Od polityki (nie mylić z Polityką) trzymam się tutaj jak najdalej. Jednak sprowokowany chciałbym kilka słów na temat państwa i budowania fabryk. To dlaczego państwo nie powinno fabryk budować jest dość oczywiste dla każdego, kto pamięta czasy słusznie ubiegłe. Dlatego ja jednak tutaj nie o braku efektywności, przerostach zatrudnienia, marnej jakości – to wszystko znamy. Ja chciałbym napisać o fatalnych skutkach państwowych fabryk dzisiaj, a co może być lepszym przykładem niż jedna z największych państwowych fabryk (a w każdym razie pod kontrolą państwa się znajdujących) czyli PKN Orlen.
Nasz rynek jest zdominowany przez Orlen co nie ulega chyba wątpliwości. Abstrahując od możliwości przetwórczych ma on przygniatającą przewagę w zakresie sieci dystrybucji. Posiada około 1300 stacji własnych i dodatkowo ponad 600 franczyzowych. Trzech kolejnych graczy (Lotos, BP, Shell) mają po około 350 stacji każdy czyli w sumie mniej niż Orlen. Znaczące punkty dystrybucji hurtowej paliw należą również do Orlen i Lotos. Dominacja jest absolutna.
To jednak mało by wykazać szkodliwość państwowych fabryk. Może Orlen to najlepsze co nam się mogło przydarzyć? Spójrzmy zatem jak swą siłę Orlen wykorzystuje. W okresie przed jesiennymi wyborami miała miejsce niezwykła sytuacja: ceny hurtowe paliw przekraczały ceny na stacjach Orlen. Znaczy to tyle, że czasem lepiej opłacałoby się wysłać cysternę po paliwo na pobliską stację Orlen niż kupować w cenach hurtowych. Przez dłuższy czas marża na paliwie utrzymywała się na poziomie 1 grosza. Nie da się ukryć, że taki stan rzeczy był odpowiedzią na apel polityków o „wrażliwość społeczną” w zakresie cen paliw (to minister Budzanowski). Minister Sawicki zaś mówił o regulowaniu zysku firm paliwowych. Tym samym „wrażliwość społeczna” spowodowała upadek kolejnych przedsiębiorców i utratę miejsc pracy. Za to wpływ na wynik wyborów nie może być przeceniony.
Oczywiście w takich warunkach konkurencja jest niemożliwa. W tym roku szacuje się, że z rynku wypadnie 15% stacji – głównie ze względów na wymogi ekologiczne. Ale jeśli stacji nie stać na jednorazową inwestycję rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych świadczy to jednoznacznie o ich sytuacji finansowej. Jednocześnie Orlen jako zabezpieczanie kredytu kupieckiego wymaga wpisu na hipotece. Tym samym co ciekawsze lokalizacje mogą być łatwo przejmowane przez koncern jak tylko ich sytuacja finansowa pogarsza się (co PKN w przypadku franczyzobiorców może obserwować on-line posiadając wgląd we wszystkie dane sprzedażowe). Sprzyja temu ciągłe utrzymywanie marż detalicznych na bardzo niskim poziomie – w styczniu znowu wynosiły one około grosza co nie pokrywa nawet cen transportu. Tym samym koncern przesuwa zyski ze sprzedaży na wszystkich stacjach do siebie zagarniając całą marżę za sprzedaży paliw. Jest to działanie ekonomicznie logiczne, ale jednocześnie nieetyczne i prawdopodobnie nielegalne. Tym bardziej zastanawia co Orlen robi w indeksie giełdowym RESPECT, który ma grupować firmy o etycznym podejściu do biznesu.
Obrońcy państwowej własności mogą jednak powiedzieć, że monopol to monopol – nieważne państwowy czy prywatny i będzie nadużywał swej pozycji. I tu są kontrargumenty. Sytuacja z września i października spowodowała, że Polska Izba Paliw Płynnych oraz koncern BP złożyły w UOKiK skargę na działania PKN Orlen. Jednak Orlen wydaje się być odporny na działanie państwowych instytucji bo skarga po dziś dzień nie została rozpatrzona. Trudno się spodziewać, że politycy ukarzą swoje narzędzie za wykonywanie ich poleceń. Zresztą były prezes UOKiK Cezary Banasiński został członkiem Rady Nadzorczej PKN Orlen, czyżby by tym lepiej wspierać go w obchodzeniu regulacji antymonopolistycznych?
Każdy monopol jest zły, ale państwowy monopol jest gorszy, bo nawet państwowe instytucje przed nim nie chronią. UOKiK chętnie inwestuje w reklamy ostrzegające przedsiębiorców przed zmowami cenowymi (jednocześnie w uwłaczający sposób prezentując ich albo jako zastraszonych tchórzy, albo zadufanych w sobie cwaniaków), ale akcji przeciwko państwowym monopolom nie widać.