też, że nauka nie skończy się po obronie, bo trzeba zrobić uprawnienia, staż, superwizję itd.). Mnóstwo osób po takich kierunkach pracuje w marketingu, piarze, badaniach rynku itp. Ja studiowałam socjologię jako drugi kierunek (pierwszy był bardziej „tangible”, socjo dobrałam dla osobistego rozwoju) i paradoksalnie zawodowo wylądowałam w socjologii per se, w badaniach ilościowych i statystyce. Zdecydowanie nie należy wrzucać wszystkich do jednego worka.
    2) Wydaje mi się, że problem z tymi „nieżyciowymi” kierunkami nie tyle polega na tym, że są „łatwe” (bo nie są), tylko, że stosunkowo łatwo jest je skończyć na trójach i poprawkach i odtwórczej magisterce. Tak samo prawo – jako takie nie jest trudne do studiowania, trudne jest dopiero bycie dobrym prawnikiem, ale tego i na aplikacji nie nauczą, niestety. Na kierunkach technicznych i medycznych nie da rady się obijać, nie da rady „przebimbać” studiów, bo uleją na czymś, gdzie trzeba faktycznie się przyłożyć albo zakuwać przez kilka miesięcy. Stąd średnia jakość absolwenta kierunku społecznego albo humanistycznego jest niższa niż kierunku ścisłego, bo więcej jednostek przeciętnych kończy takie studia -a z kierunków ścisłych odpadają po drodze.
    3) Jak szara strefa, to i nieodpłatna praca kobiet. Nieuwzględnienie tego w rachunkach to przekłamanie rzeczywistości. Mnóstwo „bezrobotnych” kobiet (ale czasem i mężczyzn) pracuje de facto, ale nieodpłatnie, na pełen etat w domu, przy sprzątaniu, zaopatrywaniu (zakupy), gotowaniu, wychowywaniu i pilnowaniu dzieci, opiece nad starszymi i niepełnosprawnymi członkami rodziny itd.
    4) Sektor publiczny też może generować zyski, choć fakt, nie w takim wymiarze, jak prywatny. Czy jednak usługi dla społeczeństwa oferowane przez sektor publiczny (abstrahuję w tym momencie od ich uciążliwości czy niekiedy nieefektywności) takie jak edukacja szkolna, budowa dróg, tworzenie zasad działania (=prawo), bezpieczeństwo itd. to jest zawsze koszt, a nie inwestycja, która pośrednio zwróci się wszystkim?
    5) Szara strefa jest niekorzystna, ale lepsza niż jej brak. Choćby z tego powodu, że osoba pracująca na czarno kupuje pewne dobra – czyli płaci VAT. Owszem, lepiej by było, jakby i PIT płaciła, ale jakby nie miała i tej pracy, to nie płaciłaby wcale. Może jakby się koszty pracy obniżyło, to by było o czym rozmawiać…
    6) Wg mnie dużo ważniejszy jest problem potraktowany bardzo marginalnie, mianowicie nieprzystawanie potrzeb rynku pracy z ofertą edukacyjną. I nie mówię tylko o tym, że oferuje się zbyt wiele miejsc na studiach na kierunkach choćby nauczycielskich (skoro niż idzie i nie będzie dla nich pracy), tylko ogólnie – mamy boom edukacyjny (choć niestety na bardzo niewyrównanym poziomie), ale gospodarkę jeszcze nie za bardzo opartą na wiedzy i niepotrafiącą wchłonąć tej rzeszy absolwentów. Bo bardziej nadal potrzebuje wykwalifikowanych robotników, niż białych kołnierzyków.
    7) Inna sprawa to przesadna regulacja i „fetysz” magistra. Do każdej byle pierdoły wymaga się teraz magistra (nawet do pracy na recepcji, łomatkorety), trzech języków i piętnastu kursów. Nic dziwnego, że każdy do niego dąży, a że nie każdy sobie intelektualnie na „prawdziwych” studiach poradzi, to zdobywa papierek w jakiejś wyższej szkole tego i owego. A tytuł się strasznie pauperyzuje. Efekt – rzut na studia doktoranckie „dla tytułu”, a nie jako wstęp do pracy naukowej. I koło się zamyka. W USA, tak tu często przywoływanym, studiuje się 2 lata w community college (coś jak policealne czy pomaturalne u nas) albo w college’u 3,5-4 lata. I do pracy, ze szkoleniem hands-on. Magistra robią tylko ci, co chcą i doktorat (często połączone). I jakoś gospodarka się kręci.

  13. Marcin
    25 lutego o godz. 14:00
    Nareszcie ktoś przestał się użalać nad losem niewydarzonych magistrów.
    Tylko nie bardzo wiem w jaki sposób rząd miałby kontrolować w jakich kierunkach uczelnie kształcą, szczególnie uczelnie prywatne. Istnieje (chyba jaszcze) coś takiego jak „kierunki zamawiane”, ale nie wiem jakie są efekty tych działań. Na przykładzie dzisiejszych bezrobotnych absolwentów „szkół wyższych” widać porażkę reformy edukacji przeprowadzonej przez rząd Buzka, kiedy to polikwidowano zasadnicze szkoły zawodowe, technika, a położono nacisk na licea ogólnoksztalcące, po ukończeniu których można co najwyżej zostać kasjerem/ką w hipermarkecie. Ale już widać , że idą zmiany, tym razem bez pomocy rządu. Jakieś 2-3 lata temu Cech Rzemiosł w Rybniku otworzył szkołę zawodową ksztalcącą w potrzebnych zawodach, a kopalnia w moim mieście od nowego roku szkolnego otwiera szkołę górniczą. Szkoła taka istniała, ale po reformach zastała zlikwidowana. A jaki problem po ukończeniu szkoły zawodowej kontynuować naukę w technikum (kiedyś był wybór między dziennym a wieczorowym), a póżniej studiować. Sam przeszedłem taką drogę. Wtedy absolwent takich studiów jest fachowcem , którego zatrudni każda firma, a przede wszystkim ma praktykę. Tylko to wymaga od młodego czlowieka dużo samozaparcia i sinej woli, nie jest łatwo pracować i uczyć sie jednocześnie.

  14. @Samael

    Szwecja jest ciekawym przykładem, ale jej porówywanie z Polską chyba nie jest na miejscu – punkty wyjścia zdecydowanie różne.

    Swoją droga trzymam kciuki za Szwedów. Mieliśmy być drugą Japonią – bach dekada stagnacji; potem imała być druga Irlandia, za dwa lata bankructwo; chciano u nas robić Węgry – zaraz problemy; była mowa o budowaniu polskiej Nokii – Nokia na krawędzi upadku. Boże chroń Szwecję 😉

    Niemiec osobiście nie znam, ale USA już tak i wiem, że mobilność na rynku pracy jest olbrzymia i bzrobocie jest problemem bardzo okresowym. Ludzi w więzieniach dużo, tylko czy aby jest sens to mieszać? Wskaźnik o czymś mówi, ale takie podejście trochę przypomina stare „ale u nich Murzynów biją”. „Mają mniejsze problemy z bezrobociem, ale za to więcej ludzi w więzieniach”.

    @axiom1

    Zamierzam regularnie wracać do tematu.
    Zgadzam się, że w wielu przypadkach firm w pewnych branżach prawa pracownicze nie są problemem, ale szczególnie w małych firmach i operujących w branżach stabilnych lub schyłkowych to duży problem. Będę jeszcze o tym pisał

    @cirth

    Bardzo fajny komentarz.
    1 i 2) Są absolwenci kierunków humanistycznych, którzy są świetni i sobie poradzą. Ale nie zmienia to faktu, że jest ich nadporodukcja i miejsc pracy w zawodzie dla nich nie będzie (bo ci najlepsi zajmą tą niewielką ilość która istnieje). Reszta zostaje z nieprzydatnym dyplomem i często marnymi umiejętnościami (patrz komentarz @ Marcin)
    4) Owszem to wszystko inwestycjie – na które najpierw musi zarobić sektor prywatny.
    5) Prawda. O szarej sferze chyba w następnym wpisie
    6 i 7) Problem też na osobny wpis (tutaj było tylko zasygnalizowanie problemów). Tymniemniej gdybyśmy mieli nawet gospodarkę opartą na wiedzy to i tak by ona tych absolwentów nie wchłonęła bo ich jakość jest marna. To nie jest tak, że oni mają kwalifikacje – oni niestety w większości niewiele użytecznego potrafią. Inflacja tytułów doporwadziła do tego, że dziś magister to mniej niż przedwojenna matura. O doktoratach nawwet nie będę wspominał by nie przywoływać bardzo przykrych wspomnień…

  15. W socjalizmie nie było towarów na rynku, w naszym kapitalizmie nie ma pracy. Aby w socjalizmie dostać papier toaletowy trzeba było mieć znajomości. Aby w kapitalizmie dostać pracę trzeba mieć diabelne koneksje. Czy o to WAM chodziło / Wałęsa, Krzaklewski, Duda itd. „czy dla tych „zdobyczy” Janek Wiśniewski padł /

  16. axiom1
    25 lutego o godz. 15:12
    Nie myl przychodu z dochodem. Nie jest prawdą że pensje w sektorze wytwórczym to 8% przychodu, w małej firmie to 25-30%, a w górnictwie nawet 50%. Musimy do pensji wliczyć wszystkie dodatki i przywileje. Oczywiscie mam na myśli wynagrodzenie brutto.

  17. @alfanabeta
    Przekrecasz fakty, w socjalizmie byly strajki a jak sie strajkuje to sie nie produkuje. Oczywiscie bylo duzo rzeczy do poprawy. Jednakze budowanie opini na podstawie pustych polek i przemilczania strajkow mija sie z celem. To swinstwo!
    Wszyscy rowniez pomijaja kryzys lat 1970 na swiecie. Dlaczego Polska wtedy miala by byc wyjatkiem? W koncu lat 1970 np w Brytani bylo znacznie gorzej niz w Polsce. Podobnie w USA. Polak nie widzi dalej od konca swego nosa co potwierdzasz.

    @Andrzej52
    Zdoda, w malych firmach pensje sa wiekszym procentem dochodu. W srednich i duzych firmach jest to okolo 8%. Osobiscie sprawdzalem. Ja nie myle ‚przychodu’ z dochodem. Slowa ‚przychod’ nawet nie uzywalem. Dochod to suma wszystkich wplat firma otrzymuje w okreslonym czasie. Dochod-Koszty=Zysk (Gross Income). Oczywiscie ze kosztami pracownika sa rowniez wszystkie pracownicze dodatki. I ciagle to jest zaledwie 8% dochodu przecietnej frimy w sektorze wytworczym. Dodam ze np w roku 1900 pensje wynosily okolo 50-60% dochodu. Ta zmiana jest wynikiem technologi i mechanizacji.

  18. axiom1
    26 lutego o godz. 9:58
    W polskim ustawodastwie podatkowym istnieja pojecia przychód – czyli kwoty które widnieją na fakturach jako sprzedaż (operacje fin, odsetki pomijam), i dochód – czyli to co zostaje po odjeciu kosztów od dochodu. I tego na przyszłość trzymajmy się, żeby nie gmatwać niepotrzebnie dyskusji.
    Zgoda , w bardzo dużych firmach , zautomatyzowanych, robocizna może wynosić poniżej 10% kosztów przychodu, lecz takie firmy nie są wiekszością w gospodarce. I należy tę wartość uśrednić, biorąc pod uwagę również te najmniejsze firmy z jednym pracownikiem np. A jak obliczyć koszty wynagrodzeń w jednoosobowej firmie ?
    Z innej beczki.
    Wczoraj otrzymałem decyzje podatkową dotyczącą podatku od nieruchomości. I znowu gmina poszla na całość, podnosząc podatki maksymalnie jak pozwala ustawa.
    POdatek od pomieszczeń przeznaczonych na działalność wzrósł o 4,2%, a od gruntów przeznaczonych na działalność o 6,3%. Nie rozumię dlaczego za np plac przed warszatem muszę płacić 2,5 krotnie więcej niz za trawnik przed domem. W sumie za 144 m2 warsztatu w tym roku przyjdzie mi zapłacić 3420,-PLN. Czyli z każdej przepracowanej godziny muszę oddać gminie ponad złotówką. A za dom 160 m2 podatek wynosi tylko 104,-PLN. To sie nazywa popieranie przedsiębiorczości.

  19. @cirth: wroce do mojego przykladu japonii lat 50-80. Roznica pomiedzy absolwentem nauk technicznych a społecznych to zdolność tworzenia twarow na sprzedaz i to w ilościach „przemysłowych” (techniczni) a nie usluzki (bo nie usługi) dla kilku osob (psycholog, itd.). Techniczni/scisli to również wymyslanie nowych produktow, technologii, z których może zarabiac cale panstwo przez dekady.
    Co zrobi/wymysli politolog/psycholog by zarobic wiecej niż tylko na siebie? Co winiesie nowego do społeczeństwa?
    Ilosc absolwetnow zbędnych kierunkow jest taka, ze wedruja wprost na bezrobocie, poniewaz nie tylko nie ma na nich zapotrzebowania, ale i podczas studiow nie są oni uczeni zyciowych umiejętności jak np. zdolność przekwalifikowania się (sic!), przedsiebiorczosc (bo te same uniwerki są oazami niekompetencji gospodarczej).
    Widoczna jest wiec roznica w inwestycji i jej zwrocie w perspektywie długoterminowej z punlktu widzenia korzyści dla panstwa i narodu.
    A pisze to jako człowiek po technikum lotniczym a studiach z politologii ;p

    @ Andrzej52: czy masz na mysli (chyba cos słyszałem) o Kompanii Weglowej co będzie otwierac szkole zawodowa? Te jest genialny pomysl. Swoja droga klania się komentarz z NIE: jak u Czechow mogą być zyskowne kopalnie to dlaczego nie w Polsce?
    Kluczem do odbudowy nauki zawodowej jest powiazanie z przemyslem, by absolwent mogl wejsc w firme zaraz po zakonczeniu nauki, w miedzyczasie odbywając przydatne praktyki podczas nauki.
    Mój brat skonczyl high school w Anglii i poszedł na studia. Przez lata plul sobie w brode ze studiowal, bo jego znajomi poszli do roboty zaraz po A-levels i dzieki dłuższej karierze (nawet jeżeli zaczynali jako asystenci) zarabiali dlugo wiecej niż on, absolwent uniwerka.

    Na moim uniwerku (UK) znalazłem kiedys ciekawa analize, która obdarla mnie ze zludzen. Badania dotyczyly zależności pomiedzy studiami a praca. Wyniki były:
    – 40% absolwentow pracowalo na etatach nie wymagających studiow
    – 30% pracowalo na etatach innych niż ukończone kierunki
    – 30% (dopiero) pracowalo na etatach zgranych z kierunkiem
    Jestem zdania, ze w dobie kryzysu, panstwo polskie powinno przestac finansowac wiele zbędnych kierunkow (i tak mamy w nich kiepskie wyniki). Ze 100 (cirka) panstwowych uczelni powinno zostac 50, a z 360 prywatnych, gora 100.
    A o kierunkach zamawianych dowiemy się dopiero za 3-4 lata jak ich pierwsi absolwenci (może) znajda dobra prace (kierunek a zapotrzebowanie rynku to dwie rozne rzeczy).
    A odpowiedz na pytnie jak kontrolwac kierunki w uczelniach?
    – w prywatnych wydaje się zezwolenia na każdy kierunek (a wydane można cofnac). Czasami uczelnie same wycofuja uprawnienia jak nie ma rynku.
    – w państwowych jest finansowanie oraz zgody (dla nie uniwersytetow, te tworza co chca).
    W obu przypadkach jest to narzedzie do polityki edukacyjno-makroekonomicznej. Ale trzeba mieć menedżerów edukacji a nie polityczne zwierzatka lub leniwych biurokratow.

  20. Marcin
    Coś mi sie wydaje, że w Polsce wszystkie wyższe szkoly państwowe to uniwersytety. Kiedyś były akademie np Akademia Medyczna w Katowicach, niedawno (2-3 lata) została przechrzczona na Uniwersytet Medyczny. Tak samo ze szkołą ekonomiczną. Moze chodziło o podniesienie „prestiżu” tych uczelni, bo innego związku z tą zmianą nie widzę. Czyli państwo nie ma wpływu na kierunki nauczania w tych uczelniach. Chyba tylko Politechnika w Gliwicach sie ostala, jako nie uniwersytet.
    W minionym systemie były szkoły przyzakładowe zawodowe, absolwenci mieli zapewnioną prace i mogli dalej sie uczyć (pisalem o tym). Ale dla styropianowców wszystko co sie wiaże z tamtym czasem jest złe.
    Kopalnia o której pisze należy do Kompanii Węglowej, a mówił mi o tym mój sąsiad, inżynier górniczy 74 lata, który jeszcze w zeszłym roku pracował zawodowo, a namawiano go właśnie do zatrudnienia w tej szkole.
    Skończyłeś technikum lotnicze, może też na czymś lataleś. Pytam bo latanie było moja wielka pasja przez kilkanaście lat. (74-88).

  21. @ Andrzej52
    Odbudowa szkolnictwa zawodowego to teraz najważniejsze zadanie. Zawsze twierdziłem, że reforma edukacji miała jedną zaletę – to, że mnie nie objęła. To co zniszczono bardzo trudno będzie naprawić

    @ axiom1
    Na litość boską w Polsce było lepiej w latach 70tych niż w UK i USA?!? Najlepszy rok w latach ’70 w Polsce PKB na głowę $1921 (1978) najgorszy rok w UK (1970 czyli 8 lat wcześniej) $2230, w 1978 $5768; najgorszy rok w USA (1970) $4872; 1978 $10 096. W najgorszym kryzysie na za chodzie nie było na zachodzie tak źle jak u nas za najlepszych lat, a biorąc porównywalne lata to u nas było 3-5 razy biedniej.
    Na marginesie za socjalnizmu nie było strajków – to na zachodzie były strajki w latach ’70 głównie w UK. Także prosze trzymajmy się jakichkolwiek faktów.

    @Marcin
    W Polsce też są rentowne kopalnie. To te które zrzuciły gorset związków zawodowych i zaczęły od zera (Bogdanka). Górnicy tam nieźle zarabiają i nie strajkują. Firma ma zyski. Wnioski do wyciągnięcia samodzielnie 🙂

  22. Tomasz Kasprowicz
    26 lutego o godz. 11:37
    Panie Kasporwicz, w latach 1970 w USA bezrobocie i inflacja utrzymywaly sie w granicach 20%. Stopa oprocentowania Fed utrzymywana byla powyzej inflacji i oisiagnela rekord 23% w 1983. (to mialo effekt na gierkowskie pozyczki dolarowe) Po co pan porownuje tamtejsze PKB na glowe mieszkanca ??? To nie ma sensu. W USA (i zachodzie) pensje sa wyzsze i koszty zycia rowniez. Zawsze tak bylo.
    PKB dotyczy dochodu brutto i nie uwzglednia kosztow jego produkcji ani kosztow zycia.
    Tak tez jest obecnie. PKB nie jest zadnym wskaznikiem dla ekonomistow. To tylko najczesciej cytowana wartosc przez politykow ktora nic nie mowi. W necie sa setki stron objawiajacych niedostatki obliczeniewe PKB.

    Pozatym, niewymienialnosc zlotowki w PRL byla powodem politycznym a nie ekonomicznym. To rowniez wplywa na cytowane przez pana wartosci polskieg PKB z lat 1970-ych. Kazdy z makroekonomicznych wskaznikow w PRL z konca lat 1970 byl lepszy niz obcenie. Np bezrobocie w PRL (1980) 0% Zero procent panie Kasprowicz. Obecnie 30% Tak 30% !!! Tylko dzieki emigracji oficjalne bezrobocie wynosi 13%. Po 1989 Polska stracila 4 mln miejsc pracy !!!

    W Brytani z lat 1970 byl po prostu syf. Po utracie koloni nie potrafili sie uporzadkowac. Zlodziejstwo sie skonczylo i byl problem. Tylko w drugiej polowie lat 1970 okolo 5 mln brytyjczykow wyemigrowalo. Glownie do poprzednich koloni RPA i Australi.

    Stoje przy swoim stwierdzeniu, w latach 1970 z Polaka nie bylo zle. To jest do chwili solidarnych strajkow i solidarnych aktow sabotazu.

    Zachod niczym sie nigdy nie wyroznial poza bandytyzmem, okradaniem koloni i wyzyskiem niewolnikow Na tym budowali swe ekonomie. A gdy te dobrodziejstwa sie skonczyly zaczelo sie naduzywanie kredytu az go wyczerpali.
    Dlatego jest kryzys. Historie dlugow publicznych krajow zachodnich to potwierdzaja. Dosc wiec bredni o dobrodziejstwach zachodu.

    Np w ciagu ostatnich 32 lat w USA, w kazdym roku, tepo wzrostu dlugu publicznego przewyzszalo kilkakrotnie tepo wzrostu PKB. W ostatnich 3 latach 5-8 krotnie !!! To nie jest ekonomia. To jest parodia ekonomi.
    Przypomne ze ekonomia jest systemem stwarzania pozytywnej wartosci.

  23. @Andrzej52: odpuscilem sobie pasje lotnicze, poniewaz jak mielismy warsztaty na lotnisku (jeden dzien w tygodnu i co roku jeden caly miesiac) to uczyli nas o IL-ach i Tu-tkach a LOT przejmowal Boeingi, wiec byl troche konflikt miedzy historia na zajeciach a tym co stalo w hangrach (i nas nie dopuszczali do Beniow). Ale, przynajmniej doswiadczylem dobrej szkoly „przyzawodowej” z praktycznymi szkoleniami NA sprzecie (jaki by nie byl, bo Tu i ILy jeszcze lataly).

    Nie wszysktie szkoly panstwowe to uniwerki – jest duzo PWSZtow (panstwowe wyzsze szkoly zawodowe), takie oddzialy zamiejscowe panstwowych unwierkow w mniejszych miastach. Zostalo jeszcze kilka politechnik i jakies akademie.
    „produkcje” (absolwentow) panstwowek kontroluje sie finansowaniem. Ale trzeba chcec.

    @Autor: ciekawe kiedy Unia zamknie nam kopalnie (rentowne), z racji nie-ekologicznosci ich produktu? Czy za 5 lat dojdziemy do wojny „my kontra Unia”, poniewaz nasze panstwo bedzie potrzebowac rzeczy ktore unii nie beda odpowiadac?
    Wybory 2015 juz beda o takich sprawach 🙂

  24. @ axiom1

    Gdzie tu zacząć…
    W USA gdzie mieszkałem koszty życia były niższe niż w Polsce. Wiele towarów (samochody, domy, elektronika) są po prostu dużo tańsze. Nie jest więc tak jak Pan pisze. Gdyby w Polsce było tak świetnie to by się ten cały system na łeb nie zawalił – a zawalił się właśnie z powodu ekonomicznej niewydolności.
    PKB się nie podoba jako wskaźnik? Rzeczywiście ma sporo wad.
    Bezrobocie 0% za PRL. Mieliśmy wtedy przymus pracy więc z założenia było ono 0%. Dziś też tak można. Wystarczy nazwać zasiłek – wynagrodzeniem za gotowość do pracy, a bezrobotnego gotowym do pracy i bezrobocie 0%! Bezrobocie PRL poukrywane na wsi, PGRach i w poprzerastanych molochach to jest spadek z którym po dziś dzień nie potrafimy sobie poradzić. Duża część bezrobocia dzisiejszego, o którym Pan pisze to właśnie tamto bezrobocie z czasów „czy się stoi czy się leży” – znaczna część z tych 4 milionów miejsc pracy nie została stracona tylko okazała się niepotrzebna – bo 0% bezrobocia to była decyzja polityczna taka sama jak niewymienialność złotówki.
    Popatrzmy na inne wskaźniki:
    – liczba telewizorów, samochodów, AGD na głowę
    – przeciętna długość życia
    – wskaźniki skolaryzacji
    Prosze sobie prównać Polskę z zachodem wtedy i z Polską dzisiaj.
    I koniec końców to z Polski masowo wyjeżdżano wtedy na zachód aby popraiwć swój byt, a jakoś kolejek Amerykanów czy Brytyjczyjków po Polskie wizy nie było.

    No i prosze pokazać te niemieckie kolonie i wyzysk niewolniczy na bazie którego ten kraj stał się potęgą w latach 50 i 60 po byciu kompletnie zdemolowanym przez wojnę.

    Nie twierdzę, że teraz jest świetnie, bo nie jest. Nie twierdzę, że w różnych momentach transofrmacji nie popełniono błędów, bo popełniono. Nie mówie, że zachodni system nie ma wewnętrznych wad, które doprowadziły do kryzysu bo ma. Tymniemniej w twierdzenie, że PRL był ekonomicznym rajem, który prześcignął zachód nie wierzyli nawet kounistyczni propagandziści kiedy drukowali pamflety. W swej skormności zaznaczali co najwyżej, że zachód coraz szybciej gonimy (co też prawdą nie było).

  25. dopisze jeszcze dwie rzeczy:
    1. nie mozna porownywac powojennej europy zachodniej i jej tempa rozwoju do nas, poniewaz oni mieli Plan Marshalla. Efektow tego typu inwestycji nie dogonimy… bez takiej samej.
    Do tego byl ogranicznik handlu technologiami na wschod od muru, itd.
    Duszono nas od wschodu jak i zachodu.

    2. Balcerowicz i jego „chciago-style” reformy utrudnily nam dobry start po komunie – otwarcie granic na import w 1990 oznaczalo ze nie mielismy szans. Gdydby nie p.Bal, moglismy pojsc droga tygrysow: wpierw import substitution, dzieki niemu rozwoj przemyslu a dopiero otwarcie i export orientation. Czyli, trzecia droga, o jakiej wygaduja glupoty nasi naukowcy i dumacze (tzn twierdza ze takiej nie bylo wtedy). A wystarczylo czytac inne ksiazki lub nie jezdzic na sponsorowane przez CIA stypendia Fulbrighta.

    no ale wtedy balcerowicz i jego kumotrzy nie mogliby lasic sie do elit tego swiata. Sachs sie przyznal do bledow w doradzaniu srodwkoej europie, a balcerowicz dalej prze w zaparte, pomimo zapasci jego ukochanego bandyckiego kapitalizmu.

  26. @Kasporowicz
    „Tymniemniej w twierdzeniu, że PRL był ekonomicznym rajem, który prześcignął zachód nie wierzyli nawet komunistyczni propagandziści kiedy drukowali pamflety”

    Ja nigdzie czegos podobnego nie twierdzilem. Niech pan pokaze gdzie ?? Gdzie ja to napisalem ??

    Co nie oznacza ze podobne stwierdzenie pozbawione calkowicie jest sensu. Byly dziedziny gdzie na pewno tak bylo.

    Ja porownywalem Polske lat 1970-ch z zachodem lat 1970-ych. I stoje za tym co napisalem. Ja rowniez napisalem ze wiele rzeczy w PRL bylo do naprawy.

    Dlaczego pan tu wciska ze ja uwazalem PRL za jakis ekonomiczny raj. Przekraca pan moje wpisy bo nie pasuja obecnej propagandzie czym jest demonizacja PRL.

    Po 22 latach zdemoralizowanych tumanskich nie-rzadow, Polska nie ma sie czym pochwalic poza 840 mld zl dlugiem publicznym, 740 mld zl dlugow gospodarstw domowych, 5 milionowa emigracja, 30% procentowym bezrobociem, i przelajdaczeniem majaktu narodowego.

    I teraz ma byc lepiej ?, po trasfomacji do kapitalizmu bez wlasnosci ??? Niech sie pan opamieta. Do tej pory po 22 latach nierzadow nawet jednej elektrowni nie potrafino wybudowac !!!

    Ale po przez szarganie PRL-em obecna wladza chce wygladac lepiej. W czym pan pomaga.

    Co z tego ze mieszkal pan USA. 90% obywateli UsA nawet nie wie gdzie jest Polska.
    A czy wie pan ze mieszkajac w USA otrzymywal pan zapomoge zywnosciowa? Cala ludnosc USA, 309 mln, otrzymuje zapomoge zywnosciowa juz od roku 1923.

    Pomoc dla rolnictwa obniza ceny produkotw rolnych o okolo 40%. W rezultacie rzad doplaca 40% do zywnosci sprzedawanej w UsA. A wiec zyl pan tam na jalmuznie. W raju kapitalistycznym. Podobnie jest w Europie Zachodniej. Rolnictwo dostalo subsydia w EZ w polowie lat 1950. Caly zachod zyje na jalmuznie i probuje uczyc inne kraje ekonomi.

    Ja mieszkam na tym tzw zachodzie juz przez 31 lat i smiac mi sie chce widzac te szalejaca w Polsce wasalska chorobe wobec zachodu. Czas sie z tego wyleczyc.

    Przyklad Niemiec to oddzielna historia. W Polsce nieznana bo nie pasuje, bo niezgodna z obecnym oficjalnym obrazkiem swiata. Niemcy to sztuczny stwor, odbudowany by byl straszakeim i zapora dla Europy Zachodniej. To produkt zimnej wojny. To zupelnie inny temat.

  27. Każdy z moich znajomych przedsiębiorców zaczynających własny interes w końcu lat osiemdziesiątych,niektórzy przetrwali,twierdzi,że prawo gospodarcze wprowadzone przez Wilczka i Rakowskiego stworzyło wówczas najlepsze warunki biznesowe.
    Degradowane następnie systematycznie przez wszystkie kolejne rządy styropianowe i pseudo lewicowe.W cziom dieło ? To jest najważniejsze pytanie.Bez precyzyjnej odpowiedzi nie ma możliwości usunięcia powodów degradacji warunków rozwoju kraju.
    Diagnoza nie stworzy automatycznie poprawy tego stanu rzeczy.Bez takiej diagnozy,jednak,nie sposób liczyc na jakąkolwiek poprawę.Ideologię zostawmy na boku.Każda ideologia to tylko zasłona dymna.

  28. @axiom1
    Niemcy to nie tyle przypadek łaski aliantów zachodnich podczas zimnej wojny, ale produkt polityki merkantylistycznej prowadzonej od czasów Bismarcka kierującego się wskazówkami z prac Friedricha Lista. Dobrze się stało, że nie obrócono tego kraju w kraj rolniczy niezagrażający w żaden sposób Europie (no może poza wciskaniem zepsutych ziemniaków i innych płodów rolnych). Patrząc jednak na to jak odradza się niemiecka duma (a raczej buta) i sposób w jaki jest demonstrowana wobec Greków, którzy mieli swoje za uszami, to się człowiek zastanawia czy ten Morgenthau aby nie miał trochę racji.
    Dobre porównania pomiędzy Niemcami a Wielką Brytanią daje „Historia Anglików” Paula Johnsona, a pomiędzy Niemcami a USA „Kapitalizm niemiecki. Szkice o genezie, rozwoju i teraźniejszości” (porównanie wychodzi na korzyść Niemiec a przewaga PKB USA wynika wg autora z dłuższych godzin pracy Amerykanów; jakością życia Amerykanie są bici na głowę przez Niemców). Dobra charakterystyka polityki gospodarczej Niemiec w strefie euro pod tym adresem: http://wiadomosci.wp.pl/kat,118036,title,Czeka-nas-germanizacja-Europy,wid,13115610,wiadomosc.html?ticaid=1dfd9

  29. @ Marcin
    Oczywiście, że nie mozna porównywać. Ale dyskusja nad powodami zacofania kraju to co innego niż dyskusja – gdzie jest dostatniej w Polsce czy USA .

    Co do Balcerowicza mój pogląd jest taki: nie wiemy czy jego pomysły były najlepsze pod słońcem – do wielu rzeczy można się przyczepić. Widzimy za to skutki – i mnie osobiście się te skutki dość podobają. Skok cywilizacyjny przez ostatnie 20 lat niebywały – dziwie się, że Polacy są tak mało dumni z tego co im się udało osiągnąć. Natomiast sugerowanie, że jego poglądy i działania wywołane były głównie chęcią przypodobania się jakimś zachodnim elitom uważam za oskarżenia nie fair. Zarzucić komuś błędy czy niedoskonałości to jedno, zarzucić zdradę to coś zupełnie innego.

    Czy trzecia droga byłaby lepsza? Tego nie wiemy i się raczej nie dowiemy. Równie dobrze mogłaby się okazać katastrofą – budowalibyśmy przemysł na potrzeby eksportu. Ale skąd na to pieniądze? Ano z tego samego miejsca co za PRL – trzymania stopy życiwoej na niskim poziomie. Być może zbudowalibyśmy pare branż – tylko pytanie czy aby nie byłyby to te same branże, które opanowali Chińczycy. Z nimi szans byśmy nie mieli. A prawdopodobieństwo takiego rozwoju spraw jest duże bo high-tech raczej u nas nie wchodził w grę. Innymi słowy być może zbudowalibyśmy sobie sami obóz pracy.

    @ Axiom
    „W koncu lat 1970 np w Brytani bylo znacznie gorzej niz w Polsce. Podobnie w USA. ” Na moje oko wprost tu stoi, że w Polsce było lepiej niż w USA (skoro tam było znacznie gorzej znaczy u nas znacznie lepiej).

    Będąc w USA dostawałem więcej zapomóg – głównie stypendia. Dopłaty do żywności to rzeczywiście ciekawy temat. Ale dopłat do elektroniki, domów, prądu, benzyny etc już tam nie ma – a ceny jednak niższe niż u nas. Argument, że na zachodzie większe PKB na głowę zjadają większe koszty utrzymania kupy się nie trzyma.

    I drastycznie nie zgadzam się z poglądem, że Polska nie ma się czym pochwalić. Kiedy Pan był ostatnio w kraju? Ilość pobudowanej infrastruktury (brakującej z czasów PRL właśnie), poziom zamożności… Jeszcze pamiętam Polskę 25 lat temu – nawet nie wiem czy jest sens porównywać.

    PRL przez dekady tłamsił polskąprzedsiębiorczość i wpychał ją w ramy gospodarki planowej. Z gospodarczego (i nie tylko) punktu widzenia był to ustrój z gruntu zły, który nie tyle nadawał się do poprawek tylko do kasacji. Z tej przyczyny ten kraj i ten ustrój (w Polsce i innych krajach) stał się bankrutem. I dlatego to my dziś mamy kapitalizm, a nie zachód ma socjalizm. Ja rozumiem PRL to czasy młodości a te się zawsze miło wspomina. Jednak z jakiegoś powodu Pan te 31 lat temu (czyli na początku lat 80tych czyli zaraz po okresie kiedy tak Polska świetnie stała) z kraju wyjechał i postanowił wieść lepsze życie gdzie indziej.

  30. @Samael
    Dzieki za link. Niemcy sa manipulowani od 1924 roku.
    http://thehiddenevil.com/nazis.asp
    Mozna wiec powiedzic ze celem Ameryki po IIWS bylo odbudowanie swoich wlasnych biznesow po przez plan Marshalla.

    Ale odstawmy Ameryka na bok. Gospodarnoscia i wynalazczoscia Niemcy imponuja. Nie chwalac sie ‚zielona wyspa’ zmniejszyli swoje bezrobocie. I poszli nawet dalej, niedawno zaprosili 400 tys polakow do pracy u siebie. I jest to praca na lepszych warunkach niz w Polsce. Niemcy zrobili gest dla polakow. Na cos takiego polskiego rzadu nawet nie stac wobec swoich obywateli. Polski rzad nawet nie rozpoznaje potrzeby likwidacji bezrobocia.

  31. @Kaspprowicz
    Obecnie w Polsce jest trudniej prowadzic wlasny biznes niz bylo to w roku 1989 !
    Na rejerstracje nowego biznesu czeka sie w Polsce 32 dni podczas gdy u mnie na wsi rejerstracja nawet nie jest potrzebna.

    A nowa infrastruktura w Polsce??? Jaka nowa infrastuktura ??? Kilaset km drog wybudowano z pomoca Uni i to wszystko. Obce firmy wybudowaly swe siedziby. Obce firmy wybudowaly supermarkety przez ktore zalewaja Polske obcymi towarami. I to ma byc postep?

    Widzac ze zadaniem tego bloga jest dalsze propagowanie neo-liberalnej zarazy.
    A w ojczyznie neo-liberalizmu 309 mln ludzi dostaje 40% zapomoge zywnosciowa. Juz od 1923 roku bez przerwy. Zaden kraj komunistyczny nie dozywial swej ludnosci na taka skale i przez tak dlugo.
    Dalsze 47 mln dostaje kartki zywnosciowe, i dalsze 25 mln ludzi nie ma pracy. A dlug publiczny przekorczyl juz 100% PKB.

    Widac wiec panie Kasporwicz ze w zamian za stypendia sprzedal pan swoj umysl. A ja mialem ambicje studiowac na swoj wlasny koszt.

  32. @axiom1
    W artykule do którego link podałem jest trochę o skutkach ubocznych obniżania kosztów funkcjonowania przedsiębiorstw w stosunku do reszty eurostrefy przez Niemcy. W „Historii Anglików” Johnsona jest takie porównanie obrazujące zapóźnienie Brytyjczyków w stosunku do Niemców w rozwoju politechnik i stopnia innowacyjności ich przemysłu tuż przed I wojną światową. Johnson zauważył, że liczba absolwentów politechnik (ktorzy przecież znajdowali pracę, bo wykształcenie to i tak było elitarne) w całej Wielkiej Brytanii była mniejsza niż liczba absolwentów w samym Monachium.
    PS Dzięki za link. O niektórych z tych rzeczy wiedziałem.

  33. @micjur i axiom1
    Pogorszenie się sytuacji przedsiębiorców nie ulega dyskusji. jest to w zupełności niezrozumiałe. W dużej mierze jako reakcja na ten fakt, próba zasygnalizowania, zdiagnozowania, przedsykutowania i wypracowania jakichś rozwiązań powstał ten blog

    @axiom1
    Neoliberalna zaraza może i dotujeżywność (podobie Europa, która neolivberalna bynajmniej nie jest), ale to chyba lepsze niż socjalistyczny przepis na głodzenie ludności (od hłodomoru po kartkowanie mięsa cukru etc) – żaden kraj kapitalistyczny nie głosził swoich ludzi tak długo bo już od 1917.
    Jestem zdecydowanym przeciwnikiem długu publicznego bo prowadzi to do nieszczęścia. Proszę jednak zauważyć, że zadłużanie państwa z neoliberalizmem nie ma zupełnie nic wspólnego (żeby nie powiedzieć wyklucza się).
    Ambicji gratuluję.

  34. „Zaden kraj kapitalistyczny nie głodził swoich ludzi tak długo bo już od 1917.”

    A co bylo w koloniach panie Kasporwicz? Wezmy taka Brytanie, Tylko w Afryce 400 mln niewolnikow tyralo aby Brytania chwalila sie sukcesem swej gospodarki rynkowej. Na wszelki wypadek niech pan nie wspomina o zeslaniach na Syberie. Brytania miala swoj odpowiednik Australii, a Francja miala Gujane.

    Dlug publiczny jest wynikiem neo-liberalizmu. Dlug publiczny jest konsewkwencja neo-liberalizmu. Bo neo-linberalne ekonomie nie potrafa same na siebie zarobic.
    Caly zachodni swiat jest tego przykladem. Polska jest tego przykladem. Juz 22 lata kolejnych deficytow i do tej pory nawet nikt nie pokazuje ambicji by to analizowac nie mowiac o naprawie.

    @Samael
    U Niemcow stosunek liczb ludzi zawodow technicznych do wszelkiej masci spoleczno-humanistycznych ma sie 5 do 1. W tym lezy sila niemieckiej gospodarki.

  35. czyli wychodzi nam konsensus, ze trzeba inwestowac w zawody techniczne, bo ich liczba to produkcja i nowe pomysly, i tylko dzieki temu mozna sie rozwijac.

  36. Illinois, Friedman country, wiadomo, ojczyzna neo-liberalnej zarazy. I to widac, ‚Sprywatyzowac Panstwo’, prawa robotnicze odpowiedzialne za bezrobocie, nadwyzka ludzi w Polsce, 4 mln byly nie potrzebne, razem z rodzinami to okolo 12 mln niepotrzebnych polakow.
    A wiec jaka wizja dla Polski ma pan panie Kasprowicz ? Opiekuncze panstwo dla 15% najbogatszych Polakow i obcych korporacji ? A co zrobic z nadwyzka ludzi, czesc wyemigrowala to dobrze a co z reszta moze zagnac do komor gazowyc?

    „Czy sie stoi czy sie lezy…: Czy tak naprawde bylo w PRL. Gdy w koncu lat 1970 zwiekszono liczbe wojewodztw z 17 do 49 myslalem ze to koniec swiata. Myslalem z e biurokracja zje Polske. W 1989 w Polsce bylo az 158 tys urzedasow. A obecnie jest ich 700 tys. A wiec ‚czy sie stoi czy sie lezy’ bardziej pasuje do obecnej Polski. Urzedasy nigdy nie mieli lepiej.

  37. @Marcin
    Zdecydowanie zgoda w tym punkcie. Planuję większy wpis na te tematy – zpraszam do współpracy.

    @axiom
    Bardzo proszę o unikanie argumentów ad personam. Z tych kilku słów, które Pan wypowiedział też możnaby Pana zaszufladkować i ośmieszyć, ale chciałbym żeby ten blog był miejscem wymiany merytorycznych poglądów.
    Wbrew pozorom w wielu punktach mamy też zbieżne poglądy:
    – atmosfera dla przedsiębiorczości się pogarsza
    – mamy wielki przerost biurokracji
    – przywileje korporacji są nie do przyjęcia
    o wszystkim tym będę jeszcze pisał.
    Mamy też punkty, w których sie nie zgadzamy i o nich dyskutujmy. Ale prosze bez taniej demagogii jak na przykła ja pisze, że 4 miliony miejsc pracy były niepotrzebne, a Pan to przerabia na niepotrzebnych ludzi z rodzinami, których mam chcieć zagazować.
    Proszę rozmawiajmy o merytoryce – której w Pana postach przyznam nie brakuje – obcinając to co niepotrzebne

  38. @Marcin
    No nie do końca m.in z powodu tego co napisałem wcześniej. A oto dlaczego:
    1) http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/05/20/niskie-place-hamuja-rozwoj-panstw/
    2) http://www.lewica.pl/?id=23009

  39. @tomek: tobie Polityka pusci artykul o tym jak trzeba wyrznac kilkaset szkol w Polsce, poniewaz produkuja bezrobotnych. A mnie Forum Akademickie NIE pusci takich przemyslen – juz czekam na odpowiedzi nt. jednego artykulu gdzie obnazam aktualne „dzialania” w szkolnictwie prywatnym. Dlugo sie zastanawiaja.

    @Samael: prosze zauwazyc jeszcze jedna prawidlowosc – przewaga niemiecka trwa w niektorych branzach po kilkadziesiat lat i nic nie wskazuje na zmiane.
    Na swoich wykladach mialem zawsze temat „co zrobili dla nas nazisci” i przerabialismy cala liste osiagniec z tamtych lat, ktore dopiero dzisiaj udaje sie (najczesciej) poprawic, bo pobic nadal wielu sie nie udaje.
    Za komuny byl zawsze dowcip na zasadzie: „kto wynalazl rower? radziecki zolnierz u niemca na strychu.” I w tym jest ogrom prawdy.
    Wracajac do sedna – rozwoj niemiec byl jak (pozniejszy) rozwoj chin, zdeterminowany, zdyscyplinowany, zaplanowany, a przeciwnosci byly pokonywane sila woli i umyslu (no dobra, czasem czolgami, ale je TEZ zbudowali).
    A gdzie w naszej Polsce takie zalety znajdziemy?

    @ tomek: no ale tutaj znowu wracamy do debaty: „balcerowicz=chicagowski sprzedawczyk” LUB „polska 3 droga” 🙂

  40. „U Niemcow stosunek liczb ludzi zawodow technicznych do wszelkiej masci spoleczno-humanistycznych ma sie 5 do 1. W tym lezy sila niemieckiej gospodarki.” axiom – skad Pan ma takie dane? Nie wydaja sie byc prawdziwymi. Juz w 90.latach Niemcy otworzyly rynek pracy dla inzynierow i informatykow.

    Problem sterownia wyksztalceniem wyzszym uwzgledniajacym potrzeby panstwa jest praktycznie nierozwiazywalny z wielu wzgledow. Na to moga sobie pozwolic Chiny, Korea Polnocna i Kuba;-).
    W krajach demokratycznych natychmiast rozpoczelyby sie protesty, bo ogranicza to wolnosc jednostki.

    Ilosc absolwentow poszczegolnych kierunkow jest zmienna i kieruje sie w normalnych warunkach aktualna sytuacja na rynku pracy. Przypomina to wahadlo. I ruch tego wahadla z lewej do prawej trwa wiele lat – a w miedzyczasie sytuacja na rynku jest juz zupelnie inna.

    Tak bylo z lekarzami w Niemczech – w 90. latach nie bylo pracy dla lekarzy, zmalala ilosc chetnych na studia medyczne. Teraz absolwentow niemieckich uczelni brakuje – w szpitalach bez mala wiekszosc lekarzy, to obcokrajowcy.

    Problem braku inzynierow dotyczy calego zachodniego swiata. Po flaucie w latach 90. , kiedy to zamykano wiekszosc duzych firm inzynieryjnych, spadlo zainteresowanie kierunkami scislymi ( dodajmy do tego wygodnictwo mlodego pokolenia i pragnienie, aby studia byly lekkie, latwe i przyjemne) i teraz sytuacja jest taka, ze wiekszosc panstw ma niedobory inzynierow i firmy sciagaja ponownie do pracy swoich emerytow.

    Inna teza postawiona tutaj tez nie jest calkiem prawdziwa. Mianowicie ta, ze rynek pracy potrzebuje glownie inzynierow i technikow. Produkcja staje sie coraz bardziej zautomatyzowana, przenosi sie glownie do Azji ( aktualnie, bo za pare lat moze to byc Afryka Polnocna, pod warunkiem, ze sytuacja polityczna tam sie znormalizuje), jedynymi galeziami, ktore maja zagwarantowany rozwoj przez nastepne kilkadziesiat lat sa wszelkiej masci uslugi. Zreszta rynek uslug juz obecnie jest nie maly. Nie znam dokladnych danych, ale podejrzewam, ze juz obecnie jest wiekszy niz wytworczosc.

  41. @Marcin

    „Za komuny byl zawsze dowcip na zasadzie: „kto wynalazl rower? radziecki zolnierz u niemca na strychu.” I w tym jest ogrom prawdy.
    Wracajac do sedna – rozwoj niemiec byl jak (pozniejszy) rozwoj chin, zdeterminowany, zdyscyplinowany, zaplanowany, a przeciwnosci byly pokonywane sila woli i umyslu (no dobra, czasem czolgami, ale je TEZ zbudowali).
    A gdzie w naszej Polsce takie zalety znajdziemy?”

    Przypomniala mi sie pewna anegdotka: Walesa po wymysleniu hasla „Zbudujemy druga Japonie”, pojechal tam zobaczyc, jakzesz sie to robi. Jak wszedl do Japonskiej fabryki, to po pieciu minutach wiedzial, ze zadnej Japonii Polacy nie zbuduja, bo nie sa posluszni, zdyscyplinowani, pracowici. Co gorsza wyartykulowal swe mysli.

css.php